Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2014 - dzień osiemnasty

18 sierpnia 2014


To była okropnie zimna noc... nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że spaliśmy w śpiworach pod gołym niebem... Co chwilę się budziliśmy, próbując skulić się jak najmocniej, żeby złapać jak najwięcej ciepła... Tak zimnych nocy jeszcze na Bolku nie przeżyliśmy. Gdy tylko obudziliśmy się o godzinie 6 i zobaczyliśmy, że DUET jest otwarty, pobiegliśmy po butlę z gazem i zupki chińskie, a następnie wleźliśmy do śpiworów i próbowaliśmy zagrzać się jedzeniem :)
O godzinie 8 Bolek i Pan Tadziu odwieźli nas autokarem do miasta. Wysiedliśmy obok dworca autobusowego, czas na zwiedzanie mieliśmy do godziny 11. 

Szybenik (chorw. Šibenik) – historyczne miasto w Chorwacji, w środkowej Dalmacji, położone nad ujściem rzeki Krka do Morza Adriatyckiego. Jest on politycznym, kulturalnym, komunikacyjnym i turystycznym centrum okręgu szybenicko-knińskiego. Specyficzny charakter miasto zapewne zyskało po wielu transformacjach, które pojawiały się pod koniec lat 90. To co rzuca się na pierwszy rzut oka to brak jakichkolwiek śladów starożytnej historii. Wojna z Serbią całkowicie zrujnowała Szybenik, a miasto do tej pory powoli podnosi się z chwilowego upadku.





Spacerując po mieście można dostrzec górującą nad nim Twierdzę Św. Anny. Do twierdzy można dojść kierując się niektórymi uliczkami ze Starego Miasta. Położona na wzgórzu, nie posiada żadnych specyficznych detali architektonicznych, ani nie jest wyjątkowym zabytkiem.  


Idąc jedną z głównych ulic, wśród nowych, odbudowanych budynków rzucił nam się w oczy niewielki, stary domek, który totalnie nie pasował do reszty zabudowań... Zatrzymaliśmy się przy nim na chwilę, spodobało nam się to, że widać w nim ślady przeszłości.


Wąskimi uliczkami starego miasta wspinaliśmy się coraz wyżej, chcąc dojść do twierdzy. Jakież było nasze rozczarowanie, gdy zorientowaliśmy się, że nie można dostać się pod jej mury za darmo. Odpuściliśmy więc sobie tę atrakcję, była dla nas zbyt droga. 
Pod murami twierdzy znajduje się cmentarz, na którym spoczywają najznamienitsi i najbogatsi obywatele tego miasta. Znajdują się tam przepiękne pomniki i płyty nagrobne, gdzie widać detale z różnych okresów historii. Obok nazwisk chorwackich, napotkać można i włoskie, a właściwie weneckie nazwiska, przypominające kto zbudował i sprawował nad tym miastem pieczę przez setki lat. Widoki z cmentarza na miasto zapierają dech w piersiach!






Ruszyliśmy w dół miasta, zagłębiając się w wąskie, zacienione uliczki, chłonąc klimat tego urokliwego miejsca. Każda uliczka warta jest zobaczenia, na każdej znaleźć można klimat średniowiecznego miasteczka. 




Najważniejszym zabytkiem renesansowej architektury w całej Chorwacji jest, wpisana w 2000 r. na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, trójnawowa Katedra Św. Jakuba. Położona jest w samym centrum miasta, przy placu Trg Republike Hrvatske. Już z daleka katedra przyciąga wzrok, a to za sprawą fryzu dziwnych figur przedstawiających głowy z różnymi minami. Jest ich aż 74, ciągną się wokół apsyd. Należą do najbardziej wyjątkowych dzieł rzeźbiarza Juraja Dalmatinaca, który z początkiem lat 40. XV w. był głównym architektem katedry. Zapewne dlatego przed katedrą stoi jego okazały pomnik. Miłośnicy sztuki i architektury na pewno będą zachwyceni. Jest to bowiem idealny przykład przejścia od weneckiego gotyku do toskańskiego renesansu. Trzy apsydy i kopuła, których budowa ciągnęła się ponad sto lat są zachwycające, ale i tak największe wrażenie robi wnętrze bazyliki.





Centrum starego miasta bardzo nam się podobało, z pewnością jest najważniejszym punktem do zobaczenia dla zwiedzających!







Następnie zeszliśmy niżej na nadmorską starówkę, która wprost zachęca do spacerów wzdłuż nadbrzeża! Jest przepiękna!




