Bolek 2012 - dzień dziewiąty

Dzień 9 (9 sierpnia 2012) - FRANCJA

O godzinie 8 obudziliśmy się i za oknem ujrzeliśmy dworzec kolejowy w Bordeaux. Z tego miejsca wieczorem mieliśmy zabrać dziewczynę, która nie jechała z nami od początku.
O 9 Michał z Bolkiem i paroma osobami, poszli na dworzec po mapki, jednak okazało się, że są bardzo nieczytelne... Poszliśmy na dworzec, żeby umyć się w publicznej toalecie, a następnie kupiliśmy coś do jedzenia (standardowo bagietkę).

Bordeaux jest średniej wielkości francuskim miastem liczącym około 230 tysięcy mieszkańców. Położone jest w malowniczym estuarium, czyli lejkowatym ujściu rzeki Garonny, mniej więcej 100 km od wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Doskonała żeglowność rzeki i połączenie z oceanem sprawiają, że jest to ważne miasto portowe, pełniące w tym zakresie znaczącą rolę jako jeden z największych portów Francji z dostępem dla wielkich statków oceanicznych.

Po ubogim śniadaniu nasza czwórka była gotowa do drogi, spakowaliśmy się w jedną torbę (targaliśmy ze sobą koc) i poszliśmy. Po półgodzinnym marszu znaleźliśmy stację benzynową, na pierwszy rzut oka kasjerka nie wyglądała zbyt przyjaźnie, ale po krótkiej rozmowie i naszych pytaniach dotyczących miasta, okazała się naprawdę w porządku. Kupiliśmy mapkę i ruszyliśmy dalej. Niestety po drodze rozerwała nam się torba, więc zaczęliśmy rozglądać się za jakimkolwiek marketem. Po drodze przeszliśmy przez ogromną halę targową, nie pachniało tam zbyt ładnie, dlatego bardzo mi ulżyło, gdy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu. Niedaleko wypatrzyłam mały market, w którym kupiliśmy dużą torbę, serek czosnkowy (nasz ulubiony!) i bagietki. Śniadanie zjedliśmy na Place Maynard, na którym znajduje się Basilica of St. Michael,  kościół wybudowany w stylu gotyckim, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO oraz Fléche Saint-Michel. 




Najedzeni poszliśmy na tramwaj, wyglądał bardzo nowocześnie i był klimatyzowany, niestety przejechaliśmy nim tylko dwa przystanki.

Dotarliśmy na Place de la Bourse, czyli Plac Giełdy. Jest to obecnie turystyczne centrum handlowe, gdzie można nabyć pamiątki dla bliskich, my jednak nie byliśmy tym zainteresowani, ponieważ jest to chyba najbardziej spektakularny plac w Europie, siedzieliśmy tam i po prostu podziwialiśmy. Obowiązkową  atrakcją jest również tzw. Zwierciadło Wody, które co jakiś czas zamienia się w gęstą mgłę z pary, a gdy znowu wypełniało się wodą odbijało otaczające je budynki w tafli, niczym w lustrze. Spędziliśmy tam mnóstwo czasu, zabawa w fontannie, zwłaszcza w tak upalny dzień, była cudowna! Bordeaux znajduje się niedaleko Oceanu, czuć to w powietrzu :)





Po zabawie w Zwierciadle Wody ruszyliśmy w dalszą drogę, czas na zwiedzanie! :)




Kolejnym naszym przystankiem był park nad rzeką Garonną, rozłożyliśmy tam koc i karmiliśmy gołębie resztką naszego śniadania. Następnie spacerem po starówce dotarliśmy na Plac Quinconces, który zbudowany jest według planu tzw. kwinkunksu czyli usytuowania obiektów na czterech rogach i jednego centralnie w środku placu. Przypomina to nieco układ kropek w "piątce" na kostce do gry. Centralnym punktem placu jest fontanna z pomnikiem Monument des Girondins. Statua pomnika ma aż 50 m wysokości.





Potem poszliśmy do parku "place Gambetta", jednak to nie tu chcieliśmy trafić... po krótkiej rozmowie z polakiem mieszkającym w Bordeaux, trafiliśmy do Jardin Public ParkTen ogromny park, założony przez Tourny’ego w stylu francuskim, w 1856 r. został przekształcony w park w stylu angielskim razem ze wszystkimi dodatkami (rzeczki, mosty, wysepki). Pewną jego część zajmuje ogród botaniczny. Zjedliśmy tam kolację i poszliśmy porobić sobie zdjęcia. Ogród jest niesamowity, mogłabym tam spędzić cały dzień... 












O godzinie 19:30 doszliśmy z powrotem do Place de la Bourse, gdzie spędziliśmy resztę naszego wolnego czasu.

Teatr Wielki w Bordeaux




Niestety to co dobre, szybko się kończy, więc powoli musieliśmy wracać do naszego autokaru.

Jedna z głównych kiedyś bram.
O 21 stawiliśmy się na zbiórkę pod autokarem i zjedliśmy kolację. Około godziny 22 dołączyła do nas nowa dziewczyna i ruszyliśmy w stronę tak bardzo wyczekiwanego Oceanu... Studenci trochę pobalowali, więc mieliśmy kolejną ciężką noc w autokarze... Jednak można do tego przywyknąć i spać nawet przy głośniej muzyce ;) 

1 komentarz:

  1. "Zwierciadło Wody" było dla nas zbawieniem. Z największą przyjemnością spędziłbym tam cały dzień chłodząc się...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)