Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2012 - dzień szósty

Dzień 6 (6 sierpnia 2012) - WŁOCHY/FRANCJA

Noc spędzona w autokarze nie jest łatwą nocą... Cały czas leciała głośna muzyka, studenci mieli imprezę, dołączylibyśmy do niej, gdybyśmy nie byli tak straszne zmęczeni po ciężkim dniu... Jednak po jakimś czasie w autokarze zrobiło się cicho i wszyscy poszli spać. 

Tego dnia mieliśmy mieć camping, wszyscy byliśmy tacy szczęśliwi, jednak okazało się, że miejsce, które byśmy dostali nie jest warte tej ceny, więc zgodnie zrezygnowaliśmy. Nie będę oszukiwać, że nie było nam żal, chyba każdy marzył o campingowym prysznicu, praniu i spokojnym śnie. Ale przecież z powodu braku campingu nikt nie będzie płakał, jesteśmy samowystarczalni :)

W Lyon bardzo długo nie mogliśmy znaleźć parkingu i w końcu zatrzymaliśmy się przy rzece Rodan (fr. Rhône).

Lyon - miasto we Francji, w środkowo-wschodniej części kraju, nad rzekami Rodanem i Saoną, w regionie Rodan-Alpy, w departamencie Rodan. Ludność 470 tysięcy. Tradycyjny ośrodek przemysłu włókienniczego. Ważny węzeł kolejowy – linia TGV. Ośrodek kulturalno – naukowy.

Szybko zjedliśmy śniadanie przy autokarze i poszliśmy szukać toalety. Następnie udaliśmy się w stronę McDonalda, gdzie z Olą umyłyśmy głowy w toalecie. Mieli naprawdę fajne umywalki, więc nie było żadnego problemu. Jednak nigdy nie zapomnę min tych ludzi, były genialne, a muszę wspomnieć, że była to toaleta damsko-męska xD Michał w tym czasie zamówił nam po cheeseburgerze, a do tego frytki. W McDonaldzie spędziliśmy godzinę, czekając aż wyschną nam włosy.


Następnie udaliśmy się na place Bellecour, który jest największym placem jasnym (tj. bez plamy zieleni, drzew lub jakiegokolwiek innego rodzaju przeszkody) w Europie. W środku znajduje się posąg króla Ludwika XIV umieszczonego na koniu, wykonany przez François-Frédérica Lemota w 1825 roku. Znaleźliśmy tam Punkt Informacji Turystycznej (nasze obowiązkowe miejsce, bo zawsze dają tam darmowe mapki, które kolekcjonuję), po czy standardowo porobiliśmy sobie mnóstwo zdjęć.


Z place Bellceour poszliśmy w kierunku drugiej rzeki przepływającej przez Lyon - Saona (fr. Saône), która jest prawym dopływem Rodanu. Stamtąd zrobiliśmy sobie zdjęcia na tle bazyliki Najświętszej Maryi Panny (La basilique de Notre-Dame de Fourvière) z XIX wieku, znajdującej się na wzgórzu, zrobiliśmy zakupy (mają tam przepyszną białą czekoladę z wiórkami kokosowymi). Przez chwilę padał deszcz, jednak szybko się rozpogodziło. Za namową Julka i jego ekipy, postanowiliśmy udać się na wzgórze i zobaczyć miasto stamtąd. Po drodze widzieliśmy romańsko-gotycką katedrę św. Jana Chrzciciela (La primatiale Saint-Jean-Baptiste) ze słynnym czternastowiecznym zegarem astronomicznym (XII-XIV wiek)



Zwiedziliśmy również starożytny amfiteatr rzymski, był niesamowity!






Po wejściu na Wzgórze Fourviere ukazała nam się przepiękna Bazylika Notre-Dame de Fourvière. Wybudowana z prywatnych funduszy między 1872 i 1896. Zaprojektowana została, podobnie jak Bazylika Sacré-Cœur w Paryżu, jako znak triumfu chrześcijańskich wartości nad komuną gminy Lyon z 1870. Jej niezwykły kształt wywodzi się zarówno z architektury romańskiej jak i bizantyjskiej. Znajdują się w niej mozaiki, witraże, oraz krypta św. Józefa.




