Przejdź do głównej zawartości

Bolek 2015 - dzień dwudziesty

20 sierpnia 2015 - Bułgaria/Rumunia

W autokarze spało się nam naprawdę świetnie, a gdy nad ranem okazało się, że na dworze jest ulewa i zmoknięci bolkowicze wchodzili do środka, byliśmy przeszczęśliwi, że jednak nie opuściliśmy ciepłego, przytulnego autokaru :) Do godziny 8 spaliśmy sobie smacznie w naszych śpiworach, a po godzinie 9 ruszyliśmy w drogę. Przed wjazdem do miasta, zatrzymaliśmy się przy McDonaldzie na śniadanie, za co byliśmy Bolkowi wdzięczni ;) Cały czas padał deszcz, lecz gdy byliśmy już na miejscu, pogoda trochę się uspokoiła. Mieliśmy tylko godzinę na zwiedzanie dawnej stolicy Bułgarii, więc szybko ruszyliśmy w drogę. 

Wielkie Tyrnowo to miasto w Bułgarii, położone pośród malowniczych wzgórz nad rzeką Jantrą u podnóża północnych stoków Starej Płaniny. Jest to jedno z najstarszych miast kraju i zarazem jeden z ważniejszych symboli bułgarskiej niepodległości i państwowości. Jego nazwa pochodzi od słowiańskiego wyrazu, oznaczającego cierń (podobnie jak polski Tarnów). Przydomek wielkie zaś, nadany został dopiero w 1965, aby podkreślić wspaniałą wielowiekową historię miasta.








W mieście zachowało się wiele niezwykle ciekawych i cennych zabytkowych budowli. Najważniejszym z nich są usytuowane na wzgórzu Carewec i otoczone murami rozległe ruiny średniowiecznego zamku i cerkwi. To właśnie tutaj niegdyś mieszkali mieszkali Carowie Bułgarii. Szkoda, że mieliśmy tak mało czasu i nie mogliśmy przespacerować się po wzgórzu. Lecz i tak widoki zrobiły na nas niesamowite wrażenie, do tej pory myślimy o tym mieście bardzo pozytywnie, więc warto było tam pojechać choćby na godzinę :)














Wracając do autokaru zahaczyliśmy jeszcze o Katedrę Rozhdestvo Bogorodichno, która już wcześniej rzuciła nam się w oczy. Znajduje się na niedużym wzgórzu, więc musieliśmy trochę zboczyć z drogi.




Gdybyśmy mieli więcej czasu z chęcią zwiedzilibyśmy Wielkie Tyrnowo dokładniej. Miasto bardzo przypadło nam do gustu, a na dodatek dowiedzieliśmy się od Bolka, że jest ono dużo ładniejsze od aktualnej stolicy Bułgarii - Sofii. 

Gdy tylko wybiła godzina 14, wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy w stronę nieznanej nam Rumunii. Okazało się, że granicę będziemy przekraczać na Dunaju, a co za tym idzie musimy przejechać przez Most Przyjaźni – drogowo-kolejowy most przez Dunaj na granicy rumuńsko-bułgarskiej. Most został oddany do użytku 20 czerwca 1954 po dwuipółletniej budowie, prowadzonej przez Bułgarię i Rumunię przy pomocy ZSRR. Miał stanowić przykład przełamania wrogości między bratnimi państwami demokracji ludowej. W chwili oddania do ruchu był to najdłuższy most drogowo-kolejowy w Europie. Jest to obecnie jedyny most drogowy na dunajskim odcinku granicy rumuńsko-bułgarskiej i jeden z niewielu w dolnym odcinku Dunaju. Kolejne znajdują się dopiero w Feteşti-Cernavodă (na rumuńskiej autostradzie A2) i w Żelaznej Bramie (właściwie jest to przejazd szczytem zapory wodnej).



Most był aktualnie w remoncie, a gdy zobaczyliśmy jego stan, ten fakt nas nie dziwił. Most wyglądał tragicznie, więc serca biły nam szybciej i nie mogliśmy doczekać się momentu, w którym opuścimy most ;) Niestety nie udało nam się zrobić zdjęcia, które idealnie oddałoby jego faktyczny stan i wygląd. 




To była ciężka droga... przez remont mostu złapaliśmy opóźnienie, padał deszcz i dopiero koło godziny 18 dojechaliśmy do Bukaresztu. Nie przepadamy za nocnym zwiedzaniem, lecz nie darowalibyśmy sobie tego, że jesteśmy w Rumuńskiej stolicy i nawet jej nie zobaczymy. Pomimo zmęczenia, złej pogody i dość późnej jak na zwiedzanie pory, ubraliśmy się ciepło i ruszyliśmy w drogę. 

