Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2015 - dzień czwarty

4 sierpnia 2015 - Serbia

Przed godziną 6 rano obudził nas Bolek. Dzięki temu mieliśmy sporo czasu by umyć się w pobliskim kraniku, a trzeba przyznać, że urządziliśmy sobie tam prawdziwy prysznic ;) Patrząc z rana na twierdzę, mogliśmy śmiało powiedzieć, że w nocy zrobiła na nas o wiele lepsze wrażenie, choć i tak była piękna. Po zrobieniu ostatniego zdjęcia w Belgradzie, wsiedliśmy do autokaru i o godzinie 7 wyruszyliśmy do Smedereva.


O godzinie 8 byliśmy już na miejscu i od razu ruszyliśmy w stronę Twierdzy.

Twierdza Smederevo, znajdująca się na końcowym odcinku Dunaju, została wybudowana w latach 1428-1430, w okresie panowania despoty Djuradj Brankovic, ostatniego z władców średniowiecznej Serbii. Twierdza otoczona obronnymi murami i wieżami, była przez długi czas ostatnim bastionem przeciwko tureckim atakom. Główna wieża jest dobrze zachowana, napis na niej wspomina despotę Djuradj i datę jej budowy. Twierdza Smederevo doznała poważnego uszkodzenia swoich wież i murów podczas II wojny światowej, kiedy duży magazyn amunicji eksplodowała w jego murach, w 1941 roku i od bombardowania w 1944 roku. Dziś jest ona potężnym parkiem, otoczonym dawnymi murami obronnymi. Wstęp jest darmowy, lecz jeśli chcemy zwiedzać jej podziemia, trzeba zapłacić.










Dunaj







Gdyby Twierdza była płatna to moglibyśmy żałować wydanych pieniędzy i czulibyśmy się lekko rozczarowani. Na pewno warto było zobaczyć ją na żywo, lecz na zdjęciach robi dużo lepsze wrażenie ;) Z Twierdzy zostały jedynie mury, a w środku wygląda jak niczym nie wyróżniający się park, ludzie spacerują, jeżdżą na rowerze, biegają i uprawiają inne sporty... Jeśli będziecie mieli okazję przejeżdżać obok niej, to warto poświęcić tą godzinkę by ją zobaczyć.

Pod DUET wróciliśmy po godzinie 9. Po drodze zahaczyliśmy o sklep, w którym w końcu kupiliśmy sobie chleb! Siedząc przy autokarze, zrobiliśmy sobie kanapki i zjedliśmy je ze smakiem ;)


Po śniadaniu poszliśmy do knajpki na lokalne piwo. Dzięki temu mogliśmy skorzystać z WiFi i skontaktować się z rodzicami. Dodatkowym plusem były też toalety, z których jako goście mogliśmy korzystać ;) W lokalu spędziliśmy bardzo miło czas do godziny 11, choć piwo niekoniecznie przypadło nam do gustu. 


Wracając do autokaru postanowiliśmy przejść się wzdłuż potężnego Dunaju. We dwoje usiedliśmy tam na dłużej i rozmawialiśmy :)



O godzinie 12 ruszyliśmy do Gučy na Festiwal Trąbek. Droga była kręta, wąska i pod górkę, a widoki... cudowne! Przez chwilę czuliśmy się jak rok temu w drodze do Czarnogóry ;) Lecz droga okazała się lepsza i ciut szersza niż wtedy. 



Wjeżdżając do Gučy zapłaciliśmy jako autokar 30 euro za wjazd, a następnie szukaliśmy miejsca, w którym możemy zaparkować... ostatecznie zatrzymaliśmy się na terenie jakiejś fabryki, na początki myśleliśmy, że już od dawna nie funkcjonuje, no cóż... zaskoczyli nas ;) Po zjedzeniu zimnego bigosu (zatrzasnęły nam się drzwi od autokarowej toalety, w której trzymaliśmy naszą kuchenkę, a Pan Tadziu dopiero próbował ją otworzyć), ruszyliśmy na miasto w poszukiwaniu Trąbek!

