Bolek 2014 - dzień trzeci

3 sierpnia 2014 - Węgry

Był środek nocy, jednak kontynuowaliśmy nasze zwiedzanie Budapesztu. Nagle miasto zrobiło się jakby ciemniejsze... Okazało się, że zgasili całe oświetlenie zabytków, mostów i ważniejszych miejsc. Było nam bardzo szkoda, bo chcieliśmy zrobić jeszcze zdjęcie podświetlonego Parlamentu, no ale nic nie mogliśmy zrobić ;) Nachodziliśmy się trochę w poszukiwaniu otwartego McDonalda, niestety nie mieli takiego czynnego całą dobę, ale dzięki temu przeszliśmy przez most i zobaczyliśmy inną stronę stolicy - Peszt. Okazało się, że w nocy Peszt tętni życiem, nie tak jak pełna zabytków, spokojna Buda. Przespacerowaliśmy się główniejszymi ulicami Pesztu, zobaczyliśmy park rozrywki, jednak zmęczenie powoli dawało nam się we znaki... 
O godzinie 3 wróciliśmy na górę Gellerta, posiedzieliśmy tam chwile, jednak czuliśmy, że zaraz po prostu zaśniemy, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić, mieliśmy przy sobie parę cenniejszych rzeczy... Postanowiliśmy wrócić pod DUET... Całe szczęście siedział tam Bolek, więc bez problemu dostaliśmy się do autokaru, zostawiliśmy rzeczy, wzięliśmy karimaty i śpiwory, dowiedzieliśmy się również, gdzie śpi reszta ekipy. Poszliśmy więc do parku i bez zastanowienia rozłożyliśmy się obok naszych, w nadziei, że prześpimy się chociaż trochę...

O godzinie 4:30 obudziła nas Ola, krzycząc: "Uciekamy, zraszacze!"... I faktycznie zobaczyliśmy, obracający się w naszą stronę, podły zraszacz, który bez najmniejszego problemu oblał nas... Uciekliśmy na chodnik, rozłożyliśmy rzeczy i chcieliśmy spać dalej, jednak wciąż mieliśmy wrażenie, że zraszacze mają coraz większy zasięg pryskania i że zaraz nas dosięgną. Obserwowaliśmy też nieczynny zraszacz, który mieliśmy zaraz obok głowy... Po jakimś czasie wróciliśmy pod DUET i tam pospaliśmy do godziny 6. 

Po godzinie 7 ruszyliśmy w drogę. Pogoda nie zapowiadała się ciekawie, na niebie były ciemne chmury... Jednak gdy o godzinie 9 dojechaliśmy nad Balaton, pogoda zrobiła się wspaniała! 

Balaton, Jezioro Błotne – największe jezioro Węgier i zarazem Europy Środkowej, położone w południowo-zachodnich Węgrzech, na Nizinie Panońskiej, u południowych podnóży Lasu Bakońskiego, około 80 km od Budapesztu.

Pierwsze co zrobiliśmy po przyjeździe nad Balaton, to wskoczenie w stroje kąpielowe i rozłożenie się nad wodą. Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, gdy zobaczyliśmy, że jest ona naprawdę czysta. Nie bez powodu Węgrzy uważają Balaton za swoje morze :)










Z plaży widać było nasz DUET :)



Do godziny 12 pluskaliśmy się w wodzie i opalaliśmy na betonowej plaży, która wbrew pozorom, była bardzo wygodna. W końcu mogliśmy odpocząć po długiej, nieprzespanej nocy ;) 
Obok autokaru znajdowały się trzy prysznice, pod którymi umyliśmy się lodowatą wodą, przydał nam się ten orzeźwiający prysznic. Czuliśmy się prawie jak w raju ;)

O 13 Bolek zorganizował zebranie, na którym dowiedzieliśmy się, że zostajemy tu na noc. Była to wspaniała wiadomość, bo mieliśmy idealnego dzikusa na plaży. Na zebraniu Bolek przedstawił każdego z osobna, chciał, żebyśmy lepiej się zapoznali. Zrobiło nam się bardzo miło, gdy Bolek wspomniał o naszych zaręczynach, w końcu był jedną z pierwszych osób, które gratulowały nam w styczniu ;)

Po zebraniu zjedliśmy szybki obiad i w siedem osób poszliśmy zwiedzać pobliskie miasteczko - Tihany. 


Trochę dalej od plaży zobaczyliśmy węże! Było ich sporo, mniejsze, większe... Na początku trochę się wystraszyliśmy, jednak później okazało się, że to tylko niejadowity Zaskroniec rybołów





Co jakiś czas robiliśmy przystanki. Nie byliśmy jeszcze przyzwyczajeni do intensywnego zwiedzania, a droga do miasteczka była dość długa. 








Najlepsza ekipa!
Marta, Gosia, Michał, Ola, Ewelina

Tihany jest półwyspem położonym nad Balatonem, przedzielającym jezioro na połowę. Tihany to perła nie tylko regionu, Węgier, lecz także całej Europy, klejnot pośrodku „węgierskiego morza”. Powierzchnię wulkanicznego półwyspu ubarwiają wapienne wzgórza stworzone przez gejzery. 

Ciężko wchodziło się pod górę, ale dla tych widoków, naprawdę było warto!


Kupiliśmy sobie lody i odpoczęliśmy trochę, podziwiając z góry przepiękny Balaton.










Opactwo Benedyktynów, symbol Tihany stoi nad Balatonem już prawie od 1000 lat. Jego dokument założycielski z 1055 roku jest najstarszym zabytkiem pisanym języka węgierskiego.










Miasteczko wygląda naprawdę pięknie, warto je zobaczyć.



Postanowiliśmy, że wrócimy inną (łagodniejszą) drogą. Wszyscy byliśmy już trochę zmęczeni...







Po drodze dziewczyny wypiły po piwie, co nie było wtedy dobrym pomysłem... Były zmęczone i głodne, więc trochę je "siekło" i poczuły się bardzo ciężkie ;) Postanowiły zostać na murku i odpocząć. Gosia została, żeby je przypilnować, my zaś z Olą i Piotrkiem wróciliśmy pod DUET. 




Po 18 dotarliśmy do autokaru, zjedliśmy po kisielku i postanowiliśmy, że pójdziemy jeszcze na plażę :)




Ola ma aparat wodoodporny, więc wzięliśmy maski i wskoczyliśmy do wody. Balaton jednak nie jest dobrym miejscem do nurkowania, niestety słabo widać w nim dno, ale zabawę mieliśmy świetną :)








Po wspaniałej zabawie w jeziorze, zjedliśmy kolację, jeszcze raz wzięliśmy prysznic i rozłożyliśmy się na plaży, tym razem już z rzeczami do spania, oglądając przepiękny zachód słońca. W międzyczasie znalazły nas dziewczyny (Ewelina i Gosia).






Chcieliśmy spać pod gołym niebem, jednak strasznie gryzły komary. Zmuszeni byliśmy rozłożyć namioty... Dzięki temu przespaliśmy spokojnie całą noc, słuchając szumu wody :)

1 komentarz:

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)