Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2012 - dzień czwarty

Dzień 4 (4 sierpnia 2012) - WŁOCHY

Od rana siedzieliśmy nad jeziorem Garda. Tym razem Ola i Majka weszły do wody, było mnóstwo zabawy, śmiechu i robienia zdjęć. Na plaży odsypialiśmy trudną noc, nie przeszkadzały nam nawet kamienie. Woda zaczęła trochę kwitnąć, ale dalej od brzegu była czysta, więc pływało się fajnie.






O 14 zebraliśmy się z plaży i wróciliśmy coś zjeść oraz umyć się. Po posiłku ruszyliśmy w drogę do Werony. Zatrzymaliśmy się przy stadionie i tu autokar został na noc. My zaś zaczęliśmy zwiedzać, ale po drobnej sprzeczce, zwiedzaliśmy we dwójkę, szkoda, że Ola nie poszła z nami...

Werona (Verona) - miasto na północy Włoch (255 tys. mieszk.) w prowincji Wenecja Euganejska, położone nad Adygą; duży ośrodek przemysłowy i turystyczny.




Zamek Castelvecchio  - to jedna z najważniejszych budowli w Weronie, jest równocześnie najwybitniejszym przykładem architektury gotyckiej w mieście. Zamek wybudowany został na polecenie Cangrande II z rodu Scaligerich, w 2 połowie XIV wieku i oprócz funkcji mieszkalnych miał też pełnić rolę obronną. Położony jest nad rzeką Adige. Dawniej otoczony był fosą, która aktualnie jest sucha. Przez lata panowania rodów Scaligerów, Viscontich, a potem dominacji weneckiej, napoleońskiej i austriackiej zamek pełnił kolejno funkcję mieszkalną, magazynu broni, szkoły wojskowej, a także koszar.Budowla odnowiona zostaław latach 20 -tych i 60 - tych XX wieku. Od 1925 roku znajduje się tutaj muzeum miejskie. 




Arena - to jeden z największych rzymskich amfiteatrów, jakie zachowały się do dzisiejszych czasów. Jest trzecim co do wielkości, zaraz po Koloseum i amfiteatrze Campanii, budynkiem tego typu  we Włoszech. Wybudowany został w I wieku p.n.e. W czasie trzęsienia ziemi, w 1183 roku część zewnętrzna areny zawaliła się i pozostały tylko 4 łuki, mimo to część wewnętrzna budowli nie została uszkodzona. Do tej pory amfiteatr ten wykorzystywany jest podczas festiwalu operowego, a także podczas dużych koncertów, zgłasza w okresie wakacyjnym. Bilet wstępu kosztuje kilka euro, ale studenci mogą liczyć na zniżki.  Na widowni Areny mieści się około 22 tyś. osób, którzy siedzą na miejscu, gdzie dawniej siedzieli kibice igrzysk gladiatorskich.



Następnie zobaczyliśmy Dom Julii (Casa di Giulietta)- dom Julii to prawdopodobne domostwo rodziny Capulettih, jest to XIII wieczny zamek, który mieści się przy Via Capello 23. Wejście do wnętrza domu jest płatne, ale mimo to warto zwiedzić pomieszczenia, w których mieszkała Szekspirowska bohaterka. Szczególnym powodzeniem wśród turystów cieszy się balkon Julii, pod którym umieszczono tabliczkę z fragmentem sceny balkonowej.  Wokół domu znajduje się również ogród ze słynnym posągiem Julii. Pomnik wykonany jest z brązu i zachwyca nie tylko swoim pięknem, ale też jego czarodziejską mocą.  Legenda mówi, że dotknięcie prawej piersi Julii przynosi szczęście w miłości. Dlatego też ta nadobna część ciała Julii jest tak wypolerowana przez tysiące spragnionych miłości rąk, że świeci się z daleka.


