Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2014 - dzień piętnasty

15 sierpnia 2014

O godzinie 7 rano na placu pielgrzyma w Međugorje, obudziły nas dźwięki nabożeństwa odprawianego pod gołym niebem, na tzw. Ołtarzu polowym. W końcu wyspaliśmy się jak jeszcze nigdy na dzikusie :) Nie martwiliśmy się, że ktoś nas stąd przegoni, że będziemy musieli uciekać przed policją... Właśnie tego było nam trzeba! Coraz więcej pielgrzymów pojawiało się na mszy, więc zwinęliśmy swoje karimaty i śpiwory, a następnie poszliśmy do autokaru przebrać się. O godzinie 8 byliśmy już w kościele, chcieliśmy zobaczyć go od środka, jednak był straszny tłok... 

Međugorje to miejscowość w Bośni i Hercegowinie położona w południowej części Hercegowiny, do 1981 roku nieznana była nawet we własnym kraju. W czasach najnowszych Međugorje jest jednym z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc pielgrzymkowych (sanktuariów) w świecie katolickim. Według świadectwa sześciorga, wtedy młodych parafian (dwóch chłopców i cztery dziewczynki), od 24 czerwca 1981 roku we wsi Bijakovići, w parafii Međugorje codziennie objawia się Najświętsza Maria Panna. Objawienia cały czas są badane przez Kościół katolicki, do tej pory nie odrzucone ani nie potwierdzone. 





W centrum miejscowości znajduje się kościół pw. św. Jakuba. W pobliżu miejscowości znajdują się dwa wzniesienia - Wzgórze Objawień (Podbrdo), miejsce pierwszych objawień, oraz Góra Krzyża (Kriżevac). Zbocza wzgórz są kamieniste, porośnięte niską roślinnością. W miejscach objawień ustawiono krzyże, w drodze na Podbrdo ustawiono tajemnice różańca, a na Kriżevac stacje drogi krzyżowej. My na wzgórze nie weszliśmy, brak nam było czasu, a musieliśmy jeszcze coś zjeść. 

Matka Boża z Medjugorie
Na koniec zakupiliśmy jeszcze drobne pamiątki dla rodziny na jednym z wielu straganów, po czym wróciliśmy do autokaru. Śniadanie zjedliśmy w pobliżu parkingu, a następnie poszliśmy się umyć. Ten dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale! 

O godzinie 10 ruszyliśmy w drogę do Mostaru. Przez szyby podziwialiśmy niezwykle malownicze krajobrazy... Bałkany są wspaniałe! Po godzinnej jeździe byliśmy na miejscu. Udało nam się znaleźć parking 100 metrów od centrum starego miasta, był on oczywiście płatny i mogliśmy na nim zostać tylko do godziny 15. Było nam to na rękę, Mostar nie jest dużym miastem, więc nie potrzeba zbyt wiele czasu na zwiedzenie go. Pan z parkingu dał nam mapki miasta i pokazał fajne miejsce na obiad :)

Mostar jest jednym z najpiękniej zlokalizowanych miast Bośni i Hercegowiny, położonym u podnóża gór i wzdłuż nurtu rzeki Neretwy. Od marca 1992 roku Mostar znajdował się w granicach niepodległej Bośni i Hercegowiny, ale przez półtora roku toczyły się tu walki narodowościowe, które doprowadziły do zniszczenia wielu zabytków. Dziś miasto jest podzielone pomiędzy dwa narody.




Jednym z najpiękniejszych i najstarszych zabytków Mostaru jest słynny most, zbudowany z białego kamienia. Jego historia sięga jeszcze czasów średniowiecza, kiedy po powstaniu twierdzy tureckiej zburzono most drewniany. Wznoszący się 20 m. nad wodą most, przypominający sylwetką półksiężyc, wybudowano z 456 bloków białego marmuru, połączonych żelaznymi klamrami. W wyniku wojny w byłej Jugosławii został zburzony przez Chorwatów w listopadzie 1993 roku. Ponownie odbudowany w lipcu 2004 roku.





Pomimo tego, że w Mostarze byliśmy już drugi raz, to wciąż uważamy, że jest on przepięknym miastem. Rzeka przepływająca w dole ma tak niezwykły kolor, że moglibyśmy się nią non stop zachwycać, a jeśli dodać do tego otaczające miasto góry... po prostu cud! 


