Przejdź do głównej zawartości

Zakopane 2014 - dzień pierwszy i drugi

Decyzja o wyjeździe do Zakopanego została podjęta dość spontanicznie... Akurat zbliżał się długi weekend, nie mieliśmy żadnych planów... Tata Marty zadzwonił więc do swojego przyjaciela jeszcze z czasów wojska, który wraz ze swoją rodziną mieszka w Zakopanem. Na nasze pytanie, czy możemy przyjechać i narobić im trochę kłopotu, usłyszeliśmy, że już na nas czekają :) Odwiedziliśmy ich rok temu we wrześniu, bardzo miło wspominamy tamten wyjazd, dlatego już cieszyliśmy się na kolejny.

I tak oto 8 listopada 2014 ruszyliśmy w drogę! 
Oczywiście próbowaliśmy wyjechać z domu z samego rana, ale jak zwykle złapaliśmy drobne opóźnienie ;) Pogoda nie zapowiadała się dobrze, już myśleliśmy, że ze spacerów po Zakopanem nic nie wyjdzie. Podróż mijała nam dość szybko i sprawnie, do momentu, gdy wpakowaliśmy się w gigantyczny korek na autostradzie krakowskiej... Korek związany był z remontami drogowymi. Byliśmy bardzo zdenerwowani, bo nie była to tania autostrada, jak na tak krótki odcinek, a na dodatek ten korek...


Jechał z nami również Mordek, który całą podróż spędził spokojnie w bagażniku. Miał sporo miejsca do swojej dyspozycji, bo nie braliśmy ze sobą zbyt wiele rzeczy. Odkąd Mordek podróżuje w ten sposób, wyjazdy stały się dużo przyjemniejsze, bo już nie próbuje wchodzić nam na kolana podczas jazdy ;)


Do Zakopanego dojechaliśmy po godzinie 16. Pan Wiesiek wyszedł po nas, żeby pokazać nam gdzie możemy zaparkować, a następnie zaprowadził nas do domu. Zostaliśmy niezwykle miło powitani przez niego jak i jego żonę. Zaraz posadzono nas do stołu, dostaliśmy ciepły, pyszny obiad. Czuliśmy się u nich naprawdę dobrze i swobodnie, bo od razu widać, że jest to naprawdę szczera radość z naszej wizyty i prawdziwa gościnność. 
Po obiedzie wypiliśmy po drinku na rozgrzewkę, a następnie poszliśmy na wieczorny spacer...

Zakopane to miasto turystyczne leżące w województwie małopolskim. Zakopane jest największym ośrodkiem miejskim w bezpośrednim otoczeniu Tatr, dużym ośrodkiem sportów zimowych, od dawna nazywane nieformalnie zimową stolicą Polski. Miasto położone jest nad kilkoma potokami, których wody ostatecznie wpadają do rzeki Zakopianka. Częściowo na terenie Zakopanego znajduje się obszar Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Nasze kroki skierowaliśmy w stronę Krupówek, gdzie odbywa się intensywny handel pod kątem turystów. Można tu kupić wszystko, począwszy od wełnianego swetra po oscypek. Nie brakuje też oferty rozrywkowej: klubów, dyskotek, obiektów sportowych, muzeów i teatrów. Nie spodziewaliśmy się jednak, że w listopadzie, czyli poza sezonem, będzie tu tak dużo turystów! W niektórych miejscach aż ciężko było przejść! No ale da się to jakoś wytłumaczyć, w końcu to długi weekend ;)



Po powrocie do domu spędziliśmy bardzo miło czas rozmawiając, śmiejąc się i popijając drinki :) Tata i Pan Wiesiek świętowali również 25-lecie swojej przyjaźni. Byliśmy bardzo zadowoleni, że zdecydowaliśmy się na ten wyjazd. Tej nocy zasnęliśmy niezwykle szybko. 


9 listopada 2014 - drugi dzień pobytu w Zakopanem. 

