Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2014 - dzień czternasty

14 sierpnia 2014

To była dla nas naprawdę wyczerpująca i pełna wrażeń noc... Siedzieliśmy na plaży w porcie Orebić, daleko od autokaru i zastanawialiśmy się, co dzieje się z resztą naszej bolkowej grupy. Czy ochroniarz zszedł na plażę i ich znalazł? Nie wiedzieliśmy tego... Chcieliśmy ich jednak za wszelką cenę uprzedzić i sprawdzić co się tam dzieje, lecz nie mieliśmy jak ruszyć się z tego miejsca. Każde przejeżdżające auto, wyglądało dla nas jak auto tego ochroniarza, a przecież zakazał nam zejścia na plażę. Straszny był dla nas również fakt, że nie zabraliśmy ze sobą dokumentów z autokaru... Czuliśmy się jakbyśmy byli tu nielegalnie ;) Około godziny 1 w nocy dziewczyny, które spotkaliśmy po drodze, stwierdziły, że pójdą i sprawdzą co dzieje się przy autokarze. My nie mogliśmy iść, dla nas te tereny były już spalone... Obiecały, że wyślą nam SMSa (jak dobrze, że Gosia jako jedyna miała ze sobą telefon!). Z niecierpliwością czekaliśmy na wiadomość... Gdy nadeszła, załamaliśmy się totalnie... brzmiała ona mniej więcej tak: "Nie przychodźcie, siedzi przy drodze niedaleko autokaru i świeci latarką. Ominęłyśmy autokar i idziemy dalej, szukać jakiegoś miejsca.". Totalnie nie wiedzieliśmy jak mamy wrócić pod autokar! To było straszne... 
Około godziny 3 w nocy stwierdziliśmy, że spróbujemy przejść wzdłuż plaży, baliśmy się jednak, że w większości są one prywatne i możemy natrafić na ślepy zaułek. Jednak zdecydowaliśmy zgodnie, że musimy spróbować! Musieliśmy się dowiedzieć co z resztą bolkowiczów... I tak ruszyliśmy w drogę, a była ona dość długa... Po około półgodzinnym marszu zobaczyliśmy "kokony" na plaży. Podeszliśmy bliżej, a serca zabiły nam mocniej... NASI!!! Jakie to było dla nas ogromne szczęście! Do tej pory pamiętamy ten niezwykły widok! Chcieliśmy znaleźć Bolka i go uprzedzić, ale jedna z bolkowiczek powiedziała nam, że Bolek już o wszystkim wie od dziewczyn, które się od nas odłączyły (no tak... ochroniarz pojechał za nami, więc one spokojnie zeszły na plażę). Dowiedzieliśmy się również, że uciekamy stąd o 6 rano. Okazało się, że martwili się co z nami i chcieli nas rano szukać ;) Cudownie było położyć się w śpiworach obok naszych i zasnąć choć na chwilę... 
O godzinie 5:30 zerwaliśmy się z plaży i po kryjomu, całą grupą przemknęliśmy do autokaru. Poczuliśmy się naprawdę bezpiecznie, gdy zasiedliśmy już na naszych miejscach. Zanim odjechaliśmy, dwukrotnie przejechała obok nas policja, dziwnie zwalniając i spoglądając na autokar... czyżby nas szukali? Schowaliśmy się za zasłonką i udawaliśmy, że nas nie ma ;) Ulżyło nam, gdy Pan Tadziu ruszył i odjechaliśmy z tego miejsca. 

O godzinie 7 zatrzymaliśmy się w małej, chorwackiej mieścinie. Znajdowały się tam domowe winiarnie, jednak wszystko było drogie. Zjedliśmy tam szybkie śniadanie i umyliśmy się. O godzinie 8:30 ruszyliśmy w poszukiwaniu innej, bardziej domowej winiarni. Znaleźliśmy takową po 30 minutach jazdy. Właśnie o coś takiego nam chodziło! Przepyszne likiery, rakije i wina... Zdecydowaliśmy się kupić po rakiji dla rodziców. Łącznie zapłaciliśmy 14 euro. Naprawdę polecamy domowe wyroby!



