Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2014 - dzień trzynasty

13 sierpnia 2014

Nad ranem dojechaliśmy na Półwysep Pelješac, który jest drugim co do wielkości półwyspem w Chorwacji, rozciąga się na długości 65 km pomiędzy stałym lądem wyspami Korčula i Mljet. Podróż była dość męcząca, pomimo tego, że trwała tylko 3 godziny. Wzięliśmy śpiwory i karimaty, a następnie całą grupą poszliśmy spać na plażę przy Grand Hotel Orebić. O godzinie 6 rano, wstaliśmy i położyliśmy się w trochę innym miejscu, bliżej autokaru i lasku. Miejsce było wspaniałe! Później dowiedzieliśmy się, że ktoś robił nam zdjęcia jak śpimy, ale wtedy śmialiśmy się z tego... O godzinie 8:30 wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie i o godzinie 11 poszliśmy na hotelową plażę. Bolek załatwił nam prom na Wyspę Korčulę po niższej cenie! Zapłaciliśmy po 10 kun od osoby. Czekając na nasz prom podziwialiśmy przepiękne widoki, czuliśmy się jak w raju!





Nasz "prom" okazał się małą łódką ;) Byliśmy w szoku, że ma się tu zmieścić aż 40 osób! Wsiedliśmy jako pierwsi i zajęliśmy fajne miejsca na tyle. Okazało się, że bez żadnych problemów wszyscy się zmieścili i choć łódka bardzo zanurzyła się w wodzie to udało się nam i popłynęliśmy na wyspę!



Przeprawa promem była dla nas naprawdę świetną atrakcją, której się nie spodziewaliśmy. Uwielbiamy pływać! 







Wyspa Korcula - Jedna z najpiękniejszych wysp Dalmacji, a zwłaszcza południowej Dalmacji, słynąca z bogatych tradycji muzycznych i wyjątkowego, śródziemnomorskiego klimatu. Przepiękny krajobraz zapewniają wyspie liczne gaje oliwne, drzewa cytrusowe oraz krystalicznie czyste morze. 




Nasz prom ;)

Po opuszczeniu promu umówiliśmy się, że wypłyniemy z wyspy o godzinie 20. Mieliśmy więc cały dzień na zwiedzanie miasta, które ma taką samą nazwę jak wyspa - Korčula. Własnie to miasto ze swoją bogatą historią i dziedzictwem kulturowym, jest centrum administracyjnym wyspy.



"Jak tu jest przepięknie!" - tylko takie myśli przychodziły nam do głów gdy spacerowaliśmy wzdłuż murów obronnych miasta. Zachwycaliśmy się wszystkim po kolei. Widoki po prostu zapierały dech w piersiach! Aż trudno uwierzyć, że tak niezwykłe miejsce naprawdę istnieje... 
















Był straszny upał, słońce nie dawało nam spokoju... Usiedliśmy więc w cieniu, odpoczywając nadal nie mogliśmy się napatrzeć na widoki jakie nas otaczały...






Korcula jest jednak najbardziej znana jako domniemane miejsce narodzin Marco Polo. Znajduje się tu dom z nazwiskiem tego znanego podróżnika, a muzeum Marco Polo jest miejscem wartym zwiedzenia. Według większości badaczy podróżnik w rzeczywistości przyszedł na świat w Wenecji.


O godzinie 13 poszliśmy na zakupy do Konzuma. Standardowo kupiliśmy bagietki, serek i parówki, a następnie wróciliśmy na nasze miejsce w pobliżu plaży i zjedliśmy obiad. Nie mogło również zabraknąć naszego ulubionego chorwackiego piwa w typowo wakacyjnym smaku ;) 



Starówkę otaczają mury obronne zbudowane w XIV w. Wzmacniają je dwie baszty. Miało to chronić mieszkańców przed najazdem wrogów. Głównym wejściem miasta jest zdobiona weneckimi herbami brama Veliki Revelin. Postanowiliśmy teraz przekroczyć ten mur i obejrzeć przepiękne, zabytkowe budynki zbudowane w różnych okresach historycznych.   

Veliki Revelin


Kościół św. Michała - Naprzeciwko Ratusza stoi barokowy kościół św. Michała. Obraz barokowego ołtarza z marmuru jest dziełem Domenico Maggiotto z XVIII wieku. Na południe od kościoła w XIX w. wybudowano kościół Matki Boskiej Zdrowia (Gospe od Zdravlja). Boczne schody kamienne prowadzą do siedziby Bractwa św. Michała.

