Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2014 - dzień dwunasty

12 sierpnia 2014

Dzień dwunasty... półmetek naszego wyjazdu. Strasznie szybko to minęło, ale niestety na Bolku czas pędzi nieubłaganie, nie dając nam ani chwili odpoczynku.
Wstaliśmy o godzinie 6 rano, opuszczony hotel nie wyglądał już tak przerażająco jak w nocy. Tylko przykro było patrzeć na tak potężne, opuszczone kompleksy wypoczynkowe w samej Zatoce Kotorskiej. Gdyby tylko to odremontować, z pewnością przyjeżdżałyby tu tłumy turystów, a Kotor mógłby na tym sporo zarobić. W końcu widoki z okien byłyby wspaniałe! My niestety nie wliczalibyśmy się do tych turystów, zdecydowanie bardziej wolimy namiot, śpiwory i karimaty ;)


Do autokaru była długa droga, na dodatek pod górkę... byliśmy jednak wypoczęci, więc minęła nam dość szybko. Zjedliśmy śniadanie i o godzinie 7:30 ruszyliśmy w drogę. 


Tego dnia pożegnaliśmy przepiękną Czarnogórę i ponownie znaleźliśmy się w naszej ukochanej Chorwacji! Już nie mogliśmy się doczekać, byliśmy bardzo ciekawi, jak wygląda Perła Adriatyku w sezonie :) 
Na naszym blogu był już post o Dubrowniku, jednak opiszemy go jeszcze raz, tak dla własnego przypomnienia. Tym bardziej, że teraz zwiedzaliśmy zupełnie inaczej niż rok temu i Chorwacja pokazała się nam z trochę innej strony niż wtedy. 

Dubrovnik - „perła Adriatyku”, największy konkurent Wenecji w basenie morza Adriatyckiego. Jedno z najpotężniejszych miast Bałkan jest dziś wspaniałym skansenem architektury XVII i XVIII – wiecznej, który został wpisany na listę zabytków chronionych UNESCO. Potężny krąg murów obronnych z zachowanymi basztami i twierdzami wyznacza granice miasta, malowniczo położonego na cyplu u stóp góry Srd.

Dubrownik


O godzinie 11 byliśmy już w Dubrowniku, jednak nigdzie nie mogliśmy znaleźć parkingu... Spodziewaliśmy się tego, bo problem z parkingiem mieliśmy poza sezonem, więc w sezonie mogliśmy jedynie o nim pomarzyć... Tym bardziej, że jechaliśmy autokarem. Zatrzymaliśmy się, na pół godziny, bardzo daleko od zabytkowego centrum, żeby wszystko przemyśleć i coś zjeść (standardowo bigos ze słoiczka). Bolek zaproponował, że podrzucą nas do centrum, sami odjadą gdzieś, gdzie można zaparkować i wrócą po nas o 12 w nocy. Zgodnie stwierdziliśmy, że to chyba będzie najlepszy pomysł. 

Równo o godzinie 12 bolek wysadził nas przy samych murach obronnych starego miasta. 



Wspaniale było wrócić do tego miasta... Rok temu po prostu je pokochaliśmy!


Po przekroczeniu murów obronnych naszym oczom ukazała się Wielka studnia Onofria - jest ona okrągłą fontanną, która została zaprojektowana i wykonana przez neapolitańskiego architekta Onofria della Cava w latach 1438-1444. Z fontanny woda wypływa z 16 zamaskowanych figur.



W sezonie turystów jest tam po prostu mnóstwo! Ciężko się gdziekolwiek ruszyć... Przez to miasto traci trochę swojego uroku. Staraliśmy się jednak nie zwracać na nich uwagi i podziwiać otaczające nas widoki.

Całe miasto otoczone jest murem obronnym, można po nim spacerować, widoki są podobno przepiękne ;) My jednak nie skorzystaliśmy z tej atrakcji, woleliśmy zagłębić się w wąskie uliczki starego miasta. Powaliła nas również cena wejścia na mury. 
Normalnie poza sezonem dorośli płacą 70 kun, a dzieci, młodzież do 18 roku życia i studenci – 30 kun. Jednak gdy podeszliśmy bliżej, okazało się, że musielibyśmy zapłacić po 110 kun od osoby! W końcu to sezon i trzeba jakoś zarobić na turystach... W sezonie letnim wejścia na mury odbywają się między godziną 8:00 rano a 19:00 – 19:30. 


Poszliśmy więc dalej i zobaczyliśmy Wieżę Dzwonniczo–zegarową z XV w. Przetrwała ona trzęsienie ziemi, ale z powodu naruszenia jej konstrukcji pionowej pochylała się coraz bardziej w ciągu następnych wieków. Aby uniknąć jej zawalenia się, odbudowana została w XX w. Dzwon na Wieży jest ewenementem (drugi podobny jest w Wenecji), ponieważ w wybijaniu godzin pozostaje nieruchomy, natomiast dwie figury rycerzy z brązu: Maro i Baro uderzają w dzwon młotami trzymanymi w rękach. W dolnej części muru widoczna jest płyta pamiątkowa na cześć wizyty papieża Jana Pawła II w Dubrowniku 6 czerwca 2003 r.




Zaraz przy wieży znajduje się Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Główna świątynia rzymskokatolickiej diecezji dubrownickiej. Znana jest także pod nazwą “Velika Gospa”. Wybudowana została w latach 1671-1713 w stylu barokowym, na miejscu świątyni, którą według legendy zbudował król angielski Ryszard Lwie Serce. Legenda głosi, że zrobił to w podzięce za cudowne ocalenie w drodze powrotnej z wyprawy krzyżowej, kiedy statek jego rozbił się o pobliską wyspę Lokrum. Podczas trzęsienia ziemi, w roku 1667, świątynia uległa zniszczeniu. Wnętrze katedry zawiera wiele cennych malowideł m.in. jeden oryginalny obraz Tycjana.