Okazało się, że od Bolka i Pana Tadzia dostaliśmy butelkę wina i rakiji na autokar, więc w drodze do granicy wspólnie skosztowaliśmy wina. Rakiję mogliśmy wypić po przekroczeniu granicy Chorwacji z Bośnią i Hercegowiną ;)
Około godziny 12 byliśmy już parę kilometrów od granicy (poznawaliśmy już te tereny ;) ) jednak był straszny korek... Straciliśmy ponad 1,5 godziny... Był straszny upał, więc ten czas spędziliśmy w cieniu na dworze.

Około godziny 15 dojechaliśmy do Počitelj. Jest to zabytkowe miasto w Hercegowinie, położone w dolnym biegu rzeki Neretwy. Jego historia sięga czasów starożytnych, kiedy to znajdowała się tu jedna z rzymskich osad. Po upadku Cesarstwa została ona zajęta przez grasujących na Adriatyku piratów morskich.
W XIV wieku miasto wraz z całym regionem dostało się pod panowanie bośniackiego króla Tvrtka. W późniejszym czasie Počitelj zajęły wojska ówczesnego króla Węgier - Macieja Korwnia, które w drugiej połowie XV wieku zostały wyparte przez Imperium Osmańskie. Pod panowaniem tureckim miasto zostało znacznie rozbudowane i ufortyfikowane.

Mijaliśmy to miasteczko rok temu, w drodze do Mostaru... Byliśmy więc bardzo podekscytowani i od razu ruszyliśmy zwiedzać!




Miasteczko już z perspektywy parkingu robi ogromnie wrażenie. Jego plusem było także to, że turystów było naprawdę niewielu, dzięki czemu przyjemniej się zwiedzało. Choć widać, że wiele budynków zostało odrestaurowanych, to czuć dawny klimat tego miejsca... Jest niezwykłe... Trzeba jednak uważać na nogi, bo można bez problemu skręcić kostkę na śliskich, kamiennych drogach ;)



Naszym celem było wejście na górujące nad miastem ruiny tureckiego zamku. Szliśmy więc cały czas pod górę, a świecące nad nami słońce grzało niemiłosiernie. 


Do najważniejszych zabytków miasta zaliczyć można m in. XVII wieczną wieżę zegarową (Sahat kula), oraz wybudowany w 1563 roku meczet Hadżi-Alii. Obydwa zabytki widoczne są na poniższym zdjęciu. 


Widoki jakie otaczały nas po drodze były wspaniałe i wynagrodziły nam wspinaczkowe trudy :) W dole płynęła pięknego koloru rzeka, na drzewach spokojnie dojrzewały granaty, które idealnie oddają orientalny klimat tego miejsca... Czego chcieć więcej? 





Dość szybko znaleźliśmy się na szczycie przy pozostałościach średniowiecznej tureckiej twierdzy, wzniesionej na gruzach starożytnego rzymskiego zamku. Zamek jest nie duży i zostało z niego naprawdę niewiele, głownie mury. Najciekawszym jego fragmentem jest wieża o wysokości mniej więcej trzypiętrowego bloku, na której najwyższą kondygnację można wejść. My jednak się nie odważyliśmy, schody są bardzo strome.



Wciąż nie mogliśmy napatrzeć się na te jakże niecodzienne dla nas widoki... Jak tam było wspaniale!










Po godzinie 16 byliśmy z powrotem przy autokarze i robiliśmy obiad... makaron z pulpetami Pudliszki, przepyszne bolkowe danie! :) Mieliśmy również sporo czasu, by odpocząć po nieprzespanej nocy... 


Po godzinie 18 ruszyliśmy w drogę do Wodospadów Kravica, nad którymi byliśmy rok temu. Zaproponowaliśmy to miejsce Bolkowi, ponieważ naprawdę warto je odwiedzić. Pomagaliśmy w ogarnięciu trasy, pomimo, że dużo się tu zmieniło od naszej poprzedniej wizyty, to bez problemu znaleźliśmy drogę. Orientację w terenie mamy bardzo dobrą ;)
Po zajęciu miejsca na parkingu okazało się, że wejście na Wodospady jest płatne! ! marka to niby nie dużo, ale poza sezonem było bezpłatne... Nie byliśmy na to przygotowani i całą grupą usiedliśmy przy wejściu, lekko wkurzeni zastanawialiśmy się co mamy zrobić... Gdy tak siedzieliśmy, ochroniarze chyba stwierdzili, że jesteśmy biedni i pieniędzy nie posiadamy, więc wpuścili całą naszą grupę za darmo! Bardzo nas to ucieszyło ;)



Wodospady Kravica to grupa wodospadów położona wzdłuż rzeki Trebižat w Bośni i Hercegowinie. Wodospady rozciągają się na ponad 100 metrach szerokości a spadek poziomu dochodzi do 25 m. Wodospady powstały wskutek akumulacji trawertynu. Ze względu na malownicze położenie i krystalicznie czystą wodę jest popularnym miejscem kąpieli mieszkańców niedaleko położonego miasta Ljubuški.


