Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2013 - dzień czwarty

4 sierpnia 2013 - San Marino/Włochy

W autokarze standardowo była impreza, którą przerwał dojazd do San Marino o godzinie 1. Wszyscy podziwialiśmy widoki i z przerażeniem patrzyliśmy na wąską, pnącą się w górę, krętą ulicę, którą jechaliśmy na szczyt. 

San Marino – jedno z najmniejszych państw Europy, przypominające swym kształtem nieregularny prostokąt, które zamieszkuje zaledwie 29 tys. osób. Do czasu uzyskania niepodległości przez Nauru w 1968 r. było najmniejszą republiką na świecie. Leży na górzystym terenie, które wchodzi w skład Apeninów. Obowiązuje tam język włoski, choć najczęściej stosuje się jedną z odmian tego języka – język emilijski, przypominający dialekty Piemontu, Lombardii i Romanii.


Na początku ciężko nam było zrobić jakiekolwiek "dobre" zdjęcie, bo nie często robię je w nocy, jednak po jakimś czasie udało mi się mniej więcej ustawić i wychodziły zadowalająco, choć mogło być lepiej ;)




San Marino, jak na tak niewielką powierzchnię posiada ogromną liczbę zabytków, zachowały się średniowieczne domy, place i fortyfikacje. Charakterystyczne są tutaj dziesiątki sklepów z alkoholem i perfumami, oraz wąskie, strome i brukowane uliczki. Spacerując wąskimi uliczkami dotarliśmy do niezwykłej, zmieniającej kolor fontanny :)






Na koniec zwiedzania zobaczyliśmy jeszcze ratusz Palazzo Pubblico, który jest siedzibą rządu republiki. Ratusz został zbudowany w stylu gotyckim pod koniec XIV w. w miejscu wcześniejszego domu rajców (Domus Comunis Magna). W latach późniejszych był wielokrotnie przebudowywany i naprawiany. Po koniec XIX w. został odtworzony najprawdopodobniej zgodnie z swoim pierwotnym wyglądem według projektu rzymskiego architekta Francesco Azzurri. Wejście do budynku umieszczone jest w podcieniach zamkniętych trójprzęsłową arkadą. Fasada ratusza miejskiego została ozdobiona herbami dziewięciu Zamków wchodzących w skład republiki.


O godzinie 3 byliśmy już pod autokarem, a piętnaście minut później zjeżdżaliśmy już z San Marino. Do godziny 7 spaliśmy w autokarze, aż w końcu dotarliśmy do nadmorskiego miasteczka Villa Rosa. Zjedliśmy śniadanie, po czym poszliśmy na plażę :)


Woda była wspaniała! Do 10 opalaliśmy się na plaży, po czym ja i Michał poszliśmy na spacer, a Ola i Asia smażyły się dalej ;)
Dość długo szukaliśmy publicznego prysznica na plaży, jednak Villa Rosa to miasteczko pełne luksusowych hoteli i apartamentów, więc wszystko było prywatne. Po paru kilometrach postanowiłam wejść do prywatnej toalety na plaży i tam się umyć. To był dobry pomysł, od razu poprawił mi się humor :) 
Następnie usiedliśmy sobie w cieniu pod palmą i odpoczywamy, tego dnia było nieznośnie gorąco.





W drodze powrotnej wstąpiliśmy do baru na pyszny deser lodowo-kawowy, a później znaleźliśmy fajne miejsce na uboczu, gdzie mogliśmy rozłożyć koc i trochę poleżeć w cieniu. Po jakimś czasie Michał poszedł do autokaru po butlę z gazem, żebyśmy mogli zjeść obiad i od razu zawołał Olę, więc zjedliśmy we trójkę :)
Była dopiero godzina 13, odnieśliśmy rzeczy do autokaru i przeszliśmy się na jeszcze jeden spacer. Ciężko szło się w takim upale, więc ponownie wstąpiliśmy do baru na deser lodowy. Kelnerka powiedziała nam jak dojść do centrum handlowego i ruszyliśmy w drogę. 
W centrum było tak przyjemnie chłodno! Po prostu raj... Po zakupach usiedliśmy w parku, zjedliśmy arbuza i popijaliśmy drinki. 


O 18 wróciliśmy pod autokar, po czym całą grupą "pożyczyliśmy" kukurydze z pola, okazała się nie smaczna :) A następnie o godzinie 19 odjechaliśmy z Villa Rosa i ruszyliśmy do Bari.

Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Podróż poślubna - dzień dziewiąty

Ostatni dzień naszej podróży poślubnej... Wyspaliśmy się i po śniadaniu dopakowaliśmy resztę rzeczy do toreb, a następnie zanieśliśmy je do przechowalni, oddaliśmy klucz od apartamentu i ruszyliśmy na ostatni spacer po Corralejo. Nie bardzo chciało nam się wracać, na wyspie spędziliśmy naprawdę wspaniałe chwile, lecz wszystko kiedyś się kończy, a przed nami jeszcze wiele przygód ;) Tego dnia pogoda była piękna, usiedliśmy przy plaży i podziwialiśmy widoki. Fuerteventura była dobrym pomysłem na podróż poślubną. Po czterech autokarowych EuroTripach mieliśmy okazję wypocząć i zwolnić choć na chwilę ;)








Samolot powrotny mieliśmy późnym popołudniem, więc wybraliśmy się ostatni raz do naszej ulubionej pizzerii, a następnie wróciliśmy do hotelu. Gdy Michał skrył się w cieniu z laptopem, ja ostatni raz wskoczyłam do basenu, by popływać, a następnie delektować się słonecznymi promieniami na leżaczku ;) 



Niedługo później przyjechał autokar, mający nas zawieźć na lotnisko. Kolejki do odprawy był…

Warszawa, czyli pierwsze Kubusiowe odwiedziny stolicy!

2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę! Stawiliśmy się na lotnisku dość wcześnie. Mieliśmy ze sobą tylko torby podręczne i wózek, który braliśmy ze sobą do odprawy. Kubuś był bardzo grzeczny i uśmiechał się do każdego, kto go zaczepił ;) Czas na lotnisku minął ekspresowo i zaraz musieliśmy szykować się do wejścia na pokład. Wózkiem podjechaliśmy aż pod sam samolot, gdzie oddaliśmy go obsłudze, żeby mogli zapakować go do luków. 


Pomimo tego, że Kubuś jest grzeczny, obawialiśmy się jak zareaguje na wszystkie nowe odczucia i dźwięki. Okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy, bo nawet nie zwrócił większej uwagi i chwilę po starcie poszedł spać :)


Lot do Warszawy trwał około 40 minut. Wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina, wózek czekał na nas przy samolocie. Prosto z lotniska ruszyliśmy na miasto. Pogoda nam nie s…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…