Guča (serb. Гуча) – miasto w Serbii, w gminie Lučani w okręgu morawickim. Miasto słynie z festiwalu trębaczy. Przez kilka sierpniowych dni serbskie miasteczko Guča rozbrzmiewa echem trąb, przy których bawi się prawie pół miliona ludzi. Festiwal ma tak wielkie znaczenie, że na te kilka dni zamiera życie w całej Serbii, a oczy wszystkich skupiają się właśnie na tym miejscu. Miasteczko z prowincjonalnego spokojnego osiedla zmienia się w centrum życia kulturalnego kraju. Tradycja festiwalu narodziła się jeszcze w czasach monarchii austro-węgierskiej, kiedy to stacjonujących żołnierzy każdego ranka budził dźwięk trąbki. Z czasem trąbka stała się narodowym instrumentem Serbii, a na jej cześć od prawie 50 lat co roku odbywa się prezentacja umiejętności trębaczy. Festiwal traktowany jest przez wielu Serbów, Bośniaków i Macedończyków jak rodzaj pielgrzymek. Zjeżdżają oni tłumnie do tego miejsca, żeby raz w roku wspólnie zabawić się na ulicach.










Jakie wrażenie zrobił na nas nasz pierwszy dzień na Festiwalu? Trudno powiedzieć... czuliśmy się jak na wiejskim odpuście ;) Mieliśmy nadzieję, że jutro będzie trochę lepiej. Zaskoczyło nas to, że spotkaliśmy tu naprawdę sporo polaków... Co oni tu robią? Mogliśmy zrozumieć, że ktoś przyjechał tu tak jak my, czyli przejazdem, no ale żeby jechać tu specjalnie z Polski? Dla nas było to dziwne, to nie nasze klimaty ;) 
Po wymianie kasy w kantorze, zrobieniu zakupów i zjedzeniu lodów, poszliśmy w stronę autokaru. O godzinie 21 rozłożyliśmy swoje śpiwory i karimaty na betonie, koło DUETu i do godziny 23 graliśmy w karty ;) 

Komentarze

  1. Byłam w Smederevo, tylko na jedną noc wracając z Grecji. Twierdzę widziałam, jedynie z samochodu i jakoś nie zachęciła mnie do zwiedzania. Miasto też nic takiego. Jedynie Dunaj, zapraszał do odpoczynku. Ogólnie przejeżdżając przez Serbię, nie mijałam żadnego miasta, które by miało jakieś okazałe zabytki. Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym podróżowaniu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Wilczy Wąwóz 2015

Dzień 11 czerwca 2015 r. postanowiliśmy spędzić aktywnie. Już od dawna planowaliśmy jakiś nieduży wypad w góry, ale za każdym razem pogoda płatała nam figle i byliśmy zmuszeni zmieniać plany. Lecz tego dnia się nie poddaliśmy, spakowaliśmy Mordka do bagażnika, Marty rodziców wcisnęliśmy na tylne siedzenie naszej Corsy i ruszyliśmy do Czech! Jak zwykle z opóźnieniem, ale to pomińmy ;)

Droga do Czech jakoś nam się dłużyła, ze względu na Mordka zrobiliśmy parę przystanków.

Standardowo na granicy wymieniliśmy trochę złotówek na korony. Dowiedzieliśmy się też, że jest remont drogi i lepiej jeśli pojedziemy inną tras, tak też zrobiliśmy, bo obydwie trasy nie były nam obce ;) jak miło było znów znaleźć się w tym miejscu! Wjechaliśmy na parking (50 koron) i pierwsze co zrobił nasz Mordek, to władowanie się do rzeki ;)

Po kupieniu biletów do Skalnego Miasta, dowiedzieliśmy się, że odcinek drogi prowadzący do okrężnego szlaku w Teplicach jest zamknięty, są za to alternatywne trasy przez Wilczy…