Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2013 - dzień szesnasty

16 sierpnia 2013 - Watykan/Włochy

Wstaliśmy o godzinie 7. Bolek powiedział nam, że zostajemy w Rzymie do godziny 24, ale z campingu musimy wyjechać dużo wcześniej i autokar zaparkowany będzie przy wjeździe do miasta. Spakowaliśmy więc nasze rzeczy do autokaru, wzięliśmy prysznic (tak na zapas ;) ) i o godzinie 11 staliśmy już na przystanku. 
Tego dnia postanowiliśmy wejść do Bazyliki św. Piotra w Watykanie, żeby zobaczyć ją od środka i pomodlić się przy grobie naszego polskiego papieża - Jana Pawła II. 
Kolejka do wejścia była potwornie długa, jednak dzielnie staliśmy w tym upale. Przypomnieliśmy sobie, że mamy w torbie nóż do krojenia bagietek, a do Bazyliki nie można wnosić takich rzeczy. Michał został przed Bazyliką, a ja z Olą weszłam. Muszę przyznać, że w środku Bazylika zrobiła na mnie ogromne wrażenie. 
Gdy już zobaczyłyśmy to co chciałyśmy zobaczyć, wróciłyśmy do Michała, z którym weszłam do Bazyliki jeszcze raz (tym razem Ola została na zewnątrz). 







Następnie pojechaliśmy pod Koloseum i kupiliśmy bilety za 12 euro na zwiedzanie Forum Romanum, Palatynu i Koloseum. 


Forum Romanum ( z łac. rynek rzymski), centrum religijnego, politycznego i gospodarczego życia starożytnego Rzymu. Znane też jako Forum Magnum tj. plac w starożytnym Rzymie, położony u stóp Kapitolu i Palatynu. W okresie cesarstwa Forum zostało rozbudowane i wzbogacone o liczne świątynie i łuk triumfalny cesarza Augusta. Od V wieku ulegało stopniowemu zniszczeniu. W IX, X wieku stanowiło kamieniołom gdzie łatwo pozyskiwano budulec do nowych budowli. Do XVIII wieku służyło na wypas bydła. Prace wykopaliskowe rozpoczęto na początku XIX wieku i prowadzono systematycznie.

Palatyn (łac. Mons Palatinus) – jedno ze siedmiu wzgórz Rzymu, według tradycji (i ostatnich badań archeologicznych) uważane za miejsce najstarszej osady rzymskiej zwanej Roma quadrata. Tu w grocie zwanej Lupercal wilczyca miała karmić Romulusa i Remusa. Znajdowały się tu m.in. świątynia Wiktorii, świątynia Jowisza Statora, Dom Liwii, pałac Septimusa Sewera, pałac Domicjana. W okresie republiki Palatyn był dzielnicą bogatych willi (Cycerona, Krassusa, Marka Antoniusza).
Od czasów Oktawiana Augusta na Palatynie budowano pałace cesarskie. W średniowieczu wybudowano tu twierdzę rodu Frangipani, a w XVI w. wspaniałe ogrody Alessandro Farnese. Prace archeologiczne przeprowadzone na Palatynie (od XVIII w.) odsłoniły resztki osady i nekropolii latyńskiej oraz sabińskiej z VIII w. p.n.e.-VII w. p.n.e.



















Po dość długim zwiedzaniu poszliśmy do Koloseum. Spacerowanie po jego starych murach było niezwykłym przeżyciem, mimo wieku elipsowaty amfiteatr wciąż zachwyca swoją potęgą. 







Na koniec dnia, jako że mieliśmy jeszcze sporo czasu do wyjazdu z Rzymu, postanowiliśmy pojeździć sobie autobusami i pooglądać miasto. Przy okazji odpoczęliśmy trochę ;)
Po jakimś czasie zobaczyliśmy dość spory park, wysiedliśmy więc i poszliśmy moczyć nogi w fontannie ;)


W drodze powrotnej poszliśmy jeszcze do McDonalda. To był naprawdę fajny dzień... Jednak nie spodziewaliśmy się co nas jeszcze dzisiaj czeka...
O godzinie 22 pojechaliśmy metrem na przystanek tramwajowy. Tramwaj z numerem 2, do którego wsiedliśmy ma tylko jedną trasę i miał nas zawieźć na przystanek, z którego odjedziemy autobusem w poszukiwaniu DUETu. Jednak po jakimś czasie zorientowałam się, że coś jest nie tak... Cały czas powtarzałam Michałowi i Oli, że źle jedziemy, że ten tramwaj wcześniej jechał dużo krócej, że nie rozpoznaję tej trasy... Oni jednak uspokajali mnie i mówili, że jedziemy dobrze. Okazało się, że miałam rację... Tramwaj wywiózł nas na drugi koniec Rzymu, gdzie miał zajezdnię. Nie tylko my byliśmy zdziwieni. Dużo osób było w równie wielkim szoku jak my, bo w tramwaju nie było żadnego komunikatu... 
Udało nam się jednak wrócić z powrotem na ten sam przystanek, czekając na kolejny tramwaj z numerem 2, spotkaliśmy znajomych i razem dojechaliśmy pod DUET.

