Piąty dzień naszego pobytu na Bałkanach rozpoczął się wcześnie... szybkie śniadanie, szykowanie i w trasę! W końcu tego dnia mieliśmy w planach wycieczkę do Bośni i Hercegowiny. Znowu wracaliśmy do Mostaru, Medjugorie oraz nad Wodospady Kravica 😊 
Droga do Mostaru minęła nam bez problemów, w Mostarze znaleźliśmy fajny parking (płatny) i ruszyliśmy na miasto! Fajnie było znowu się tu znaleźć... już po raz trzeci przemierzaliśmy uliczki Mostaru, ale to pierwszy raz gdy jest tu z nami Kuba! 

Mostar jest jednym z najpiękniej zlokalizowanych miast Bośni i Hercegowiny, położonym u podnóża gór i wzdłuż nurtu rzeki Neretwy. Od marca 1992 roku Mostar znajdował się w granicach niepodległej Bośni i Hercegowiny, ale przez półtora roku toczyły się tu walki narodowościowe, które doprowadziły do zniszczenia wielu zabytków. Dziś miasto jest podzielone pomiędzy dwa narody.


To takie niesamowite uczucie móc pokazywać temu małemu człowiekowi świat... Odkąd pojawił się na świecie, to myśl o kolejnej podróży ekscytuje mnie jeszcze bardziej. Dla niego wszystko jest nowe, odkrywamy z nim nieznane i dbamy o to by zapewnić mu jak najlepsze wspomnienia z dzieciństwa.






Jednym z najpiękniejszych i najstarszych zabytków Mostaru jest słynny most, zbudowany z białego kamienia. Jego historia sięga jeszcze czasów średniowiecza, kiedy po powstaniu twierdzy tureckiej zburzono most drewniany. Wznoszący się 20 m. nad wodą most, przypominający sylwetką półksiężyc, wybudowano z 456 bloków białego marmuru, połączonych żelaznymi klamrami. W wyniku wojny w byłej Jugosławii został zburzony przez Chorwatów w listopadzie 1993 roku. Ponownie odbudowany w lipcu 2004 roku.



Będąc w Mostarze nie mogliśmy odpuścić spaceru po targu. Jedna przestroga... nie kupujcie tu miodu, na małych straganikach przy drogach mają zdecydowanie lepszy 😉





Obowiązkowo zeszliśmy również nad wodę... widok na most jest stąd wspaniały! A woda jak zwykle lodowata, więc można się przyjemnie schłodzić w tak upalny dzień. 




Tego dnia czekało nas jeszcze trochę atrakcji, więc postanowiliśmy zjeść coś na mieście. Standardowo zdecydowaliśmy się na cevapi, nasz ulubiony Bałkański przysmak 😁 Michał bardzo często robi cevapi w domu i muszę przyznać, że wychodzi mu tak samo dobre, jak to lokalne.


Po obiedzie ruszyliśmy w dalszą drogę. Pojechaliśmy "na skróty", co oznacza, że wpakowaliśmy się w wąziutkie, górskie uliczki... za to widoki były wspaniałe 😅


W Medjugorie byliśmy drugi raz, za to pierwszy raz z Kubą... W trakcie tego wyjazdu nie mogliśmy odpuścić tego miejsca... wszyscy modliliśmy się chyba w tylko w tej jednej, najważniejszej intencji 😔




Po chwili skupienia i modlitwy ruszyliśmy dalej! Standardowo drogą na skróty 😂


Pierwszy raz nad Wodospadami Kravica byliśmy w roku 2013, drugi w 2014 i musimy przyznać, że sporo się tu pozmieniało od tego czasu... naszym zdaniem jest to zmiana na gorsze. Gdy byliśmy tu kiedyś, było to miejsce mniej popularne. Teraz zostało dostosowane do turystów. Płatne wejście, zakaz wprowadzania psów, betonowa droga pod same wodospady, wielki bar nad samym brzegiem... Niestety miejsce straciło ten swój "dziki" urok. Pomimo to nadal mam sentyment do Wodospadów Kravica i nadal patrzyłam na nie z zachwytem.



Woda była lodowata, ale ten mały człowiek nie chciał z niej wyjść... no cóż, niech się hartuje 😅 Chciał skakać, pluskać się, a mi już zamarzały nogi.







Na ten dzień zrealizowaliśmy cały plan... Pożegnanie z Bośnią i Hercegowiną i wracamy do naszej ukochanej Chorwacji! Chyba każdemu z nas był już potrzebny odpoczynek na tarasie z tymi przepięknymi widokami. 



