Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2015 - dzień dwunasty

12 sierpnia 2015 - Grecja - Wyspa Milos

Bolek obudził nas koło godziny 5 rano... Ciężko nam było wstać, ale o 6:30 mieliśmy wejść na prom, a do portu był kawałek drogi, więc zwinęliśmy śpiwory i karimaty, a następnie ruszyliśmy w drogę! Będąc już przy autokarze spakowaliśmy wszystkie najważniejsze rzeczy, które chcieliśmy mieć przy sobie w trakcie tego 8-godzinnego rejsu, a o 6:10 weszliśmy na prom i zajęliśmy miejsce przy kontaktach ;)

Zante Ferries to jeden z przewoźników promowych w Grecji, zapewniający liczne połączenia między głównym lądem Grecji z portu Pireus a wyspami w archipelagu Cyklady: Folegandros, Ios, Kimolos, Santorini, Serifos czy Milos.



Przez pierwsze parę godzin podróży ładowaliśmy wszystkie telefony i aparaty... tak na zapas, bo przecież nie zawsze mamy dostęp do prądu ;) Oglądaliśmy również grecką telenowelę, którą tłumaczyliśmy na polski w naszej wolnej interpretacji, co było dość zabawne ;) Żałowaliśmy tylko, że poprzedniego dnia nie zrobiliśmy sobie zakupów na podróż i zmuszeni byliśmy do zakupu drogich, małych tostów w restauracji na promie... Do godziny 10 oglądaliśmy telewizję, a następnie, gdy już wszystkie baterie były załadowane, wyszliśmy na dziób. Widoki były ekstra! Zajęliśmy sobie krzesełka na samym przodzie, podziwialiśmy greckie Cyklady na Morzu Egejskim i opalaliśmy się przez ładnych parę godzin, delektując się tą niezwykłą chwilą ;)







Wyspa Milos nie była jedynym przystankiem naszego promu, choć z pewnością była ostatnim. Co jakiś czas wpływaliśmy do portu, by wysadzić i zabrać ludzi, a na naszym promie powoli robiło się pusto... 













O godzinie 13 schowaliśmy się przed słońcem, które dość mocno nas chwyciło. Ponownie podłączyliśmy telefony do ładowania i kupiliśmy w barku niedobrą, drogą bułkę z serem... Powoli zaczynaliśmy wypatrywać Milos ;) 



Milos – wyspa w archipelagu Cyklady na Morzu Egejskim. Jej powierzchnia to zaledwie 160m2. W starożytności zamieszkiwana przez Dorów. Głównym portem Milos jest Adamas. W środku wyspy powstała na skutek wybuchu wulkanu zatoka Ormos Milou.





Na górze miasteczko Tripiti, a na dole Klima :)



I jest! Adamas, miasto portowe na wyspie Milos, czyli nasz cel podróży! Być może każdy z nas wyobrażał sobie je inaczej, lecz i tak byliśmy przeszczęśliwi z samego faktu, że jesteśmy na miejscu. Ten ośmiogodzinny rejs po prostu nas wykończył.




Równo o godzinie 15 opuściliśmy prom, zatrzymaliśmy DUET parę metrów od portu i pobiegliśmy na plażę. Woda była po prostu rewelacyjna! Właśnie tego było nam trzeba ;) 



Po kąpieli w morzu okazało się, że nigdzie nie ma publicznych pryszniców. No cóż... musieliśmy to jakoś przeżyć, choć nie lubimy być cali w soli. Lecz gdybyśmy wiedzieli o tym wcześniej, to i tak wskoczylibyśmy do morza ;)




Po kąpieli ruszyliśmy na miasto szukać marketu i podziwiać przepiękne, typowo greckie widoki, których tak bardzo brakowało nam na kontynencie ;) Te białe domki, niebieskie drzwi i okiennice... coś pięknego! Właśnie tak wyobrażaliśmy sobie Grecję!






















Po spacerze cichymi uliczkami wyszliśmy na drogę główną, tam już możemy spotkać tłumy ludzi, hałas i mnóstwo sklepików. Weszliśmy do marketu, zrobiliśmy zakupy, a następnie poszliśmy na przepyszne lody. Idąc w stronę autokaru znaleźliśmy toaletę, w której się umyliśmy. W końcu bez soli!








Koło godziny 20 odjechaliśmy z Adamas w stronę plaży Achivadolimni, na której mieliśmy spędzić tę noc. Niestety tu również nie było pryszniców, choć plaża była naprawdę przyjemna. Jedynym minusem było dla nas to, że jest ona piaszczysta, bo zdecydowanie wolimy plaże kamieniste ;)








Gdy zrobiło się ciemno rozłożyliśmy swoje śpiwory i karimaty na plaży i podziwialiśmy przepiękne, gwieździste niebo... Akurat ta noc, była nocą spadających gwiazd. To było naprawdę niezwykłe przeżycie. Leżeliśmy we dwoje na plaży, przytuleni do siebie, na malutkiej wysepce znajdującej się gdzieś na Morzu Egejskim i wypatrywaliśmy spadające gwiazdy... Chyba nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszej nocy i lepszej lokalizacji do wpatrywania się w niebo :) 

Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Wilczy Wąwóz 2015

Dzień 11 czerwca 2015 r. postanowiliśmy spędzić aktywnie. Już od dawna planowaliśmy jakiś nieduży wypad w góry, ale za każdym razem pogoda płatała nam figle i byliśmy zmuszeni zmieniać plany. Lecz tego dnia się nie poddaliśmy, spakowaliśmy Mordka do bagażnika, Marty rodziców wcisnęliśmy na tylne siedzenie naszej Corsy i ruszyliśmy do Czech! Jak zwykle z opóźnieniem, ale to pomińmy ;)

Droga do Czech jakoś nam się dłużyła, ze względu na Mordka zrobiliśmy parę przystanków.

Standardowo na granicy wymieniliśmy trochę złotówek na korony. Dowiedzieliśmy się też, że jest remont drogi i lepiej jeśli pojedziemy inną tras, tak też zrobiliśmy, bo obydwie trasy nie były nam obce ;) jak miło było znów znaleźć się w tym miejscu! Wjechaliśmy na parking (50 koron) i pierwsze co zrobił nasz Mordek, to władowanie się do rzeki ;)

Po kupieniu biletów do Skalnego Miasta, dowiedzieliśmy się, że odcinek drogi prowadzący do okrężnego szlaku w Teplicach jest zamknięty, są za to alternatywne trasy przez Wilczy…