Przejdź do głównej zawartości

Podróż poślubna - dzień siódmy

Przyszedł dzień kolejnej wycieczki poza wyspę. Wyjazd na Lanzarote :)
Od rana zapowiadała się brzydka pogoda i już chwile po wyjściu z hotelu zaczęło kropić. Deszczowa pogoda nie była dla nas niczym złym, bo na katamaranie dość mocno nas spiekło, więc brak słońca i chłód był nam bardzo na rękę. Niestety jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy jak ta zła pogoda wpłynie na nasze wrażenia z wycieczki na wulkaniczną wyspę. W 10 minut znaleźliśmy się w porcie czekając na przeprawę promową. Musieliśmy pilnować swojego autokaru, bo jechały z nami jeszcze 4 inne grupy i byłby problem gdybyśmy się pomylili, gdyż wyspę zwiedzać mieliśmy objazdowo ;) 


Lanzarote to jedna z 7 głównych wysp wchodzących w skład archipelagu Wysp Kanaryjskich, zaliczana do Makaronezji. Jest to wyspa pochodzenia wulkanicznego, położona na Oceanie Atlantyckim ok. 125 km od wybrzeży Maroka i 1000 km od Półwyspu Iberyjskiego. Należy do Hiszpanii. Lanzarote często nazywana jest „wyspą wulkanów”. Jej powierzchnia w większości utworzona jest przez lawę wulkaniczną. Ostatni wybuch wulkanu miał miejsce w 1824 roku. Wyspę odkrył w 1312 roku Lancelotto Malocello. Głównym źródłem dochodów mieszkańców wyspy były wcześniej rolnictwo i rybołówstwo, a teraz sektor usług, w szczególności turystyka, a ostatnio także przemysł winiarski. Klimat Lanzarote, podobnie jak całych Wysp Kanaryjskich, jest łagodny, określany mianem „wiecznej wiosny”. Oznacza to brak wyraźnie zróżnicowanych pór roku, z niewielkimi wahaniami średniej temperatury w ciągu roku (od 18 °C zimą, do 24 °C latem).


Najbardziej zaskakująca rzecz na wyspie to sposób uprawy winorośli, które rosły w wielkich lejach żużlu wulkanicznego. Nietypowe, nadające podobno specyficzny posmak i chroniące uprawy przed wiatrem, a zarazem zatrzymującym poranną rosę i wilgoć blisko korzeni to jeden z wynalazków mieszkańców wyspy biorących się podobno z umiłowania do ułatwiania sobie życia. Zamiast odsłaniać spod popiołów całe hektary pól wystarczyło porobić wielkie leje i zasadzić w dole winorośle. Sposób prosty, wymagający znacznie mniej wysiłku i jak widać świetnie sprawdzający się w tym klimacie.


Pierwszym przystankiem miała być winiarnia słynąca z produkcji wina z "wulkanicznych winogron". Nie jesteśmy koneserami wina, więc nie odczuliśmy specjalnej różnicy miedzy winem zwykłym a tym "specjalnym", miało ono może lekko ziemisty posmak, nic ponadto, choć cena była znacznie wyższa. My załapaliśmy się tylko na drobną degustację, która w zupełności nam wystarczyła ;)







Wyszliśmy na taras winnicy, by porobić zdjęcia. Właśnie wtedy zaczęło kropić i miało już tak być przez większość naszej wycieczki. Do silnego wiatru zdążyliśmy się już przyzwyczaić, w końcu to Wyspy Kanaryjskie, lecz zdecydowanie wolelibyśmy zwiedzać bez deszczu. Podobno jest to zimowa pogoda na tej wyspie, więc byliśmy zaskoczeni, że trafiliśmy na nią latem ;)




Kolejną atrakcją był słynny Park Narodowy Timanfaya (hiszp. Parque Nacional de Timanfaya) – hiszpański park narodowy, znajdujący się na wyspie Lanzarote, w archipelagu Wysp Kanaryjskich, powstały na terenach wulkanicznych, który swój obecny wygląd zawdzięcza potężnej erupcji w latach 1730 do 1736. W tym okresie codziennie przez 6 lat z około 300 kraterów znajdujących się na tym obszarze, wypływało około 48 mln3 lawy. Do kolejnej erupcji doszło jeszcze w 1824. W sumie park narodowy zajmuje 51,07 km2. Alternatywna nazwa parku to Góry Ognia (Montañas del Fuego). Na jednym z wulkanicznych stożków znajduje się punkt widokowy, który został zaprojektowany przez Césara Manrique oraz restauracja El Diablo, która serwuje dania z grilla ogrzewanego przez ciepło wulkaniczne. Po terenie parku organizowane są objazdowe autokarowe wycieczki tzw. Ruta de los Volcanes. W 1993 UNESCO uznało teren parku za rezerwat biosfery





