Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2014 - dzień dziewiętnasty

19 sierpnia 2014

Kolejna zimna noc... Choć tym razem budziliśmy się rzadziej, bo mieliśmy już opanowane przybieranie pozycji embrionalnej, by uzyskać jak najwięcej ciepła. A może to dlatego, że byliśmy tak wyczerpani? Trudno powiedzieć... No ale czego się nie zrobi dla zwiedzania, poznawania nowych miejsc i przeżywania niezwykłych przygód! Dla podróżowania da się znieść nawet największe niewygody i potwornie zimne noce na parkingu pod gołym niebem... 
Wstaliśmy o godzinie 7 rano i od razu ruszyliśmy pod DUET. Nie chcieliśmy tu być, gdy ludzie zaczną przyjeżdżać na zakupy w centrum handlowym ;) Szybko zjedliśmy śniadanie, posprzątaliśmy trochę na naszych siedzeniach, a następnie poszliśmy do toalety w markecie. Zaczynało łapać nas przeziębienie, obydwoje mieliśmy straszny katar... 
O godzinie 9 odjechaliśmy z Zadaru, Bolek obiecał, że pół dnia spędzimy dzisiaj na plaży. Ucieszyło nas to, bo potrzebowaliśmy odrobiny relaksu... Widoki były niesamowite! Na poniższym zdjęciu widoczny jest żelbetonowy, drogowy most łukowy, łączący stały ląd z chorwacką wyspą Krk.


Jak wiadomo ciężko jest gdziekolwiek zaparkować sporym autokarem, lecz Pan Tadziu jest geniuszem i znalazł nam wspaniałe miejsce w miejscowości Starigrad przy Parku Narodowym Paklenica. Szybko się zebraliśmy i już po chwili byliśmy na plaży :)



Plaża była wspaniała! Do tej pory nie wiemy, czy była prywatna, a może publiczna, jednak rozłożyliśmy się tam z naszymi ręcznikami i bawiliśmy się świetnie! Woda była tak przejrzysta, w końcu nurkowanie z maskami sprawiło nam naprawdę dużą przyjemność :)







W wodzie pływały małe rybki, po dnie chodziły ślimaki morskie, zobaczyliśmy również strzykwy! Nie wyglądały one korzystnie ;)

Strzykwa

W pobliżu plaży była toaleta... Chyba publiczna... nie było to dla nas ważne. Ważne było to, że były tam prysznice! Jak cudownie było wziąć taki gorący prysznic! Jednak po tym dopadła nas gigantyczna tęsknota za domem, własnym łóżkiem i wanną... Tęskniliśmy za domowym obiadkiem i spokojem... Czasami na Bolku mamy takie cięższe chwile zwątpienia, zwłaszcza pod koniec wyjazdu, ale szybko odchodzą w niepamięć. Gdyby nie Bolek, to w życiu nie zwiedzilibyśmy tak wiele za tak niską cenę. No ale chcąc ciąć koszty musimy przywyknąć do niewygód i gorszych warunków. Lecz pomimo tego, warto podróżować! Wspomnienia po takich wyjazdach zostają na całe życie :)

O godzinie 13 zebraliśmy się z plaży i poszliśmy zjeść obiad przy autokarze. Standardowo tania zupka chińska... Później odpoczywaliśmy na karimacie, mieliśmy takiego lenia, że nie chciało nam się iść po drugą ;)


Przed godziną 16 usadowiliśmy się na naszych siedzeniach w autokarze i ruszyliśmy w dalszą drogę w poszukiwaniu nowych przygód i nieznanych nam miejsc...




O godzinie 18:30 zatrzymaliśmy się na parkingu w pobliżu miasta Senj, z którego widoki były po prostu nieziemskie! Normalnie raj na ziemi...



Z parkingu widoczna była również średniowieczna Twierdza Nehaj. Warownia ta wzniesiona została w drugiej połowie XVI wieku z inicjatywy ówczesnego generała chorwackiej Vojnej Krajiny - Ivana Lenkovića. Do jej budowy użyto budulca pozyskanego ze zniszczonych kościołów oraz domów znajdujących się poza murami miasta. Jej głównym zadaniem miała być ochrona Senj przed tureckimi najazdami. W tym czasie miasto stanowiło także schronienie dla uchodźców z podbitej przez Turków - Serbii (zwanych potocznie Uskočki dani). Obecnie w pełni odrestaurowana twierdza stanowi jeden z symboli miasta, a w swoich murach mieści muzeum. 



Nadciągające nad górami chmury zapowiadały zbliżającą się do nas burzę, przed którą uciekaliśmy od samego rana... Jak widać, nie byliśmy w stanie przed nią uciec. Zebraliśmy się szybko i poszliśmy zobaczyć niewielkie, portowe miasteczko. 






