Przejdź do głównej zawartości

Szklarska Poręba i Wodospad Kamieńczyka 2015

Ostatnio ciągle brakuje nam czasu... jak nie praca to studia, a do tego obowiązki domowe... Marzyliśmy o jakimś krótkim wyjeździe tylko we dwoje, bo ciężko nam wytrzymać bez podróży ;) Gdy wreszcie trafił nam się wolny weekend, postanowiliśmy go wykorzystać i wybrać się w miejsce, o którym myśleliśmy już od jakiegoś czasu... I tak oto 29 listopada 2015 roku wiedliśmy w Zafirę i ruszyliśmy w drogę do Szklarskiej Poręby!


Gdy tylko wyjechaliśmy z Wrocławia zaczęliśmy wypatrywać śniegu... lecz nie zapowiadało się na to, że zobaczymy zimę w tym roku. Mieliśmy nawet wrażenie, że zaraz zacznie padać deszcz i nasza wyprawa nie będzie tak udana, jakbyśmy sobie tego życzyli. 




Gdy do celu naszej wyprawy zostało 6 km nagle zaczęliśmy wjeżdżać w coraz bardziej zaśnieżone tereny! Byliśmy niezwykle zdziwieni i bardzo zadowoleni ;) Uwielbiamy takie zimowe krajobrazy!



Znaleźliśmy jakiś bezpłatny parking w centrum miasta i zachwyceni ruszyliśmy w drogę! Śnieg cały czas sypał, a już było go co najmniej 10 cm! Zapowiadała się świetna wycieczka :)

Szklarska Poręba – miasto w województwie dolnośląskim, w powiecie jeleniogórskim. Położone w dolinie rzeki Kamiennej i jej dopływów (Kamieńczyka i Szklarki), na wys. 440–886 m n.p.m., od południa na stokach Karkonoszy z dominującą nad miastem Szrenicą (1362 m n.p.m.), od północy na stokach Gór Izerskich z Wysokim Kamieniem (1058 m n.p.m.) i Czarną Górą (965 m n.p.m.), zaś od wschodu wzniesienia Pogórza Karkonoskiego oddzielają miasto od Kotliny Jeleniogórskiej.





Byliśmy trochę głodni, więc weszliśmy na gyrosa do niedużej restauracji, a następnie ruszyliśmy w stronę szlaku prowadzącego na Szrenicę. Już wtedy wiedzieliśmy, że dziś nie uda nam się na nią wejść. Śnieg strasznie nas spowalniał, więc za cel wyznaczyliśmy sobie Wodospad Kamieńczyka :)







Takich widoków i takiej pogody brakuje nam zimą w naszym Wrocławiu. Nie mogliśmy przestać się zachwycać i cieszyliśmy się jak dzieci. Robiliśmy zdjęcia, rzucaliśmy się śnieżkami... Może dlatego mieliśmy tak kiepskie tempo wchodzenia pod górę? ;) Po wejściu na szlak na teren Karkonoskiego Parku Narodowego było już tylko piękniej! Zima naprawdę ma swój urok.






Po jakimś czasie minęliśmy Wodospad i zatrzymaliśmy się przy schronisku „Kamieńczyk”.Tu ostatecznie zdecydowaliśmy, że czas zawracać, bo niedługo miało zacząć się ściemniać. Z ciekawości zerknęliśmy szybko na podgląd web kamery ze szczytu i stwierdziliśmy, że i tak nie mamy czego żałować. Widoczność na szczycie była tragiczna, wszędzie była mgła i sypał mocny śnieg. Teraz mogliśmy śmiało zawrócić, planując, że wrócimy tu w nowym roku :)



Wodospad Kamieńczyka


Nie mogliśmy jednak odpuścić zobaczenia z bliska Wodospadu Kamieńczyka! Zapłaciliśmy więc po 3 zł za bilety, nałożyliśmy kaski ochronne i ruszyliśmy po schodach w dół, a nie należało to do łatwych czynności... było niezwykle ślisko!