Kościół  Św. Michała


Stare Miasto Korčula zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Swoim kształtem przypomina ono szkielet ryby, z wąskimi uliczkami odchodzącymi od głównej ulicy. Miało to chronić mieszkańców przed wiatrem i zbytnim nasłonecznieniem, a także zapewnić ciszę i spokój. Najbardziej rozpowszechnionym stylem architektury jest wenecki, renesansowy styl.


Zobaczyliśmy również Katedrę św. Marka - Katedra z XV-XVI wieku, reprezentująca mieszankę stylistyczną gotyku i renesansu, znajduje się na głównym placu Pjaceta. Wejścia strzegą kamienne lwy trzymające w pazurach jagnię; poniżej kryją się skuleni Adam i Ewa. Ołtarz zdobi obraz z 1550 r. przedstawiający świętych: Marka, Hieronima i Bartłomieja, namalowany przez Tintoretta.

Katedra św. Marka

Obok Katedry znajduje się najstarszy kościół w mieście wybudowany w XI w., w późniejszych latach został przebudowany - Kościół św. Piotra. Nad portalem widnieje kamienna rzeźba św. Piotra, którą wyrzeźbił mistrz Bonino z Mediolanu. Wewnątrz znajduje się 13 barokowych drewnianych rzeźb apostołów i ewangelistów.

Kościół św. Piotra

Po zwiedzaniu Starego Miasta poszliśmy na plażę. Woda była wspaniała, a jej kolor po prostu nie z tej ziemi! Plaża była kamienista, a na dnie niestety były jeżowce. Udało nam się jednak popływać ;)






Po odpoczynku na zacienionej plaży przenieśliśmy się na inną kamienistą plażę, na której trochę się poopalaliśmy. Jednak nie potrafimy zbyt długo wytrzymać leżąc plackiem na plaży, zwłaszcza w tak przepięknym miejscu, więc zostawiliśmy dziewczyny i poszliśmy na spacer we dwoje. 



Usiedliśmy sobie na chwilę na ławeczce i podziwialiśmy przepiękną panoramę miasta, a następnie ruszyliśmy dalej... 






Gdy wkroczyliśmy na bardziej dziką drogę, zawróciliśmy z powrotem w stronę miasta. 







Poszliśmy na zakupy, a następnie zjedliśmy kolację. O godzinie 19:20 byliśmy już w porcie i czekaliśmy na nasz prom, który zjawił się równo o godzinie 20.





Korcula pożegnała nas wspaniałym widokiem zachodzącego słońca! 










Nasz kapitan pomylił się i wysadził nas trochę dalej od autokaru. Nie protestowaliśmy jednak, bo nie było to aż tak daleko, a mogliśmy dzięki temu przespacerować się brzegiem Adriatyku, przy okazji znaleźliśmy prysznice, pod którymi później się umyliśmy :)

W osiem osób rozłożyliśmy się w zaroślach po drugiej stronie ulicy od DUETu. Noc zapowiadała się wspaniale, niebo było gwieździste... Ewelina opowiedziała nam swój dziwny sen, który miała poprzedniej nocy... Śniło się jej, że złapała nas policja, gdy spaliśmy na plaży, my zdarzyliśmy uciec, lecz część bolkowiczów została i dostali mandat... 10 euro od osoby... Zaśmialiśmy się i powiedzieliśmy, że ma naprawdę dziwne sny... Nie spodziewaliśmy się tego, co stanie się tej nocy... 

