Przejdź do głównej zawartości

Chorwacja 2013 - dzień piąty

3 maja 2013

Kolejny dzień w naszym raju! Na ten dzień zaplanowaną mieliśmy wyprawę na Wyspę Hvar, która zwana jest królową wśród dalmatyńskich wysp. To najdłuższa wyspa Chorwacji (68 km), „tonąca w słońcu” (słońce świeci tu przez 2722 godziny w roku). Od czasów antycznych znana jest ze swojego strategicznego położenia, bogactwa, ciekawej historii, kulturalnych i przyrodniczych atrakcji obfitujących zwłaszcza w wakacje.

Pojechaliśmy więc do miejscowości Drvenik, w której czekaliśmy na nasz prom. Kolejka była bardzo długa, jednak dla wszystkich starczyło miejsca na tym, wyglądającym na małego, promie :)



Na promie tata ponownie złapał do ręki telefon i bawił się w kamerzystę. Widoki były niesamowite, jednak wiał straszny wiatr ;) To była pierwsza taka podróż dla Mordka, dlatego wszystko było dla niego takie ciekawe :)










Rodzice chcieli zejść na dół promu, żeby sobie usiąść, Mordek jednak bał się sam zejść po schodach, więc tata musiał go znieść na rękach :)



Podróż promem minęła nam bardzo szybko i już po chwili byliśmy w miejscowości Sućuraj, z którego ruszyliśmy w dalszą drogę naszym samochodem. Podróżując po wyspie szczególną ostrożność powinni zachować kierowcy, tutejsze drogi są bowiem strome, wąskie i kręte, a tym samym bardzo niebezpieczne. Widoki z auta były nie do opisania!



Byliśmy w Chorwacji poza sezonem, więc trafiliśmy na przebudowę drogi na odcinku 8 kilometrów... Nie było by problemu gdyby nie to, że jest to jedyna droga na tej długiej lecz wąskiej wyspie. W pewnym momencie chcieliśmy nawet zrezygnować z dalszej jazdy i zawrócić, jednak nie poddaliśmy się ;) Wszędzie unosiło się mnóstwo pyłu, nasze auto wyglądało po prostu koszmarnie, choć na zdjęciu nie za bardzo to widać :)



Po długiej, męczącej drodze w końcu dotarliśmy na parking przy miejscowości Hvar. Od razu było widać, kto jechał dzisiaj tą samą drogą co my ;)

Chorwacka miejscowość Hvar położona jest na jednej z wysp środkowej Dalmacji, noszącej tę samą nazwę.
Na przestrzeni IV-VII w. mieszkańcami wsypy byli kolejno: Grecy, Rzymianie i Słowianie. Zanim Hvar stał się wyłączną własnością Chorwatów doświadczył jeszcze dominacji weneckiej i austriackiej.
Dziś miasto jest wspaniałym kurortem wypoczynkowym, polecanym szczególnie miłośnikom luksusu. 




Znajduje się tam Katedra św. Szczepana (chor. Katedrala sv. Stjepana) - katedra pod wezwaniem św. Szczepana, diakona i męczennika, patrona diecezji Hvar i miasta Hvar, znajdująca się na centralnym placu w mieście Hvar, Trgu sv. Stjepana (Rynek). Przez stulecia, przebudowana i odbudowana była pierwotnie kościołem opactwa benedyktyńskiego Marije od Lesne. Niektórzy utrzymują, że katedrą stała się w XIII wieku, gdy biskup swoją siedzibę przeniósł ze Starego Grada (w której obecnie mieści się kościół św. Szczepana) do Hvaru. Jeszcze podczas budowy, budynek został poważnie uszkodzony podczas inwazji tureckiej w 1571. Jednym z długoletnich biskupów, który zadbał o środki finansowe i materiały do odbudowy katedry był Hanibal Lucić. Poświęcił ją w 1703 roku biskup Rajmund Asperti.


Miasto Hvar doskonale opisał Wacław Kubacki w swoim Dzienniku (1966-1968):
„Głęboko wcięta zatoka. Wybielona w słońcu stara twierdza panuje nad miastem i portem (...) Woda krystaliczna. Co za roślinność! Pinie, cyprysy, magnolie, pomarańcze, morwy, oliwki, granaty, figi, drzewa chlebowe. Palmy daktylowe w zielonych pióropuszach i palmy powiewające wachlarzami liści”. 



















Po spacerze nadmorską promenadą, skręciliśmy w jedną z bocznych uliczek i zanurzyliśmy się w wąskie, malownicze uliczki miasta, które pozwalają w pełni odczuć aurę dawnych czasów. Wygląda to po prostu niesamowicie.








Z daleka mieliśmy doskonały widok na Hiszpańską Twierdzę Śpanjola z 1551r., zbudowaną w celach obronnych.




