Bolek 2015 - dzień siedemnasty

17 sierpnia 2015 - Grecja

Obudziliśmy się koło godziny 7 rano, a intensywny zapach tej dziwnej rośliny od razu nas orzeźwił... Zjedliśmy śniadanie, przepakowaliśmy torby, bo na górze autokaru mieliśmy już zdecydowanie za dużo rzeczy i to niekoniecznie tych czystych ;) i o godzinie 10 byliśmy już w Adamas. Od razu poszliśmy do sklepu, tym razem nie zamierzaliśmy wydać ani centa na drogie jedzenie na promie. Kupiliśmy wodę, sok, pepsi i ciasteczka, a w piekarni dość spore pizzerki, tym razem 9-godzinna podróż nie była nam straszna ;) Wracając ostatni raz wstąpiliśmy na przepyszne lody do znanej nam już lodziarni. Pod autokarem czekało nas kolejne przepakowanie, bo przez 9 godzin mieliśmy być odcięci od naszego DUETu. Spakowaliśmy więc do torby wszystkie potrzebne nam rzeczy, w tym jedzenie, picie i ładowarki do telefonów i aparatów. Następnie udaliśmy się do darmowej toalety w porcie, gdzie zrobiliśmy sobie pseudo prysznic ;) Trochę szkoda było nam żegnać malutką Milos, choć wiedzieliśmy, że jeśli zostalibyśmy tu choćby jeden dzień dłużej, to moglibyśmy zginąć z nudów ;) 



Czekając na prom potwornie się nudziliśmy... Do tego stopnia, że pozwoliliśmy sobie rozładować telefony robiąc setki idiotycznych, bezsensownych selfie, a parę z nich pozwolę sobie tu dodać... a co! W końcu to mój pamiętnik ;) a chwile spędzone z tymi ludźmi (nawet tak zmarnowane) chcę pamiętać zawsze ;) 




I jest! W końcu wybiła wymarzona godzina 15, a my mogliśmy "spokojne" wbiec na prom, by zająć dobre miejsca przy kontaktach, z widokiem na morze ;) Od razu podłączylismy złodziejkę i zaczęliśmy ładować wszystkie wyczerpane baterie. Graliśmy w karty, oglądaliśmy National Geographic po grecku, a w każdym porcie, do którego wpływaliśmy, próbowaliśmy złapać Wi-Fi, bo niestety na promie było płatne. Z nudów ponownie chwyciliśmy za telefony i natrzaskaliśmy parę selfie ;)















O godzinie 22:30 wpłynęliśmy do portu w Pireusie i opuściliśmy prom. Bolek dał nam czas do godziny 1:30, więc poszliśmy do Street Souvlaki, na najlepsze souvlaki jakie w życiu jedliśmy! 




Najedzeni wróciliśmy pod DUET, a o godzinie 1:30 ruszyliśmy w stronę masywu Olimpijskiego. To był nudny, choć niezwykle męczący dzień ;) 

1 komentarz:

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)