Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2014 - dzień ósmy

8 sierpnia 2014

Wstaliśmy o godzinie 7. Wagon do przewozu aut okazał się bardzo wygodnym miejscem ;) Szybko zwinęliśmy śpiwory i zjedliśmy śniadanie. Pogoda była wspaniała! Bezchmurne niebo, ciepło z samego rana... napawało nas to optymizmem!


Po godzinie 8 ruszyliśmy w drogę! Wyjazd z miasta był niezwykle skomplikowany... O drogę zapytaliśmy więc ochroniarza z Uniwersytetu w Podgoricy. Był na tyle uprzejmy, że zadzwonił po kolegę, który swoim autem wyprowadził nas na dobrą drogę! Nie spodziewaliśmy się, że spotkamy kogoś tak pomocnego :)
Po godzinie dojechaliśmy do Jeziora Szkoderskiego - jest to największe jezioro na Półwyspie Bałkańskim, położone na granicy Albanii i Czarnogóry. 
Znaleźliśmy fajne miejsce na parkingu, gdy przyszedł do nas ochroniarz... Wiedzieliśmy, że jest to miejsce płatne, ale gdy usłyszeliśmy 10 euro od osoby, to szybko spakowaliśmy się do autokaru i odjechaliśmy. Bolek stwierdził, że za tą cenę to my będziemy mieć kemping nad morzem! W sumie to dobrze, że nie zostaliśmy nad jeziorem, bo akurat kwitło i przy brzegu było całe zielone... 





Dość szybko dojechaliśmy do Ulcinj - jest to najdalej wysunięte na południe miasto i gmina miejska w Czarnogórze, znajdujące się u ujścia rzeki Bojany, w pobliżu granicy z Albanią. Postanowiliśmy tego dnia wjechać na kemping, który Bolek znał już z poprzednich lat, a mianowicie AUTO KAMP TOMI. Zapłaciliśmy 7 euro od osoby i mogliśmy rozłożyć nieograniczoną ilość namiotów! Było wspaniale :)

Po rozłożeniu namiotów, poszliśmy się umyć! Ciepła woda pod prysznicem była wspaniała... Właśnie tego nam brakowało ;) Jedynym minusem były toalety "narciarze", ale dało się to jakoś przeżyć ;) Po kąpieli zrobiliśmy pranie, a trochę się tego nazbierało przez te parę dni. Następnie poszliśmy na plażę! 


Upał, słońce, gorący piach i woda... właśnie tego potrzebowaliśmy po deszczowych, chłodniejszych dniach... Na plaży bawiliśmy się po prostu wspaniale! Szkoda tylko, że przez ten piach, nie dało się nurkować. Z utęsknieniem marzyliśmy o kamienistych plażach, na których będziemy za parę dni :)








Po godzinie 14 wróciliśmy na kemping, wzięliśmy prysznic i wybraliśmy się na miasto!





Postanowiliśmy, że tego dnia zjemy na mieście. Dość długo chodziliśmy, szukając odpowiedniego miejsca... W jednej knajpce próbowaliśmy dogadać się z kelnerem, jednak nic z tego nie wyszło, nie mówił po angielsku... Opuściliśmy więc knajpkę i w ostateczności wróciliśmy do pierwszej jaką mijaliśmy po drodze. Ceny były naprawdę przystępne i najedliśmy się :)


Po sytym obiedzie poszliśmy na zakupy. Ceny pozytywnie nas zaskoczyły, wszystko było tanie! Postanowiliśmy na spółkę kupić whisky i colę, za te wspólne zakupy zapłaciliśmy 14 euro! Na siedem osób, były to 2 euro na osobę! 

Jak wiadomo w Czarnogórze płaci się euro, pomimo tego, że nie należy ona do Unii Europejskiej. Czarnogóra wprowadziła euro po rozwiązaniu unii państwowej z Serbią i pełnej niezależności od pozostałych krajów byłej Jugosławii. Wszystkie kraje spoza strefy, czyli Czarnogóra, Kosowo i Andora, dzięki rezygnacji z własnych walut oraz likwidacji banków centralnych sensu stricto zahamowały inflację i uporządkowały własne systemy bankowe. 

Po zakupach wróciliśmy na kemping, trochę odpocząć i skorzystać z jego uroków - WiFi :)





O godzinie 19 wybraliśmy się na plażę, podziwiać zachód słońca... Droga do plaży minęła nam bardzo miło, było mnóstwo śmiechu ;)

Ciężkie życie asystenta Fotografa ;)

A to fotograf uwiecznił ;)

Plaża była prawie pusta... Słońce zachodziło, a woda nadal była ciepła... Nie mogliśmy napatrzeć się na te wspaniałe widoki! Właśnie dla takich chwil się żyje :)





























Dość długo spacerowaliśmy po plaży, ale było tak wspaniale, że aż szkoda nam było wracać na kemping... Warto jest męczyć się w autokarze, warto znosić te niewygody, warto podróżować i zwiedzać świat... właśnie dla takich chwil, naprawdę warto!

Po powrocie na kemping usiedliśmy przy naszych namiotach i graliśmy w scrabble, powoli popijając whisky. Było dużo śmiechu i zabawnych haseł. To wspaniałe spędzać czas z tak niezwykłymi ludźmi. Na Bolku jesteśmy jedną grupą, wspieramy się i wspólnie przeżywamy przygody :)





Po grze zabraliśmy się za robienie kolacji. Ugotowaliśmy dużo makaronu, a do tego pikantny sos pomidorowy... Już dawno nie byliśmy tak zadowoleni i najedzeni ;) Następnie krótki spacer po kempingu i do śpiworów! W końcu nie musieliśmy się martwić, że ktoś może nas stąd przegonić, to była spokojna noc :)

Komentarze

  1. podobno zachody słońca są dla wszystkich, a wschody dla wybranych ;)
    ale i tak zazdrościmy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne i radosne zdjęcia.! :D

    Obserwuję od dłuższego czasu :)
    http://luxwell.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładne fotki. Widać, że u Ciebie w życiu nie ma miejsca na nudę. Pozdrawiam jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Wilczy Wąwóz 2015

Dzień 11 czerwca 2015 r. postanowiliśmy spędzić aktywnie. Już od dawna planowaliśmy jakiś nieduży wypad w góry, ale za każdym razem pogoda płatała nam figle i byliśmy zmuszeni zmieniać plany. Lecz tego dnia się nie poddaliśmy, spakowaliśmy Mordka do bagażnika, Marty rodziców wcisnęliśmy na tylne siedzenie naszej Corsy i ruszyliśmy do Czech! Jak zwykle z opóźnieniem, ale to pomińmy ;)

Droga do Czech jakoś nam się dłużyła, ze względu na Mordka zrobiliśmy parę przystanków.

Standardowo na granicy wymieniliśmy trochę złotówek na korony. Dowiedzieliśmy się też, że jest remont drogi i lepiej jeśli pojedziemy inną tras, tak też zrobiliśmy, bo obydwie trasy nie były nam obce ;) jak miło było znów znaleźć się w tym miejscu! Wjechaliśmy na parking (50 koron) i pierwsze co zrobił nasz Mordek, to władowanie się do rzeki ;)

Po kupieniu biletów do Skalnego Miasta, dowiedzieliśmy się, że odcinek drogi prowadzący do okrężnego szlaku w Teplicach jest zamknięty, są za to alternatywne trasy przez Wilczy…