Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2015 - dzień ósmy

8 sierpnia 2015 - Grecja

To była naprawdę ciężka noc jazdy... Na dodatek w końcu przekroczyliśmy granicę i znaleźliśmy się w naszej wymarzonej Grecji! Już nie mogliśmy się doczekać tego, co na nas tu czeka, co nas spotka... Zmieniała się również strefa czasowa (+1h), był to pierwszy raz gdy znaleźliśmy się właśnie w tej strefie, bo do tej pory będąc w Anglii, czy Portugalii jedynie odejmowaliśmy sobie godzinę ;) O godzinie 7:50 wjechaliśmy na kemping Vrachos, znajdujący się zaraz przy przepięknych, górskich Monastyrach. Kemping był całkiem fajny, schludne łazienki, basen, wspaniała lokalizacja... i gdyby nie to, że Bolek wykupił nam miejsca "pod daszkiem", żeby zaoszczędzić, to wszystko byłoby idealnie ;) Nie mogliśmy nigdzie rozłożyć namiotów, bo nie zostało nam przydzielone na nie miejsce... No cóż, przynajmniej były prysznice!




Pierwsze co zrobiliśmy na kempingu, to wskoczenie pod ciepły prysznic! Przypomniało nam się dlaczego tak bardzo uwielbiamy ten moment na Bolku ;) Następnie zrobiliśmy pranie i zjedliśmy gołąbki ze słoika ;) Po obiedzie ruszyliśmy na autobus dojeżdżający na szczyt meteorów, przyznamy się, że nie uśmiechało nam się wchodzenie w ten upał pod górę, a na dodatek biorąc pod uwagę jeszcze jeden kobiecy aspekt, postanowiliśmy dać 3,30 euro i wjechać na samą górę ;) Autobus firmy KTEA spóźnił się dobre 20 minut...




Z opóźnieniem, ale przyjechał! Bilety kupiliśmy już w autokarze. Jadąc pod górę oglądaliśmy niezwykłe widoki i już wiedzieliśmy, że będzie to jedno z piękniejszych miejsc w jakich byliśmy! 


Monastyry Meteory są jedną z największych atrakcji turystycznych Grecji. Ten słynny masyw skał z piaskowca z kompleksem klasztorów na ich szczytach znajduje się w środkowej Grecji na północno-zachodnim krańcu równiny tesalijskiej w okolicy miasta Kalambaka. Skały osiągają wysokość do 613 m n.p.m. Na szczytach skał umiejscowiony jest zespół prawosławnych klasztorów (monastyrów). Początkowo wszelkie materiały potrzebne do budowy i życia mnichów wciągane były na linach, również odwiedzający mogli dostać się do monastyrów jedynie w ten sposób. Obecnie część z monastyrów udostępniona jest dla zwiedzających i dla ich wygody zostały wybudowane schody i pomosty. W roku 1988 klasztory Meteory zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Pierwsze wspólnoty religijne pojawiły się w Meteorach pod koniec X wieku, mieszkając w jaskiniach i pustelniach. Prawdopodobnie pierwszym mnichem, który przybył tutaj założyć samotnię był Warnawas. Św. Atanazy, założyciel Wielkiego Meteora (Megalo Meteoro), najstarszego monastyru, założył pierwszy klasztor w 1336 roku. Przybył on z góry Athos. Szczyt ma 613 m n.p.m. wysokości, natomiast wznosi się nad Kalambaką na wysokość 413 metrów. Mnich Atanazy nazwał skałę "Meteor" ("w powietrzu""), od tego czasu cały kompleks skał nazywany jest Meteorami. Okres świetności klasztory przeżywały za panowania osmańskiego sułtana Sulejmana Wspaniałego (1520-1566). Monastyry gromadziły ogromne skarby, czerpiąc zyski z posiadłości ziemskich w Tesalii, Wołoszczyźnie i Mołdawii. Od XVIII wieku klasztory zaczęły podupadać (głównie na skutek kłótni opatów i erozji nieumiejętnie budowanych i konserwowanych budynków). W sumie wybudowano 24 klasztory (każdy na innej skale).
Współcześnie tylko sześć klasztorów jest zamieszkanych i toczy się w nich normalne życie monastyczne. Są to cztery klasztory męskie i dwa żeńskie: Agios Nikolaos (Świętego Mikołaja), Agios Stefanos (Świętego Stefana), Agias Triados (Świętej Trójcy), Megalo Meteoro (Wielki Meteor, Przemienienia Pańskiego), Roussanou (Rusanu, Świętej Barbary) i Varlaam (Wszystkich Świętych).



