Czwarty dzień naszego pobytu na Bałkanach. Na ten dzień nie mieliśmy zaplanowanej żadnej wycieczki... miał to być dzień na leniwy wypoczynek, spacer po okolicy oraz przyjemną kąpiel w Adriatyku 😁 Kuba oczywiście nie dał nam pospać... cóż, takie życie z małym dzieckiem. Dzięki temu mamy dłuższy dzień na rozkoszowanie się widokami 😅 

Po śniadaniu chwyciliśmy aparat, Kuba złapał autko za sznurek, zapięliśmy Rudemu szelki i ruszyliśmy w drogę! Pogoda była wspaniała.


Owoce granatu na drzewie to zdecydowanie mój ulubiony widok na Bałkanach... tak bardzo brakuje mi tego w Polsce! No dobra... brakuje mi też tej pogody i cudownego Adriatyku 😅






Muszę przyznać, że Brist, który tym razem wybraliśmy na tzw. bazę wypadową, oraz Podaca, która była naszą bazą w roku 2013, to naprawdę idealne lokalizacje. Cisza, spokój, piękne widoki, czyste, kamieniste plaże. Zjechaliśmy całe wybrzeże Chorwacji i południowa Dalmacja jest według nas najpiękniejsza. Już teraz wiem, że gdy w przyszłości będziemy ponownie planować wycieczkę do Chorwacji, to tylko własnym samochodem i tylko do południowej Dalmacji (a najlepiej do miejscowości Brist lub Podaca 😁). No i oczywiście przed sezonem lub po sezonie... w sezonie jak dla nas jest tu zbyt dużo ludzi i ciężko spokojnie pozwiedzać.







Zachwycać się widokami można tu naprawdę na każdym kroku... ale zdjęcie Kubusia w tej łódce jest jednym z moich ulubionych 😍 Młody pewnie nie będzie pamiętał tego wyjazdu, ale od czego ma nas! Będzie miał całą masę pięknych zdjęć, a my mu o wszystkim opowiemy... Dlatego lubię podróżować z Kubusiem od małego. Uważam, że każdy taki wyjazd czegoś go uczy, daje mu nowe doświadczenia i emocje. Myślę, że ma to naprawdę pozytywny wpływ na jego prawidłowy rozwój, a może w przyszłości równie mocno pokocha podróże 😁






Palmy okazały się naprawdę ciekawe dla Kubusia... no takiego drzewa to on jeszcze nie widział 😅









Po spacerze wróciliśmy do domu na obiad, a następnie wskoczyliśmy w stroje kąpielowe i pobiegliśmy na plażę. Nasz apartament znajdował się tak naprawdę zaraz przy zejściu na plażę, a że akurat było poza sezonem, to mogliśmy się poczuć tak jak w roku 2013 gdy mieliśmy prywatną plażę w Podacy 😉




Kuba po prostu uwielbia wodne zabawy... dokładnie tak jak jego rodzice 😁





A wieczorem czas na lokalne piwo z baru, który znajdował się zaraz pod nami 😁 Na początku nie bardzo nam się to podobało, bo obawialiśmy się hałasu i imprez, ale było naprawdę kulturalnie, czasami słychać było nie za głośną muzykę, ale mieli akurat dobry gust muzyczny, więc nie stanowiło to problemu i zaczęliśmy doceniać zalety baru zaraz pod apartamentem 😆 


Zachody słońca w Chorwacji to coś, czego nie da się zapomnieć... Tak strasznie żałowałam (i nadal żałuję), że moi rodzice nie mogli pojechać z nami w tą podróż... wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej, a teraz, gdy wiem, że już nigdy nie zabiorę mojego Taty do Chorwacji, że już nigdy nie przeżyjemy tego wspólnie, jest mi tak potwornie żal i przykro... W końcu to miał być wyjazd specjalnie dla mojego Taty i Mamy, chcieliśmy się odwdzięczyć, a los wszystko nam pokrzyżował... Musimy żyć dalej, ale wiem, że zawsze będę już czuła tą pustkę. Mam nadzieję, że patrzysz na nas tam z góry, Tato 😔


Rudi również podziwiał widoki z naszego tarasu. Lubi wygrzewać się w promieniach słońca... W 2013 roku przyjechaliśmy do Podacy z Mordkiem, tym razem z Rudim i nadal uważamy, że z psem można podróżować i wcale nie jest to trudne 😉 Wystarczy się odpowiednio przygotować i mieć dobrze wychowanego czworonożnego kumpla 😀




