Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2013 - dzień trzeci

3 sierpnia 2013 - Włochy

Obudziłam się przed godziną 5:30, z daleka słyszałam jakiś dziwny, niepokojący dźwięk... Nie dawało mi to spokoju, więc obudziłam Michała, który otworzył namiot, żeby się rozejrzeć. W całym parku, unosiła się potworna mgła, wyglądało to przerażająco i dalej słyszałam ten dziwny dźwięk... W głowie pojawiła mi się jedna myśl: Skądś go znam... Tylko skąd? Niezadowolony Michał wyszedł z namiotu i poszedł się rozejrzeć, po czym wrócił i powiedział, że pewnie ktoś strumyk czyści i żebym dała spokój. Wciąż jednak coś mnie niepokoiło. O godzinie 5:50 usłyszałam ten dźwięk jeszcze bliżej nas. Szybko obudziłam Michała, otworzyliśmy namiot i wtedy wszystko było jasne... Po drugiej stronie mostku dźwięk w końcu ustał, za to po naszej stronie z ziemi wysunęły się dwumetrowe zraszacze! Pamiętam jak szybko wybiegliśmy z krzykiem z namiotu, obudziliśmy Olę i Asię, złapaliśmy namioty i pobiegliśmy na drugą stronę mostku, gdzie zraszacze już się schowały. W miejscu gdzie stał nasz namiot, również z ziemi wyrósł zraszacz. Ledwo przebiegliśmy przez mostek, a te potwory się uruchomiły. Muszę przyznać, że miały niezły zasięg :) 
Godzinę posiedzieliśmy w parku na ławce, patrząc jak miejsce, w którym niedawno spaliśmy, jest zraszane zimną wodą, po czym spakowaliśmy rzeczy, żeby zabrać się do autokaru. Wciąż nie mogliśmy uwierzyć w swoje szczęście, jeszcze chwila i bylibyśmy cali mokrzy ;) 

O godzinie 7 byliśmy już pod autokarem i jedliśmy śniadanie. Reszta grupy powoli wracała z plaży, a ich karimaty i śpiwory wyglądały po prostu strasznie, były całe mokre i w piachu... Dobrze, że nie poszliśmy spać z nimi, bo po naszej przygodzie namioty szybko wyschły na słońcu, czego nie mogę powiedzieć o ich brudnych rzeczach. 

O godzinie 9 wyjechaliśmy w stronę Wenecji, do której dojechaliśmy o 11. Zatrzymaliśmy się przy tym samym Lidlu co rok temu. 

Szybko się zebraliśmy i poszliśmy na autobus do samej Wenecji, którą opisywałam już tutaj, ale dla własnego przypomnienia, opiszę ją jeszcze raz :) 

A więc... Wenecja, zwana inaczej Królową Adriatyku, to stolica regionu Veneto i prowincji Wenecja, zajmuje ona 118 małych wysp na bagnistej lagunie, wzdłuż morza. Cały ten obszar znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wenecja to symbol – kulturowy, architektoniczny, turystyczny, ostatnio także środowiskowy. 

W tym roku postanowiliśmy zwiedzać miasto idąc zgodnie z drogowskazami. Na Ponte di Rialto również dotarliśmy, ale nie robiliśmy mu zdjęć. 









Muszę przyznać, że rok temu to miasto nie zrobiło na mnie większego wrażenia, jednak w tym roku, idąc główną trasą wycieczkową, doceniłam jego uroki :)


Po drodze zobaczyliśmy Bazylikę św. Jana i Pawła - W XIII w. dominikanie otrzymali od doży Jacopa Tiepola teren, na którym w 1360 r. rozpoczęli budowę kompleksu budynków. Bazylikę poświęcono w 1430 r. Pod koniec XV w. rozpoczęto przebudowę fasady, skupiając się przede wszystkim na bogatym portalu. Świątynia stała się miejscem pochówku dożów i patrycjuszy weneckich. Znajduje się w niej również poliptyk G. Belliniego, obrazy P. Veronese i liczne nagrobki. Do kościoła przylega renesansowa fasada szpitala Scuola di S. Marco.



