Londyn, drugi raz w jednym tygodniu :)

Zaledwie dwa dni po powrocie do Polski z Londynu, znów pojawiliśmy się na wrocławskim lotnisku. Tym razem również kierunkiem był Londyn, jednak wracałam w innym składzie. Michał musiał wrócić już do pracy, więc ja i Kubuś lecieliśmy z moją rodziną ;) Kuba był ze wszystkim zapoznany, jak na prawdziwego podróżnika przystało, więc zachowywał się bardzo grzecznie. Ja tym razem byłam jeszcze lepiej przygotowana niż ostatnim razem, bo wiedziałam już jak mogę przewozić jedzenie dla młodego oraz odkrywałam uroki nosidła dla dzieci :) Coraz lepiej i sprawniej wychodziła mi organizacja podróży z dzieckiem. Całe szczęście samolot nie był tym razem opóźniony, więc planowo weszliśmy na pokład i wzbiliśmy się w górę. To był 5 lot naszego małego podróżnika! 
Dodam tylko, że WizzAir zapewnia pierwszeństwo wejścia na pokład grupie z jednej rezerwacji, w której podróżuje dziecko. Bilet, nawet dla tak małego dziecka, kosztuje w tych liniach dokładnie tyle samo, co bilet dorosłej osoby.



I tym razem lot minął naprawdę pozytywnie i komfortowo, oczywiście podziękowania kieruję w stronę mojego Kubusia ;) Standardowo kolejka do odprawy celnej na Luton była dość długa, ale nawet szybko poszło. Skierowaliśmy się w stronę EasyBusa, którego na tej linii obsługuje National Express Coaches. Znam tą drogę już na pamięć ;) Wysiadka na Marble Arch, następnie metro Central Line i ze stacji Perivale już na piechotę do domu ;) Dobrze znów tu być!


Tym razem nie poświęciliśmy pierwszego dnia na leniuchowanie... zaraz po obiedzie ruszyliśmy w stronę naszej nowo poznanej atrakcji, czyli  Sky Garden. Dla niezorientowanych przypomnę tylko: "Wstęp do Sky Garden jest darmowy, jednak trzeba wcześniej zarezerwować bilet, można to zrobić na tej stronie internetowej. Podobno przeważnie trzeba zrobić to z lekkim wyprzedzeniem, jednak my nie mieliśmy problemu ze zrobieniem rezerwacji na zaledwie 3 dni przed wizytą. Na miejsce trzeba stawić się z wydrukowanym biletem oraz dowodem osobistym lub paszportem."


Znów w błyskawicznym tempie wjechaliśmy na 35 piętro. Tym razem mieliśmy zdecydowanie lepszą pogodę i widoki! Coś niesamowitego... 














Cały czas nie mogę wyjść z podziwu, to miejsce zrobiło na mnie naprawdę mega wrażenie... takie widoki i niespotykana roślinność! Bardzo lubię takie perełki... po prostu coś pięknego ;) 







Nie chcąc marnować dnia wybraliśmy się również do jednego z moich ulubionych muzeów - British Museum. Byliśmy tam tuż przed zamknięciem, więc zbyt wiele nie udało nam się zobaczyć, lecz dla mnie sama fasada budynku warta jest uwagi. 








Po tej atrakcji wróciliśmy do domu, w końcu zbliżała się już pora snu Kubusia :) Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy znów ruszyliśmy na miasto! Tego dnia zdecydowałam się na zwiedzanie z nosidłem... spokojnie, dziecku jest w tym wygodnie i ma prawidłową pozycję ;) A ja? Po prostu czułam się jakbym przytyła z 8 kg... 



Kierując się w stronę okrętu HMS Belfast, który bardzo chciał zwiedzić Andrzej, przechodziliśmy obok znanego mi już miejsca... w sumie, czemu by tu nie wejść? Tym miejscem były mury kościoła St Dunstan-in-the-East, który już kiedyś zwiedzaliśmy z Michałem. To bardzo klimatyczne miejsce, aż trudno uwierzyć, że znajduje się w centrum zatłoczonego miasta! 






