Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2013 - dzień piąty

5 sierpnia 2013 - Włochy

Przed 1 w nocy dojechaliśmy do Bari - jest to miasto i gmina w południowych Włoszech, położone nad Adriatykiem. Bari jest stolicą prowincji Bari i regionu Apulia. Bari jest największym miastem nad Adriatykiem, ważnym ośrodkiem przemysłowym, handlowym i kulturalnym Włoch południowych.

Po wyjściu z autokaru, poszliśmy wraz z Bolkiem poszukać miejsca do spania, a przy okazji połączyliśmy to z nocnym zwiedzaniem. Bolek bardzo ciekawie opowiadał nam o wszystkich zabytkach. W nocy miasto wyglądało niezwykle. Podczas poszukiwań, wykruszyła nam się prawie połowa grupy. Jednak po jakimś czasie wróciliśmy pod mury miasta i stwierdziliśmy, że to jest jednak dobre miejsce do spania (tzw. "dzikus"). 

Wstaliśmy o godzinie 7, bo słońce już dawno wstało, a po ulicy kręciło się dużo osób, wszyscy patrzyli na nas dość dziwnie, w końcu takie "kokony" to niecodzienny widok ;)


Następnie porobiliśmy parę zdjęć i ruszyliśmy na krótkie zwiedzanie miasta. 







Po drodze zobaczyliśmy Bazylikę Św. Mikołaja – ta monumentalna budowla wzniesiona została w latach 1087 – 1132, w stylu romańskim. Wewnątrz znajduje się wiele ciekawych obiektów. Jednym z nich jest tron biskupa Eliasza oraz XII wieczna, ażurowa obudowa ołtarza, tak zwane cyborium. W mieście Bari szczególnym kultem otacza się postać św. Mikołaja. W X wieku zwłoki świętego zostały przywiezione z Turcji i złożone w tejże bazylice. Wewnątrz świątyni zobaczyć możemy liczne dzieła wspominające św. Mikołaja oraz nagrobek z roku 1593, królowej Polski Bony ze Sforzów. W 1984 roku świątynię tą odwiedził papież Jan Paweł II. Obecnie kościół znajduje się pod opieką zakonu dominikanów.


Następnie spacerowaliśmy po mieście, podziwialiśmy wąskie uliczki, a tak przy okazji to szukaliśmy toalety ;)




Toaletę, całe szczęście, znaleźliśmy w kawiarni, a potem wróciliśmy pod autokar, zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do kolejnego miasta - Alberobello.

Po przyjeździe na miejsce, nie od razu poszliśmy zwiedzać. Było bardzo upalnie, aż nie do wytrzymania. Zrobiliśmy zakupy, rozłożyliśmy się obok DUETu w cieniu drzew i zjedliśmy drugie śniadanie. Nie mogliśmy jednak odpuścić zwiedzania, więc w tej potwornej temperaturze ruszyliśmy w drogę. 

Alberobello – miejscowość i gmina we Włoszech, w regionie Apulia nad Morzem Adriatyckim, w prowincji Bari. Alberobello leży w regionie ekstensywnego rolnictwa. Uprawia się tu głównie oliwki. Cały region Alberobello słynie z unikatowych form budownictwa - domów typu trulli, które są okrągłe i mają stożkowate dachy z kamienia.





Trullo (l. mn. trulli) – niewielki, zwykle jednoizbowy budynek mieszkalny, budowany z kamienia wapiennego bez zaprawy, kryty stożkowatą kopułą układaną również z kamieni, charakterystyczny dla regionu Apulia w południowych Włoszech. Trulli z Alberobello wpisane zostały na Listę Światowego dziedzictwa UNESCO.

Wyglądają po prostu prześlicznie, warto było je zobaczyć :)



Po powrocie do autokaru, posiedzieliśmy jeszcze w cieniu, a o godzinie 14 wyjechaliśmy z Alberobello. Po drodze mieliśmy wymuszony przystanek, był remont nieoznakowany drogi, wycięty asfalt, a my jechaliśmy dość szybko... Coś nam w autokarze trzasnęło, a Pan Tadziu, stwierdził, że biegi nie działają mu poprawnie... Ponad pół godziny siedzieliśmy między drzewami, po czym przyszedł Bolek i powiedział: "Tadziu coś dopchał i jedziemy dalej.", te słowa bardzo nas ucieszyły ;)

Kolejnym naszym przystankiem była Matera, która ze swoim historycznym centrum określana jest mianem jedynego na świecie miasta wykutego w skale. Zabytkowa część Matery, zwana Sassi, obejmuje unikatowy kompleks wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Według wielu historyków jest to jedno z najstarszych miast na świecie. Turyści z całego świata przyjeżdżają tutaj, aby podziwiać zabudowę miasta wydrążoną w skalę, gdzie jedynie fasady dobudowano z marmuru, a Mel Gibson nagrywał tu słynną "Pasję".

