Przejdź do głównej zawartości

Góra Ślęża

Wspólny wyjazd na Ślężę (czy jak to się popularnie mówi - na Sobótkę) planowaliśmy już od dawna. Ciągle brakowało nam czasu... praca, studia, planowanie ślubu i choroba naszego Mordka, to wszystko wypełniało nam dni na maksa. Bardzo chcieliśmy wybrać się tam jeszcze z Mordkiem, który uwielbiał góry, lecz już nie było nam to dane... Przez jedną złą diagnozę nasz kochany pies po 13 latach udanego, psiego życia przegrał walkę, a my musieliśmy podjąć strasznie trudną dla nas decyzję. Ciężko było nam się z tym pogodzić... dom był tak strasznie pusty... spontanicznie pojechaliśmy do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt we Wrocławiu, chcąc dać szansę jakiemuś psiakowi i tak w naszym domu znalazł się Rudi :) Nigdy nie zastąpi nam Mordusia, to dwa zupełnie inne psy, dwa zupełnie różne charaktery, dlatego staramy się ich nie porównywać, co nie jest łatwe. Rudi zyskał kochający dom, a my nowego kompana w podróży :) Nasz nowy przyjaciel to bardzo energiczny psiak, dlatego chcąc zapewnić mu wystarczająco dużo aktywności w Poniedziałek Wielkanocy wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy na wycieczkę! Każde z nas szczyt Ślęży już zdobyło, w końcu chyba każdy wrocławianin był tam przynajmniej raz w życiu, lecz razem nas tam jeszcze nie było ;) 

Droga minęła bardzo szybko, lecz nic w tym dziwnego, bo Sobótka jest oddalona od Wrocławia o zaledwie 35 km. Aż wstyd, że dopiero po 6 latach naszego wspólnego podróżowania zdecydowaliśmy się wspólnie zdobyć ten najwyższy szczyt Masywu Ślęży. Auto zaparkowaliśmy na parkingu przy dworcu PKP i ruszyliśmy w drogę. 



Ślęża (718 m n.p.m.), dawniej także nazywana Sobótką, niem. Zobtenberg - Góra Sobótka – jest najwyższym szczytem Masywu Ślęży. Piękna na tle pogodnego nieba, straszna w czasie burz była w dawnych wiekach miejscem pogańskiego kultu religijnego miejscowych plemion, uznawana za "siedzibę bogów" - Śląski Olimp. Początki kultu sięgają epoki brązu (700 r. p.n.e.), a upadek przypada na początki chrystianizacji tych obszarów w X i XI w. Rozkwit sanktuarium związany był z osadnictwem celtyckich Bojów. Pod koniec IV w. p.n.e. grupy Bojów założyły sanktuarium na górze Ślęży. Ośrodek kultu na Ślęży poświęcony był przede wszystkim bóstwu słonecznemu - kult solarny. Pozostałością tamtych czasów jest wiele rzeźb kultowych i równie tajemniczych kamiennych wałów usypanych wokół szczytów Ślęży, Raduni i Wieżycy. Góra Ślęża jeszcze w XI w. słynęła z pogańskich praktyk religijnych. Jednym z nich było starosłowiańskie święto Kupały, święto radości i pojednania, którego centralnym punktem jest palenie ogniska zwanego Sobótką, związana jest z Górą Ślężą, obchodzone w okresie najdłuższego dnia, znane jeszcze dziś w Polsce pod nazwą "Sobótki". Dzisiaj Ślęża jest miejscem masowo odwiedzanym przez cały rok, stanowiąc doskonały punkt widokowy na Sudety (zwłaszcza Gór Sowich) i Nizinę Śląską z pobliskim Jeziorem Mietkowskim i nieco odleglejszym Wrocławiem.




LEGENDA SZLAKÓW
   Szlak pieszy prowadzący na szczyt Ślęży.
 Szlak pieszy wokół Ślęży.
 Szlak pieszy prowadzący przez Masyw Ślęży.
 Ścieżka przyrodnicza.
  Szlak archeologiczny.
  Szlak rowerowy górski.

  szlak żółty: Sobótka (PKP) - Ślęża. 
Szlak, który wybraliśmy, to najpopularniejsze wejście na szczyt, zapoznające z najważniejszymi zabytkami i przyrodą Masywu Ślęży. Urozmaicony przebieg, cały czas w lesie. Szlak prowadzi z przełęczy Pod Wieżycą, przez szczyt Wieżycy. Stąd trzymając się oznakowania turystycznego zgodnego z kolorem trasy, do Przełęczy Dębowej, na której szlak żółty łączy się ze szlakiem czerwonym. 





Rudiemu już od początku spodobała się wycieczka. Wszystko było nowe, ciekawe... bardzo chcieliśmy spuścić go ze smyczy, lecz dopiero co wzięliśmy go ze Schroniska, więc woleliśmy nie ryzykować. Raczej nie uśmiechało nam się ganianie go po lesie ;)





Po zaledwie półgodzinnym marszu pod górę, naszym oczom ukazał się pierwszy punkt naszej wycieczki - Wieżyca. Okazało się, że Michał jeszcze tu nie był, bo Ślężę zdobył idąc innym szlakiem, z drugiej strony góry. 