Idąc dalej weszliśmy równiez do kościoła, który zawsze mijaliśmy idąc w stronę londyńskiej Tower. Jest to najstarszy kościół w Londynie, który funkcjonuje do dziś. Mowa oczywiście o All Hallows by the Tower. Kościół ten został założony w 675 roku, czyli 300 lat przed Tower of London! W krypcie poniżej znajduje się bruk rzymski z drugiego wieku.





No i nie mogło zabraknąć pięknej Tower! Tower of London w swej historii był nie tylko siedzibą monarchów Anglii, lecz również fortecą, więzieniem, pałacem oraz zoo. Jest to miejsce, do którego bardzo lubię wracać. 






Idąc dalej znów zachwycaliśmy się najpiękniejszym mostem w Londynie - Tower Bridge. Mieliśmy farta, bo akurat tego dnia, kilkakrotnie widzieliśmy jak podnosi się, by umożliwić przepłynięcie statkom. 








Pogoda niestety spłatała nam figla... przyszła ulewa, a my mogliśmy odczuć na własnej skórze znaczenie powiedzenia "angielska pogoda" ;)



Gdy Andrzej spełniał marzenie i zwiedzał HMS Belfast, my schroniliśmy się przed deszczem w naszym ulubionym pubie - The Horniman at Hay's ;)



Na ten dzień, to był koniec atrakcji, wróciliśmy więc do domu i odpoczywaliśmy. Muszą przyznać, że po całym dniu noszenia Kubusia w nosidle nawet nie bolały mnie plecy! To naprawdę rewelacyjny wynalazek ;) A co mieliśmy zaplanowane na nasz ostatni dzień pobytu w Londynie? To chyba oczywiste... nie widzieliśmy jeszcze najważniejszego ;) 
Pogoda była wietrzna, więc szybko przemknęliśmy przez Green Park, by jak najszybciej znaleźć się pod Pałacem Buckingham. 


Pałac Buckingham to jedno z tych najważniejszych miejsc w Londynie, nie mogło go więc zabraknąć na naszym planie zwiedzania. W końcu chciałam pokazać rodzinie jak najwięcej, a to jest totalne must-see ;)






Spacerem przeszliśmy przez mój ulubiony park - St. James's Park. Zrobiliśmy tu również małą przerwę na jedzenie. Uwielbiam to miejsce! Jest tak niespotykane i różnorodne. Dla mnie to kolejny obowiązkowy punkt, któremu warto poświęcić więcej uwagi.












Następnie przeszliśmy przez największy w Londynie plac defilad - Horse Guards Parade.



Obowiązkowo zatrzymaliśmy się przy najbardziej obleganej czerwonej budce na szybkie zdjęcie ;) Całe szczęście Big Ben nie był jeszcze całkiem zakryty. 



Zdjęcia z widokiem na London Eye również nie mogło zabraknąć.


Zdecydowaliśmy również, że przepłyniemy się katamaranem w stronę North Greenwich. Londyn z tej perspektywy wygląda naprawdę ciekawie ;)










Podróż tramwajem wodnym zawsze mija nam zdecydowanie zbyt szybko... będąc już na miejscu, zdecydowaliśmy też, że przejedziemy się nadziemną kolejką Emirates Air Line









Widoki na halę O2 tak bardzo się zmieniły... na pustym placu powstało kilka wysokich budynków, przez co nie można już podziwiać hali w całej okazałości. 




Przejażdżka kolejką była bardzo udana, choć przyznam, że wcześniej mieli drobne kłopoty... kolejka nie działała poprawnie i miała przerwy w ruchu, oczywiście z ludźmi "na pokładzie". My na szczęście nie zawisnęliśmy w powietrzu w bezruchu :)


Na koniec dnia szybkie zdjęcie z halą O2 i wracamy do domu.


To był nasz ostatni dzień pobytu w Londynie. Wstaliśmy w środku nocy, by autobusem dostać się na Marble Arch. Szybkie pożegnanie i ruszamy na lotnisko... Nawet dla Kubusia ta pora była zbyt wczesna, więc przespał całą drogę. Spał również połowę lotu do Wrocławia ;)






I koniec podróży... kolejne wspomnienia, kolejne gigabajty zdjęć w aparacie, kolejne niezapomniane przeżycie... A w głowie już pomysły na kolejne podróże ;) To był naprawdę udany wyjazd i bardzo miło spędzony czas!

1 komentarz:

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)