Podróż poślubna - dzień pierwszy

Jeszcze niedawno szykowaliśmy się do naszego wielkiego dnia i do podróży poślubnej, a już jest po wszystkim. Tak szybko to minęło... aktualnie jesteśmy już młodym małżeństwem, a z podróży wróciliśmy bogatsi o nowe przeżycia i z całą masą zdjęć :) Czas zacząć wspominać!

Nasza podróż poślubna rozpoczęła się 27 czerwca, więc czasu na odpoczynek po ślubie nie mieliśmy zbyt wiele. Pierwszy raz korzystaliśmy również z usług biura podróży Itaka. Wycieczkę "Wiatr w żagle" wykupili nam Marty rodzice w ramach prezentu ślubnego, za co baaardzo im dziękujemy ;) Cieszyło nas również to, że nie jest to typowa wycieczka All inclusive, lecz wycieczka objazdowa, która da nam możliwość poznania aż trzech wysp w ciągu jednego tygodnia! 
Na Wrocławskim lotnisku stawiliśmy się po godzinie 13, oddaliśmy nasz duży bagaż, dostaliśmy bilety i przeszliśmy odprawę. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do odlotu, więc rozsiedliśmy się wygodnie na fotelach i obserwowaliśmy samoloty ;)




Przed godziną 15 mogliśmy już wejść na pokład, miejsca były przydzielane, więc przynajmniej nikt się nie przepychał ;) Pierwszy raz byliśmy na pokładzie samolotu linii Enter Air. Jest to polska czarterowa linia lotnicza, która powstała w listopadzie 2009 roku, a swój pierwszy sezon rozpoczęła w kwietniu 2010 roku. Posiada sześć stałych baz operacyjnych na lotnisku Chopina w Warszawie, lotnisku w Pyrzowicach, lotnisku w Poznaniu, w porcie lotniczym Paryż-Roissy-Charles de Gaulle, na lotnisku we Wrocławiu i lotnisku w Manchesterze.


Lot nie był opóźniony, więc po godzinie 15 wystartowaliśmy! Byliśmy niezwykle podekscytowani, bo miał to być nasz najdłuższy jak do tej pory. W powietrzu mieliśmy spędzić aż 5 godzin! Szybko zaczęło nam się nudzić ;)





Zaczęło robić się ciekawiej, gdy za oknem ujrzeliśmy Alpy! Czegoś takiego z lotu ptaka jeszcze nigdy nie widzieliśmy , to było po prostu niesamowite!





Po jakimś czasie dolecieliśmy nad Pireneje. Byliśmy dosłownie nad nimi, więc widoki były jeszcze ciekawsze niż wcześniej. W pamięci wróciliśmy do naszego pierwszego wyjazdu na Bolka, gdy przemierzaliśmy autokarem zarówno Alpy jak i Pireneje... to były naprawdę piękne chwile :)




Z daleka udało nam się zobaczyć kontynent Afrykański, wiedzieliśmy, że jesteśmy już blisko.


Gdy naszym oczom w końcu ukazał się cel podróży byliśmy bardzo szczęśliwi. Pięć godzin lotu to jednak dużo...  Jednak widząc surowość krajobrazu tej wspaniałej wyspy nasze serca napełniła pewna doza lęku. Wiedzieliśmy, że czekają nas panoramy wulkaniczno-pustynne, ale zaczęliśmy się obawiać niegościnności czekającej w dole krainy.


Wiał dość mocny wiatr, lecz pilotowi udało się delikatnie posadzić samolot. Udało się... jesteśmy na Fuerteventurze! Im dłużej przyglądaliśmy się z samolotu widokom dookoła tym bardziej obawialiśmy się jednolitości krajobrazu, wręcz nudnych i powtarzalnych co chwile pejzaży. Nic bardziej mylnego ;)



Choć jest to wyspa wulkaniczna to pokonując trasę 30 km od lotniska do miejscowości, w której mieliśmy mieszkać, różnorodność widoków zapierała dech w piersi. Góry, kratery, pustynie, wydmy, niesamowite plaże piaszczyste i skaliste, piękna lazurowa woda, drobna roślinność, która próbuje wykorzystać każdy centymetr żyznej gleby, której na wyspie jest niesamowicie mało... wszechobecne płazy wygrzewające się na kamieniach i na piasku. Nie da się opisać odczuć płynących z przeżycia, jakim jest trafienie w miejsce tak inne, odmienne od tych, które dotąd zwiedzaliśmy. A to dopiero początek naszej podróży ;)



Kolejnym zaskoczeniem był hotel, do którego trafiliśmy. Trzygwiazdkowy Oasis Village okazał się wspaniałym miejscem, dobrze usytuowanym ze względu na bliskość supermarketu (tak... bolkowe przyzwyczajenia i priorytety). Lecz nie tylko to dawało mu przewagę, ale również fakt, że stał prawie w centrum Corralejo, blisko promenady i plaży. W recepcji po prędce przypomnieliśmy sobie dawno nieużywane rozmówki angielskie, ale okazało się że pracuje tu polka, więc zameldowanie poszło szybko i sprawnie. Już po chwili szukaliśmy naszego pokoju w tym wielkim kompleksie hotelowym. 



Miło zaskoczył nas wygląd naszego apartamentu. Spodziewaliśmy się tylko niedużego pokoju z łazienką, a tu jeszcze ładny taras i aneks kuchenny. Komfortowy, nasłoneczniony, z ładnym widokiem i do tego bardzo czysty. Aż miło było się rozpakować ;) 


Zbliżała się już godzina 21, więc prędko poszliśmy na kolację. Wybór był dość duży, więc gdy już najedliśmy się do syta, wróciliśmy do pokoju, wykąpaliśmy się i padliśmy zmęczeni. Niby nic dzisiaj nie robiliśmy, lecz 5 godzin lotu daje się we znaki ;) Nasza podróż poślubna już zapowiadała się świetnie ;)

2 komentarze:

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)