Zwiedzanie Monastyru kosztuje 3 euro, z czego jest to cena za jeden Monastyr, a za każdy kolejny trzeba zapłacić ponownie. Postanowiliśmy zwiedzić największy i najstarszy z nich - Wielki Meteor. 


Wielki Meteor




Widoki tych wszystkich form skalnych oraz Monastyrów po prost nas zachwyciły... nie mogliśmy przestać robić zdjęć, bo chcieliśmy uwiecznić każdy widok. Chyba nigdy nie byliśmy w tak niezwykłym miejscu... coś wspaniałego! Zachwycając się wszystkim dookoła ruszyliśmy w stronę schodów, prowadzących do Wielkiego Meteoru.

Schody do Monastyru.

Alternatywna droga do Monastyru... wybraliśmy jednak schody ;)










Męski monastyr Wielki Meteor, a właściwie klasztor Przemienienia Pańskiego (Metamorfosis), stoi na najwyższej i najbardziej wysuniętej skale Meteorów, szczycie Szerokiej Skały (Plathilithos; 613 m n.p.m.), która od podnóża do szczytu liczy 250 m. Do klasztoru prowadzi 115 wykutych w skale schodów. Sam klasztor został założony około 1340 przez św. Atanazego. Jego uczniem, następcą i współzałożycielem monastyru był św. Joazaf – wcześniej król Jan Uresis-Paleologos. Na przełomie XX i XXI stulecia wszystkie zabudowania monastyru poddano gruntownej renowacji: zmodernizowano cele mnichów i zaplecze, zrekonstruowano dawne hospicjum i urządzono w nim muzeum sakralno-historyczne, oczyszczono freski w katolikonie. 

Żeby wejść do Monastyru kobiety muszą mieć zakryte ramiona i nogi. Wypożyczyliśmy więc spódnice i ruszyliśmy na podbój klasztoru! ;)






Do najważniejszych zabytków Wielkiego Meteora, które zostały udostępnione do zwiedzania, zaliczają się: wieża z balkonem, ossuarium, cerkiew Przemienienia Pańskiego i refektarz. Oprócz powyższych obiektów na terenie monastyru znajdują się jeszcze, nie udostępnione do zwiedzania: szpital-dom starców z 1572 oraz kaplice pod wezwaniem – Matki Bożej (Bogurodzicy Meteorskiej Skały – XIV w.), św. Jana Chrzciciela (XVII w.), Świętych Konstantyna i Heleny (z 1789), św. Nektariusza.







Wyszliśmy na balkon, a tu kolejne wspaniałe, zapierające dech w piersiach widoki! 






W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o udostępnione do zwiedzania muzea i kaplicę czaszek. 


Daliśmy po 3 euro za zwiedzanie Wielkiego Monastyru, ale nie uważamy, żeby były to pieniądze zmarnowane. Będąc w Meteorach na pewno warto było to zobaczyć! Wciąż nie mogliśmy się nadziwić, jak to wszystko zostało zbudowane, w tak ciężkich warunkach...



Mając jeszcze sporo czasu do odjazdu naszego autokaru powrotnego postanowiliśmy zejść jeszcze niżej i zobaczyć z bliska kolejny Monastyr oraz wdrapać się na niedużą skałę ;)



Klasztor Warłama


Klasztor Warłama - Monastyr stoi na drugiej co do wysokości skale Meteorów, prowadzą do niego schody o około stu stopniach. Został założony w 1350 przez pustelnika Warłama (stąd nazwa), który wspiął się na wierzchołek i wybudował trzy kościółki, cele i cysternę na wodę. Po jego śmierci miejsce opustoszało na 200 lat. Odbudowy świątyni i klasztoru podjęli się zamożni bracia-zakonnicy Teofanis i Nektarios Apsarades z Janiny w 1517. Transport materiałów trwał podobno dwadzieścia dwa lata, a sama budowa – dwadzieścia dni. W tym czasie stanął katolikon pod wezwaniem Wszystkich Świętych, kościółek Trzech Hierarchów i wieża. W końcu XVI i na początku XVII w. na terenie klasztoru działały renomowane pracownie kopiowania manuskryptów oraz haftu sakralnego. W początkach XIX w. zbudowano schody i drewniane mostki, które zastąpiły system drabin nad przepaściami. Po długich latach opuszczenia i zaniedbania monastyr rozpoczął nową egzystencję w 1961, kiedy powtórnie zaludnili go mnisi, wśród których znajdowali się m.in. późniejsi hierarchowie Greckiego Kościoła Prawosławnego: metropolita Pireusu Kalinikos, metropolita Katerini Agathonikos oraz arcybiskup Aten i Grecji Christodulos. W 2008 w monastyrze mieszkało siedmiu mnichów. Podczas gruntownego remontu na przełomie XX i XXI w. rozbudowano i unowocześniono zaplecze mieszkalne oraz pracownie, a także odnowiono zabytkowe budynki.

