Bolek 2015 - dzień trzeci

3 sierpnia 2015 - Węgry/Serbia

Tej nocy burza jednak nas ominęła, komary nas nie pogryzły, więc możemy uznać, że noc była naprawdę udana. Kolejny raz miejscówka nad Balatonem nas nie zawiodła ;) Wstaliśmy o godzinie 6:30, spakowaliśmy śpiwory, złożyliśmy namiot i poszliśmy pod DUET na śniadanie. Po śniadaniu przepakowaliśmy torby, a następnie poszliśmy jeszcze na chwilkę na plażę. 




O godzinie 8:30 pożegnaliśmy Balaton i ruszyliśmy w drogę do nieznanej nam Serbii! Byliśmy bardzo podekscytowani, w końcu to kolejne państwo, które mogliśmy dodać do naszej listy "Tu byliśmy" :) O godzinie 14, bez żadnych problemów, przekroczyliśmy serbską granicę. Pierwszym miastem, które mogliśmy zwiedzać w Serbii, był Nowy Sad! 

Nowy Sad to miasto w północnej Serbii, położone nad Dunajem. Stolica okręgu autonomicznego Wojwodina, ważne centrum gospodarcze i kulturalne. Przez Serbów Nowy Sad jest często nazywany Serbskimi Atenami (Srpska Atina). Założony w końcu XVII wieku jako osiedle związane z budową twierdzy Petrovaradin, swoją nazwę obecną otrzymał 1 lutego 1748, kiedy mieszkańcy kupili na dworze w Wiedniu status wolnego miasta królewskiego za kwotę 95 tysięcy forintów. Już pod koniec XVIII wieku posiadał browar, fabrykę jedwabiu i zakład tytoniowy. Od 1826 działa w nim nieprzerwanie "Matica Srpska" instytucja edukacyjna z gazetą o najdłuższym stażu w Europie. W 1849 Nowy Sad był po raz pierwszy bombardowany i ocalało tylko 808 budynków z 2812. W 1892 miała miejsce epidemia cholery wywołana złą jakością wody pitnej. W okresie po II wojnie światowej teren miasta uległ znacznemu powiększeniu, w tym poprzez zasypanie bagnistych terenów otaczających przez wieki twierdzę. W 1999 bombardowania NATO zniszczyły wszystkie trzy mosty i główne wodociągi przeprowadzone pod nimi, które zostały później odbudowane.


Dość szybko dotarliśmy do Placu Wolności, otoczonego przez pięknie odrestaurowane budynki, wśród których wybija się zdecydowanie budynek miejskiego ratusza, neorenesansowa budowla datowana na 1895 r. Naprzeciwko niego stoi równie reprezentacyjny kościół Imienia Maryi, wybudowany w tym samym roku i przez tego samego architekta, co miejski ratusz. Przez miejscowych nazywany jest „katedrą”, choć nią w rzeczywistości nie jest. A pośrodku placu stoi odlany z brązu pomnik Svetozara Miletića, polityka, burmistrza miasta i lidera Serbów w Wojwodinie pod koniec XIX wieku.




Ratusz miejski

Następnie dotarliśmy do Pałacu Biskupiego, wybudowanego w 1901 r., dziś siedziby prawosławnego biskupa, przed którym stoi pomnik poety Jovana Jovanovica, z postacią naturalnej wielkości.



Tuż obok Pałacu Biskupiego stoi katedra św. Jerzego, wybudowana w 1905 r. w miejscu poprzednio tu stojącego kościoła z 1734 r., zburzonego podczas rewolucji w 1849 r. Dziś jest jednym z najważniejszych przykładów architektury sakralnej w mieście.



Byliśmy dość głodni, postanowiliśmy więc, że kontynuując naszą tradycję, spróbujemy jak smakuje "Serbski McDonald" :) Musieliśmy więc wrócić się do Placu Wolności. 