Udało nam się również zrobić upragnione zdjęcie z Twierdzą św. Anny :)





Mieliśmy jeszcze sporo czasu dlatego usiedliśmy sobie w cieniu i skorzystaliśmy z darmowego WiFi, żeby skontaktować się z rodzicami :)


Na koniec poszliśmy jeszcze na zakupy do, chyba najmniejszego w jakim byliśmy, Konzuma. Następnie zjedliśmy "obiad" na ławeczce z widokiem na morze, po czym skierowaliśmy się na miejsce zbiórki. DUET przyjechał na czas ;)


Widoki z autokaru były przepiękne! Chorwacja jest chyba jednym z najpiękniejszych państw, w jakich kiedykolwiek byliśmy!


O godzinie 13 byliśmy już w kolejnym mieście, tym razem był to Zadar. Zaparkowaliśmy na dzikim parkingu przy sporych centrach handlowych. Bolek stwierdził, że zostaniemy tu na noc, bo będziemy mieć fajnego dzikusa. Od razu pobiegliśmy do sklepu i kupiliśmy Michałowi nowe japonki. Nie spodziewaliśmy się tylko, że do zabytkowego centrum miasta jest tak daleko. Marsz zajął nam około 40 minut.

Zadar (wł. Zara) – miasto w Chorwacji (Dalmacja), nad Morzem Adriatyckim. Od 1991 należy do niepodległej Chorwacji. Jest to centrum gospodarcze oraz kulturalne północnej Dalmacji i jednocześnie piąte co do wielkości miasto kraju. Stolica administracyjna Żupani zadarskiej. Znajduje się tu port handlowy i rybacki, stocznia oraz port lotniczy. Zadar jest ważnym ośrodkiem przemysłowym (przemysł spożywczy, chemiczny i włókienniczy) oraz kulturalnym (wyższa szkoła pedagogiczna, liczne zabytki i muzea).


Przed wejściem do zabytkowego centrum zrobiliśmy sobie chwilę przerwy nad brzegiem morza. Upał był nieznośny! Aż ciężko było nam wtedy uwierzyć, że tak potwornie zmarzliśmy w nocy...



I w końcu dotarliśmy do Kopnena vrata - jest to renesansowa brama w formie łuku triumfalnego powstała w 1543 roku. Zaprojektowana przez słynnego architekta M. Sanmicheliego, stoi w południowo-wschodniej części starówki przy zatoczce Foša. W czasach, gdy Zadarem władała Wenecja, była to najważniejsza brama. Niegdyś połączona z miastem za pomocą zwodzonego mostu.



Na wstępie przespacerowaliśmy się wzdłuż wybrzeża, zachwycając się otaczającymi nas, wspaniałymi widokami, których tak bardzo nam teraz brakuje... 









Szliśmy nadmorską promenadą w stronę organów, na których melodię wygrywają... fale Adriatyku. Brzmi to niezwykle, wsłuchaliśmy się więc w improwizującą wodę i delikatne plumknięcia fal.




Następnie skierowaliśmy się w stronę zabytkowego centrum Zadaru.


Kościół św. Donata został wzniesiony w IX w. w stylu romańskim na pozostałościach budowli rzymskich. Charakterystyczne dla stylu romańskiego wąskie okna zamknięte łukiem wpuszczają do wnętrza niewiele światła, co powoduje, że wnętrze kościoła spowija półmrok. Kościół ma formę rotundy z trzema absydami, zwieńczonej niewielką kopułą. Latem odbywają się tu koncerty muzyki poważnej.




Ten plac, to chyba jedno z najpiękniejszych miejsc w Zadarze. Jest niezwykłe!







Serdecznie pozdrawiamy nieznajomego, który wkradł się nam na zdjęcie, wywołując u nas niepohamowany atak śmiechu i poprawiając nasze i tak dobre humory :)


W drodze powrotnej do autokaru wstąpiliśmy do centrum handlowego. Chcieliśmy tylko skorzystać z toalety, ale gdy zobaczyliśmy duże umywalki, to nie mogliśmy się powstrzymać, włączył się nam instynkt bolkowicza i tak oto umyliśmy głowy :)


Po powrocie do autokaru zostawiliśmy zbędne rzeczy i poszliśmy na zakupy. Stwierdziliśmy, że to świetnie miejsce na zrobienie jajecznicy :) Kupiliśmy więc wszystkie niezbędne składniki i zabraliśmy się do roboty!