Klasztor Warłama



Klasztor Warłama






Tych widoków chyba nigdy nie zapomnimy... Dla takich chwil naprawdę warto podróżować!










Kończył nam się czas, więc wróciliśmy pod Wielki Monastyr i czekaliśmy na autokar, który znowu się spóźniał, a był to jego ostatni kurs tego dnia... Następnie przyjechała taksówka i powiedziała, że "autobus kaput", więc on zabierze nas za darmo na dół. Ok... była kolejka, więc czekaliśmy na kolejną taksówkę, a gdy przyjechała, dowiedzieliśmy się, że musimy zapłacić 10 euro. Wkurzyliśmy się trochę, więc taksówkarz nasłuchał się od nas, miał chyba dość, więc dał za wygraną, ale zabrał przed nami kolejną czwórkę, a nam kazał czekać, aż wróci. Zrezygnowani czekaliśmy, choć szczerze mówiąc myśleliśmy, że raczej po nas nie wróci... Gdy minęło 15 minut, zaczęliśmy schodzić w dół... i jednak przyjechał! Od razu pokazaliśmy mu bilety powrotne na autobus i powiedzieliśmy, że nie mamy pieniędzy, żeby nas przypadkiem nie oszukał, a on kazał nam wsiadać. Wysadził nas na samym kempingu ;) Tego jeszcze nie było, żebyśmy przejechali się na Bolku taksówką i to za 1,65 euro od osoby ;) Trzeba uważać na firmę KTEA, bo mamy podejrzenia, że mogą czasami robić tak specjalnie, tym bardziej, że jeden ze sklepikarzy, był bardzo dobrze zorientowany w tej sytuacji. Gdyby nie to, że się wykłóciliśmy, pewnie kazano by nam zapłacić te 10 euro. 

Na kempingu okazało się, że musimy go opuścić jutro o 10, więc podładowaliśmy telefony i aparaty oraz zrobiliśmy jajecznicę.


To był naprawdę niezwykły dzień, Meteora okazała się jednym z najwspanialszych miejsc, w jakich byliśmy, więc humory mieliśmy cudowne ;) Koło godziny 23 położyliśmy się spać, jednak nie pod daszkiem, lecz po cichu wyszliśmy na beton i przed snem patrzyliśmy w gwieździste niebo. 

Komentarze

  1. Swietna relacja! Chetnie wybralabym sie w te rejony :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wasze zdjęcia przypomniały mi moją wycieczkę w te rejony. Przecudowne miejsce, które absolutnie trzeba zobaczyć ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Chorwacja 2013 - dzień trzeci

1 maja 2013
Po śniadaniu zjedzonym na naszym wspaniałym tarasie zeszliśmy na plażę, chwilę posiedzieć i popodziwiać widoki :) Wciąż byliśmy oczarowani tym miejscem.

Następnie wybraliśmy się w drogę do Bośni i Hercegowiny do miejscowości Mostar. W międzyczasie zatrzymaliśmy się przy małym straganiku i kupiliśmy miód lawendowy i pomarańcze.  Na granicy chcieliśmy się jeszcze upewnić, czy mamy wszystkie potrzebne nam rzeczy: "- Paszporty mamy? - Mamy. - Zieloną kartę mamy? - Mamy. - Dowód rejestracyjny auta mamy? - ... Ups... Został w Podacy!" Nie mogliśmy jednak zawrócić na granicy, było już za późno. Trochę się stresowaliśmy, ale sprawdzili tylko, nasze paszporty i zieloną kartę :) Całą drogę jechaliśmy bardzo przepisowo. 
Mostar jest jednym z najpiękniej zlokalizowanych miast Bośni i Hercegowiny, położonym u podnóża gór i wzdłuż nurtu rzeki Neretwy. Od marca 1992 roku Mostar znajdował się w granicach niepodległej Bośni i Hercegowiny, ale przez półtora roku toczyły się tu wal…

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…