Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2014 - dzień siedemnasty

17 sierpnia 2014

Noc była dość chłodna, budziliśmy się z zimna parę razy... Lecz trzeba przyznać, że było naprawdę spokojnie. O godzinie 7 zaczęły bić dzwony kościoła, lecz poszliśmy spać dalej, w końcu było nam trochę cieplej. O 8:40 stwierdziliśmy, że najwyższy czas już wstać, w końcu spaliśmy na przydrożnym parkingu ;) Zjedliśmy śniadanie obok autokaru i godzinę później byliśmy już w drodze na plażę, a była ona dość długa, bo do przejścia mieliśmy 3 kilometry ;) 
Po drodze weszliśmy do Konzuma, żeby kupić wodę do picia. Skusiliśmy się też na niezwykle tanią połówkę arbuza... Później tego pożałowaliśmy, bo gdy skosztowaliśmy go w parku, okazało się, że na pewno był on czyszczony jakimiś chemikaliami... Pewnie był już nieświeży, a bardzo chcieli go sprzedać... Arbuz niestety wylądował w kuble. Na dodatek Michał, podczas krojenia arbuza, dość mocno rozciął sobie palca nożem... 


W Splickim porcie moglibyśmy spędzić naprawdę dużo czasu, widoki są wspaniałe! Te jachty i łodzie... Coś niesamowitego. Wiał mocny wiatr, ale humory mieliśmy bardzo dobre, w końcu byliśmy coraz bliżej plaży! 







Tym razem zdecydowaliśmy, że nie idziemy na tą główną plażę, tylko zostaniemy na plaży skalistej. Woda była była tu głębsza i niezwykle przejrzysta, więc warunki do nurkowania mieliśmy przecudowne! Bawiliśmy się super! Dobrze było trochę poleniuchować i powygłupiać się w wodzie ;)





Jeżowce (typ szkarłupnie) to liczni mieszkańcy Adriatyku, nieodzowny element morskiego krajobrazu. Powodów do zmartwień nie ma, bowiem jeżowce to morskie zwierzęta żyjące głównie w zakamarkach, skalnych wgłębieniach, w miejscach zacisznych, spokojnych. Częściej spotkasz je na dzikich, skalistych plażach niż na żwirowych plażach pełnych turystów, choć nie można powiedzieć, że całkowicie ich tam nie ma. Jeżowce mają ciemną barwę, więc doskonale je widać podczas wchodzenia do wody.
Nadepnięcie jeżowca nie należy do przyjemnych rzeczy. Ukłucie kolcami powoduje bardzo silny, natychmiastowy ból, trwający nawet kilka godzin. Ciało w miejscach ukłucia drętwieje i przybiera ciemną barwę.

Jeżowiec

O godzinie 14 poszliśmy pod prysznic, a następnie poszliśmy przespacerować się nadmorską promenadą pełną palm, która znajduje się w pobliżu pałacu Dioklecjana. Split z pewnością jest jednym z miast, które pokochaliśmy... Tych widoków nie da się zapomnieć!






W drodze powrotnej wstąpiliśmy również na przepyszne lody do LUKA ice cream&cakes. Po prostu nie mogliśmy przejść obok nich obojętnie ;) Okazało się, że codziennie mają nowe smaki! Tym razem nasz wybór padł na Bounty, borówkę i białą czekoladę. Tego smaku nie da się opisać, polecamy wszystkim! ;)


Poszliśmy również na zakupy do Lidla, żeby zrobić zapas wody i kupić bagietki na kolację. Po drodze mijaliśmy mnóstwo zabawnych reklam Karlovačko, były naprawdę pomysłowe i przyciągały wzrok ;)


O godzinie 17:20 byliśmy już w drodze do kolejnego chorwackiego miasteczka - Trogiru. Spodziewaliśmy się tego, że nie będzie tam darmowego parkingu, choć Bolek ciągle miał nadzieję, że coś się znajdzie... Ostatecznie wjechaliśmy na parking, który zafundował nam pan Tadziu, lecz tylko na godzinę. Dobrze, że znaliśmy już te miasto i wiedzieliśmy, że uda nam się w 40 minut zrealizować cały nasz plan zwiedzania. 

Trogir to niewielkie miasto portowe w Chorwacji. Leży ono w krainie historycznej i geograficznej Dalmacja, nad Adriatykiem. Miasto połączone jest też zwodzonym mostem z pobliską wyspą Ciovo. Trogir liczy sobie około 11 tysięcy mieszkańców, którzy utrzymują się głównie dzięki turystyce i obsłudze portowej. Trogir uchodzi za wzór średniowiecznego układu urbanistycznego. Było to jednym z powodów, dla którego jego starówka została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.



