Bolek 2014 - dzień dwudziesty

20 sierpnia 2014

Około godziny 3 w nocy nadeszła potworna burza... Błyskawice co chwilę przecinały niebo. Paru zmokniętych, zmarzniętych bolkowiczów wróciło do autokaru, ich karimaty i śpiwory dosłownie ociekały z wody, dlatego też byliśmy przeszczęśliwi, że spaliśmy tu cały czas. W końcu było nam ciepło, mieliśmy cały autokar dla siebie, nie zmokliśmy i czuliśmy się naprawdę bezpiecznie. 
Wstaliśmy o godzinie 7:10, zjedliśmy śniadanie, a następnie poszliśmy do toalety na stację paliw. Wzięliśmy ze sobą od razu czajnik z wodą do zagrzania, bo Bolek zawsze gania nas po wrzątek ;)

O godzinie 9 ruszyliśmy w drogę, do przejechania mieliśmy 101 km. Widoki były wspaniałe! To właśnie za nie tak bardzo uwielbiamy Chorwację :) 







W drodze dopadła nas kolejna burza... Im dalej na północ Chorwacji, tym gorsza pogoda... Właśnie dlatego wolimy Dalmację i możemy ją śmiało każdemu polecić! Według nas, na południu tego państwa jest zupełnie inny klimat, czujemy się tam wspaniale! Nie możemy powiedzieć, że pozostałe regiony nam się nie podobają, bo musielibyśmy skłamać, jednak Dalmacja jest dla nas najwspanialsza :) 

Przejechaliśmy przez Rijekę (chorw. „rzeka”) – miasto w północno-zachodniej Chorwacji, nad Zatoką Rijecką Morza Adriatyckiego. Leży na wzgórzach u podnóża masywu Risnjak. Stolica i największe miasto Primorsko-goranskiej županiji. Wyobrażaliśmy ją sobie trochę inaczej... lepiej. Jadąc przez miasto byliśmy bardzo rozczarowani. Gdy wybieraliśmy się w pierwszą podróż do Chorwacji to na początku planowaliśmy, że to właśnie Rijeka będzie naszą bazą wypadową. Jednak ostatecznie wybraliśmy Podacę w Dalmacji. I teraz, gdy zobaczyliśmy Rijekę, wiedzieliśmy już, że była to świetna decyzja. Gdybyśmy wybrali inaczej, nasz wyjazd nie byłby tak udany, a wrażenia z Chorwacji byłyby dużo gorsze. 

Podróż strasznie się dłużyła... Przez ponad 80 km, nie było obiecanego postoju (nie było się gdzie zatrzymać...), to była ciężka podróż, tym bardziej, że wypiliśmy zbyt dużo wody. Jednak 20 km od naszego celu, w końcu zrobiliśmy postój! Zjedliśmy tam drugie śniadanie i rozprostowaliśmy nogi.

Po godzinie 13 wyjechaliśmy w dalsza drogę, a po 14 zaparkowaliśmy w Puli! Byliśmy trochę daleko od centrum, ale to nie był dla nas problem... Problemem był niemiły pan, który chciał nas wygonić z parkingu. Bolek powiedział, że jeśli wrócimy ze zwiedzania, a autokaru nie będzie w tym miejscu, to znaczy, że stoją w uliczce obok Lidla. 
Nie mieliśmy mapki, jednak zaraz po szybkich zakupach w markecie ruszyliśmy na miasto! 


Pula – miasto w Chorwacji, największe na półwyspie Istria, znajdujące się na jego południowym skraju nad Morzem Adriatyckim. Pula jest położona na siedmiu wzgórzach (Kaštel, Zaro, Arena, Sv. Martin, Opatija sv. Mihovila, Mondipola i Pra Grande). Znajduje się w głębokiej zatoce, otoczona przez małe wyspy (Sv. Jerolim oraz Kozad). Miasto zajmuje 5165 ha. W Puli jak i w całej Istrii ogromny wpływ ma klimat śródziemnomorski. 

Pierwszym zabytkiem jaki zobaczyliśmy był wspaniale zachowany Amfiteatr. Zbudowany został najprawdopodobniej przez cesarza Wespazjana w I w. p.n.e. a swój dzisiejszy kształt przyjął w I w. n.e.. Może pomieścić nawet 23 tysiące osób, jest wysoki na trzy piętra! Pamięta on krwawe walki Gladiatorów oraz dzikich zwierząt.





Następnie dotarliśmy na plac Generała Tito, na którym naprzeciw przystani stoi sporych rozmiarów pomnik poświęcony partyzantom. 