Bukareszt – stolica i centrum przemysłowo-usługowe Rumunii. Leży w południowo-wschodniej części kraju, nad rzeką Dymbowicą. Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą z roku 1459, status stolicy kraju Bukareszt uzyskał w 1862 r. Przez XIX i XX wiek przeszło wiele zmian i stało się centrum kulturalnym i medialnym Rumunii. Eklektyczna architektura, która stanowi mieszankę zabudowy historycznej, socrealistycznej i nowoczesnej, odzwierciedla historię miasta. W okresie międzywojennym Bukareszt uzyskał przydomek Małego Paryża (Micul Paris). Duża część śródmieścia została zniszczona podczas działań wojennych, trzęsień ziemi i wprowadzania w życie programu systematyzującego Nicolae Ceaușescu. Obecnie miasto przeżywa rozwój ekonomiczny i gospodarczy.

Mieliśmy tego farta, że DUET zaparkowany był zaraz naprzeciwko Domu Ludu "Casa Poporului" - obecnie jest to gmach parlamentu, zbudowany za czasów Ceausescu. To największy po waszyngtońskim Pentagonie pod względem powierzchni gmach. Pałac nawiązuje do budynków neoklasycystycznych o eklektycznym charakterze. Łączna powierzchnia zabudowy wynosi 830 tysięcy m². Budynek podzielony jest na 3 części, każda z nich różni się przeznaczeniem. Pałac posiada około 1100 pomieszczeń, w 440 z nich mieszczą się biura, ponadto znajduje się tu 30 wielofunkcyjnych sal (największa z nich ma 16 metrów wysokości i kubaturę 2200 m³), 4 restauracje, 3 biblioteki, dwa parkingi podziemne, jedna sala koncertowa. Pałac posiada 12 nadziemnych kondygnacji, pod ziemią znajduje się osiem poziomów, z których cztery wciąż nie są wdrożone do eksploatacji. Budowla wykonana jest w całości z materiałów pochodzących z Rumunii. Podczas budowy zużyto milion metrów sześciennych marmuru pochodzącego z Transylwanii, trzy i pół tysiąca ton kryształu do skonstruowania 480 żyrandoli (największy z nich waży 2,5 tony), na sufitach zamontowano 1409 mniejszych punktów świetlnych, wykorzystano 700 tysięcy ton stali i brązu do wykonania monumentalnych drzwi i okien, do pokrycia drewnianych posadzek i parkietów zużyto 900 tysięcy m³ drewna. Ponadto wnętrze upiększono kosztownymi dywanami zajmującymi powierzchnię 200 tysięcy m².




Główny element za nami, więc ruszamy na miasto! Powoli zaczynało robić się szarawo... No cóż, "sekcja zwiedzająca", jak to nas przyjaciel Bolka nazywał, musiała być zawsze w drodze ;)



Dość dziwnym dla nas ewenementem w Bukareszcie jest sztucznie utworzona rzeka w centrum, która miała podnieść prestiż miasta. Wyglądało to naprawdę ciekawie, choć wolimy jednak naturalne rzeki ;)



Szybkim marszem dotarliśmy pod Curtea Veche (rum. Stary Dwór) – dawna siedziba książąt Wołoszczyzny, położona w dzielnicy Lipscani, w trzecim sektorze Bukaresztu, stolicy Rumunii. Pierwsza rezydencja w tym miejscu została zbudowana w czasach panowania Włada Palownika w XV wieku. Hospodar Radu Piękny przeniósł swą siedzibę, a tym samym stolicę Wołoszczyzny, z Târgoviște do Bukaresztu. W XVI wieku pałac został całkowicie przebudowany przez Mirczę Pastucha i stał się centrum miasta, otoczonym przez domy kupców, rzemieślników i budynki gildii. Aleksander Ipsilanti wybudował nowy dwór w 1775 roku na Dealul Spirii (wyburzony w czasach Nicolae Ceaușescu, na jego miejscu znajduje się jedno ze skrzydeł Pałacu Parlamentu), wtedy też Curtea Veche otrzymał swoją współczesną nazwę i popadł w ruinę. Obecnie znajduje się tu muzeum.


Zaczynało robić się coraz ciemniej, lecz dzięki temu mieliśmy okazję podziwiać Bukareszt nocą oraz jego wspaniale oświetloną, niezwykle zróżnicowaną architekturę. 