Spacerując wąskimi uliczkami Trogiru dotarliśmy do głównego placu Trg Ivana Pavla II, na którym zbudowano większość zabytków włącznie ze wspaniałą katedrą św. Wawrzyńca (Sv. Lovre). Katedra została zbudowana na ruinach kościoła zniszczonego przez Saracenów w 1123 roku. Budowa rozpoczęta została w roku 1193 a ukończona dopiero w XVII wieku, przez co reprezentuje kilka styli architektonicznych. Parter jest doskonałym przykładem stylu wczesnogotyckiego, I piętro –  bogato zdobionego stylu weneckim. Z kolei wyższe piętro to doskonały przykład budownictwa renesansowego.

Znajduje się tam również najstarszy w mieście trzynawowy kościół św. Barbary wraz z czteroboczną wieżą zegarową oraz kościół św. Jana Chrzciciela.

Katedra św. Wawrzyńca



Kościół św. Barbary



Stamtąd szybkim krokiem przeszliśmy przez wąskie, kręte uliczki starego miasta, podziwiając jego wspaniałą zabudowę. 



Następnie przeszliśmy się wzdłuż głównego deptaka miasta. To typowa nadmorska aleja w Chorwacji, czyli dwa równoległe rzędy palm pomiędzy ławkami. Wzdłuż brzegu zacumowane są liczne statki w tym luksusowe jachty warte miliony złotych, trochę jak w Splicie ;)




Zobaczyliśmy również twierdzę Kamerlengo, jest to czworokątna budowla z XV wieku, stanowiąca fragment murów miejskich, posiadająca wewnętrzny dziedziniec i wieżę. Wygląda ciekawie, nie wchodziliśmy jednak do środka, tylko wybraliśmy się na spacer po starym mieście. 






Nasz plan już był prawie w całości zrealizowany, lecz mieliśmy zaplanowaną jeszcze jedną atrakcję. Dlatego ponowie zagłębiliśmy się w labirynt Trogirskich uliczek :)



I tak oto dotarliśmy do starego, drewnianego mostu, który zapamiętaliśmy z  zeszłorocznego wyjazdu. Było to dla nas niezwykłe, w miarę ciche miejsce, w którym można było choć na chwilę złapać oddech. 






Czas zwiedzania powoli się kończył. W ostatniej chwili kupiliśmy burgery w pobliskim fast foodzie... Była to decyzja, której później pożałowaliśmy. choć były naprawdę smaczne! Możemy się założyć, że majonez był nieświeży ;)


A tak biegnie się do autokaru na chwilę przed odjazdem z zepsutym japonkiem ;) Ale zdążyliśmy!


W drodze na nocleg, zachwycił nas widok zachodzącego nad Adriatykiem słońca...


Zatrzymaliśmy się w pobliżu miasta Šibenik, na parkingu koło dużych centrów handlowych. Była to spokojna noc :)

Komentarze

  1. I doczekalam sie mojego ukochanego Trogiru :) Cudniaste foty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też bardzo się podobało w Splicie, ale to właśnie Trogir wspominam najlepiej. To mz jedno z najpiękniejszych miasteczek na świecie. Fajnie, że go nie odpuściliście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wciąż pamiętam te puste uliczki Trogiru w środku nocy. Co za wspaniałe miejsce! *.*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…

Kolorowe Jeziorka

Szukając ciekawych miejsc na terenie Dolnego Śląska natrafiliśmy na Kolorowe Jeziorka znajdujące się zaledwie 90 km od Wrocławia. Korzystając z tego, że moi rodzice przyjechali na urlop do Polski wsiedliśmy w czwórkę w auto, Rudiego zapakowaliśmy do bagażnika i 23 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na jednodniowy wypad w góry ;) Droga minęła nam naprawdę szybko, choć im bliżej jeziorek tym bardziej jest ona kręta i wąska. W końcu dotarliśmy na parking (płatny 10 zł), zjedliśmy coś i ruszyliśmy na szlak!
Kolorowe Jeziorka położone w Rudawskim Parku Krajobrazowym, na terenie wsi Wieściszowice (gmina Marciszów, powiat kamiennogórski) od lat przyciągają turystów nie tylko z kraju, ale także z Europy. Cztery jeziorka: żółte, purpurowe, błękitne i czarne leżą na zboczu Wielkiej Kopy. Zabarwienie wody w akwenach związane jest ze składem chemicznym ścian i dna wyrobisk. Na początku XVIII w. ówcześni mieszkańcy Rohnau (obecnie Wieściszowice) zaczęli wydobywać łupki pirytonośne, w które obfituje tutej…