Przejdź do głównej zawartości

Chorwacja 2013 - dzień czwarty

2 maja 2013

Wspaniale było budzić się każdego dnia, otwierać drzwi na taras i widzieć ten niesamowity krajobraz! Śniadanie standardowo zjedliśmy na tarasie z widokiem na nasz prywatny raj ;) 
Zapowiadał się ciekawy dzień, w planach mieliśmy dwa miasteczka: Trogir i Split.  


Droga do Trogiru trochę nam się dłużyła, tego dnia zamiast Magistrali wybraliśmy autostradę. Widoki były wspaniałe, z każdej strony otaczały nas potężne góry. W międzyczasie zatrzymaliśmy się na stacji paliw i zjedliśmy drugie śniadanie. 

Trogir to niewielkie miasto portowe w Chorwacji. Leży ono w krainie historycznej i geograficznej Dalmacja, nad Adriatykiem. Miasto połączone jest też zwodzonym mostem z pobliską wyspą Ciovo. Trogir liczy sobie około 11 tysięcy mieszkańców, którzy utrzymują się głównie dzięki turystyce i obsłudze portowej. Trogir uchodzi za wzór średniowiecznego układu urbanistycznego. Było to jednym z powodów, dla którego jego starówka została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

Po zaparkowaniu auta na pobliskim parkingu ruszyliśmy przez most i przeszliśmy się wzdłuż głównego deptaka miasta. To typowa nadmorska aleja w Chorwacji, czyli dwa równoległe rzędy palm pomiędzy ławkami. Wzdłuż brzegu zacumowane są liczne statki w tym luksusowe jachty warte miliony złotych.










Zobaczyliśmy twierdzę Kamerlengo, jest to czworokątna budowla z XV wieku, stanowiąca fragment murów miejskich, posiadająca wewnętrzny dziedziniec i wieżę. Wygląda ciekawie, nie wchodziliśmy jednak do środka, tylko wybraliśmy się na spacer po starym mieście. 










Wąskie uliczki Trogiru wyglądają nieziemsko, jest tam wiele kawiarenek i restauracji. Tata cały czas bawił się w kamerzystę, nawet na chwilę nie chciał odłożyć telefonu, ale muszę przyznać, że będąc już w domu naprawdę fajnie ogląda się te filmiki, wszystkie wspomnienia wracają ;)





 Idąc krętymi uliczkami dotarliśmy do głównego placu Trg Ivana Pavla II, na którym zbudowano większość zabytków włącznie ze wspaniałą katedrą św. Wawrzyńca (Sv. Lovre). Katedra została zbudowana na ruinach kościoła zniszczonego przez Saracenów w 1123 roku. Budowa rozpoczęta została w roku 1193 a ukończona dopiero w XVII wieku, przez co reprezentuje kilka styli architektonicznych. Parter jest doskonałym przykładem stylu wczesnogotyckiego, I piętro –  bogato zdobionego stylu weneckim. Z kolei wyższe piętro to doskonały przykład budownictwa renesansowego.

Znajduje się tam również najstarszy w mieście trzynawowy kościół św. Barbary wraz z czteroboczną wieżą zegarową oraz kościół św. Jana Chrzciciela.





Spacerując po starym mieście, czułam się trochę jak w Wenecji :)




Zrobiliśmy sobie jeszcze parę zdjęć na drewnianym moście i pożegnaliśmy przepiękny Trogir.



Kolejnym naszym punktem na mapie zwiedzania był Split, jest to miasto i port w Dalmacji (Chorwacja), położone nad Morzem Adriatyckim. Pod względem liczby mieszkańców, jest to drugie co do wielkości miasto Chorwacji. Miasto powstało na miejscu starożytnej greckiej osady Aspalathos – a aspalathos to pachnące ziele porastające obficie okolicę. Najciekawszą częścią Splitu jest jego Starówka, znajdująca się w pobliżu dworców. 












Po drodze widzieliśmy Kościół św. Franciszka - jest to przebudowana gotycka świątynia z XV wieku. Wewnątrz znajdują się nagrobki znamienitych mieszkańców miasta, takich jak archidiakon Tomasz (pierwszy dalmatyński historyk), pisarz Marko Marulić i kompozytor Ivan Lukačic.


Idąc dalej dotarliśmy na wspaniałą promenadę pełną palm, wspaniałe miejsce na odpoczynek ;)




Niezwykłe w tym wszystkim jest to, że spacerując po uliczkach starego Splitu tak naprawdę wędrujemy po korytarzach i dziedzińcach Pałacu Dioklecjana, który obejmuje swoim ogromem niemal całe stare miasto. Wspaniała historia, znakomite zabytki, niepowtarzalna atmosfera to zapewne te elementy, które stanowią o niezwykłej atrakcyjności turystycznej miasta.