NOVOTEL
W centrum rzuciła nam się w oczy prawosławna Cerkiew Kretzulescu wzniesiona w latach 1720-1722. Wewnątrz znajdują się freski wykonane w latach 1850-1859. Została poważnie uszkodzona podczas trzęsienia ziemi w roku 1940, wyremontowana trzy lata później. Po trzęsieniu ziemi w 1977 ponownie przeszła poważny remont, a kolejny już po rewolucji rumuńskiej 1989 roku.






Idąc dalej dotarliśmy do Centralnej Biblioteki Uniwersytetu w Bukareszcie. Był to jeden z ładniejszych dla nas obiektów, przy którym zatrzymaliśmy się na dłużej. 




Lecz nie ma na co czekać, trzeba iść dalej! A czas też nas gonił, bo DUET miał być zamykany o 22, a nie uśmiechało nam się spanie na dworze ;)



Na poniższym zdjęciu widać jeden z ciekawszych placów, czyli Piata Revolutiei – Plac Rewolucji - To właśnie w tym miejscu Bukaresztu 2 grudnia 1989 r. z balkonu kwatery partii, prezydent kraju Nicolae Ceausescu i jego żona obserwowali wzburzony tłum skandujący początek upadku komunistycznej władzy Rumunii.




W drodze powrotnej do autokaru przeszliśmy obok Kościoła Włoskiego – kościół rzymskokatolicki położony na Bulwarze Nicolae Bălcescu 28, najbardziej ruchliwej ulicy miasta. Jest to neogotycki budynek z czerwonej cegły zbudowany w 1930 roku. Należy do rządu włoskiego i jest otoczony przez szare betonowe bloki mieszkalne.


Dalej nasz wzrok przykuł wyglądający jak pałac Szpital Coltea – najstarszy szpital w Rumunii, powstały w budynku po dawnym klasztorze w 1704 roku. W życiu nie powiedzielibyśmy, że to jest szpital ;)



I jest! Dosłownie chwilę przed godziną 22 dotarliśmy pod budynek parlamentu!



Okazało się, że sporo bolkowiczów poszło do hostelu, więc w autokarze zrobiło się więcej miejsca do spania. Okazało się również, że DUET nie zostanie zamknięty na noc, żebyśmy w razie czego mogli wyjść za potrzebą i nie musieli przy tym budzić Pana Tadzia ;) 


Ja rozłożyłam się na naszych dwóch siedzeniach, a Michał rozwinął swoją karimatę na podłodze, dzięki czemu obydwoje mogliśmy się w miarę rozprostować ;) To nie była łatwa i przyjemna noc, bo raz można się w autokarze przespać, ale gdy śpi się w nim parę nocy z rzędu, to człowiek naprawdę może być połamany ;) No cóż, nie możemy narzekać, bo przynajmniej było nam ciepło i sucho, nie tak jak na dworze. Ustawiliśmy budziki na 6:30, w końcu przed odjazdem chcieliśmy jeszcze trochę zwiedzić miasto i szybko poszliśmy spać. To był naprawdę męczący dzień :)

Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…

Kolorowe Jeziorka

Szukając ciekawych miejsc na terenie Dolnego Śląska natrafiliśmy na Kolorowe Jeziorka znajdujące się zaledwie 90 km od Wrocławia. Korzystając z tego, że moi rodzice przyjechali na urlop do Polski wsiedliśmy w czwórkę w auto, Rudiego zapakowaliśmy do bagażnika i 23 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na jednodniowy wypad w góry ;) Droga minęła nam naprawdę szybko, choć im bliżej jeziorek tym bardziej jest ona kręta i wąska. W końcu dotarliśmy na parking (płatny 10 zł), zjedliśmy coś i ruszyliśmy na szlak!
Kolorowe Jeziorka położone w Rudawskim Parku Krajobrazowym, na terenie wsi Wieściszowice (gmina Marciszów, powiat kamiennogórski) od lat przyciągają turystów nie tylko z kraju, ale także z Europy. Cztery jeziorka: żółte, purpurowe, błękitne i czarne leżą na zboczu Wielkiej Kopy. Zabarwienie wody w akwenach związane jest ze składem chemicznym ścian i dna wyrobisk. Na początku XVIII w. ówcześni mieszkańcy Rohnau (obecnie Wieściszowice) zaczęli wydobywać łupki pirytonośne, w które obfituje tutej…