Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2012 - dzień dziewiętnasty

Dzień 19 (19 sierpnia 2012) - HISZPANIA 

O 7 rano byliśmy już w Walencji, która jest stolicą prowincji i wspólnoty autonomicznej o tej samej nazwie. Leży nad rzeką Turia na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Pod względem geograficznym Walencja położona jest pośrodku liczącej 930 kilometrów kwadratowych żyznej niziny.
Jest to ważny ośrodek przemysłowy, finansowy i kulturalno-naukowy. Posiada liczne zakłady przemysłowe, duże porty handlowe i pasażerskie, a także ważne węzły kolejowe (stacja València Norte), drogowe i lotnicze.
Bolek wysadził nas przy plaży, wzięliśmy więc rzeczy i całą grupą poszliśmy spać na piasku. Jednak nie dane nam było się wyspać... Najpierw obudzili nas młodzi, pijani Hiszpanie, a koło 8 policja wygoniła nas z plaży, tłumacząc, że niedługo będzie duże słońce i nie możemy tu spać, bo dostaniemy udaru... Zanieśliśmy więc karimaty i śpiwory do DUETU i do godziny 14 siedzieliśmy na plaży. Michał w międzyczasie pobiegł do Informacji Turystycznej po mapkę miasta. 





O godzinie 14 poszliśmy w stronę Portu Morskiego, robiąc sobie zdjęcia po drodze. Port jest naprawdę potężny! 










Z portu poszliśmy na przystanek autobusowy i pojechaliśmy do centrum. Z okna oglądaliśmy przepiękne widoki i architekturę miasta. 


Wysiedliśmy przy Plaza de Toros - słynna arena walki byków, która jest usytuowana w samym sercu Walencji. Co więcej, arena ta jest jedną z największych na terenie całego Królestwa Hiszpanii. Arena została zaprojektowana oraz wybudowana na początku XIX wieku i jest obiektem głównie w klasycystycznym stylu. Posiada cztery filary oraz charakterystyczne łuki, które sprawiają, że wyglądem budynek ten przywodzi na myśl słynne rzymskie Koloseum.


Mieliśmy stąd widok na przepiękny dworzec kolejowy València Norte. Został on wybudowany w latach 1906-1917. Jest jednym z najbardziej symbolicznych zabytków architektury obywatelskiej w mieście.
Jego fasada z motywami roślinnym, pomarańczy i kwiatami pomarańczy, jest inspirowana rolniczym krajobrazem Walencji.


Jako że nie zjedliśmy obiadu, wybraliśmy się na pizzę. Daliśmy za nią 11 euro, była bardzo smaczna, jednak tak mała, że nikt z naszej trójki się nie najadł ;) Nad naszym stolikiem rosła mandarynka. 



Przeszliśmy przez Plaza del Ayuntamiento, przy którym znajduje się ratusz, kino oraz poczta (Edificio de Correos), a całości dopełnia przepiękna fontanna.





Zachwyciła nas również sześcioboczna wieża Santa Catalina (wzniesiona w latach 1688-1705), stanowi ona doskonały przykład walenckiego baroku.


Stamtąd poszliśmy w stronę Katedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, która jest jednym z najsłynniejszych zabytków na terenie kraju. Jej budowę rozpoczęto jeszcze w XIII wieku. Budynek był wielokrotnie modernizowany. Początkowo świątynia miała być wzniesiona w stylu gotyckim, ale ostatecznie możemy podziwiać jej poszczególne elementy architektoniczne zaprojektowane w stylu gotyckim, romańskim oraz barokowym. Według dawnych tradycji, to właśnie w tej katedrze znajduje się Święty Graal, który został udostępniony do oglądania wiernym nawiedzającym tą świątynię.
Częścią Katedry jest ośmioboczna dzwonnica Miguelete. Zawiera ona aż dwanaście dzwonów – o różnej wielkości oraz wadze.









Widzieliśmy również Basilica de la Virge dels Desamparats, barokowy kościół umiejscowiony jest na tyłach katedry, na dawnym rzymskim forum. Jest to pierwszy kościół w Walencji, który nie został wybudowany na gruzach innej świątynia, ale na wolnej wcześniej przestrzeni. Gotycką figurę w ołtarzu podarował walencjanom antypapież Benedykt XIII.


Zaraz obok kościoła znajduje się ciekawa fontanna. 


Następnie poszliśmy w kierunku Wieży Serrano, która jest najlepiej zachowanym zabytkiem na terenie Walencji. Została wzniesiona na przełomie XIV i XV wieku, głównie do celów obronnych. Mimo swojego wieku do dziś robi ogromne wrażenie.


Byliśmy już trochę głodni i zmęczeni dlatego powolnym krokiem poszliśmy szukać sklepu, podziwiając po drodze otaczające nas widoki. Przeszliśmy przez most i ponad pół godziny chodziliśmy, a sklepu jak nie było, tak nie ma... W końcu wróciliśmy pod Wieżę Serrano i trochę dalej znaleźliśmy sklep.




Po drodze trafiliśmy na kolejną obronną wieżę, nie była w tak dobrym stanie jak poprzednia, jednak również robiła wrażenie.Wieża Quart zbudowana została w XV wieku.



Zaczęło się powoli ściemniać, ruszyliśmy więc w stronę centrum, na autobus. Po drodze wypłaciliśmy z bankomatu 50 euro, ponieważ skończyła nam się gotówka. Idąc przez miasto graliśmy w "co ja widzę?", było przy tym dużo śmiechu ;)
W końcu znaleźliśmy się pod dworcem kolejowym, skąd odjeżdżał nasz autobus. Gdy dotarliśmy na miejsce zbiórki, okazało się, że trzeba było przeparkować DUET kilometr dalej, musieliśmy więc dojść do niego pieszo. Po drodze kopiliśmy sobie frytki. 
Całą noc spędziliśmy w autokarze. 

Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…

Kolorowe Jeziorka

Szukając ciekawych miejsc na terenie Dolnego Śląska natrafiliśmy na Kolorowe Jeziorka znajdujące się zaledwie 90 km od Wrocławia. Korzystając z tego, że moi rodzice przyjechali na urlop do Polski wsiedliśmy w czwórkę w auto, Rudiego zapakowaliśmy do bagażnika i 23 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na jednodniowy wypad w góry ;) Droga minęła nam naprawdę szybko, choć im bliżej jeziorek tym bardziej jest ona kręta i wąska. W końcu dotarliśmy na parking (płatny 10 zł), zjedliśmy coś i ruszyliśmy na szlak!
Kolorowe Jeziorka położone w Rudawskim Parku Krajobrazowym, na terenie wsi Wieściszowice (gmina Marciszów, powiat kamiennogórski) od lat przyciągają turystów nie tylko z kraju, ale także z Europy. Cztery jeziorka: żółte, purpurowe, błękitne i czarne leżą na zboczu Wielkiej Kopy. Zabarwienie wody w akwenach związane jest ze składem chemicznym ścian i dna wyrobisk. Na początku XVIII w. ówcześni mieszkańcy Rohnau (obecnie Wieściszowice) zaczęli wydobywać łupki pirytonośne, w które obfituje tutej…