Nie spodziewaliśmy się, że Pula będzie tak ładnym miastem! Byliśmy miło zaskoczeni i z przyjemnością spacerowaliśmy po jej zadbanych uliczkach, podziwiając przy tym widoki i robiąc zdjęcia. Niestety znad Adriatyku szły burzowe chmury... Wiedzieliśmy, że musimy się pośpieszyć, jeśli nie chcemy zmoknąć. Dla nas deszcz nie byłby problemem, gdyby nie sprzęt fotograficzny, który mieliśmy przy sobie...



Idąc dalej naszym oczom ukazała się podwójna Porta Gemina z poł. II w., przez którą wiodły dwie drogi: jedna do teatru rzymskiego, druga była traktem strategicznym. W pięknym parku, tuż za podwójną bramą, wznosi się duży neoklasycystyczny budynek Istryjskiego Muzeum Archeologicznego. 

Porta Gemina

Następnie zobaczyliśmy Luk Sergiusza – imponujących rozmiarów łuk został zbudowany w 30 r. p.n.e. Rzeźbiony reliefami nazywany jest przez mieszkańców Złotą Bramą. Ufundowała do Salvia Postuma Sergia ku czci trzech członków swego rodu. Najważniejszym beneficjentem był Lucjusz Sergiusz Lepidus. Brał on udział w bitwie pod Akcjum (po stronie Oktawiana Augusta). Pozostali beneficjenci to jego ojciec i najprawdopodobniej syn. Nie jest do końca wiadome, kim była Salvia – podejrzewa się że matką lub żoną Lucjusza. Od Złotej Bramy zaczyna się bardzo popularny wśród turystów i mieszkańców deptak, który prowadzi przez zabudowania starówki. My również przeszliśmy się tym deptakiem ;)




Kolejnym punktem zwiedzania był znajdujący się na wzgórzu, sporych rozmiarów Zamek z XVI wieku. Nie jest on zapierającą dech w piersiach budowlą, jednak bardzo chcieliśmy go zobaczyć i przy okazji popodziwiać widoki ze wzgórza, które były wprost niesamowite! 









To właśnie dla widoku Amfiteatru, warto było zdobyć te wzgórze!






Następnie dotarliśmy do Małego Teatru Rzymskiego (II w.), który mógł pomieścić ok. 10 tys. widzów. Latem ruiny służą jako scena na wolnym powietrzu.








Burza była coraz bliżej, nad nami zbierały się ciemne chmury... Szybkim krokiem wracaliśmy więc w stronę autokaru.


Już z daleka zobaczyliśmy, że nasz DUET został przeparkowany. Zrobiliśmy szybkie zakupy w Lidlu i poszliśmy szykować kolację obok autokaru. Robiło się coraz ciemniej i zimniej... Czuliśmy się trochę przeziębieni, więc zrobiliśmy sobie grzane piwo i zadzwoniliśmy do rodziców. 
Trochę się martwiliśmy, bo nie bardzo wiedzieliśmy gdzie będziemy spać, a nie chcieliśmy zmoknąć... Rozważaliśmy kolejną nockę w autokarze... Nagle okazało się, że kierowca stojącej obok ciężarówki (POLAK!), słysząc nasze rozważania, zaproponował wszystkim bolkowiczom przenocowanie na pace i w przyczepie! Trochę się baliśmy, czy przypadkiem nas nie wywiezie, ale w grupie raźniej, więc wszyscy zdecydowaliśmy, że skorzystamy z jego gościnności ;) Takiego dzikusa jeszcze nie mieliśmy! Byliśmy bardzo podekscytowani tym kolejnym, niezwykłym dla nas przeżyciem :)

Od naszego wybawiciela dostaliśmy zgodę na publikację zdjęć, jednak na jego prośbę wymazaliśmy wszystkie napisy z ciężarówki, bo jak stwierdził "szef mógłby się czepiać" ;)








Na pace było cieplutko i całkiem przytulnie ;) Podłoga była trochę brudna, no ale raczej nie była ona przeznaczona do noclegu ;) Z resztą, nie w takich miejscach się spało! To był dla nas prawdziwy luksus! Dach na głową, ochrona przed wiatrem... W nocy faktycznie strasznie lunęło, na niebie pojawiały się błyskawice i słychać było potężne grzmoty. Cieszyliśmy się, że są jeszcze na świecie ludzie, którzy potrafią komuś bezinteresownie pomóc :)

4 komentarze:

  1. Aaaaaa! Genialny dzikus na pace :D Cudne fotki z Puli. Kiedys na bolku zalapalismy sie na koncert Stinga wlasnie w amfiteatrze. Niezapomniany koncert :)

    OdpowiedzUsuń
  2. znowu oryginalne spanie. zdjęcie waszych stóp/nóg super, a z armatami ahahaha szaleństwo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też kocham Chorwację za widoki i za Dubrownik :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)