Niedługo po śniadaniu ruszyliśmy zwiedzać Zakopane! pogoda była dużo lepsza niż poprzedniego dnia, mgła odeszła w niepamięć i było naprawdę ciepło. Idąc przez park, którym szliśmy w nocy, nie mogliśmy nadziwić się, że tak tu ślicznie. Nocą przykrywała go mgła, nawet potoku nie było widać :)






Spacerując po Zakopanem, prawie z każdego miejsca widać Giewont –  jest to masyw górski w Tatrach Zachodnich o wysokości 1894 m n.p.m. i długości 2,7 km. Jego główny wierzchołek, Wielki Giewont, jest najwyższym szczytem w Tatrach Zachodnich położonym w całości na terenie Polski. Giewont to góra-symbol, której zarys często kojarzony jest z sylwetką śpiącego rycerza. Jedna z wersji legendy o rycerzach śpiących pod Tatrami, którzy obudzą się, gdy Polska znajdzie się w wielkim zagrożeniu, umiejscawia ich właśnie pod Giewontem. Związane jest to z tym, że w ścianach Giewontu znajdują się liczne jaskinie, m.in. Jaskinia Juhaska, Kozia Grota, Dziura w Szczerbie, Dziura nad Doliną Strążyską.
Walery Eljasz-Radzikowski w 1880 r. pisał o Giewoncie: „Z każdej prawie chaty Giewonta widać, toteż słusznie mu się należy tytuł króla zakopiańskiego”.



Następnie poszliśmy zobaczyć Wielką Krokiew, która została zbudowana w 1925 roku, wg. projektu Karola Stryjeńskiego. Pierwszy rekord skoczni ustanowił podczas konkursu inauguracyjnego w marcu 1925 roku Stanisław Gąsienica-Sieczka, skacząc na odległość 36m. 




Z daleka ukazał się nam Kompleks Średniej Krokwi, w którego stronę zmierzaliśmy. Pomimo tego, że był już listopad, nie mogliśmy nadziwić się pięknymi, górskimi krajobrazami.





Kompleks Średniej Krokwi im. Bronisława Czecha – skocznie narciarskie w Zakopanem położone obok siebie. Kompleks powstał w 1950 roku. Na największej skoczni, Średniej Krokwi, odbywały się m.in. mistrzostwa świata, konkursy uniwersjady, czy wielokrotnie mistrzostw Polski. Na mniejszych, Małej Krokwi (K65) oraz Maleńkiej Krokwi (K35) często rozgrywają się zawody młodych skoczków, w tym Lotos Cup.








Podczas spaceru Pan Wiesiek opowiadał nam wiele ciekawych historii dotyczących konkretnych miejsc jak i samego miasta. Słuchaliśmy go z zaciekawieniem, bo opowiadał dużo lepiej niż niejeden przewodnik. 
Byliśmy również zadowoleni, że zabraliśmy ze sobą Mordka, który w górach czuje się po prostu wspaniale! Od razu wydaje się być parę lat młodszy ;) A i całkiem dobrze dogaduje się z psem znajomych - Azą, która jest naprawdę niezwykłym, przyjacielskim stworzeniem. Uwielbialiśmy patrzeć na jej miny :)


Za nami widać najmniejszą skocznię - Adaś.

Poszliśmy również zobaczyć jak wygląda średnia krokiew ze schodów. I musimy przyznać, że za nic w świecie nie skoczylibyśmy na niej, choć do największych nie należy ;)



Chwilę odpoczynku zrobiliśmy sobie przy skoczni Adaś – jest to najmniejsza skocznia narciarska w Zakopanem o punkcie konstrukcyjnym K15. Została wybudowana w 2004 roku. Jest wyposażona w igelit. Na skoczni trenują najmłodsi skoczkowie i skoczkinie z klubów Wisła Zakopane oraz WKS Zakopane. Skocznia została nazwana Adaś na cześć polskiego skoczka narciarskiego Adama Małysza. Jest położona niedaleko kompleksu Średniej Krokwi. 