Stojąc na moście obserwowaliśmy skaczących z niego mężczyzn, jednak przez tłum ludzi nie było nic widać, więc powolnym krokiem skierowaliśmy się nad rzekę. Po drodze kupiliśmy przepyszne lody! Na straganie obok mostu sprzedawane było olejki lawendowe z Dubrownika oraz inne przedmioty, za niższą cenę! Warto o tym pamiętać, jeśli chce się kupić pamiątki ;)


Z brzegu rzeki mieliśmy dużo lepszy widok na skaczących z mostu mężczyzn. Chcieliśmy popływać w rzece, jednak była ona tak lodowata, że nie dało się w niej wytrzymać! Zauważyliśmy również, że poziom wody znacznie się obniżył od naszej ostatniej wizyty w poprzednim roku. 
Położyliśmy się w cieniu drzew i postanowiliśmy, że odpoczniemy tu trochę i popodziwiamy te wspaniałe, niecodzienne dla nas widoki :)





O godzinie 14 zebraliśmy się i poszliśmy w stronę autokaru, szukając miejsca, w którym zjemy coś na obiad. Most, który jest symbolem tego miasta, z każdej strony wygląda wspaniale, nie mogliśmy się napatrzeć! Dobrze, że został odbudowany, bo bez niego miasto straciło by swój urok. 


Mijając drzewo figowe, myśleliśmy, że skosztujemy trochę, ale figi były już dosłownie przejrzałe... Nie smakowały dobrze ;) 


Trzy meczety na jednym zdjęciu :)


Ostatecznie zdecydowaliśmy, że zjemy w przyjemnie wyglądającej restauracji poza starym miastem. Dań było sporo i ciężko było nam się namyśleć, jednak wybraliśmy własnej roboty kiełbaski grillowane, do tego frytki, pomidor oraz musztarda. Zapłaciliśmy dość dużo jak na naszą kieszeń, bo za dwa dania zostawiliśmy tam 160 kun, lecz porcje były naprawdę spore i smaczne, więc nie żałowaliśmy wydanych pieniędzy. 



Po obiedzie poszliśmy szukać darmowego WiFi, żeby napisać do rodziców, po czym wróciliśmy do autokaru i o godzinie 16 wyjechaliśmy z Mostaru... Nie zajechaliśmy jednak daleko, bo jakieś kilkadziesiąt kilometrów, po czym nasz DUET nagle zgasł na środku skrzyżowania w małej mieścinie i już nie odpalił... Nie wiedzieliśmy co się stało, na początku wszyscy pomyśleliśmy, że to przez Bolka, który w tym momencie, gdy autokar zgasł, niechcący wyrwał kabel od mikrofonu, ale okazało się, że był to tylko zbieg okoliczności. Tak naprawdę zabrakło nam paliwa! DUET ma zepsuty wskaźnik paliwa i Pan Tadziu sam musi przeliczać kiedy trzeba zatankować, niestety we wczorajszym korku spaliliśmy ciut więcej, a dodając do tego górskie drogi... no cóż, to musiało się tak skończyć ;) Mieliśmy takiego farta, że zatrzymaliśmy się akurat obok stacji paliw! Paru bolkowiczów zajęło się tymczasowym kierowaniem ruchem drogowym, a reszta biegała z pustymi 5 litrowymi butlami po paliwo. Niestety nasz autokar dalej nie chciał odpalić, bo zapowietrzyła się pompa paliwowa... No to się nazywa mieć pecha ;)





Przyczepił się do nas dziwny, lekko upośledzony mężczyzna. Nie dało mu się wytłumaczyć, że to nie nasza wina, że autokar stoi na samym środku skrzyżowania! Cały czas mówił, że wezwie "milicję"... No i w końcu wezwał... Bolek krzyknął, że DUET musi zniknąć z tego skrzyżowania przed ich przyjazdem, więc chłopacy, z Panem Tadziem za kierownicą, dzielnie przepchali autokar na pobocze. Takich wrażeń z wyjazdu jeszcze nie mieliśmy :) 





Gdy autokar znalazł się na poboczu, nadjechała policja! Ale mieliśmy farta, zdążyliśmy idealnie! :) Nie mieli się czego przyczepić, pogadali tylko chwilę z naszym kierowcą po czym odjechali, a Pan Tadziu (który zna ten autokar jak własną kieszeń) z chłopakami zabrali się za odpowietrzanie pompy paliwowej. 