Do chwili obecnej w Timanfaya można poczuć wulkaniczny charakter wyspy – kamienie znajdujące się kilka centymetrów pod ziemią mają do 100 °C, a na głębokości 10 metrów temperatura dochodzi do 600 °C. Personel parku udowadnia prawdziwość powyższych pomiarów, organizując pokazy polegające na wrzucaniu do dołów w ziemi suchych gałęzi, które natychmiast się zapalają, czy wlewając wodę do szczelin w ziemi, które natychmiast zagotowana wybucha na kształt gejzera.





Niezwykle spodobały nam się te niespotykane, wręcz marsowe widoki ;) 




Wsiedliśmy w autokar i ruszyliśmy w krętą, pełną zaskakujących, wulkanicznych widoków trasę :) Było to dla nas mega ekscytujące przeżycie, bo na każdym kroku przypominaliśmy sobie, że te widoki powstały przez spływającą, niszczycielską lawę. 









Na poniższym zdjęciu widoczny jest krater jednego z wielu wulkanów.


Od połowy trasy autokarem przez blisko godzinę towarzyszyły nam tylko takie mgliste widoki. Podobno w słoneczne dni rozpościera się stąd wspaniała panorama na wyspę, niestety musielismy zaufać na słowo ;)



Przez następne 30 minut jechaliśmy autokarem  do miasteczka Tinajo, gdzie mieliśmy zjeść obiad w lokalnej restauracji. Niestety, woleliśmy specjały serwowane na Fuerteventurze, jakoś bardziej przypadły nam do gustu ;)


Zobaczyliśmy również Santuario Virgen de los Dolores. Ciągle towarzyszył nam wszechobecny wiatr i drobny deszcz...











Dłuższy i ciekawy postój szykował się w słynnym Jameos del Agua, Mieliśmy półtorej godziny czasu na zwiedzanie.

Jameos del Agua - miejsce to położone jest nad brzegiem morza zaledwie 2 km od jaskini Cueva de los Verdes w północnej części Lanzarote. Jest pierwszym dziełem stworzonym przez Césara Manrique, który w doskonały sposób połączył naturalne piękno tego miejsca ze sztuką.  Jameos del Agua to zespół połączonych ze sobą grot powstałych w wyniku eksplozji nagromadzonych w lawie gazów oraz tuneli wyżłobionych przez magmę w skutek erupcji wulkanu La Corona. Jameo niegdyś w języku pierwotnych mieszkańców oznaczało rozpadlinę w ziemi, która powstała w wyniku zawalenia się sklepienia powulkanicznej jaskini. Wraz z Cueva de los Verdes należy do tego samego systemu jaskiń i jest najdłuższym tunelem powulkanicznym znajdującym się na Wyspach Kanaryjskich. Liczący ponad 6 km korytarz biegnie od miasteczka Ye na 1,5 km w głąb morza. Jedynie te dwie części zostały udostępnione do zwiedzania. Odcinek kończący się pod lustrem wody nazywany jest Tunelem Atlantydy i można go zobaczyć jedynie podczas specjalnych wypraw nurkowych organizowanych przez wyspecjalizowane firmy.



Krystalicznie czysta woda pozwalała idealnie widzieć dno i podziwiać maleńkie kraby albinosy.





W jednej z grot Jameos del Agua utworzono również audytorium, w którym odbywają się przedstawienia, koncerty oraz musicale. Miejsce to jednorazowo może nawet pomieścić 500 widzów.




Powyżej jaskini znajduje się otwarta dolina Jameo Grande, gdzie uwagę przykuwa błękitne oczko wodne (basen) oraz egzotyczny ogród. Prowadzące stąd schody kierują na wyżej umieszczone punkty widokowe oraz do Muzeum wulkanicznego - Casa de los Volcanes, gdzie można zgłębić wiedzę na temat erupcji wulkanicznych.