Idąc dalej dotarliśmy do potoku, dowiedzieliśmy się, że woda która w nim płynie jest pitna, a ludzie w Zakopanem mają ją w swoich kranach. 


Aza i Mordek



Stojąc tam dowiedzieliśmy się, że zaraz zdobędziemy, widoczny na powyższych zdjęciach, szczyt - Nosal. Rodzice Marty wraz z Panią Anią i dwoma psami zostali na dole, a my z Panem Wieśkiem ruszyliśmy w drogę. Co prawda nie byliśmy odpowiednio ubrani, a Marty buty nie były w żadnym wypadku przystosowane do górskich wycieczek, ale nie poddaliśmy się.


Nosal (1206 m n.p.m.) – wzniesienie reglowe w Tatrach Zachodnich nad Kuźnicami, między Doliną Bystrej a Doliną Olczyską. Nazwa góry pochodzi od kształtu skał od północno-zachodniej strony, przypominających nos. Zbudowany jest wyłącznie ze skał osadowych – wapieni i dolomitów z środkowego triasu. Największe ściany wznoszą się od strony zachodniej. Od strony wschodniej znajduje się dużo mniejszy pas skał, Pióro. Poza tym jest całkowicie zalesiony. Oprócz pospolitego w Tatrach świerka występują tutaj buki, sosny zwyczajne, a nawet sztucznie wprowadzona sosna czarna. Od strony północno-zachodniej oraz zachodniej z wierzchołka opada strome urwisko.



Pan Wiesiek, jak na górala przystało, dosłownie bez przerwy wbiegał na szczyt, a my, zwykłe mieszczuchy, próbowaliśmy dotrzymać mu kroku, co było prawie niewykonalne, bo i tak zostawaliśmy w tyle ;) Naprawdę możemy mu pozazdrościć wspaniałej kondycji. Mijając wchodzących powoli turystów, dyszeliśmy potwornie, ale sił dodawały nam niezwykłe widoki, których w życiu nie zobaczylibyśmy stojąc na ulicy.




Patrząc przez aparat, na dużym zbliżeniu, udało nam się odnaleźć siedzącą na ławce resztę grupy ;) Zadzwoniliśmy więc do nich i machaliśmy im z góry.








Będąc już na szczycie odpoczęliśmy chwilę, podziwiając przy tym otaczające nas widoki, które były dla nas tak niecodzienne i niezwykłe, że próbowaliśmy zapamiętać i sfotografować jak najwięcej :)






Droga powrotna była dużo łatwiejsza, lecz i tak zostaliśmy w tyle, przez śliskie buty Marty ;) Na dole dowiedzieliśmy się, że na samo wejście na szczyt przeznaczona jest godzina i pięć minut, a nam w tę i z powrotem zajęła ona mniej niż godzinę. Byliśmy naprawdę w wielkim szoku ;)