Gdy Kuba już zasnął, my wybraliśmy się we dwoje... a nie, przepraszam... we troje, na wieczorny spacer 😁 Chorwacja zawsze będzie dla nas rajem na ziemi 💙





Trzeci dzień na Bałkanach przywitał nas chmurami i deszczową pogodą. Na ten dzień mieliśmy zaplanowaną wycieczkę do Dubrownika. Sprawdziliśmy pogodę... przez najbliższe dwa tygodnie zapowiadają tam deszcz. No cóż... W takim razie nie zmieniamy planów i jedziemy dzisiaj, skoro pogoda nie zamierza się poprawić 😅 z resztą, byliśmy w Dubrownik już dwa razy, więc raz możemy mieć gorszą pogodę. 



Zjedliśmy śniadanie, zaplanowaliśmy trasę, znaleźliśmy parking i w drogę! Jadąc z Bristu do Dubrownika trzeba przejechać przez terytorium Bośni i Hercegowiny, dlatego niezbędną jest nam zielona karta. Trzeba swoje odstać na granicy, choć poszło w miarę szybko. Najpierw zrobiliśmy drobne zakupy w Lidlu i skierowaliśmy się w stronę parkingu. Widok na stare miasto z góry zawsze nas zachwyca... 


Wiedzieliśmy, że nie znajdziemy tu darmowego parkingu w pobliżu centrum, więc nawet nie zamierzaliśmy bo szukać. Auto zostawiliśmy na parkingu w pobliżu starego miasta, gdzie cena była całkiem przyzwoita, jeśli tak to można nazwać. Niestety zaraz po wyjściu z parkingu krytego przyszła potworna ulewa, a do tego grzmiało i błyskało co chwila. Przeczekaliśmy chwilę i mimo niesprzyjających warunków pogodowych, ruszyliśmy na miasto! W końcu nie po to tu jechaliśmy, żeby teraz wracać :)
PS. Całe szczęście, że poczekaliśmy bo po 20 minutach zaczęło się trochę przejaśniać, a przynajmniej ulewa zmieniała się w lekki letni deszcz.



Pierwszym naszym celem była plaża, którą odkryliśmy na Bolku w 2014 roku... Trochę się tu zmieniło od tego czasu, ale widoki nadal zachwycały. Pogoda była bardzo kapryśna i co chwila deszcz ustawał, by zza moment powrócić, więc szybko ruszyliśmy dalej, chcąc choć na chwilę poczuć niezwykły klimat tego Dubrownika.







Idąc dalej trafiliśmy do zbudowanej w latach 1438-1444 wielkiej studni Onofria. A stąd jest już naprawdę fajny widok na mury obronne.


Tym razem również nie skusiliśmy się na spacer murami obronnymi. Pogoda była kiepska, a mając do wyboru pozwiedzanie miasta i spacer po murach, zdecydowanie bardziej woleliśmy labirynt wąskich uliczek 😉 A mury? Może kiedyś...


Gdy byliśmy już blisko wieży dzwonniczo–zegarowej z XV w. zaczęło kropić... Niestety drobny deszczyk zmienił się w mocną ulewę, którą chcieliśmy przeczekać.


Po krótkim postoju, pomimo deszczu, zdecydowaliśmy, że odwiedzimy jeszcze port... to jedno z moich ulubionych miejsc 😊 Strasznie żałuję, że nie udało nam się odbyć tej podróży w takim składzie, jakim planowaliśmy...  



Ulewa niestety nie odpuszczała, więc skierowaliśmy się w stronę parkingu. Mokrzy wsiedliśmy do naszej Zafiry... 7 osób i mokry pies... 
Choć pogoda była nam nieprzychylna, to siedząc w ciepłym domu i popijając kawę, miło wspominamy tamten dzień. Mocno nietypowe zwiedzanie przy mocno nietypowej pogodzie... ale czy nie o to chodzi właśnie w podróżowaniu? Żeby pomimo przeciwności realizować założone plany. Poza tym, nie pamiętam, żeby ktokolwiek wracał smutny lub niezadowolony. Pamiętam natomiast uśmiechnięte miny, śpiewane piosenki i głośne konwersacje. Tak... czasami właśnie takie zwiedzanie daje najwięcej satysfakcji, przyjemności i niezapomnianych wrażeń. Bo w końcu, ile osób może pochwalić się fajnym zwiedzaniem, w dobrej atmosferze, pomimo złej pogody? Znaczna większość turystów w taki dzień nie ruszyłaby się z hotelu, a my... cóż, my jesteśmy nietypowi i dobrze nam z tym 😉