Ale najwspanialszy widok był przy bazylice Najświętszej Maryi Panny, widok ze Wzgórza Fourviere zapierał dech w piersiach. 





W drodze powrotnej dobry humor nas nie opuszczał. Postanowiliśmy odpocząć trochę nad rzeką, przepływająca po niej łódka zrobiła taką falę, że aż nas ochlapało!


Gdy wracaliśmy do autokaru złapała nas jakaś kobieta, pytając o drogę na dworzec autobusowy, chyba wyglądaliśmy jak miejscowi ;) Szybko wyciągnęliśmy mapkę i jakoś jej pomogliśmy. Zrobiliśmy jeszcze drobne zakupy (nigdy nie kupujcie mleczka kokosowego w puszcze, smakowało obrzydliwie, a Michał i Ola mieli po nim dziwne odpały, wolałam tego nie pić xD).

Do odjazdu mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc poszliśmy karmić łabędzie nad rzeką. Odpoczywaliśmy i graliśmy w dość dziwną grę karcianą, a mianowicie w "dupę biskupa"...






Niestety czas szybko minął i musieliśmy wrócić do autokaru. Siedząc już spokojnie na naszych miejscach, Ola stwierdziła, że chyba zostawiła aparat nad rzeką! Michał pobiegł szybko w to miejsce, jednak okazało się, że aparat cały czas był z nami ;) Wszyscy wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy w drogę...

Na pierwszej stacji paliw, na jakiej się zatrzymaliśmy, cała grupa bolkowiczów poszła się myć do publicznej toalety. W takich sytuacjach zawsze jest dużo śmiechu ;)

Około godziny 22 dojechaliśmy do Vienne  i przez godzinę szukaliśmy miejsca na dzikusa, w końcu znaleźliśmy idealne miejsce! Resztki jakiegoś starożytnego teatru, było dość wygodnie, więc rozłożyliśmy się tam z naszymi karimatami i śpiworami, lecz znaleźli nas nasi studenci, jeden z nich miał urodziny, zachowywali się dość głośno, uprzedzaliśmy ich, że jesteśmy w centrum miasta i ktoś na pewno wezwie policję, ale mieli to gdzieś... Postanowiliśmy zmyć się stamtąd, z reszta nie tylko my tak zrobiliśmy. Długo chodziliśmy po mieście nocą, jednak nie mogliśmy znaleźć dobrego miejsca do spania, tym bardziej, że byliśmy pięcioosobową grupką. Ostatecznie wróciliśmy pod nasz kochany DUET i tam spędziliśmy noc. 

Komentarze

  1. Za to ile się musiałem nabiegać za tym aparatem, powinienem udusić Olkę...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…

Londyn 2015 - nad wodą i na wodzie, czyli Emirates Air Line i transport wodny ;)

Kolejny dzień również zaczęliśmy od przepysznego English Breakfast w wykonaniu Marty Taty. To danie chyba nigdy nam się nie znudzi :) Do końca nie wiedzieliśmy, co chcemy dzisiaj robić. Na pewno chcieliśmy pojechać w tereny Londyńskiej Tower... ale co dalej? Zostaliśmy zachęceni przez Pana Krzyśka i Panią Ewę do przejazdu kolejką linową nad Tamizą. Wcześniej rozważaliśmy tę opcję, lecz po ich namowach, stwierdziliśmy, że czemu nie ;)

Podjechaliśmy autobusem do stacji Willesden Green po czym zorientowaliśmy się, że zapomnieliśmy z domu aparatu! Zawróciliśmy więc do domu, szybko zabraliśmy aparat i wróciliśmy do metra. Okazało się, że bez problemu możemy dojechać tą linią aż do samego North Greenwich! A to znaczyło, że musimy wysiąść dopiero na 16 stacji. To była jedna z naszych najdłuższych podróży londyńskim metrem. 

North Greenwich – podziemna stacja metra w Londynie, położona w dzielnicy Greenwich, w bezpośrednim sąsiedztwie The O2. Została otwarta jako część nowego odcinka Jubilee …