Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2013 - dzień jedenasty

11 sierpnia 2013 - Włochy - Sycylia

Około drugiej w nocy dojechaliśmy do Agrigento. Minęliśmy przepięknie oświetloną dolinę świątyń i zatrzymaliśmy się na parkingu, z którego mogliśmy je podziwiać. Byliśmy jednak zmęczeni jazdą, rozłożyliśmy więc karimaty na trawie i poszliśmy spać. 

Wstaliśmy o godzinie 7 rano, na parkingu była toaleta z prysznicem, więc szybko się umyliśmy, zjedliśmy śniadanie i zaplanowaliśmy co będziemy robić. W naszych planach znalazło się oczywiście zwiedzanie doliny świątyń, a akurat z naszego parkingu było wejście ;)

Tego dnia Bolek miał urodziny, całą grupą postanowiliśmy udawać, że nie pamiętamy i życzenia złożyć mu w kolejnym mieście ;)

We trójkę ruszyliśmy więc na podbój doliny świątyń.

Agrigento (pol. Agrygent), założone przez kolonistów greckich w VI w. p.n.e., stało się jednym z głównych miast basenu Morza Śródziemnego. Ruiny wspaniałych świątyń doryckich górujących nad miastem antycznym, których znaczna część - położona pod dzisiejszymi polami uprawnymi i sadami pozostała nienaruszona - świadczą o hegemonii i dumie miasta. Poszczególne strefy wykopaliskowe rzucają światło na rozwój miasta hellenistycznego i rzymskiego oraz na praktyki pogrzebowe pierwszych chrześcijan.




Jako pierwszą zobaczyliśmy Świątynię Kastora i Polluksa (Tempio dei Dioscuri). Została ona odbudowana w 1832 r. z fragmentów różnych budowli, złożonych w nieładzie na ziemi.

Już wtedy byliśmy zachwyceni otaczającymi nas widokami, a to był dopiero początek naszej wędrówki w dolinie świątyń. 





Współczesne miasto górujące nad antyczną doliną, wyglądało to po prostu niezwykle...




Z daleka widzieliśmy już kolejną świątynię, jednak o niej później ;)


Idąc dalej zobaczyliśmy Świątynię Zeusa (Tempio di Giove). To najbardziej godna uwagi, olbrzymia konstrukcja. Wybudowana po zwycięstwie Greków nad Kartagińczykami pod Himerą w 480 roku p.n.e. Ta największa świątynia dorycka wszech czasów nie została nigdy dokończona; później zburzyli ją Kartagińczycy, a ostateczne dzieła zniszczenia dopełniły trzęsienia ziemi. Zachował się jednak stereobat, a na ziemi, twarzą do góry, spoczywa ośmiometrowa rzeźba telamone, męskiej kariatydy. Dawniej przed świątynią znajdował się ogromny ołtarz, prawdopodobnie przeznaczony na ofiary ze stu wołów.







I dotarliśmy do świątyni, którą widzieliśmy już wcześniej z daleka - Świątynia Heraklesa (Tempio di Ercole). Jest to najstarsza świątynia w Akragas, jej budowę rozpoczęto prawdopodobnie pod koniec VI w. p.n.e. Zrekonstruowano dziedzińce z pierwotnych trzydziestu ośmiu kolumn, natomiast reszta porozrzucana wokół jest zbyt trudną układanką.


I w końcu naszym oczom ukazała się świątynia, której najbardziej nie mogłam się doczekać, czyli Świątynia Zgody (Tempio della Concordia). Jest najlepiej zachowaną świątynią w całym kompleksie a jednocześnie jedną z najlepiej zachowanych świątyń greckich na świecie; jest również pięknie usytuowana, ze wspaniałymi widokami na miasto i morze. Ogorzały kamień dodaje konstrukcji ciepła i siły. Świątynia pochodzi z czasów imperium rzymskiego, powstała ok. 430-440 r. p.n.e. w stylu doryckim. Przetrwanie niemal bez uszczerbku tyle czasu zawdzięcza prawdopodobnie temu, że VI w. n.e. przekształcono ja w kościół chrześcijański. W XVIII w. mniej więcej przywrócono pierwotny układ; możemy oglądać lekko zwężone ku górze kolumny, ale niestety z daleka - świątynię ogrodzono dla ochrony przed tłumem.







Jest tam również polski akcent - "Ikar upadły" (Ikaro caduto) - dzieło Igora Mitoraja z 2001 roku.



