Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2014 - dzień dziesiąty

10 sierpnia 2014

Wstaliśmy o godzinie 6 i od razu zaczęliśmy pakować namioty i śpiwory do autokaru. Nad polami, na których pasły się owce, unosiła się mgła. Były to naprawdę niesamowite widoki o poranku ;)



O godzinie 7 byliśmy już w drodze do stolicy Albanii. Niestety nie zdążyliśmy zjeść śniadania... Z głodu było nam niedobrze, więc zjedliśmy herbatniki. To była dość ciężka podróż, było bardzo duszno, co chwilę zasypialiśmy. 
Bez problemu przekroczyliśmy granicę, dostaliśmy nawet pieczątki, tylko że ze złą datą. No ale mówi się trudno ;)  

Pierwszym na co zwróciliśmy uwagę, po wjeździe do Albańskiej stolicy, były gigantyczne korki i hałas. Wszyscy trąbili, krzyczeli... Po chwili zorientowaliśmy się, że w niektórych autach, lub na bryczkach, siedzą pary młode! Wszyscy byli wystrojeni i prezentowali się świetnie. Jeszcze nigdzie nie widzieliśmy tak hucznego świętowania, jak właśnie w Albanii ;) A ślubów tego dnia widzieliśmy (i słyszeliśmy) mnóstwo! Doliczyliśmy ponad 18! Cale szczęście, że młoda policjantka zatrzymała ruch i pomogła nam przejechać autokarem przez zakorkowane skrzyżowanie :)




Tirana stolica i największe miasto Albanii położone nad 3 rzekami: Lanë, Tiranë i Tërkuzë. Jest to największy ośrodek przemysłowy i centrum kulturalne kraju. Przez długie lata była jedynym dużym miastem Albanii. Kraj zacofany gospodarczo i kulturalnie odbiegał od reszty Europy. Analfabetyzm sięgający ponad 90% sprawiał, że większość osób wykształconych i prawie cała gospodarka skupiała się w tym jednym dużym ośrodku miejskim. Dziś Tirana odstaje od reszty miast liczbą ludności, która przekracza 600 tysięcy mieszkańców. 


O godzinie 10 znaleźliśmy miejsce na parking. Niestety nie było tam mowy o gotowaniu... Musieliśmy się zadowolić zimnym bigosem prosto ze słoiczka. Był smaczny, ale jednak wolelibyśmy zjeść go na ciepło ;)


Następnie ruszyliśmy na zwiedzanie miasta! 
Jako pierwszą zobaczyliśmy Katedrę św. Pawła w Tiranie (alb. Katedralja e Shen Palit) - rzymskokatolicka katedra archidiecezji Tirany-Durrës w stolicy Albanii. Usytuowana nad brzegiem rzeki Lany. Obecnie największa świątynia katolicka w kraju. Jest to nowoczesna świątynia wybudowana w latach 2000-2001. We wnętrzu znajdują się witraże przedstawiające Matkę Teresę i papieża Jana Pawła II. Mieści się przy bulwarze Zhan D'Ark.


Idąc dalej dotraliśmy do tzw. "Piramidy" - Otwarta w 1988 roku jako muzeum ku czci albańskiego dyktatora, Envera Hodży, została zaprojektowana zresztą przez jego córkę, Pranverę. Prawdopodobnie ta monumentalna konstrukcja należy do najdroższych wzniesionych w Albanii. Po upadku komunizmu wewnątrz powstało centrum konferencyjne, kulturalne oraz dyskoteka. Dziś oficjalna nazwa Piramidy to Międzynarodowe Centrum Kultury. Tu wygłaszał swoją mowę goszcząc w Tiranie George Bush. Aktualnie prowadzone są prace nad zmianą wizerunku piramidy. Co ciekawe, powierzono je firmie związanej z córką Hodży. W 1999 roku tuż przed budynkiem postawiono Dzwon Pokoju.






Spacerując po mieście mieliśmy wrażenie, że około dziewięcioletni chłopak nas śledzi... Ciągle szedł albo przed nami, albo za nami i co chwile zerkał na nas... Postanowiliśmy, że musimy go zgubić...




Skręciliśmy więc w boczną uliczkę i dotarliśmy pod Albański Kościół Prawosławny, oficjalnie Autokefaliczny Prawosławny Kościół Albanii (alb. Kisha Ortodokse Autoqefale e Shqipërisë) — autokefaliczny kościół prawosławny, działający na terytorium Albanii. Całe szczęście, chyba zgubiliśmy nasz ogon ;)



Będąc w Tiranie nie mogliśmy przejść obojętnie przez Plac Skanderbega. Plac był już niegdyś ogromny, ale został dodatkowo powiększony za czasów panowania komunistów. Jest głównym placem i centrum miasta. Otaczają go ważne budynki tj.: opera, meczet, muzea. Na środku znajduje się pomnik narodowego bohatera albańskiego - Skanderbega. W 1958 roku, w ramach "przyjaźni" Rosjan z Albańczykami postanowiono zbudować imponujący Pałac Kultury. W trakcie budowy jednak stosunki uległy pogorszeniu i dzieło dokończyli już chińscy budowniczy. Aktualnie wewnątrz znajduje się opera oraz muzeum historii. Mozaika na jego fasadzie przedstawia właśnie upływ albańskiej historii. 