To na co patrzycie, zepsuło nam całą przyjemność z pobytu w tym miejscu. Całe piękno tego miejsca według nas skupiało się na tworach natury, jaskiniach, grotach i tunelach, w których tworzeniu człowiek nie miał najmniejszego udziału, aż tu nagle, niby pasujący, ale psujący klimat tego miejsca basen i restauracja. Gdybyśmy chcieli na basen i do kawiarni to nie ruszalibyśmy się z centrum Corralejo. Chcieliśmy podziwiać piękno wulkanicznej wyspy i tworów samego wulkanu, tą dzikość i naturalność. Niby się czepiamy, ale liczyliśmy na coś bardziej surowego, nieobrobionego i naturalnego, choć oczywiście musimy przyznać, że jest to miejsce urokliwe i ciekawe. Niestety dla nas za bardzo dostosowane do turystów.






Po opuszczeniu Jameos del Agua ruszyliśmy do Peñas del Chache, znanego punktu widokowego na wyspie.



W okolicy Doliny Tysiąca Palm znajduje się niezwykle malownicza miejscowość o nazwie Haria. To ukryte pośród wzgórz miejsce zachwyca nie tylko swoją wspaniałą lokalizacją, lecz przede wszystkim pięknem krajobrazów. Jest to podobno jedyne miejsce na wyspie, które nawet w okresie zimowym pozostaje zielone. To, co zwraca szczególną uwagę, to przede wszystkim zewsząd otaczające palmy, wyróżniające się na tle okolicznych obszarów, niemalże pozbawionych jakiejkolwiek roślinności. Choć teren ten nazywany jest Doliną Tysiąca Palm, nie wiadomo, ile tak naprawdę drzew się tam znajduje. Jedno jest jednak pewne: liczba ta już dawno przekroczyła tysiąc. El valle de las Mil Palmeras, bo tak właśnie brzmi hiszpańska nazwa tej doliny, stanowi jeden z obszarów, charakteryzujących się największym zagęszczeniem palm na całych Wyspach Kanaryjskich. Jak głosi tutejsza legenda, każdy ojciec, któremu urodziła się córka, zgodnie z tradycją, musiał posadzić palmę. Jeżeli na świat przyszedł syn, pojawiały się wówczas dwa drzewa.





Miejsce widokowe Peñas del Chache to główny punkt odniesienia dla miłośników naturalnego, niebieskiego widowiska nad wyspą Lanzarote. Sięgający 670 metrów wysokości szczyt stanowi najwyższy, oddalony od zanieczyszczenia świetlnego punkt króliczej wyspy. Ten punkt widokowy posiada łatwy dostęp samochodem oraz parking.




Wracając już do portu zaoszczędziliśmy 15 minut czasu więc zajechalismy do Los Hervideros. Jest to wybrzeże skalne położone na południu Lanzarote, pomiędzy Salinas de Janubio a El Golfo. To przepiękne miejsce i stworzone do podziwiania naturalnych form przyrody. Z biegiem lat, morskie fale wyrzeźbiły w zastygającej magmie tunele, jaskinie, a także szczeliny i inne nietypowe i niepowtarzalne kształty.







Po drodze mijaliśmy pola solne, gdzie uzyskuje się sól z wody morskiej, która następnie jest sprzedawana na pobliskich wyspach i nie tylko. Kopce soli wyglądały bardzo ciekawie.



Minęliśmy pola sonie, dojechaliśmy do portu, skąd promem dostaliśmy się na Fuerteventurę. Deszczowa pogoda niestety popsuła nasze wrażenia z wyspy, lecz musimy przyznać, że mimo to wycieczka była udana. Było parę miejsc, do których chcielibyśmy zajechać, lecz niestety nie były one na planie wycieczki, ale tak to właśnie jest z wycieczkami zorganizowanymi przez przewoźnika ;) Wyspa jest naprawdę przepiękna i gdyby nie pogoda to, pomimo lekkiego niedosytu, bylibyśmy bardzo zadowoleni z tego dnia ;)

Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)