Na tej ławeczce moglibyśmy przesiadywać całymi dniami... Nieziemskie widoki, wspaniała woda i ukochana osoba u boku... Można chcieć czegoś więcej? No tak... więcej czasu ;)








Leżące w północnej Chorwacji miasto Senj jest najstarszym w tej części kraju. Jego początków należy szukać ok. 3000 lat wstecz, kiedy to plemienia zasiedliły wzgórze Kuk. Mieszkańcy tego miasta przez lata byli narażeni na ataki. W XV wieku miasto broniło się przed najeźdźcami osmańskimi, a także weneckimi. Z kolei lata XVII wieku to ataki ze strony Turków. Dopiero niespełna 100 lat później Senj zyskiwało na znaczeniu i mogło otrząsnąć się po bitwach. Niestety, historia nowożytna nie oszczędziła miasta. W 1943 roku po kapitulacji Włoch, partyzanci przejęli kontrolę nad miastem wykorzystując jego port do walk. Reakcja strony niemieckiej była jednoznaczna. Luftwaffe zbombardowało miasto powodując liczne zniszczenia. Mówi się, iż połowa budynków uległa zniszczeniu na skutek II wolny światowej. Dziś Senj jest spokojnym, żeby nie powiedzieć, dość sennym miastem zamieszkiwanym przez około 10 tysięcy mieszkańców.






Z miasteczka doskonale widać górującą nad nim twierdzę. Trzeba przyznać, że widoki w porcie zachwyciły nas. Senj ma swój urok, warto było zobaczyć je choć przez chwilę. 




Po krótkim zwiedzaniu miasta poszliśmy na zakupy do Konzuma. Niebo było coraz ciemniejsze, a burza zbliżała się do nas coraz szybciej... 
O godzinie 20:30 byliśmy już pod autokarem. Gdy spokojnie jedliśmy bułki z serem, parówką i sosem, podjechało do nas auto... Byliśmy większą grupą, każdy szykował sobie kolację. Z auta wysiadł mężczyzna, oczywiście nie mówił po angielsku... Pokazał nam swoją odznakę policyjną i powiedział "No camping", wspomniał również, że możemy zjeść, ale nie możemy tu spać. Autokar może zostać na całą noc. Zapewniliśmy go, że nie będziemy tu nocować, więc odjechał. Musimy przyznać, że trochę pokrzyżował nam plany... 


Obawialiśmy się nadciągającej burzy, więc na noc zostaliśmy w ciepłym i bezpiecznym autokarze. W końcu nie było nam zimno! 

Komentarze

  1. Świetne zdjęcia. Zazdroszczę wyjazdu. Polubiłam Twój Fan Page. Pozdrawiam jusinx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. mam pytanie techniczne: robicie notatki w czasie wyjazdu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisujemy na brudno każdy dzień w pamiętniku. Inaczej po 24 dniach podróży, będąc codziennie w innym miejscu nie pamiętalibyśmy prawie nic, bo za dużo się dzieje ;)

      Usuń
  3. Tralalala, jechałam mostem Krk i to nawet w tym roku :)
    Przez Senj tylko przejeżdżaliśmy, bo czekały na nas Plitwickie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękne zdjęcie. To miasto Senj jest tak piękne jak sen, zdjęcie na tle chmur jest tak wspaniałe że wygląda prawie jak fotomontaż... Byliśmy w maju na Chorwacji, ale niestety nie w tamtych okolicach- wszystko przed nami ;). Co do nurkowania- ale frajda, ale Wam zazdroszczę!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Londyn 2015 - nad wodą i na wodzie, czyli Emirates Air Line i transport wodny ;)

Kolejny dzień również zaczęliśmy od przepysznego English Breakfast w wykonaniu Marty Taty. To danie chyba nigdy nam się nie znudzi :) Do końca nie wiedzieliśmy, co chcemy dzisiaj robić. Na pewno chcieliśmy pojechać w tereny Londyńskiej Tower... ale co dalej? Zostaliśmy zachęceni przez Pana Krzyśka i Panią Ewę do przejazdu kolejką linową nad Tamizą. Wcześniej rozważaliśmy tę opcję, lecz po ich namowach, stwierdziliśmy, że czemu nie ;)

Podjechaliśmy autobusem do stacji Willesden Green po czym zorientowaliśmy się, że zapomnieliśmy z domu aparatu! Zawróciliśmy więc do domu, szybko zabraliśmy aparat i wróciliśmy do metra. Okazało się, że bez problemu możemy dojechać tą linią aż do samego North Greenwich! A to znaczyło, że musimy wysiąść dopiero na 16 stacji. To była jedna z naszych najdłuższych podróży londyńskim metrem. 

North Greenwich – podziemna stacja metra w Londynie, położona w dzielnicy Greenwich, w bezpośrednim sąsiedztwie The O2. Została otwarta jako część nowego odcinka Jubilee …

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…