W Materze również było upalnie, jednak wiał bardzo przyjemny wiatr, większą grupą ruszyliśmy więc w drogę :)










Spacerując po Sassi weszliśmy do jednego z otwartych domostw. Spotkaliśmy tam niezwykłego człowieka, który nas ugościł. Na początku byliśmy dość nieufni, jednak atmosfera jaka tam panowała była po prostu niesamowita. Zostaliśmy zaproszeni na ucztę, ten człowiek wszystko robił tak spokojnie, powoli, a jednak bardzo dokładnie. Grała spokojna muzyka, dostaliśmy wino. Niezwykłe było to, że gdy spytaliśmy ile będzie nas to kosztować, on odpowiedział, że co łaska, bo on nie robi tego dla pieniędzy. Zaserwował nam sucharki, które moczyliśmy w oliwie z ziołami oraz oliwki. Następnie dostaliśmy wodę do picia i muszę przyznać, że nigdy nie piłam tak pysznej! Gdy mieliśmy już wychodzić, kazał nam jeszcze zaczekać, bo przygotował dla nas smażone papryczki. To było niesamowite! Dobrze jest wiedzieć, że są ludzie, którzy potrafią zrobić coś bezinteresownie dla innych. Czasami warto posłuchać intuicji i komuś po prostu zaufać :)







Fabrizio Zampagni, bo tak się nazywa ten niezwykły człowiek, poprosił nas jeszcze o pamiątkowe zdjęcie, które zrobiliśmy z wielką przyjemnością :)



Po odpoczynku ruszyliśmy dalej w drogę. Wciąż nie mogliśmy uwierzyć w to, co nas spotkało :)



Widzieliśmy wykuty w skale Kościół Santa Maria de Idris zdobiony XIV-wiecznymi malowidłami.


I spacerowaliśmy dalej, nigdzie nam się nie spieszyło... To miasto jest po prostu niezwykłe :)

"Te odwrócone stożki, te lejki nazywają się Sassi, Sasso Caveoso i Sasso Barisano. Właśnie tak w szkole wyobrażałem sobie piekło Dantego... Wąziutka uliczka biegła na dachach domów, jeśli można je nazwać domami. To groty wyżłobione w ścianie wąwozu, ścianie ze stwardniałej gliny... Ulice są jednocześnie podłogami dla wychodzących z domostw powyżej i dachami dla tych poniżej... Drzwi były otwarte ze względu na upał. Przyglądałem się przechodząc obok i widziałem wnętrze grot, w których nie ma innego źródła światła i powietrza, niż drzwi. Niektóre nie mają nawet tego – wchodzi się z góry, przez właz i drabinę." 

(Carlo Levi "Cristo si è fermato a Eboli" – "Chrystus zatrzymał się w Eboli")







W drodze powrotnej kupiliśmy starter TIM do telefonu, żeby móc taniej dzwonić do rodziców i zrobiliśmy drobne zakupy w markecie. Następnie ruszyliśmy DUETem szukać "dzikusa", czyli miejsca do spania. Dojechaliśmy do Metaponto Lido i spędziliśmy noc na plaży. Zasypialiśmy słuchając szumu morza... 

Komentarze

  1. Ja chce znów do Matery... Tam było po prostu bosko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Wam dopisałam kilka pozycji do listy. Dziękować:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Chorwacja 2013 - dzień trzeci

1 maja 2013
Po śniadaniu zjedzonym na naszym wspaniałym tarasie zeszliśmy na plażę, chwilę posiedzieć i popodziwiać widoki :) Wciąż byliśmy oczarowani tym miejscem.

Następnie wybraliśmy się w drogę do Bośni i Hercegowiny do miejscowości Mostar. W międzyczasie zatrzymaliśmy się przy małym straganiku i kupiliśmy miód lawendowy i pomarańcze.  Na granicy chcieliśmy się jeszcze upewnić, czy mamy wszystkie potrzebne nam rzeczy: "- Paszporty mamy? - Mamy. - Zieloną kartę mamy? - Mamy. - Dowód rejestracyjny auta mamy? - ... Ups... Został w Podacy!" Nie mogliśmy jednak zawrócić na granicy, było już za późno. Trochę się stresowaliśmy, ale sprawdzili tylko, nasze paszporty i zieloną kartę :) Całą drogę jechaliśmy bardzo przepisowo. 
Mostar jest jednym z najpiękniej zlokalizowanych miast Bośni i Hercegowiny, położonym u podnóża gór i wzdłuż nurtu rzeki Neretwy. Od marca 1992 roku Mostar znajdował się w granicach niepodległej Bośni i Hercegowiny, ale przez półtora roku toczyły się tu wal…

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…