Jedna z historii, jaką opowiedział nam pan Wiesiek, mówiła o tym, jak hrabia Zamoyski uratował Zakopane. 
Poprzedni właściciele dóbr zakopiańskich doprowadzili się do bankructwa w wyniku dewastacyjnej gospodarki leśnej, która oznaczała też wielkie szkody dla przyrody tatrzańskiej.
Już wówczas Tatry oraz Zakopane były przedmiotem wielkiej troski ludzi wywodzących się z różnych środowisk społecznych z terenu wszystkich zaborów. Ich znaczenie, wraz z upływem czasu wciąż rosło, do czego z całą pewnością przyczyniali się coraz liczniej przybywający tam artyści, ziemianie, naukowcy, przemysłowcy oraz społecznicy. Góry były postrzegane jako jeden z najpiękniejszych zakątków Polski, narastało zainteresowanie, niekiedy wręcz fascynacja rodzimą ludnością, a Zakopane stawało się miejscowością uzdrowiskową. Ważną rolę w promowaniu Tatr oraz ich ochronie odgrywało Towarzystwo Tatrzańskie.
Po unieważnieniu z powodów formalnych pierwszej licytacji, w której zwycięzcą został jedyny jej uczestnik, Jakub Goldfinger, ogłoszono kolejną. Udział w niej zgłosiło kilku chętnych, w tym Towarzystwo Ochrony Tatr Polskich, powstałe z inicjatywy Towarzystwa Tatrzańskiego, którego zadaniem było uzbieranie ze składek społecznych funduszy na wykupienie majątku zakopiańskiego. Już w trakcie licytacji, mającej miejsce 9 maja 1889 roku w Nowym Sączu, okazało się, że środki te były niewystarczające. Wówczas do aukcji przystąpił adwokat Józef Retinger i zaczął przebijać stawkę konkurentów każdorazowo o jednego centa. Taktyka ta przyniosła sukces, a działający w imieniu Władysława Zamoyskiego Retinger wygrał licytację za cenę 460 002 złotych reńskich i 3 centów. Fakt ten został entuzjastycznie przyjęty przez polskie społeczeństwo.
Serdecznie zachęcamy do zapoznania się z tą historią TU.


Następnie próbowaliśmy przebić się przez zatłoczone Krupówki, próbują znaleźć jednocześnie knajpkę, do której wpuszczą nas z dwoma "małymi" pieskami ;)


Zobaczyliśmy również neogotycki kościół parafialny Świętej Rodziny na Krupówkach z lat 1877-96, według projektu Józefa P. Dziekońskiego. Mroczne wnętrze wypełnione jest obrazami, malowidłami i rzeźbami. Ołtarz główny (z 1903 r.) jest w formie tryptyku, na którym widnieje Święta Rodzina. Na ścianach głównej nawy znajduje się polichromia Janusza Kotarbińskiego, przedstawiająca osiem błogosławieństw. Po północnej stronie prezbiterium znajduje się kaplica Jana Chrzciciela z 1899 r., którą zaprojektował sam Stanisław Witkiewicz.



W końcu trafiliśmy do tej samej restauracji co rok temu, bez problemu wpuścili nas z psami oraz znaleźli nam dobre miejsce. W międzyczasie dołączył do nas syn znajomych - Mateusz. Czekając na zamówione przez nas dania, Michał poprosił jednego chłopaka żeby zrobił nam zdjęcie... Było po tym dużo śmiechu, bo okazało się, że był to jakiś podobno znany piłkarz, który w pierwszej chwili pomyślał, że Michał chce zdjęcie z nim! Jakież było jego zdziwienie, gdy zorientował się, że chodzi nam o zupełnie inne zdjęcie ;) Ale trzeba przyznać, że piłkarz nie był dobrym fotografem...


Porcje, które dostaliśmy na obiad, były ogromne! Najedliśmy się niezwykle i ruszyliśmy w drogę do domu. Mordka niestety zaczęła boleć łapa... Najwidoczniej przeciążył ją tego dnia, bo już od jakiegoś czasu ma z nią problemy. Nie było mowy o samodzielnym chodzeniu, bo do domu dotarlibyśmy chyba nad ranem, Mordek co chwilę kładł się na ziemię... Nie myśląc zbyt długo tata, na zmianę z Panem Wieśkiem nieśli ciężkiego Mordkę ;) 



Gdy w pobliżu domu odłożyli Mordka na ziemię, żeby samodzielnie szedł dalej, bo łapa trochę mu odpoczęła, okazało się, że Aza była zazdrosna! No bo jak to, jej Pan niesie innego psa?! Podeszła do Mordka i dała mu z główki w bok. Wyglądało to bardzo komicznie ;)

Był to naprawdę męczący, pełen wrażeń dzień. Bardzo szybko poszliśmy spać :)

Komentarze

  1. Zdjęcia ze szczytu wymiatają! :) Wstyd się przyznać, ale mi do Zakopanego nigdy nie było po drodze. Mam nadzieję, że Tato Globtroterka, zapalony górzysta, w końcy nas w te swoje ukochane Tatry zabierze ;) pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowite, może gdzieś na Krupówkach minęliśmy się. Ja byłam w tym samym czasie w Tatrach. Jest u mnie post o tym . Twoja relacja i zdjęcia bardzo mi się podobają. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. zadyszka w drodze na szczyt, to objaw braku tlenu! ;) ja sobie tak ją tłumaczę.
    zaskakujące widoki, to w górach lubię najbardziej.