Jednak przygoda z tramwajem nie była jeszcze taka zła...

Mieliśmy niedługo odjeżdżać, lecz brakowało jeszcze paru osób. Michał poszedł do autokaru, a ja stałam na zewnątrz, gdy nagle ktoś otworzył luki bagażowe... Były puste! Na początku nie docierało do mnie co się stało. Pomyślałam, że torby leżą z drugiej strony autokaru, więc poszłam tam. Stał tam Bolek trzymający się za głowę, Pan Tadziu, który patrzył w puste luki, jakby za chwilę coś miało stamtąd wyskoczyć i jeden z bolkowiczów. Staliśmy tak przez chwile w ciszy, gdy nagle kolega powiedział słowa, które nikt z nas nie chciał do siebie dopuścić: "Okradli nas". Pobiegłam szybko do Michała i powiedziałam mu o tym, nie mógł uwierzyć, jednak szybko przekonał się, że to prawda... Wszyscy byli załamani, wiele osób płakało, jedni chodzili wkurzeni... Osoby które dołączyły do nas później, myślały, że ich nabieramy... Rodzice powiedzieli żebym się nie martwiła, najważniejsze, że mam dokumenty, euro i aparat i że nam nic się nie stało. Jednak wtedy ciężko nam było opanować emocje. 
Bolek wezwał policję, przyjechali Carabinieri, gdy zobaczyli co się stało, udawali, że nie potrafią mówić po angielsku... Przegonili policję, która nadjechała... Całe szczęście pomogła nam pewna babcia, która okazała się być polką i mieszka już od dawna w Rzymie, opiekująca się niepełnosprawnymi ludźmi. Gdy usłyszała co się stało, przetłumaczyła wszystko Carabinieri, którzy bardzo niechętnie ją wysłuchali. Kazali nam napisać na kartkach rzeczy, które mieliśmy w skradzionych torbach, po czym odjechali... Postanowiliśmy nie wyjeżdżać tej nocy z Rzymu. 
Gdy emocje już trochę opadły i udało nam się uspokoić, sporo osób poszło spać do parku, my jednak zostaliśmy w autokarze. Ja i Michał spaliśmy w pustych lukach bagażowych, pilnując tego co tam jeszcze zostało, a nie było tego dużo ;)
Łącznie ukradli z naszego autokaru 30 toreb... Wyłamali zamek w lukach bagażowych i okradli nas w środku dnia. Autokar był pusty przez około godzinę... Jeszcze raz ostrzegam wszystkich przed złodziejami grasującymi w Rzymie... Turyści są dla nich idealnym łupem!!!

Komentarze

  1. No niestety... Ktoś na nas zarobił... Ale i tak wytrwaliśmy do końca i poradziliśmy sobie. Właściwie to luki były naprawde wygodne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurde :( Przykra sprawa, ale najważniejsze że świetne fotki zostały :) Na jednym z wyjazdów z Bolkiem okradziono moją przyjaciółkę w Amsterdamie. Siedząc przy stoliku byłyśmy tak zagadane, że nie zauważyłyśmy jak złodziej schylił się po plecak i zabrał go nam tuż z przed nosa. Dopiero na monitoringu zobaczyłyśmy całą akcję. Ale złodziej okazał się na tyle uczciwy, że po miesiącu do mojej przyjaciółki przyszła paczka z Rzymu - a w niej wszystkie dokumenty, portfel (pusty oczywiście ;) ) i uwaga...klisze z aparatu! Nic nas tak nie ucieszyło jak przesyłka od złodziejaszka :P Nawet wypasionego aparatu nie było szkoda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to złodziej faktycznie "uczciwy" ;) My niestety na takich nie trafiliśmy, a nasze rzeczy najprawdopodobniej zostały sprzedane na jednym z rzymskich targów, choć mieli też sporo prania ;) Ciekawe co zrobili z naszym jedzeniem ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Wilczy Wąwóz 2015

Dzień 11 czerwca 2015 r. postanowiliśmy spędzić aktywnie. Już od dawna planowaliśmy jakiś nieduży wypad w góry, ale za każdym razem pogoda płatała nam figle i byliśmy zmuszeni zmieniać plany. Lecz tego dnia się nie poddaliśmy, spakowaliśmy Mordka do bagażnika, Marty rodziców wcisnęliśmy na tylne siedzenie naszej Corsy i ruszyliśmy do Czech! Jak zwykle z opóźnieniem, ale to pomińmy ;)

Droga do Czech jakoś nam się dłużyła, ze względu na Mordka zrobiliśmy parę przystanków.

Standardowo na granicy wymieniliśmy trochę złotówek na korony. Dowiedzieliśmy się też, że jest remont drogi i lepiej jeśli pojedziemy inną tras, tak też zrobiliśmy, bo obydwie trasy nie były nam obce ;) jak miło było znów znaleźć się w tym miejscu! Wjechaliśmy na parking (50 koron) i pierwsze co zrobił nasz Mordek, to władowanie się do rzeki ;)

Po kupieniu biletów do Skalnego Miasta, dowiedzieliśmy się, że odcinek drogi prowadzący do okrężnego szlaku w Teplicach jest zamknięty, są za to alternatywne trasy przez Wilczy…