Popularne posty z tego bloga

Zieleniec - Zlot Motocyklowy

Kolejna pinezka na mapie Kubusia została postawiona w Zieleńcu ;) Dostaliśmy od znajomych propozycję wybrania się na zlot motocyklowy, więc po krótkich namysłach, zaczęliśmy planować trasę ;) Choć pogoda początkowo nam nie sprzyjała to w wyśmienitych humorach ruszyliśmy na zlot :) W drogę z nami ruszył mój przyjaciel Łukasz oraz Kacper, z tym że z tym drugim spotkaliśmy się dopiero w połowie trasy, gdyż to jedyny motocyklista z naszej gromadki. Choć nie ukrywam, że w przyszłości ja również planuję zakup jednośladu, stąd też tak wielkie zainteresowanie moto zlotem z mojej strony ;) W Zieleńcu czekali już na nas kolejni nasi znajomi, inicjatorzy pomysłu wybrania się na zlot, czyli Michał i Sandra. Ruszyliśmy na teren zlotu i tu spotkała nas pierwsza niespodzianka... 

Ale najpierw coś o Zieleńcu ;)
Zieleniec jest popularnym ośrodkiem narciarskim, na jego terenie działa blisko 30 wyciągów narciarskich. Latem jest dobrą bazą wypadową w Góry Orlickie i pobliskie Góry Bystrzyck…

Londyn 2015 - Royal Air Force Museum

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Tego dnia naszym głównym celem było zobaczenie Londyńskiego muzeum lotnictwa - RAF. Dlatego gdy cała nasza trójka była już w pełni gotowa do drogi, poszliśmy do sklepu załadować nasze Oyster card, po czym wsiedliśmy do autobusu 302. Autobus ten nie dojeżdża co prawda do samego muzeum, ale z jedną przesiadką do autobusu 303, był dla nas idealną opcją :) 
Informacje praktyczne Wstęp: Bezpłatny, dzieci w wieku poniżej 16 lat powinny znajdować się pod opieką dorosłych. Godziny otwarcia: 10.00 - 18.00, ostatnie wejście…

Zakopane - dzień trzeci (Gubałówka)

10 listopada 2014 - trzeci dzień pobytu w Zakopanem.
Obudziliśmy się naprawdę wyspani. Nie mieliśmy jakiś większych planów na ten dzień, a nasi znajomi byli w pracy. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że nie będziemy przecież siedzieć w domu, bo to aż grzech! Stwierdziliśmy, że wybierzemy się na Gubałówkę, która jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najpopularniejszych miejsc w Zakopanem. Przed wyjściem, sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie można wjechać z psem kolejką, bo nie chcieliśmy przeciążać bolącej łapki Mordka. 
Przeszliśmy przez znajdujący się pod Gubałówką plac targowy, na którym można kupić dosłownie wszystko! Od płaszczy i innych ubrań, poprzez pamiątki, aż do oscypków i innych wyrobów.



Na Gubałówkę prowadzi kolej linowo-terenowa z Zakopanego, wybudowana w 1938 roku, długości 1298 m, przy różnicy wysokości ok. 300 m., zmodernizowana w 2001 roku. 

Więcej informacji i cennik na stronie.
Ustawiliśmy się w gigantycznej kolejce i czekaliśmy... W końcu jednak kupiliśmy bilety o parę…

Londyn 2015 - nad wodą i na wodzie, czyli Emirates Air Line i transport wodny ;)

Kolejny dzień również zaczęliśmy od przepysznego English Breakfast w wykonaniu Marty Taty. To danie chyba nigdy nam się nie znudzi :) Do końca nie wiedzieliśmy, co chcemy dzisiaj robić. Na pewno chcieliśmy pojechać w tereny Londyńskiej Tower... ale co dalej? Zostaliśmy zachęceni przez Pana Krzyśka i Panią Ewę do przejazdu kolejką linową nad Tamizą. Wcześniej rozważaliśmy tę opcję, lecz po ich namowach, stwierdziliśmy, że czemu nie ;)

Podjechaliśmy autobusem do stacji Willesden Green po czym zorientowaliśmy się, że zapomnieliśmy z domu aparatu! Zawróciliśmy więc do domu, szybko zabraliśmy aparat i wróciliśmy do metra. Okazało się, że bez problemu możemy dojechać tą linią aż do samego North Greenwich! A to znaczyło, że musimy wysiąść dopiero na 16 stacji. To była jedna z naszych najdłuższych podróży londyńskim metrem. 

North Greenwich – podziemna stacja metra w Londynie, położona w dzielnicy Greenwich, w bezpośrednim sąsiedztwie The O2. Została otwarta jako część nowego odcinka Jubilee …