Spacerkiem wróciliśmy na parking i pożegnaliśmy przepiękny Hvar. Znowu czekała nas długa, ciężka droga, jednak minęła całkiem szybko. Pod koniec drogi tata jechał za jakimś Chorwatem, który tą wąską, krętą drogą jechał 100 km/h. Tata jednak nie odpuścił i cały czas się go trzymał, choć mieliśmy trochę strachu. Przy zjeździe w stronę promu Chorwat trochę się zamotał, w ostatniej chwili skręcił i walnął w murek i takim oto sposobem w kolejce na prom byliśmy przed nimi ;) Powiedziałam tacie, że tamto auto prowadził dziadek, jednak tata nie chciał mi uwierzyć, ale gdy Chorwat wysiadł wraz z żoną z auta, tata był w szoku :)

Z Michałem poszliśmy kupić bilety na prom, po czym poszliśmy posiedzieć sobie trochę przy morzu.



Podróż promem minęła nam wyjątkowo szybko. Ten dzień był pełen wrażeń, dlatego byliśmy już trochę zmęczeni i całą podróż spędziliśmy w aucie. Michał wyszedł tylko na chwilę porobić parę zdjęć.




Wyjechaliśmy z promu, zrobiliśmy mu pamiątkowe zdjęcie i ruszyliśmy do naszej cudownej Podacy.


Pod wieczór poszliśmy jeszcze popływać i odpocząć na naszej prywatnej plaży.


Kolację zjedliśmy standardowo na tarasie i szybko poszliśmy spać, po męczącym, pełnym wrażeń i cudownych miejsc dniu...




Komentarze

  1. fajowo było, ehh...
    szkoda że nie wspomniałaś o spotkaniu z bracią motocyklową z Londynu ..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Warszawa, czyli pierwsze Kubusiowe odwiedziny stolicy!

2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę! Stawiliśmy się na lotnisku dość wcześnie. Mieliśmy ze sobą tylko torby podręczne i wózek, który braliśmy ze sobą do odprawy. Kubuś był bardzo grzeczny i uśmiechał się do każdego, kto go zaczepił ;) Czas na lotnisku minął ekspresowo i zaraz musieliśmy szykować się do wejścia na pokład. Wózkiem podjechaliśmy aż pod sam samolot, gdzie oddaliśmy go obsłudze, żeby mogli zapakować go do luków. 


Pomimo tego, że Kubuś jest grzeczny, obawialiśmy się jak zareaguje na wszystkie nowe odczucia i dźwięki. Okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy, bo nawet nie zwrócił większej uwagi i chwilę po starcie poszedł spać :)


Lot do Warszawy trwał około 40 minut. Wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina, wózek czekał na nas przy samolocie. Prosto z lotniska ruszyliśmy na miasto. Pogoda nam nie s…

Bolek 2014 - dzień dziewiąty

9 sierpnia 2014
Nasz drugi dzień na kempingu, postanowiliśmy spędzić go dość leniwie...  Wstaliśmy o godzinie 8, w końcu naprawdę się wyspaliśmy! Nie trzeba było się o nic martwić, to wspaniałe uczucie! Po śniadaniu (makaron z pulpetami) zabraliśmy się za ładowanie telefonów i baterii z aparatów. Gdy jedno z nas pilnowało ładowarek i kontaktowało się z rodziną dzięki WiFi, drugie korzystało z największego z uroków kempingu, a mianowicie z prysznica! I tak na zmianę ;)

Gdy Ola, Ewelina i Gosia wróciły z zakupów, zmieniły nas przy ładowarkach. Wzięliśmy więc portfel i poszliśmy do marketu uzupełnić zapasy picia. Droga do najbliższego marketu była dość długa i bardzo dokuczał nam upał, jednak dzielnie szliśmy przed siebie ;)




Po powrocie na kemping, stwierdziliśmy, że to najlepszy moment na zrobienie sałatki owocowej! Tym bardziej, że przy wejściu na kemping stał straganik, na którym sprzedawane były owoce z pola. Kupiliśmy gigantycznego arbuza, banany, nektarynki, melona i winogrona. Zap…

Drezno i Pałac Moritzburg

Ostatnio przeglądając mapę w poszukiwaniu ciekawych miejsc niedaleko Wrocławia, nasz wzrok zatrzymał się na Dreźnie... Od razu zaczęliśmy wyszukiwać informacji na jego temat, a widząc na zdjęciach przepiękną panoramę tego niemieckiego miasta, zapragnęliśmy "zapinezkować" je na naszej mapie ;) I takim oto sposobem zebraliśmy ekipę i 9 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na podbój Niemiec ;) Droga minęła nam bardzo szybko i jest banalnie prosta. Wjechaliśmy na A4 pod Wrocławiem i z autostrady zjechaliśmy dopiero przy Dreźnie. 
Trochę o mieście. Drezno to miasto we wschodnich Niemczech, położone nad Łabą, stolica kraju związkowego Saksonia. Analiza śladów archeologicznych wskazuje na to, że zasiedlenie obszaru, na którym powstało miasto, nastąpiło już w epoce kamienia. W dokumentach zachowanych z 1206 nadmieniono po raz pierwszy istnienie Drezna, które następnie awansowało do rangi miasta-rezydencji Elektorów Rzeszy oraz króla. Drezno pełni rolę gospodarczego i kulturalnego centrum Saks…