Nasza patelnia jest zbyt mała, na zrobienie dania dla pięciu wygłodniałych osób, więc jajecznicę robiliśmy na raty, ekscytując się przy tym niezwykle. Robiliśmy zdjęcia, śmialiśmy się, aż w końcu wywróciła się nam patelnia i druga porcja przepysznej jajecznicy spadła z butli gazowej... Nie było nam już tak do śmiechu :(


Naczynia umyliśmy w toalecie w centrum handlowym, przemyciliśmy je w reklamówce ;)
Wieczorem zrobiliśmy sobie do picia grzane piwo z miodem, obawialiśmy się kolejnej zimnej nocy, naprawdę nie chcieliśmy się przeziębić...
O godzinie 22 poszliśmy całą grupą spać na parkingu pod marketem po drugiej stronie ulicy, żeby nie zwracać większej uwagi na DUET. Zasnęliśmy dość szybko, byliśmy naprawdę wykończeni... 

Komentarze

  1. Instynkt bolkowicza :) Mycie wlosow w umywalce, przemycanie brudnych naczyn w reklamowce i glowny skladnik jajecznicy to wielkie Ozujsko :D Boskooooo. Marta a sa juz plany na Bolka 2015?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Już są, tym razem Grecja - Kreta ;) Bolek co roku mówi, że to ostatni wyjazd, ale jakoś nie może się powstrzymać i planuje kolejne ;)

      Usuń
    2. W takim razie można się spodziewać Belgradu & Skopje po drodze do Grecji?? :) Chyba, że źle zrozumiałem i w planach jest tylko Kreta?

      Usuń
    3. Dokładnego planu jeszcze nie znamy, ale to będzie objazdówka, tak jak przednie wyjazdy ;) po drodze będzie mnóstwo państw i miast, a naszym celem będzie Kreta ;)

      Usuń
    4. Kreta! Genialnie :) Marta ja mam nadzieje, ze Bolek to jeszcze z 15 lat tak bedzie mowil ;) Bo wtedy Globtroterek pojdzie w slady mamusi i bedzie pierwszy na liscie bolkowiczow :P

      Usuń
  2. Świetna notka.
    Przyznam, że zazdroszczę Wam tego, że możecie sobie podróżować po Europie.
    Z chęcią zaobserwuję tego bloga.
    http://i-want-your-money.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Podróż poślubna - dzień dziewiąty

Ostatni dzień naszej podróży poślubnej... Wyspaliśmy się i po śniadaniu dopakowaliśmy resztę rzeczy do toreb, a następnie zanieśliśmy je do przechowalni, oddaliśmy klucz od apartamentu i ruszyliśmy na ostatni spacer po Corralejo. Nie bardzo chciało nam się wracać, na wyspie spędziliśmy naprawdę wspaniałe chwile, lecz wszystko kiedyś się kończy, a przed nami jeszcze wiele przygód ;) Tego dnia pogoda była piękna, usiedliśmy przy plaży i podziwialiśmy widoki. Fuerteventura była dobrym pomysłem na podróż poślubną. Po czterech autokarowych EuroTripach mieliśmy okazję wypocząć i zwolnić choć na chwilę ;)








Samolot powrotny mieliśmy późnym popołudniem, więc wybraliśmy się ostatni raz do naszej ulubionej pizzerii, a następnie wróciliśmy do hotelu. Gdy Michał skrył się w cieniu z laptopem, ja ostatni raz wskoczyłam do basenu, by popływać, a następnie delektować się słonecznymi promieniami na leżaczku ;) 



Niedługo później przyjechał autokar, mający nas zawieźć na lotnisko. Kolejki do odprawy był…

Warszawa, czyli pierwsze Kubusiowe odwiedziny stolicy!

2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę! Stawiliśmy się na lotnisku dość wcześnie. Mieliśmy ze sobą tylko torby podręczne i wózek, który braliśmy ze sobą do odprawy. Kubuś był bardzo grzeczny i uśmiechał się do każdego, kto go zaczepił ;) Czas na lotnisku minął ekspresowo i zaraz musieliśmy szykować się do wejścia na pokład. Wózkiem podjechaliśmy aż pod sam samolot, gdzie oddaliśmy go obsłudze, żeby mogli zapakować go do luków. 


Pomimo tego, że Kubuś jest grzeczny, obawialiśmy się jak zareaguje na wszystkie nowe odczucia i dźwięki. Okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy, bo nawet nie zwrócił większej uwagi i chwilę po starcie poszedł spać :)


Lot do Warszawy trwał około 40 minut. Wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina, wózek czekał na nas przy samolocie. Prosto z lotniska ruszyliśmy na miasto. Pogoda nam nie s…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…