Gdy byliśmy tu rok temu poziom wody był dużo wyższy, pomostu, którym można się dostać na drugi brzeg, nawet nie było widać!









Tym razem wzięliśmy ze sobą stroje kąpielowe, zamierzaliśmy przepłynąć jeziorko przy wodospadzie! Woda była lodowata, zauważyliśmy również sporego węża z rodziny zaskrońcowatych, niby niegroźne, ale świadomość, że tam jest, nie była miła. Nie poddaliśmy się i udało nam się podpłynąć pod sam wodospad!







Z powrotem ciężko się płynęło, bo płynęliśmy pod prąd. Wspomnienie węża jednak dodawało nam sił ;) Byliśmy z siebie bardzo dumni, choć bardzo zmarznięci. 

O godzinie 20:30 wróciliśmy pod autokar i zaczęło się wielkie gotowanie oraz rozkładanie śpiworów i karimat do spania. Parking był pusty, sądziliśmy więc, że spędzimy tu spokojną noc... Lecz znowu mieliśmy pecha... Koło godziny 22 przyszedł ochroniarz i powiedział, że zadzwonił na policję. Bolek próbował go przebłagać, jesteśmy zmęczeni, odjedziemy stąd z samego rana... Był nie do ubłagania... Zwinęliśmy szybko rzeczy i wskoczyliśmy do autokaru. Gdy zamknęły się drzwi, a Pan Tadziu odpalił silnik nadjechała policja... Te skurczybyki są naprawdę szybkie... Spojrzeliśmy na nich tylko, po czym odjechaliśmy, nie mieli się przecież do czego przyczepić. Śledzili nas przez jakiś czas, jednak w końcu odpuścili, wszyscy biliśmy brawa naszemu kierowcy :) 
W drodze dopadły nas przemyślenia... Spaliśmy na dziko w tylu krajach... Hiszpania, Austria, Czechy, Włochy, moglibyśmy tak dalej wymieniać... I nigdy nikt się nie przyczepił! Nieraz spaliśmy w parku w centrum miasta, przechodziła policja i nikt nie zwracał na nas uwagi... Są to jednak potężne i bogate kraje... Natomiast kraje Bałkańskie dopiero od niedawna cieszą się sporym zainteresowaniem turystów i chcą na nich jak najwięcej zarobić. Nie do pomyślenia jest dla nich, że ktoś może tak beztrosko spać sobie za darmo... Również duży wpływ na to może mieć wojna w dawnej Jugosławii, do tej pory mieszkający tam ludzie czują strach, dlatego nawet z nami nie dyskutują, tylko od razu dzwonią na policję... Można ich zrozumieć... 

Po jakimś czasie dojechaliśmy do Medjugorje, tam Bolek kazał zajechać Panu Tadziowi na parking obok kościoła, a my ze śpiworami i karimatami poszliśmy spać na plac przygotowany dla pielgrzymów. Trochę grzmiało, ale byliśmy tak zmęczeni, że nie ruszyło nas to ;) Zasypiając na placu pielgrzyma, w końcu czuliśmy się bezpiecznie... 

Komentarze

  1. niezła ta Wasza "pielgrzymka" :) dobrze, że okoliczności przyrody i lokalne zabytki potrafią wynagrodzić Wam nieprzespane noce.

    te wodospady bardzo interesujące!

    OdpowiedzUsuń
  2. Granaty na drzewach? Odpadam! Ja się cytrynkami w Chorwacji zachwycałam ,a tu prawdziwe, świeżutkie granaty. Jak zwykle porcja pięknych zdjęć i przydatnych informacji. Coś czuję, że kiedyś będę mieć super przewodnik Waszego autorstwa (już jako małżeństwa coś czuję ;)).