Przeszliśmy przez Piazza dell’Erbe- to ważny plac w Weronie, wokół niego usytuowane są średniowieczne budynki. Najbardziej uwagę przykuwają powstały w 1301 roku Domus Mercatorum, czy giełda kupiecka i magazyn, XIV wieczna wieża Torre del Gardello , a także Casa Mazzanti, którego przepiękne malowidła ścienne najlepiej podziwiać jest po zmroku, kiedy są oświetlone przez reflektory. Wśród tych średniowiecznych, zabytkowych budynków codziennie odbywa się targ warzywny.


Dom Romea (Casa di Romeo) - budynek usytuowany jest przy Via Arche Scaligere 2-4, nieopodal Piazza dei Signori. Jest to XIII wieczny pałac, należący niegdyś do rodu książąt Cagnolo Dom Romea nie zachwyca swoim pięknem, z wyglądu bowiem przypomina fortecę.. Mimo to jest miejscem chętnie odwiedzanym przez turystów, którzy robią sobie tutaj pamiątkowe zdjęcia. W odróżnieniu od Domu Julii, Casa di Romeo nie jest dostępny dla zwiedzających. Jest to prywatna posesja. Na fasadzie budynku widnieje cytat z tragedii Szekspira, rozpoczynający się od słów: "Ach! Gdzież jest mój Romeo?".


Werona jest piękna, te wąskie uliczki, stare kamienice, kawiarenki, to wszystko ma swój urok!


Po drodze zjedliśmy dobrą pizze palcami prosto z pudełka, biegnąc w stronę autokaru, bo byliśmy bardzo głodni, a musieliśmy zdążyć na zbiórkę, żeby zabrać nasze rzeczy do spania. 

Gdy wróciliśmy pod autokar, opowiedzieliśmy Oli o tym co zwiedziliśmy i że to całkiem blisko, bardzo chcieliśmy pokazać jej urok tego miasta. Zaproponowaliśmy, że możemy ją tam zaprowadzić, Ola chętnie się zgodziła, poszła z nami również Majka i dwie nowe koleżanki, jednak po drodze grupa się podzieliła i zostaliśmy we trójkę. Muszę przyznać, że Werona nocą wygląda równie wspaniale i nocą dopiero zaczyna żyć! Przy koloseum wszystkie kawiarenki, bary, pizzerie były pootwierane, ludzie bawili się na całego.

Po pierwszej w nocy z Olą wróciliśmy przespać się trochę przy naszym DUECIE. Mieliśmy tylko dwa koce na naszą trójkę, nie wzięliśmy nawet karimat, bo myśleliśmy, że damy radę zwiedzać całą noc, przeliczyliśmy się jednak. Było trochę twardo i zimno, ale jakoś daliśmy radę.

Komentarze

  1. Werona... piękna zarówno za dnia, jak i w nocy. Małe, ale klimatyczne miasto.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Wilczy Wąwóz 2015

Dzień 11 czerwca 2015 r. postanowiliśmy spędzić aktywnie. Już od dawna planowaliśmy jakiś nieduży wypad w góry, ale za każdym razem pogoda płatała nam figle i byliśmy zmuszeni zmieniać plany. Lecz tego dnia się nie poddaliśmy, spakowaliśmy Mordka do bagażnika, Marty rodziców wcisnęliśmy na tylne siedzenie naszej Corsy i ruszyliśmy do Czech! Jak zwykle z opóźnieniem, ale to pomińmy ;)

Droga do Czech jakoś nam się dłużyła, ze względu na Mordka zrobiliśmy parę przystanków.

Standardowo na granicy wymieniliśmy trochę złotówek na korony. Dowiedzieliśmy się też, że jest remont drogi i lepiej jeśli pojedziemy inną tras, tak też zrobiliśmy, bo obydwie trasy nie były nam obce ;) jak miło było znów znaleźć się w tym miejscu! Wjechaliśmy na parking (50 koron) i pierwsze co zrobił nasz Mordek, to władowanie się do rzeki ;)

Po kupieniu biletów do Skalnego Miasta, dowiedzieliśmy się, że odcinek drogi prowadzący do okrężnego szlaku w Teplicach jest zamknięty, są za to alternatywne trasy przez Wilczy…