Chorwacja 2013 - dzień drugi

30 kwietnia 2013

Gdy obudziliśmy się rano, wciąż nie mogliśmy uwierzyć, że jesteśmy w tak niezwykłym miejscu! Nie mogliśmy napatrzeć się na widoki z naszego tarasu :)




Śniadanie zjedliśmy na tarasie, pogoda była cudowna! Po śniadaniu postanowiliśmy przejść się po naszym ogrodzie i zobaczyć naszą prywatną plażę. Przywitaliśmy się z gospodarzem, który opowiedział nam, że do zbudowania plaży, tarasów ogrodowych i domu użył aż 200 min, które zostały mu z wojny domowej podczas rozpadu dawnej Jugosławii. Trzeba przyznać, że nieźle się napracował, jednak wygląda to cudownie!

Po tarasach ogrodowych chodziły żółwie, które hodował nasz gospodarz. 







Prywatna plaża była cudowna! Mimo, że nie było tam piasku, mogliśmy sobie usiąść i po prostu podziwiać. Nie spodziewaliśmy się, że pogoda będzie taka wspaniała, jednak Chorwacja miło nas zaskoczyła i już drugiego dnia naszego pobytu wskoczyliśmy do Adriatyku :) Mordek pierwszy raz był nad morzem, więc wszystko było dla niego ciekawe i nowe ;)

Wyżej wymienione 200 min zostało wysadzone właśnie w tym uroczym miejscu :) 












Wracając z plaży ponownie podziwialiśmy przepiękne, pełne drzewek cytrynowych oraz pomarańczowych, tarasy ogrodowe i nasz uroczy apartament :) 






Tego dnia postanowiliśmy zwiedzić okolicę i wejść na wzgórze, na którym znajduje się opuszczona od prawie 50 lat wioska. 






Droga na wzgórze może nie byłaby tak długa, gdyby nie ten upał... W międzyczasie rodzice poszli odprowadzić Mordka do domu, ponieważ było dla niego zbyt gorąco. Ja i Michał powolnym krokiem kontynuowaliśmy drogę na górę, co chwilę zatrzymując się i odpoczywając. 





Po jakimś czasie dołączyli do nas rodzice i szliśmy dalej. Spotkaliśmy stojącego w cieniu drzew osiołka, chyba się z nas śmiał :)


Gornja Podaca, bo tak nazywa się to miejsce, została opuszczona w 1962 roku. Kolejne trzęsienie ziemi skłoniło miejscowych Chorwatów do przeprowadzenia się niżej, aż nad samo morze. 
Znajduje się tam twierdza, która była wybudowana w celu obrony przed napadami Turków.




Opuszczone przed latami domy nadają temu miejscu tajemniczy, niezwykły charakter. Spacerując między nimi czułam się wyjątkowo. 
Do wielu domów da się wejść. Wnętrza są surowe, jakby niedokończone. Gdzieniegdzie znajdują się pozostałości łóżek, zawalone stoły, porozrzucane miski. W pomieszczeniach widać, że ludzie wynosili się stąd w trakcie swoich codziennych prac domowych. Wraz z odejściem ostatniego mieszkańca czas jakby się tu zatrzymał.




W pobliżu znajduje się kościół św. Jana  wybudowany przez szlachciców Kačić i jeden z najcenniejszych obiektów z XII wieku w tym rejonie oraz stary cmentarz, na który prowadzi niewielka skrzypiąca brama.   Kościół św. Stefana z 1492 roku został zniszczony w XVIII wieku, a na jego miejscu wybudowano nowy w 1772 roku. 



Jest to naprawdę niezwykłe, tajemnicze miejsce, które rozbudza wyobraźnię. Warto było tam wejść i poczuć ten klimat...






Droga powrotna minęła nam dość szybko, słońce jednak nadal mocno grzało. Już pierwszego dnia się opaliliśmy, tata jednak spalił się aż za bardzo i dostał udaru słonecznego... Takiej pogody o tej porze roku naprawdę się nie spodziewaliśmy.






To był męczący dzień, jednak widoki z tarasu wynagrodziły nam to :) To jest po prostu raj na ziemi!



1 komentarz:

  1. fajnie opisałaś to..
    a udar to mało powiedziane....czaszka mi się zagotowała normalnie...
    chyba chce tam znowu pojechać ...wspaniałe miejsce :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)