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem szczerze, widzę młode osoby, a tu i opis całkiem ciekawy, i zdjęcia, które zapierają dech w piersiach. W Turcji jeszcze nie miałem przyjemności być, ale kto wie, może w przyszłym roku nadrobię to miejsce. Z tego co widzę - naprawdę warto. A siedząc teraz w zimnej Polsce - jeszcze zazdroszczę bo moje wakacje dopiero za kilka miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko Bałkany ;) Konkretnie to Bośnia i Hercegowina. Ale dziękujemy za miłe słowa :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Warszawa, czyli pierwsze Kubusiowe odwiedziny stolicy!

2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę! Stawiliśmy się na lotnisku dość wcześnie. Mieliśmy ze sobą tylko torby podręczne i wózek, który braliśmy ze sobą do odprawy. Kubuś był bardzo grzeczny i uśmiechał się do każdego, kto go zaczepił ;) Czas na lotnisku minął ekspresowo i zaraz musieliśmy szykować się do wejścia na pokład. Wózkiem podjechaliśmy aż pod sam samolot, gdzie oddaliśmy go obsłudze, żeby mogli zapakować go do luków. 


Pomimo tego, że Kubuś jest grzeczny, obawialiśmy się jak zareaguje na wszystkie nowe odczucia i dźwięki. Okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy, bo nawet nie zwrócił większej uwagi i chwilę po starcie poszedł spać :)


Lot do Warszawy trwał około 40 minut. Wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina, wózek czekał na nas przy samolocie. Prosto z lotniska ruszyliśmy na miasto. Pogoda nam nie s…

Bolek 2014 - dzień dziewiąty

9 sierpnia 2014
Nasz drugi dzień na kempingu, postanowiliśmy spędzić go dość leniwie...  Wstaliśmy o godzinie 8, w końcu naprawdę się wyspaliśmy! Nie trzeba było się o nic martwić, to wspaniałe uczucie! Po śniadaniu (makaron z pulpetami) zabraliśmy się za ładowanie telefonów i baterii z aparatów. Gdy jedno z nas pilnowało ładowarek i kontaktowało się z rodziną dzięki WiFi, drugie korzystało z największego z uroków kempingu, a mianowicie z prysznica! I tak na zmianę ;)

Gdy Ola, Ewelina i Gosia wróciły z zakupów, zmieniły nas przy ładowarkach. Wzięliśmy więc portfel i poszliśmy do marketu uzupełnić zapasy picia. Droga do najbliższego marketu była dość długa i bardzo dokuczał nam upał, jednak dzielnie szliśmy przed siebie ;)




Po powrocie na kemping, stwierdziliśmy, że to najlepszy moment na zrobienie sałatki owocowej! Tym bardziej, że przy wejściu na kemping stał straganik, na którym sprzedawane były owoce z pola. Kupiliśmy gigantycznego arbuza, banany, nektarynki, melona i winogrona. Zap…

Drezno i Pałac Moritzburg

Ostatnio przeglądając mapę w poszukiwaniu ciekawych miejsc niedaleko Wrocławia, nasz wzrok zatrzymał się na Dreźnie... Od razu zaczęliśmy wyszukiwać informacji na jego temat, a widząc na zdjęciach przepiękną panoramę tego niemieckiego miasta, zapragnęliśmy "zapinezkować" je na naszej mapie ;) I takim oto sposobem zebraliśmy ekipę i 9 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na podbój Niemiec ;) Droga minęła nam bardzo szybko i jest banalnie prosta. Wjechaliśmy na A4 pod Wrocławiem i z autostrady zjechaliśmy dopiero przy Dreźnie. 
Trochę o mieście. Drezno to miasto we wschodnich Niemczech, położone nad Łabą, stolica kraju związkowego Saksonia. Analiza śladów archeologicznych wskazuje na to, że zasiedlenie obszaru, na którym powstało miasto, nastąpiło już w epoce kamienia. W dokumentach zachowanych z 1206 nadmieniono po raz pierwszy istnienie Drezna, które następnie awansowało do rangi miasta-rezydencji Elektorów Rzeszy oraz króla. Drezno pełni rolę gospodarczego i kulturalnego centrum Saks…