Na koniec dnia przeszliśmy się jeszcze na spacer wzdłuż plaży z Rudełkiem. To był udany, choć mega męczący dzień 😉

Czwarty dzień naszego pobytu na Bałkanach. Na ten dzień nie mieliśmy zaplanowanej żadnej wycieczki... miał to być dzień na leniwy wypoczynek, spacer po okolicy oraz przyjemną kąpiel w Adriatyku 😁 Kuba oczywiście nie dał nam pospać... cóż, takie życie z małym dzieckiem. Dzięki temu mamy dłuższy dzień na rozkoszowanie się widokami 😅 

Po śniadaniu chwyciliśmy aparat, Kuba złapał autko za sznurek, zapięliśmy Rudemu szelki i ruszyliśmy w drogę! Pogoda była wspaniała.


Owoce granatu na drzewie to zdecydowanie mój ulubiony widok na Bałkanach... tak bardzo brakuje mi tego w Polsce! No dobra... brakuje mi też tej pogody i cudownego Adriatyku 😅






Muszę przyznać, że Brist, który tym razem wybraliśmy na tzw. bazę wypadową, oraz Podaca, która była naszą bazą w roku 2013, to naprawdę idealne lokalizacje. Cisza, spokój, piękne widoki, czyste, kamieniste plaże. Zjechaliśmy całe wybrzeże Chorwacji i południowa Dalmacja jest według nas najpiękniejsza. Już teraz wiem, że gdy w przyszłości będziemy ponownie planować wycieczkę do Chorwacji, to tylko własnym samochodem i tylko do południowej Dalmacji (a najlepiej do miejscowości Brist lub Podaca 😁). No i oczywiście przed sezonem lub po sezonie... w sezonie jak dla nas jest tu zbyt dużo ludzi i ciężko spokojnie pozwiedzać.







Zachwycać się widokami można tu naprawdę na każdym kroku... ale zdjęcie Kubusia w tej łódce jest jednym z moich ulubionych 😍 Młody pewnie nie będzie pamiętał tego wyjazdu, ale od czego ma nas! Będzie miał całą masę pięknych zdjęć, a my mu o wszystkim opowiemy... Dlatego lubię podróżować z Kubusiem od małego. Uważam, że każdy taki wyjazd czegoś go uczy, daje mu nowe doświadczenia i emocje. Myślę, że ma to naprawdę pozytywny wpływ na jego prawidłowy rozwój, a może w przyszłości równie mocno pokocha podróże 😁






Palmy okazały się naprawdę ciekawe dla Kubusia... no takiego drzewa to on jeszcze nie widział 😅









Po spacerze wróciliśmy do domu na obiad, a następnie wskoczyliśmy w stroje kąpielowe i pobiegliśmy na plażę. Nasz apartament znajdował się tak naprawdę zaraz przy zejściu na plażę, a że akurat było poza sezonem, to mogliśmy się poczuć tak jak w roku 2013 gdy mieliśmy prywatną plażę w Podacy 😉




Kuba po prostu uwielbia wodne zabawy... dokładnie tak jak jego rodzice 😁





A wieczorem czas na lokalne piwo z baru, który znajdował się zaraz pod nami 😁 Na początku nie bardzo nam się to podobało, bo obawialiśmy się hałasu i imprez, ale było naprawdę kulturalnie, czasami słychać było nie za głośną muzykę, ale mieli akurat dobry gust muzyczny, więc nie stanowiło to problemu i zaczęliśmy doceniać zalety baru zaraz pod apartamentem 😆 


Zachody słońca w Chorwacji to coś, czego nie da się zapomnieć... Tak strasznie żałowałam (i nadal żałuję), że moi rodzice nie mogli pojechać z nami w tą podróż... wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej, a teraz, gdy wiem, że już nigdy nie zabiorę mojego Taty do Chorwacji, że już nigdy nie przeżyjemy tego wspólnie, jest mi tak potwornie żal i przykro... W końcu to miał być wyjazd specjalnie dla mojego Taty i Mamy, chcieliśmy się odwdzięczyć, a los wszystko nam pokrzyżował... Musimy żyć dalej, ale wiem, że zawsze będę już czuła tą pustkę. Mam nadzieję, że patrzysz na nas tam z góry, Tato 😔


Rudi również podziwiał widoki z naszego tarasu. Lubi wygrzewać się w promieniach słońca... W 2013 roku przyjechaliśmy do Podacy z Mordkiem, tym razem z Rudim i nadal uważamy, że z psem można podróżować i wcale nie jest to trudne 😉 Wystarczy się odpowiednio przygotować i mieć dobrze wychowanego czworonożnego kumpla 😀




Gdy Kuba już zasnął, my wybraliśmy się we dwoje... a nie, przepraszam... we troje, na wieczorny spacer 😁 Chorwacja zawsze będzie dla nas rajem na ziemi 💙