Po godzinnym, przymusowym postoju, ruszyliśmy w drogę do Makarskiej w Chorwacji. Zaraz po przekroczeniu granicy zatrzymaliśmy się przy Lidlu i w końcu zrobiliśmy zakupy, brakowało nam już wody... 


Jadąc Magistralą Adriatycką wracały nam wspomnienia sprzed roku... A w międzyczasie w autokarze rozkręciła się niezła impreza! Wszyscy śpiewaliśmy stare hity Lady Panku :)


Z niecierpliwością czekaliśmy na przejazd przez naszą ukochaną Podacę i mimo, że było już ciemno, to rozpoznaliśmy ją bez najmniejszego problemu! Zdjęcie jest kiepskiej jakości, ale nie udało nam się zrobić innego z pędzącego DUETu ;)

Podaca
W Makarskiej nie było żadnego dobrego miejsca na nocleg, ale spodziewaliśmy się tego... Cale szczęście, że Panu Tadziowi udało się znaleźć świetny dziki parking za miastem i to właśnie tam zostaliśmy na noc :)

Komentarze

  1. siedząc w domu takich przygód na pewno się nie będzie miało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny wpis ;) Uwielbiam Mostar, z pewnością tam kiedyś wrócę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Most przepiękny, taki w moim klimacie :). Autokarowa przygoda niezła. Ja kiedyś brałam udział w przygodzie pt. jak to zabrakło paliwa w Niemczech na autostradzie. Na dodatek w środku nocy. Na szczęście też wszystko dobrze się skończyło aczkolwiek na początku nikomu nie było do śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcia z pchaniem autokaru najlepsze;)

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedy ja tak wyjadę i będę kochana tak jak kiedyś

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty

Warszawa, czyli pierwsze Kubusiowe odwiedziny stolicy!

2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę! Stawiliśmy się na lotnisku dość wcześnie. Mieliśmy ze sobą tylko torby podręczne i wózek, który braliśmy ze sobą do odprawy. Kubuś był bardzo grzeczny i uśmiechał się do każdego, kto go zaczepił ;) Czas na lotnisku minął ekspresowo i zaraz musieliśmy szykować się do wejścia na pokład. Wózkiem podjechaliśmy aż pod sam samolot, gdzie oddaliśmy go obsłudze, żeby mogli zapakować go do luków. 


Pomimo tego, że Kubuś jest grzeczny, obawialiśmy się jak zareaguje na wszystkie nowe odczucia i dźwięki. Okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy, bo nawet nie zwrócił większej uwagi i chwilę po starcie poszedł spać :)


Lot do Warszawy trwał około 40 minut. Wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina, wózek czekał na nas przy samolocie. Prosto z lotniska ruszyliśmy na miasto. Pogoda nam nie s…

Bolek 2014 - dzień dziewiąty

9 sierpnia 2014
Nasz drugi dzień na kempingu, postanowiliśmy spędzić go dość leniwie...  Wstaliśmy o godzinie 8, w końcu naprawdę się wyspaliśmy! Nie trzeba było się o nic martwić, to wspaniałe uczucie! Po śniadaniu (makaron z pulpetami) zabraliśmy się za ładowanie telefonów i baterii z aparatów. Gdy jedno z nas pilnowało ładowarek i kontaktowało się z rodziną dzięki WiFi, drugie korzystało z największego z uroków kempingu, a mianowicie z prysznica! I tak na zmianę ;)

Gdy Ola, Ewelina i Gosia wróciły z zakupów, zmieniły nas przy ładowarkach. Wzięliśmy więc portfel i poszliśmy do marketu uzupełnić zapasy picia. Droga do najbliższego marketu była dość długa i bardzo dokuczał nam upał, jednak dzielnie szliśmy przed siebie ;)




Po powrocie na kemping, stwierdziliśmy, że to najlepszy moment na zrobienie sałatki owocowej! Tym bardziej, że przy wejściu na kemping stał straganik, na którym sprzedawane były owoce z pola. Kupiliśmy gigantycznego arbuza, banany, nektarynki, melona i winogrona. Zap…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…