Wieżyca (415 m n.p.m.), po wojnie zwana Górą Kościuszki, porośnięta jest karłowatymi dębami tworząc tzw. "świetlistą dąbrowę". Tuż za szczytem na północ i wschód od wierzchołka zachowały się relikty kamiennego wału kultowego. Na szczycie stoi masywna wieża widokowa zbudowana w latach 1905 - 07, wyremontowana i udostępniona do zwiedzania przez Towarzystwo Ślężańskie. Wieża udostępniana jest w słoneczne weekendy w sezonie od wiosny do jesieni. Z wieży przy dobrej pogodzie obserwować można Równinę Śląską i Wrocław, a także Karkonosze ze Śnieżką. 



Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy drogą w dół. Ten odcinek jest dużo łagodniejszy i lżejszy niż podejście pod Wieżycę, choć i ono do ciężkich nie należy. To taki bardziej spacerek po lesie ;)






Choć po zdjęciach tego nie widać, to tego dnia na szlaku mijaliśmy naprawdę wielu ludzi, czy to z dziećmi, czy z psami. Każdy korzystał z pięknej, wiosennej pogody. To super, że oni wszyscy zamiast siedzieć w domach przed telewizorami, wybrali się na wycieczkę, by aktywnie spędzić ten świąteczny czas! 







Na szlaku można spotkać Starożytne Rzeźby Kulturowe, co niezwykle umila wędrówkę, lecz ta, która interesowała nas najbardziej, znajduje się na samym szczycie ;)





Z czasem żółty szlak spotkał się z czerwonym, a droga stawała się coraz bardziej stroma. Czuliśmy, że już niedaleko, lecz nie spodziewaliśmy się tego, co czekało na nas przed szczytem ;)


Jaka była nasza radość, gdy nagle zobaczyliśmy śnieg leżący po bokach szlaku! Wtedy nas to cieszyło, lecz pewnie nasza reakcja byłaby zupełnie inna, gdybyśmy wiedzieli, że tego białego puchu będzie więcej. 




Tak... to nie jest strumyk. To nasz szlak, którym spływa topniejący śnieg. I tu musimy się przyznać, że zgubiła nas nasza pewność siebie. No przecież doskonale znamy Ślężę, to łagodna górka, więc na luzie możemy tam wejść w zwykłych butach. No i to prawda... lecz zachwyceni wiosenną pogodą, nie wzięliśmy pod uwagę tego, że na szczycie może być śnieg i przystosowane do takich warunków buty sprawdziłyby się dużo lepiej. Przeszło nam nawet przez myśl, czy nie lepiej będzie zawrócić. No ale jak? Mielibyśmy się tak po prostu poddać, bo na szlaku jest woda i śnieg? W życiu! To nie w naszym stylu ;)Nasze motto brzmi: "Nie takie rzeczy się na Bolku robiło!" 






Im wyżej, tym w butach bardziej mokro... Jakieś plusy są, przynajmniej w nogi nie jest gorąco ;) Starając się wyszukać jak najlepszą, najbezpieczniejszą dla naszych butów drogę, zeszliśmy ze szlaku. Okazało się, że to jednak zły pomysł. Ten puszek tylko wyglądał tak niegroźnie i stabilnie... było tam przynajmniej z 20 cm śniegu! Choć trzeba przyznać, że dużo wygodniej szło nam się po śniegu, niż po tej ciapie na szlaku. 



I w końcu dotarliśmy na szczyt! Śnieg strasznie nas spowolnił, więc mieliśmy spore opóźnienie. Pomimo przemoczonych butów, byliśmy z siebie naprawdę zadowoleni. W końcu zdobyliśmy wspólnie Ślężę! A na dodatek udało nam się trochę zmęczyć Rudiego ;)

kościół pod wezwaniem Nawiedzenia NMP z 1852 roku

 ,,Na słowiańskiej góry szczycie
 Pod jasną nadziei gwiazdą,
 Zapisuję wróżby słowa:
 Wróci, wróci w stare gniazdo
 Stare prawo, stara mowa,
 I natchnione Słowian życie.”
             Roman Zmorski (1822-1867)


Na poniższym zdjęciu znajduje się schronisko im. Romana Zmorskiego zbudowane w 1908 roku (obecnie Dom Turysty), oraz RTCN Ślęża - Radiowo Telewizyjne Centrum Nadawcze Ślęża, wybudowane w 1958 roku z masztem anteny nadawczej z 1972 roku o wysokości 136 metrów.






Najciekawszym dla nas posągiem jest Niedźwiedź – to jeden z kilku posągów kultowych (prawdopodobnie celtycki) znajdujący się na szczycie Ślęży. W okresie chrystianizacji wprowadzono w średniowieczu zwyczaj obrzucania rzeźby (jakoby mającej symbolizować Złego) kamieniami, w celu odkupienia grzechów - z tego powodu posąg znacznie ucierpiał.