Wodospad Kamieńczyka (846 m n.p.m.) – najwyższy wodospad w polskich Sudetach. Woda potoku Kamieńczyk spada trzema kaskadami z wysokości 27 m. Za środkową kaskadą znajduje się grota sztucznie wykuta przez Walończyków, którzy przed wiekami znajdowali tu ametysty i pegmatyty. Grota ta jest nazywana Złotą Jamą. Przed II wojną światową Wodospad Kamieńczyka posiadał status pomnika przyrody, obecnie jest to obszar ochrony ścisłej, wchodzący w skład Karkonoskiego Parku Narodowego. Poniżej wodospadu znajduje się kanion Kamieńczyka długości 100 m. Szerokość przy wodospadzie wynosi około 15 m, a niżej zmniejsza się nawet do 3 metrów. Ściany mają wysokość do 25 metrów. Warto było tu przyjść, zwłaszcza zimą!




Aż szkoda nam było wracać, zima potrafi być tak piękna! I nie zraziło mnie nawet to, że w drodze powrotnej dwukrotnie wylądowałam tyłkiem na ziemi z czego Michał miał niezły ubaw ;) Później byłam już mądrzejsza i uczepiłam się go, dzięki czemu łatwiej było mi utrzymać równowagę. W sumie to nie tylko mi ;)






Droga powrotna zawsze mija szybciej, więc w dość dobrym tempie dotarliśmy na parking. Baliśmy się co tam zastaniemy i już szykowaliśmy się do odśnieżania Zafiry, ale pozytywnie nas zaskoczyła, bo była jednym z nielicznych aut, po których śnieg spływał ;) Wrzuciliśmy wszystkie rzeczy do bagażnika, biegiem wpadliśmy do auta odpalając ogrzewanie, a odjeżdżając, obiecaliśmy sobie, że tu wrócimy... To był naprawdę udany wyjazd, choć na początku nic nie zapowiadało, że będzie aż tak fajnie :) Pogoda bardzo miło nas zaskoczyła i gdyby nie to, że przy wjeździe do Wrocławia trafiliśmy na spory korek, to wszystko byłoby idealnie :)

Komentarze

  1. Widoki wspaniałe , muszę się wybrać zimą , kiedyś częściej tam bywałem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że u mnie nie ma tyle śniegu! :) Takie białe krajobrazy wyglądają wprost cudownie, a przy okazji wycieczki wśród płatków śniegu odkryć można od nowa miejsca dawno już poznane. Choć muszę przyznać, że śnieg czasem potrafi dać w kość - podczas mojego majówkowego pobytu w Szklarskiej Porębie kilka lat temu zostałem przez pokaźny opad śniegu dość poważnie zaskoczony i skończyło się to tak, iż nie mogąc ruszyć się z oddalonego znacznie od samego miasta hotelu przez cały dzień oglądałem powtórki obchodów 3 maja. :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Zamek w Mosznej

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie! Cena sesji na zamkowych błoniach to 100 zł. Udostępnili nam również toaletę, w której mogliśmy się przebrać i przygotować do zdjęć. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy z naszym genialnym fotografem (Michał Słomiński) w plener! 
Historia zamku
Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej…

Chorwacja 2013 - dzień trzeci

1 maja 2013
Po śniadaniu zjedzonym na naszym wspaniałym tarasie zeszliśmy na plażę, chwilę posiedzieć i popodziwiać widoki :) Wciąż byliśmy oczarowani tym miejscem.

Następnie wybraliśmy się w drogę do Bośni i Hercegowiny do miejscowości Mostar. W międzyczasie zatrzymaliśmy się przy małym straganiku i kupiliśmy miód lawendowy i pomarańcze.  Na granicy chcieliśmy się jeszcze upewnić, czy mamy wszystkie potrzebne nam rzeczy: "- Paszporty mamy? - Mamy. - Zieloną kartę mamy? - Mamy. - Dowód rejestracyjny auta mamy? - ... Ups... Został w Podacy!" Nie mogliśmy jednak zawrócić na granicy, było już za późno. Trochę się stresowaliśmy, ale sprawdzili tylko, nasze paszporty i zieloną kartę :) Całą drogę jechaliśmy bardzo przepisowo. 
Mostar jest jednym z najpiękniej zlokalizowanych miast Bośni i Hercegowiny, położonym u podnóża gór i wzdłuż nurtu rzeki Neretwy. Od marca 1992 roku Mostar znajdował się w granicach niepodległej Bośni i Hercegowiny, ale przez półtora roku toczyły się tu wal…