Zobaczyliśmy wspaniałą Katedrę, została ona nazwana od patrona miasta – Sv. Dujama. Katedra powstała w miejscu, gdzie niegdyś znajdował się grobowiec i mauzoleum Dioklecjana a później (pod koniec VII w.) kościół Sv. Marije. Wraz ze zmianami w architekturze świątynia zatraciła swój pierwotny wygląd. Wyposażenie wnętrza to istna mieszanka stylów: romanizm przeplata się z gotykiem, ten z renesansem a renesans z barokiem. Znajdują się w niej wspaniałe obrazy i rzeźby autorstwa m.in. Bonina z Mediolanu, Juraja Dalmatyńczyka, Palmy Młodszego. Wrota do katedry są zdobione przez roślinne ornamenty oraz rzeźbę, która ukazuje ważniejsze sceny biblijne i historie z życia Jezusa. Z zewnątrz uwagę przyciąga wysoka na ponad 60 metrów dzwonnica z białego kamienia. Wznoszono ją ponad 300 lat.


Niedaleko znajduje się również Świątynia Jowisza. Została skonstruowana w latach 295 – 305. Jako część pałacu Dioklecjana była najprawdopodobniej przeznaczona dla najwyższych bóstw rzymskich i boskiego ojca Dioklecjana – Jowisza. Świątynia znajdowała się w zachodniej części pałacu. W średniowieczu świątynia została przekształcona w chrześcijańskie baptysterium. Wejścia do niego strzeże egipski sfinks, obok którego piętrzy się wczesnochrześcijańska kolumna.




Widzieliśmy również jedną z trzech bram miejskich - Bramę Srebrną (wschodnią). Piętro zdobią nisze i cztery otwory okienne.



W drodze powrotnej do naszej Podacy podziwialiśmy wspaniałe widoki z adriatyckiej magistrali. Widoki tak nas zachwyciły, że aż musieliśmy się zatrzymać i porobić parę zdjęć :)









To był dość męczący dzień, dlatego po kolacji zjedzonej na tarasie, szybko poszliśmy spać :)

Komentarze

  1. Dobrze powiedziane... Nasz prywatny raj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wenecja - chyba większość ludzi (łącznie ze mną i innymi osobami, z którymi spacerowałem po Trogirze) ma identyczne skojarzenia co do tego miasta :))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Podróż poślubna - dzień dziewiąty

Ostatni dzień naszej podróży poślubnej... Wyspaliśmy się i po śniadaniu dopakowaliśmy resztę rzeczy do toreb, a następnie zanieśliśmy je do przechowalni, oddaliśmy klucz od apartamentu i ruszyliśmy na ostatni spacer po Corralejo. Nie bardzo chciało nam się wracać, na wyspie spędziliśmy naprawdę wspaniałe chwile, lecz wszystko kiedyś się kończy, a przed nami jeszcze wiele przygód ;) Tego dnia pogoda była piękna, usiedliśmy przy plaży i podziwialiśmy widoki. Fuerteventura była dobrym pomysłem na podróż poślubną. Po czterech autokarowych EuroTripach mieliśmy okazję wypocząć i zwolnić choć na chwilę ;)








Samolot powrotny mieliśmy późnym popołudniem, więc wybraliśmy się ostatni raz do naszej ulubionej pizzerii, a następnie wróciliśmy do hotelu. Gdy Michał skrył się w cieniu z laptopem, ja ostatni raz wskoczyłam do basenu, by popływać, a następnie delektować się słonecznymi promieniami na leżaczku ;) 



Niedługo później przyjechał autokar, mający nas zawieźć na lotnisko. Kolejki do odprawy był…

Warszawa, czyli pierwsze Kubusiowe odwiedziny stolicy!

2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę! Stawiliśmy się na lotnisku dość wcześnie. Mieliśmy ze sobą tylko torby podręczne i wózek, który braliśmy ze sobą do odprawy. Kubuś był bardzo grzeczny i uśmiechał się do każdego, kto go zaczepił ;) Czas na lotnisku minął ekspresowo i zaraz musieliśmy szykować się do wejścia na pokład. Wózkiem podjechaliśmy aż pod sam samolot, gdzie oddaliśmy go obsłudze, żeby mogli zapakować go do luków. 


Pomimo tego, że Kubuś jest grzeczny, obawialiśmy się jak zareaguje na wszystkie nowe odczucia i dźwięki. Okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy, bo nawet nie zwrócił większej uwagi i chwilę po starcie poszedł spać :)


Lot do Warszawy trwał około 40 minut. Wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina, wózek czekał na nas przy samolocie. Prosto z lotniska ruszyliśmy na miasto. Pogoda nam nie s…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…