Meczet Et'hem Bey - Należy do najważniejszych zabytków kultury muzułmańskiej w całej Albanii, nie tylko w Tiranie. Znajduje się w samym centrum miasta, a jego budowa trwała od 1794 roku do 1821. Podczas reżimu komunistycznego został zamknięty, ale od 1991 roku znowu jest dostępny dla wiernych. Zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz oko przyciągają efektowne zdobienia.


Pospacerowaliśmy jeszcze po mieście, dziewczyny chciały znaleźć jakiś otwarty market oraz kupić pamiątki. Z głównych ulic zagłębiliśmy się w boczne uliczki miasta... 


Nasza grupa się rozdzieliła, więc w piątkę zmierzaliśmy w stronę autokaru. Na skrzyżowaniu, gdy staliśmy na pasach, zobaczyliśmy jak grupa dzieciaków zrywa dekoracje z samochodu pary młodej... Następnie podbiegli do nas i chcieli nam zabrać picie i reklamówkę, dosłownie rzucili się na to i chcieli wyrwać rzeczy z naszych z rąk! Bardzo cieszyliśmy się, że aparat schowany jest bezpiecznie w torbie... Byliśmy już zmęczeni, więc zadziałaliśmy impulsywnie, odepchnęliśmy ich mocno, mówiąc do nich niecenzuralnie po angielsku. Gdy zapaliło się zielone światło i odwróciliśmy się do nich plecami, zaczęli w nas rzucać kamieniami i wyzwiskami... Dobrze, że nie trafili... Byliśmy w szoku, że spotkało nas coś takiego.

Po powrocie do autokaru zostawiliśmy rzeczy i rozłożyliśmy się z karimatami nad rzeką. Byliśmy wyczerpani tym upałem i zasnęliśmy...

Mieliśmy odjechać z Tirany o godzinie 17, jednak przez spóźnialskie osoby wyjechaliśmy 1,5 godziny później... Na dodatek złapaliśmy jeszcze większe opóźnienie przez objazdy i korki. Baliśmy się, że nie wyjedziemy dzisiaj z Albanii i będziemy musieli zostać tu na noc, bo Pan Tadziu miał ograniczony czas jazdy. 



Pan Tadziu jest genialny! Udało mu się dowieźć nas na noc do Ulcinj, na naszego bezpiecznego dzikusa przy kempingu. Była to długa i męcząca jazda zarówno dla naszego kierowcy, jak i dla nas... Zaraz po dotarciu na miejsce i po przegłosowaniu, o której godzinie wyjeżdżamy następnego dnia, rozłożyliśmy namioty (straszny pył unosił się w powietrzu) i poszliśmy spać... 

Komentarze

  1. Bardzo dużo czytałem ostatnio o Albanii, o jej historii i kulturze. Zakochałem się w tym kraju, choć nigdy tam nie byłem. Bez wątpienia Albania jest na szczycie mojej listy życzeń!

    OdpowiedzUsuń
  2. W Albanii byłem tył w Kruji i Tiranie. W następne wakacje planuje poświęcić więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wrażenie, że takie zachowania w Albanii są na porządku dziennym. Jak my byliśmy w Tiranie, spotkało nas dokładnie to samo. Brudne dzieciaki wprost wyrywały nam z rąk jedzenie. To niestety ciemna strona Albanii.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…

Kolorowe Jeziorka

Szukając ciekawych miejsc na terenie Dolnego Śląska natrafiliśmy na Kolorowe Jeziorka znajdujące się zaledwie 90 km od Wrocławia. Korzystając z tego, że moi rodzice przyjechali na urlop do Polski wsiedliśmy w czwórkę w auto, Rudiego zapakowaliśmy do bagażnika i 23 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na jednodniowy wypad w góry ;) Droga minęła nam naprawdę szybko, choć im bliżej jeziorek tym bardziej jest ona kręta i wąska. W końcu dotarliśmy na parking (płatny 10 zł), zjedliśmy coś i ruszyliśmy na szlak!
Kolorowe Jeziorka położone w Rudawskim Parku Krajobrazowym, na terenie wsi Wieściszowice (gmina Marciszów, powiat kamiennogórski) od lat przyciągają turystów nie tylko z kraju, ale także z Europy. Cztery jeziorka: żółte, purpurowe, błękitne i czarne leżą na zboczu Wielkiej Kopy. Zabarwienie wody w akwenach związane jest ze składem chemicznym ścian i dna wyrobisk. Na początku XVIII w. ówcześni mieszkańcy Rohnau (obecnie Wieściszowice) zaczęli wydobywać łupki pirytonośne, w które obfituje tutej…