Krzyż Milenijny z granitu postawiony w 2000 roku

Uwielbiam takie momenty, gdy stoję w jakimś miejscu, mogę na chwilę zwolnić i po prostu podziwiać, poczuć... To coś wspaniałego, taka odskocznia od rzeczywistości, chwila wytchnienia... Lecz wszystko co dobre, szybko się kończy, a my musimy iść dalej... Nasza wędrówka ze szczytu nie była łatwa, szczerze mówiąc narty byłyby bardzo przydatne ;) I było nam już wszystko jedno, czy idziemy po wodzie, w butach i tak mieliśmy potop ;) Rudi strasznie ciągnął, był podekscytowany, a my już trochę zmęczeni, więc zdecydowaliśmy, że do auta wrócimy szlakiem czerwonym, który omija wejście na Wieżycę. Okazało się, że to naprawdę łagodny szlak, więc moglismy nadrobić czas, który straciliśmy na śniegu ;)



To był naprawdę udany dzień i wspaniała wycieczka. Pomimo tych przemoczonych butów, nie żałowaliśmy tego aktywnie spędzonego czasu. Tak dawno nie mieliśmy czasu na podróże, więc czuliśmy się naprawdę spełnieni, a w głowach już rodziły nam się plany na kolejne wycieczki w te okolice. Z pewnością, gdy tylko znowu znajdziemy trochę czasu, wrócimy tu, by odkryć jak najwięcej tajemnic Dolnego Śląska ;)


Parę lat temu Ślężę zdobył również nasz Mordek. Ten pies uwielbiał góry ;) Choć podczas schodzenia, łapki były już zmęczone, to humor i energia go nie opuszczały ;) Tęsknimy za tobą, psiaku!

Komentarze

  1. Super, że podróżujecie z psiakiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam Śleżę częściej. Sam byłem tam kilkadziesiąt razy, ta góra ma w sobie coś magicznego.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Zamek Książ

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :) 
Podróż nie trwałą długo, a Kubuś przez większość drogi nie spał, więc spodziewaliśmy się, że niedługo zaśnie nam w wózku. Auto zostawiliśmy na parkingu i skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego. Idąc na punkt podziwialiśmy przepiękne, wiekowe rododendrony :)

Kolorowe Jeziorka

Szukając ciekawych miejsc na terenie Dolnego Śląska natrafiliśmy na Kolorowe Jeziorka znajdujące się zaledwie 90 km od Wrocławia. Korzystając z tego, że moi rodzice przyjechali na urlop do Polski wsiedliśmy w czwórkę w auto, Rudiego zapakowaliśmy do bagażnika i 23 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na jednodniowy wypad w góry ;) Droga minęła nam naprawdę szybko, choć im bliżej jeziorek tym bardziej jest ona kręta i wąska. W końcu dotarliśmy na parking (płatny 10 zł), zjedliśmy coś i ruszyliśmy na szlak!
Kolorowe Jeziorka położone w Rudawskim Parku Krajobrazowym, na terenie wsi Wieściszowice (gmina Marciszów, powiat kamiennogórski) od lat przyciągają turystów nie tylko z kraju, ale także z Europy. Cztery jeziorka: żółte, purpurowe, błękitne i czarne leżą na zboczu Wielkiej Kopy. Zabarwienie wody w akwenach związane jest ze składem chemicznym ścian i dna wyrobisk. Na początku XVIII w. ówcześni mieszkańcy Rohnau (obecnie Wieściszowice) zaczęli wydobywać łupki pirytonośne, w które obfituje tutej…

Wilczy Wąwóz 2015

Dzień 11 czerwca 2015 r. postanowiliśmy spędzić aktywnie. Już od dawna planowaliśmy jakiś nieduży wypad w góry, ale za każdym razem pogoda płatała nam figle i byliśmy zmuszeni zmieniać plany. Lecz tego dnia się nie poddaliśmy, spakowaliśmy Mordka do bagażnika, Marty rodziców wcisnęliśmy na tylne siedzenie naszej Corsy i ruszyliśmy do Czech! Jak zwykle z opóźnieniem, ale to pomińmy ;)

Droga do Czech jakoś nam się dłużyła, ze względu na Mordka zrobiliśmy parę przystanków.

Standardowo na granicy wymieniliśmy trochę złotówek na korony. Dowiedzieliśmy się też, że jest remont drogi i lepiej jeśli pojedziemy inną tras, tak też zrobiliśmy, bo obydwie trasy nie były nam obce ;) jak miło było znów znaleźć się w tym miejscu! Wjechaliśmy na parking (50 koron) i pierwsze co zrobił nasz Mordek, to władowanie się do rzeki ;)

Po kupieniu biletów do Skalnego Miasta, dowiedzieliśmy się, że odcinek drogi prowadzący do okrężnego szlaku w Teplicach jest zamknięty, są za to alternatywne trasy przez Wilczy…