Obok świątyni znajduje się 1000-letnie drzewo oliwne, często brane przez turystów jako tło do pamiątkowych fotografii.




W oddali widać było kolejną świątynię, którą również opiszę później. Wciąż podziwialiśmy wszystko co nas tam otaczało i wyobrażaliśmy sobie, jak mogło to kiedyś wyglądać i funkcjonować.










Po dość długim spacerze dotarliśmy do Świątyni Hery (Tempio di Giunone). Znajduje się na samym końcu doliny; jest to ciekawa budowla na wpół w ruinie, na samym skraju grzbietu. Widoczne to i ówdzie na kamieniarce czerwone pasma to skutek pożaru, który wybuchł podczas najazdu Kartagińczyków w 406 r. p.n.e.





Powolnym krokiem ruszyliśmy w drogę powrotną, zbliżała się godzina 12, więc robiło się nieznośnie gorąco. Byliśmy jednak zadowoleni, a dolina świątyń zrobiła na nas ogromne wrażenie. 


Po powrocie do autokaru zjedliśmy obiad i w cieniu drzew czekaliśmy na resztę bolkowiczów, którzy nie wrócili. Następnie jeszcze raz poszliśmy się umyć, a gdy grupa wróciła, podpisaliśmy się na zdobycznej fladze Italii, którą chcieliśmy podarować Bolkowi. 
Gdy wrócił Bolek ruszyliśmy w drogę do Palermo. Mieliśmy przystanek na stacji paliw, obok której rosły brzoskwinie, więc zjedliśmy je na deser ;)





O 16 dotarliśmy na obrzeża Palermo i zrobiliśmy zakupy w centrum handlowym, a o godzinie 19 znaleźliśmy miejsce bliżej centrum miasta, w którym mogliśmy zaparkować autokar. Musze przyznać, że nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia... Wszędzie było brudno i niezbyt ładnie... 
Nie było to wymarzone miejsce na urodziny Bolka, ale nie mogliśmy już wybrzydzać, choć wszyscy wyobrażaliśmy sobie, że Palermo będzie piękne. Po wyjściu z autokaru zaśpiewaliśmy Bolkowi "sto lat" i wręczyliśmy mu prezenty, był bardzo wzruszony, gdy zobaczył zdobyczną flagę ;)


Przeszliśmy się jeszcze na krótki spacer po okolicy... Naprawdę nie tego oczekiwałam po stolicy Sycylii... Zawiodłam się.





O godzinie 22 wróciliśmy do autokaru, wzięliśmy rzeczy do spania i poszliśmy z Bolkiem na plażę. Szliśmy dobre 2 kilometry, a byliśmy już padnięci, więc dość szybko zasnęliśmy... 

Komentarze

  1. Agrigento... jedno z najpiękniejszych i najgorętszych miejsc z moich wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądam te Wasze zdjęcia z podróży i jestem zachwycona. Setki niesamowitych miejsc zwiedziliście. Zazdroszczę w pozytywnym słowa znaczeniu i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…

Kolorowe Jeziorka

Szukając ciekawych miejsc na terenie Dolnego Śląska natrafiliśmy na Kolorowe Jeziorka znajdujące się zaledwie 90 km od Wrocławia. Korzystając z tego, że moi rodzice przyjechali na urlop do Polski wsiedliśmy w czwórkę w auto, Rudiego zapakowaliśmy do bagażnika i 23 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na jednodniowy wypad w góry ;) Droga minęła nam naprawdę szybko, choć im bliżej jeziorek tym bardziej jest ona kręta i wąska. W końcu dotarliśmy na parking (płatny 10 zł), zjedliśmy coś i ruszyliśmy na szlak!
Kolorowe Jeziorka położone w Rudawskim Parku Krajobrazowym, na terenie wsi Wieściszowice (gmina Marciszów, powiat kamiennogórski) od lat przyciągają turystów nie tylko z kraju, ale także z Europy. Cztery jeziorka: żółte, purpurowe, błękitne i czarne leżą na zboczu Wielkiej Kopy. Zabarwienie wody w akwenach związane jest ze składem chemicznym ścian i dna wyrobisk. Na początku XVIII w. ówcześni mieszkańcy Rohnau (obecnie Wieściszowice) zaczęli wydobywać łupki pirytonośne, w które obfituje tutej…