Wszyscy już prawie zasypiali... nagle nadjechało auto. Już miało odjeżdżać, widzieliśmy jak zapalają się światła cofania, gdy usłyszeliśmy jak zaciąga ręczy... Z auta wyskoczył mężczyzna z bardzo mocno świecącą latarką, czy raczej reflektorem i świecił prosto w nas! Byliśmy przerażeni! Zaczął mówić do nas po chorwacku, dobrze, że słowiańskie języki są do siebie zbliżone i zrozumieliśmy co mówi. Zadzwonił gdzieś, słyszeliśmy jak mówi, że śpi tu grupa młodych ludzi. Zaczął do nas krzyczeć i kazał się nam stąd wynosić. Krzyczał, że za 10 minut przyjedzie tu policja. Na jego samochodzie dostrzegliśmy napis "Security"... Nie było nam wesoło... Próbowaliśmy mu wytłumaczyć, że jesteśmy zmęczeni, że tylko chcieliśmy się przespać. On nas nie słuchał i krzyczał, że mamy się stąd wynosić... Chwyciliśmy nasze rzeczy pod pachę i przeszliśmy na drugą stronę ulicy. On poszedł za nami... Wystraszyliśmy się, że może nas skojarzyć z autokarem i że wszyscy śpiący na plaży bolkowicze mogą mieć przez nas problemy. Postanowiliśmy, że musimy się stad oddalić. Kucnęliśmy, żeby poskładać śpiwory, a on krzyczał, że za dwie minuty przyjedzie tu policja. Przeprosiliśmy go i powiedzieliśmy, że już sobie idziemy. Zapytał nas wtedy gdzie są nasze samochody... Zamurowało nas, lecz w końcu odpowiedzieliśmy, ze jesteśmy stopem... Wtedy zaczął jeszcze bardziej krzyczeć, że trzeba było wziąć motel, hotel albo kemping, że mamy się wynosić, ale nie na żadną plażę, nie w krzaki tylko jak najdalej stąd... Więc poszliśmy... Śledził nas przez jakiś czas... Trzy dziewczyny oddzieliły się od nas, a my nadal szliśmy, żeby odciągnąć go jak najdalej od autokaru... Po drodze spotkaliśmy grupę dziewczyn od nas, które szły po swoje rzeczy, które zostawiły pod autokarem. Uprzedziliśmy je, że czai się tam ochroniarz i lepiej się tam nie pokazywać. Poszły więc z nami na plaże w porcie Orebić... Było późno w nocy, a my byliśmy gdzieś daleko od autokaru, bez dokumentów, bardzo zmęczeni i wystraszeni... Przypomniał się nam wtedy sen Eweliny i mieliśmy nadzieję, że nie jest on proroczy... 

Komentarze

  1. No nie...Tak urwac w polowie opowiesci. To dreczenie czytelnikow :) Z niecoerpliwoscia czekam na ciag dalszy nocy na plazy. Marta genialne fotki!

    OdpowiedzUsuń
  2. iście rajskie widoki i kolor morza przepiękny.
    no i czekamy co było dalej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejkuu jakie piękne zdjęcia <3

    http://dawidkwiatkowski-opowiadanie.blogspot.com/2014/10/konkursik-na-watek.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze zdjęć sądząc - cudowne wakacje! No, i nutka dreszczyku też była...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty

Warszawa, czyli pierwsze Kubusiowe odwiedziny stolicy!

2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę! Stawiliśmy się na lotnisku dość wcześnie. Mieliśmy ze sobą tylko torby podręczne i wózek, który braliśmy ze sobą do odprawy. Kubuś był bardzo grzeczny i uśmiechał się do każdego, kto go zaczepił ;) Czas na lotnisku minął ekspresowo i zaraz musieliśmy szykować się do wejścia na pokład. Wózkiem podjechaliśmy aż pod sam samolot, gdzie oddaliśmy go obsłudze, żeby mogli zapakować go do luków. 


Pomimo tego, że Kubuś jest grzeczny, obawialiśmy się jak zareaguje na wszystkie nowe odczucia i dźwięki. Okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy, bo nawet nie zwrócił większej uwagi i chwilę po starcie poszedł spać :)


Lot do Warszawy trwał około 40 minut. Wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina, wózek czekał na nas przy samolocie. Prosto z lotniska ruszyliśmy na miasto. Pogoda nam nie s…

Bolek 2014 - dzień dziewiąty

9 sierpnia 2014
Nasz drugi dzień na kempingu, postanowiliśmy spędzić go dość leniwie...  Wstaliśmy o godzinie 8, w końcu naprawdę się wyspaliśmy! Nie trzeba było się o nic martwić, to wspaniałe uczucie! Po śniadaniu (makaron z pulpetami) zabraliśmy się za ładowanie telefonów i baterii z aparatów. Gdy jedno z nas pilnowało ładowarek i kontaktowało się z rodziną dzięki WiFi, drugie korzystało z największego z uroków kempingu, a mianowicie z prysznica! I tak na zmianę ;)

Gdy Ola, Ewelina i Gosia wróciły z zakupów, zmieniły nas przy ładowarkach. Wzięliśmy więc portfel i poszliśmy do marketu uzupełnić zapasy picia. Droga do najbliższego marketu była dość długa i bardzo dokuczał nam upał, jednak dzielnie szliśmy przed siebie ;)




Po powrocie na kemping, stwierdziliśmy, że to najlepszy moment na zrobienie sałatki owocowej! Tym bardziej, że przy wejściu na kemping stał straganik, na którym sprzedawane były owoce z pola. Kupiliśmy gigantycznego arbuza, banany, nektarynki, melona i winogrona. Zap…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…