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Marta, Ty robisz przepiękne zdjęcia! Wiecie, że rok mieszkałam w Zakopanem? Ten post to dla mnie taka sentymentalna podróż, może czas żebym się tam wybrała i odczarowala zle wspomnienia i skojarzenia? Mam też wiele cennych wspomnień, dla których warto tam wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Krupówki - punkt obowiązkowy ;) Chyba nigdy mi się nie zdarzyło, by być w Tatrach i nie pójść na Krupówki :o A jeśli chodzi o Nosal, to na oślich łączkach pod tym głównym, stromym stokiem pierwszy raz jeździłem na nartach, więc Nosal wspominam szczególnie dobrze ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie mieć się do kogo wpraszać w Zakopanem :). Nie dziwię się, że korzystacie z tego regularnie. A 25-letnia przyjaźń zasługuje na medal!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mordek jest taki słodki *-* bardzo wam zazdroszcze tak ciekawego wyjazdu ;) Sama w Zakopanym bylam praktycznie tylko przejazdami bez jakiegoś większego zwiedzania i chyba najwyższa pora to zmienić!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty

Warszawa, czyli pierwsze Kubusiowe odwiedziny stolicy!

2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę! Stawiliśmy się na lotnisku dość wcześnie. Mieliśmy ze sobą tylko torby podręczne i wózek, który braliśmy ze sobą do odprawy. Kubuś był bardzo grzeczny i uśmiechał się do każdego, kto go zaczepił ;) Czas na lotnisku minął ekspresowo i zaraz musieliśmy szykować się do wejścia na pokład. Wózkiem podjechaliśmy aż pod sam samolot, gdzie oddaliśmy go obsłudze, żeby mogli zapakować go do luków. 


Pomimo tego, że Kubuś jest grzeczny, obawialiśmy się jak zareaguje na wszystkie nowe odczucia i dźwięki. Okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy, bo nawet nie zwrócił większej uwagi i chwilę po starcie poszedł spać :)


Lot do Warszawy trwał około 40 minut. Wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina, wózek czekał na nas przy samolocie. Prosto z lotniska ruszyliśmy na miasto. Pogoda nam nie s…

Bolek 2014 - dzień dziewiąty

9 sierpnia 2014
Nasz drugi dzień na kempingu, postanowiliśmy spędzić go dość leniwie...  Wstaliśmy o godzinie 8, w końcu naprawdę się wyspaliśmy! Nie trzeba było się o nic martwić, to wspaniałe uczucie! Po śniadaniu (makaron z pulpetami) zabraliśmy się za ładowanie telefonów i baterii z aparatów. Gdy jedno z nas pilnowało ładowarek i kontaktowało się z rodziną dzięki WiFi, drugie korzystało z największego z uroków kempingu, a mianowicie z prysznica! I tak na zmianę ;)

Gdy Ola, Ewelina i Gosia wróciły z zakupów, zmieniły nas przy ładowarkach. Wzięliśmy więc portfel i poszliśmy do marketu uzupełnić zapasy picia. Droga do najbliższego marketu była dość długa i bardzo dokuczał nam upał, jednak dzielnie szliśmy przed siebie ;)




Po powrocie na kemping, stwierdziliśmy, że to najlepszy moment na zrobienie sałatki owocowej! Tym bardziej, że przy wejściu na kemping stał straganik, na którym sprzedawane były owoce z pola. Kupiliśmy gigantycznego arbuza, banany, nektarynki, melona i winogrona. Zap…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…