Przejdź do głównej zawartości

Chorwacja 2013 - dzień dziewiąty

7 maja 2013

Ten dzień nie zapowiadał się zbyt ładnie... Gdy ja i Michał jeszcze spaliśmy, rodzice zrobili parę zdjęć z naszego tarasu. Około godziny 7 padał deszcz, po czym w oddali pojawiła się tęcza, a następnie pogoda znów się popsuła i ponownie zaczęło padać. Nad Starą Podacą unosiła się przerażająca mgła.   










Gdy deszcz przestał padać, a ja i Michał byliśmy już na nogach, obok naszego tarasu pojawiła się miniaturowa tęcza, wyglądała prześlicznie :)



Pogoda się trochę poprawiła, więc śniadanie standardowo zjedliśmy na tarasie. Tata oczywiście tez chciał być na zdjęciu, więc z Michałem wymieniali się aparatem :)



Po zjedzonym śniadanku, tata poszedł odpoczywać, Michał wyciągnął gitarę, a ja oglądałam zdjęcia na laptopie. Pogoda z każdą chwilą robiła się coraz ładniejsza, więc nie traciliśmy nadziei, że popołudnie spędzimy na plaży. 



Od początku naszego pobytu w "raju" obserwowaliśmy cytrynki rosnące na drzewie obok naszego tarasu, a tego dnia jedna z nich spadła z drzewa! Nasz gospodarz, który mieszkał pod nami, chyba usłyszał entuzjastyczne krzyki dochodzące z naszego tarasu ("Ona spadła! Zjedzmy ją!"), podszedł więc pod drzewo, podniósł cytrynkę (cały czas obserwowaliśmy go dyskretnie z tarasu), po czym obrał ją sobie jak pomarańczę i zjadł! Jaka ona musiała być pyszna... Tata do tej pory nie może tego przeżyć ;)


Na dworze zrobiło się bardzo ciepło, więc ja i Michał poszliśmy na publiczną plażę. Było bardzo fajnie, skakaliśmy do wody z pomostu, pływaliśmy i pluskaliśmy się w wodzie, to były miło spędzone chwile :)






Tak bardzo podobało nam się na plaży, że poszliśmy po moich rodziców do domu i wróciliśmy z nimi w to miejsce jeszcze raz :)










Z Miśkiem postanowiliśmy wejść na skały wystające z wody, żeby rodzice zrobili nam parę zdjęć. Wchodzenie po nich zajęło nam sporo czasu, nie było to takie proste jak myśleliśmy, ale mieliśmy przy tym sporo śmiechu i zabawy :)










Nie obyło się bez puszczania kaczek na wodzie, skakania do wody z pomostu i pływania :) Ja z mamą wolałyśmy jednak posiedzieć sobie na pomoście i trochę odpocząć. 









Wieczorem zjedliśmy kolację na naszym tarasie i siedzieliśmy, podziwiając zachód słońca... To nasz ostatni wieczór w tym miejscu...


Komentarze

  1. Nie mogę się przestać cieszyć, gdy patrzę na te widoki... chcę tam wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  2. I te cytrynki...ehhhh...do dzis wyobrazm sobie że ona normalnie musiała być słodka :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty

Warszawa, czyli pierwsze Kubusiowe odwiedziny stolicy!

2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę! Stawiliśmy się na lotnisku dość wcześnie. Mieliśmy ze sobą tylko torby podręczne i wózek, który braliśmy ze sobą do odprawy. Kubuś był bardzo grzeczny i uśmiechał się do każdego, kto go zaczepił ;) Czas na lotnisku minął ekspresowo i zaraz musieliśmy szykować się do wejścia na pokład. Wózkiem podjechaliśmy aż pod sam samolot, gdzie oddaliśmy go obsłudze, żeby mogli zapakować go do luków. 


Pomimo tego, że Kubuś jest grzeczny, obawialiśmy się jak zareaguje na wszystkie nowe odczucia i dźwięki. Okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy, bo nawet nie zwrócił większej uwagi i chwilę po starcie poszedł spać :)


Lot do Warszawy trwał około 40 minut. Wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina, wózek czekał na nas przy samolocie. Prosto z lotniska ruszyliśmy na miasto. Pogoda nam nie s…

Bolek 2014 - dzień dziewiąty

9 sierpnia 2014
Nasz drugi dzień na kempingu, postanowiliśmy spędzić go dość leniwie...  Wstaliśmy o godzinie 8, w końcu naprawdę się wyspaliśmy! Nie trzeba było się o nic martwić, to wspaniałe uczucie! Po śniadaniu (makaron z pulpetami) zabraliśmy się za ładowanie telefonów i baterii z aparatów. Gdy jedno z nas pilnowało ładowarek i kontaktowało się z rodziną dzięki WiFi, drugie korzystało z największego z uroków kempingu, a mianowicie z prysznica! I tak na zmianę ;)

Gdy Ola, Ewelina i Gosia wróciły z zakupów, zmieniły nas przy ładowarkach. Wzięliśmy więc portfel i poszliśmy do marketu uzupełnić zapasy picia. Droga do najbliższego marketu była dość długa i bardzo dokuczał nam upał, jednak dzielnie szliśmy przed siebie ;)




Po powrocie na kemping, stwierdziliśmy, że to najlepszy moment na zrobienie sałatki owocowej! Tym bardziej, że przy wejściu na kemping stał straganik, na którym sprzedawane były owoce z pola. Kupiliśmy gigantycznego arbuza, banany, nektarynki, melona i winogrona. Zap…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…