Idąc dalej dotarliśmy do portu. W sezonie wygląda zupełnie inaczej niż poza nim... Dookoła wystawione są stoliki i krzesełka należące do restauracji, ciężko jest się przez to przemieszczać, tym bardziej, że tłumy turystów niczego nie ułatwiają. Był straszny upał, dlatego kupiliśmy lody. Ich cena także była większa niż poza sezonem... Jednak przepiękne widoki wszystko nam wynagrodziły! 












Na każdym kroku wracały nam wspomnienia z poprzedniego wyjazdu do Chorwacji... Chcieliśmy kupić jakieś pamiątki, jednak ceny na straganach były po prostu gigantyczne... Nie ma co się dziwić, w końcu Dubrownik jest jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów miast na Bałkanach...





Przez ten upał ciężko było wytrzymać, jednak humory nam dopisywały. Ale nie mogło być przecież inaczej, w końcu byliśmy w Dubrowniku! :)









Od upału można odpocząć spacerując wąskimi, kamiennymi uliczkami starego miasta...







Po godzinie 14 poszliśmy na obiad. W jednej z bocznych uliczek znaleźliśmy pizze za 55 kun, była to najtańsza pizza w Dubrowniku, jaką udało nam się znaleźć, więc szybko usiedliśmy do stołu i złożyliśmy zamówienie. Byliśmy strasznie głodni! Przy okazji skorzystaliśmy z WiFi :)


W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że Bolek za zatrzymanie się na chwilę przy murach i wypuszczenie nas z autokaru musiał zapłacić 110 euro za bilet... Nie była to dobra wiadomość.
Po obiedzie poszliśmy dalej zwiedzać miasto, ale trafiliśmy na wspaniałe lody. Panowie krzyczeli po polsku, pragnąc zdobyć klientów, m.in.: "Dzień dobry", "Pozdrawiam", "Lewandowski". Nie mogliśmy się powstrzymać i kupiliśmy je ;) Były dużo większe i smaczniejsze od lodów kupionych w porcie. 



Spacerując dotarliśmy na plażę! Woda jednak nie zachęcała do kąpieli, ale za to były tam darmowe prysznice. Umyliśmy się więc i odpoczęliśmy na plaży :)












Wspólnie podjęliśmy decyzję, że wejdziemy na niewielkie wzgórze, aby obejrzeć panoramę miasta. Po drodze Ola kupiła koszulkę dla swojego chrześniaka. Dubrownik jest po prostu przepiękny!









Na górze okazało się, że aby wejść dalej, trzeba zapłacić. Zadowoliły nas jednak przepiękne widoki ze schodów i powoli skierowaliśmy się w dół. 






Zrobiliśmy zakupy w Konzumie i poszliśmy zjeść kolację w parku pod murami obronnymi. Powoli zaczynało się ściemniać... Stwierdziliśmy, że przejdziemy się jeszcze raz po mieście i zobaczymy, jak wygląda nocą.






Tu kupiliśmy lody.

Miasto nocą jest przepięknie oświetlone... Niestety na ulicach dalej przechadzało się mnóstwo turystów.







Spacerując po porcie znaleźliśmy kolejną plażę. Woda była dużo czystsza, jednak było już zbyt późno na kąpiele w morzu. Usiedliśmy więc i odpoczęliśmy, wsłuchując się w szum morza i muzykę dochodzącą z portu. 




Gdy zbliżała się już godzina 12 w nocy, powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę murów, skąd miał zabrać nas Bolek. Tym razem nikt się nie spóźnił. Bolek przyjechał o 00:15 i ruszyliśmy w dalszą drogę. To był wspaniały, jednak męczący dla nas dzień :)

Komentarze

  1. Ale piękne zdjęcia :) no i pogoda... Pozazdrościć! I zapraszam do dalszego gotowania, dziś przepis na spaghetti z pomidorami i tuńczykiem :) www.via-italiana.com / www.facebook.com/viaitaliana

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne zdjęcia. Widać, że wyjazd był bardzo udany. Pozdrawiam jusinx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…

Kolorowe Jeziorka

Szukając ciekawych miejsc na terenie Dolnego Śląska natrafiliśmy na Kolorowe Jeziorka znajdujące się zaledwie 90 km od Wrocławia. Korzystając z tego, że moi rodzice przyjechali na urlop do Polski wsiedliśmy w czwórkę w auto, Rudiego zapakowaliśmy do bagażnika i 23 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na jednodniowy wypad w góry ;) Droga minęła nam naprawdę szybko, choć im bliżej jeziorek tym bardziej jest ona kręta i wąska. W końcu dotarliśmy na parking (płatny 10 zł), zjedliśmy coś i ruszyliśmy na szlak!
Kolorowe Jeziorka położone w Rudawskim Parku Krajobrazowym, na terenie wsi Wieściszowice (gmina Marciszów, powiat kamiennogórski) od lat przyciągają turystów nie tylko z kraju, ale także z Europy. Cztery jeziorka: żółte, purpurowe, błękitne i czarne leżą na zboczu Wielkiej Kopy. Zabarwienie wody w akwenach związane jest ze składem chemicznym ścian i dna wyrobisk. Na początku XVIII w. ówcześni mieszkańcy Rohnau (obecnie Wieściszowice) zaczęli wydobywać łupki pirytonośne, w które obfituje tutej…