Po wizycie w McDonaldzie w Nowym Sadzie musimy przyznać, że był to najlepszy i najtańszy McDonald jakiego kiedykolwiek próbowaliśmy ;) Za 330 dinarów, czyli około 2,80 euro dostaliśmy double cheeseburgera, średnie frytki i colę! Byliśmy bardzo zadowoleni i najedzeni... tak, wiemy, że to niezdrowe ;)

Po dotarciu pod DUET mogliśmy podziwiać, znajdującą się po przeciwnej stronie rzeki, Twierdzę Petrovaradin - znajduje się ona w obrębie miasta Nowy Sad (Wojwodina), w dzielnicy Petrovaradin, na prawym brzegu Dunaju. Pierwsze utwierdzenia i zaczątki twierdzy w tym miejscu związane są z cywilizacją rzymską i bizantyjską. Rzymianie wybudowali tu twierdzę pod nazwą Cusum, którą następnie przejęło Bizancjum i nazwało Petrikon. Obecny swój wygląd twierdza zawdzięcza Austrii, która, na miejscu wcześniejszych średniowiecznych umocnień, wybudowała twierdzę w celu obrony przed Imperium Tureckim. Petrovaradin często jest nazywany Giblartarem na Dunaju. Petrovaradinska twierdza jest zabytkiem kultury, na jej terenie znajdują się muzea, galerie oraz kluby muzyczne i kawiarnie. 



Po godzinie 18:30 wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy w stronę serbskiej stolicy - Belgradu. mieliśmy trochę ponad dwie godziny jazdy, więc Michał zabrał się za opisywanie tego dnia w naszym "dzienniku z podróży" ;) Pomińmy fakt, że opis McDonalda zajął mu ponad pół strony ;)



Przed godziną 21 dotarliśmy do celu, zaparkowaliśmy pod samą Twierdzą, ustaliliśmy, że zostajemy tu na dzikusa, a o godzinie 7 rano dnia następnego ruszymy w dalszą drogę. Po wszystkich ustaleniach i po schowaniu "sennego niezbędnika" (tzn. śpiwora i karimaty) pod DUET, poszliśmy na nocne zwiedzanie miasta!

Belgrad – stolica Serbii. Miasto leży w północnej Serbii, przy ujściu Sawy do Dunaju. Jest jednym z najstarszych miast w Europie. Liczba ludności przekracza 1,5 miliona mieszkańców a miasto liczy aż 17 dzielnic rozciągniętych na powierzchni 360 km2.

Pierwszym naszym celem była Twierdza Kalemegdan – fortyfikacje w Belgradzie wybudowane za czasów celtyckich, a następnie za czasów rzymskich znane pod nazwą Singidunum. Zabudowania znajdujące się na wzgórzu wysokości około 125 merów współcześnie pochodzą głównie z XVII wieku. Znajdują się tam również antyczne wykopaliska i katakumby rzymskie. Ślady rzymskich budowli to np. stara studnia rzymska (35 m głęb., 3,4 m szer.), odbudowana w 1731 r. przez Austriaków. Są tam również cerkwie, bramy historyczne, grobowce tureckie, a także muzeum wojskowe oraz ogród zoologiczny.







Trzeba przyznać, że Twierdza robi nocą potężne wrażenie. Jest świetnie oświetlona, dostępna dla zwiedzających, bardzo przypadła nam do gustu. Choć i tak żałowaliśmy, ze nie możemy być tu w dzień, w końcu ciężko się robi nocą zdjęcia telefonem... aparaty zostały w autokarze, żeby przypadkiem nikt śpiących nas w nocy nie okradł ;) 



Belgrad jest miastem nocnych klubów, gdzie codziennie odbywają się liczne koncerty i nocne imprezy. Lecz po godzinie 22 alkohol można kupić jedynie w barach i klubach, bo w zwykłych sklepach po tej godzinie jest on niedostępny.













Po nocnym zwiedzaniu wróciliśmy pod autokar, rozłożyliśmy karimaty i śpiwory, lecz zaczęło kropić... Szukając zadaszonego miejsca, spotkaliśmy naszych, więc dołączyliśmy do nich i śpiewając, poszliśmy rozłożyć się pod drzewem, które rosło przy samej twierdzy. Do godziny 1 w nocy śpiewaliśmy przeróżne piosenki ;)

1 komentarz:

  1. Ja zwykle staram się jeść coś lokalnego, chociaż dobrze mieć świadomość, że w razie co jest McDonald's ;) Poza tym ta sieć przydaje się, gdy nie można znaleźć toalety publicznej ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)