Powolnym krokiem zbliżaliśmy się do placu św. Marka. W międzyczasie kupiliśmy sobie przepyszne lody, Michałowi niestety ostatnia gałka spadła na ziemię, był zrozpaczony, bo to jego ulubiony, kokosowy smak ;)


I w końcu dotarliśmy do najbardziej znanego miejsca w Wenecji - na plac św. Marka, na którym znajduje się najcenniejszy i najwspanialszy zabytek sakralny Wenecji, obiekt zachwytu znawców sztuki i rzesz turystów z całego świata. Sławny dzięki swej oryginalności, historii, pięknu i bogactwu artystycznemu. Bazylika św. Marka, zbudowana została 1000 lat temu. Sanktuarium bogate jest w dzieła sztuki wschodniej, które gromadzone były tu przez wieki. Architektura świątyni i wnętrza, sprawia, że kościół Św. Marka jest dziełem jedynym w swoim rodzaju w Europie łacińskiej i jednocześnie tak doskonałą w formie enklawą architektury bizantyńskiej we Włoszech.

Znajduje się tam również Dzwonnica San Marco, której  budowę rozpoczęto w 900 r., ale w 1902 r. runęła i została starannie odbudowana. Twórcą renesansowej logetty był w 1540 r. Sansovino.




Następnie poszliśmy zobaczyć Pałac Dożów (Palazzo Ducale), który jest perłą architektury Wenecji. Był on rezydencją dożów i siedzibą władz Wenecji. Zbudowany w stylu weneckiego gotyku, z licznymi koronkowymi łukami robi wrażenie budowli niezwykle lekkiej. Budowla ta powstała na miejscu bizantyjskiego zamku w 814 r. i od tego czasu wiele razy przebudowywano ją, dodając nowe elementy w różnych stylach. Dzisiaj Pałac Dożów to trzykondygnacyjny budynek z renesansowym dziedzińcem i arkadowymi, pięknymi loggiami.




I tak jak rok temu przeszliśmy się nadmorską promenadą, a następnie odpoczęliśmy przy Campo S. Moise. Oczywiście graliśmy w karty :)






W drodze powrotnej zaszliśmy do McDonalda, byliśmy już trochę głodni...

Na koniec zobaczyliśmy jeszcze Kościół San Simeon Piccolo, będący obecnie siedzibą Bractwa św.Piotra. Jest to jeden z najbardziej znanych kościołów w mieście, przynajmniej w odniesieniu do jej wyglądu, ponieważ wyraźnie wyróżnia się na tle innych budynków, ale jest również pierwszą świątynią widoczną po wyjściu z dworca kolejowego. Jest on czasem mylony z San Simeon Grande (Grando), który jest znacznie mniejszy, a słowo wielki odnosi się tylko i wyłącznie do znaczenia świętego.




Powrót autobusem trochę nam się dłużył. Wracając pod autokar zaszliśmy jeszcze do Lidla, na drobne zakupy. 
Następnie usiedliśmy koło autokaru i rozmawialiśmy, popijając drinki i jedząc kolację.
O 20:30 ruszyliśmy w drogę. To był dla nas męczący dzień :)

Komentarze

  1. Ha ha dobre z tymi zraszaczami :) Piękne fotki z Wenecji!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przynajmniej mielibyśmy darmowy prysznic...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała relacja, cudowne zdjęcia, no PIĘKNIE!!
    Zapraszam do siebie: fochzprzytupem.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…

Kolorowe Jeziorka

Szukając ciekawych miejsc na terenie Dolnego Śląska natrafiliśmy na Kolorowe Jeziorka znajdujące się zaledwie 90 km od Wrocławia. Korzystając z tego, że moi rodzice przyjechali na urlop do Polski wsiedliśmy w czwórkę w auto, Rudiego zapakowaliśmy do bagażnika i 23 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na jednodniowy wypad w góry ;) Droga minęła nam naprawdę szybko, choć im bliżej jeziorek tym bardziej jest ona kręta i wąska. W końcu dotarliśmy na parking (płatny 10 zł), zjedliśmy coś i ruszyliśmy na szlak!
Kolorowe Jeziorka położone w Rudawskim Parku Krajobrazowym, na terenie wsi Wieściszowice (gmina Marciszów, powiat kamiennogórski) od lat przyciągają turystów nie tylko z kraju, ale także z Europy. Cztery jeziorka: żółte, purpurowe, błękitne i czarne leżą na zboczu Wielkiej Kopy. Zabarwienie wody w akwenach związane jest ze składem chemicznym ścian i dna wyrobisk. Na początku XVIII w. ówcześni mieszkańcy Rohnau (obecnie Wieściszowice) zaczęli wydobywać łupki pirytonośne, w które obfituje tutej…