Bałkańskie wakacje 2018 - dzień drugi


Chorwacja to zdecydowanie nasz raj na ziemi! To mega niezwykłe uczucie budzić się w tym miejscu, wyjść na taras i móc podziwiać te widoki... A dzień zaczął się dla nas zdecydowanie szybciej, niż byśmy tego chcieli... no cóż, Kuba już się wyspał 😅 Michał zabrał Rudiego na poranny spacer, a my powoli szykowaliśmy się do śniadania.


Oczywiście śniadanie zjedliśmy na tarasie! Nie bylibyśmy w stanie odmówić sobie tej przyjemności 😊 Poranek był leniwy i powolny, jednak niedługo po śniadaniu zebraliśmy się w drogę! Warunek był jeden... Michał chciał odpocząć od jazdy i samochodu... jak dla mnie, nie ma problemu! Chyba wszyscy nie mieliśmy ochoty wsiadać dziś do auta.






Postanowiliśmy, że podobnie jak w 2013 roku, wejdziemy na Starą Podacę. Tym razem mieliśmy do pokonania dłuższą trasę, bo startowaliśmy z Bristu, a tamtym razem naszą bazą wypadową była właśnie urocza Podaca. Nie ma co dłużej zwlekać... ruszamy w drogę! Najpierw czekał nas cudowny spacer wzdłuż linii brzegowej, by z Podacy zacząć wchodzić pod górę. Trochę się tu pozmieniało od naszego ostatniego pobytu... krzaki jakby większe, turystów również więcej. 


Nie było łatwo... upał straszny i trochę dawało nam to w kość. W końcu tak na rozgrzewkę, już na początku pobytu w Chorwacji, postanowiliśmy zdobywać starą, opuszczoną osadę w górach 😅 ale nie ma co narzekać... nawet Kuba dawał radę!





Człowiek przestaje myśleć o zakwasach i zmęczeniu, gdy widzi takie widoki... no coś pięknego! 



Gornja Podaca została opuszczona w 1962 roku. Kolejne trzęsienie ziemi skłoniło miejscowych Chorwatów do przeprowadzenia się niżej, aż nad samo morze. Znajduje się tam również twierdza, która wybudowana została w celu obrony przed napadami Turków.




Znajduje się tu jeden z najcenniejszych obiektów z XII wieku w tym rejonie - kościół św. Jana wybudowany przez szlachciców Kačić oraz stary cmentarz, na który prowadzi niewielka skrzypiąca brama. Kościół św. Stefana z 1492 roku został zniszczony w XVIII wieku, a na jego miejscu wybudowano nowy w 1772 roku. 









To naprawdę mega klimatyczne miejsce... Te opuszczone domy, kościół, w którym do dziś odbywają się nabożeństwa, stara twierdza... Opuszczone miasteczko rozbudza wyobraźnię... no i te widoki na okolicę! Tym razem cała magia pobytu w miasteczku została trochę popsuta przez licznych turystów, ale i tak byliśmy szczęśliwi, że tu wróciliśmy. 





Droga powrotna jak zawsze minęła nam bardzo szybko... no i do tego z górki 😉 Rudi poszedł wygrzewać się na tarasie, a my w tym czasie szybko zjedliśmy obiad, ponownie zachwyciliśmy się widokami z tarasu, zabraliśmy rzeczy i pobiegliśmy na plażę 😁



Dzięki temu, że byliśmy tu przed sezonem wakacyjnym, mogliśmy cieszyć się plażą bez turytów... To prawie tak, jakbyśmy mieli prywatną plażę 😉 Kuba bardzo polubił wodne zabawy i liczne kamienie. My natomiast upodobaliśmy sobie materace wodne i nurkowanie z maskami 😀












Na kolację nasi gospodarze pomogli nam rozpalić grilla. Dostaliśmy również całą masę mandarynek z ich drzewka, butelkę domowego wina i oliwki 😊 



Spędziliśmy ten dzień naprawdę intensywnie, więc szybko padliśmy zmęczeni w łóżkach... zapomnieliśmy tylko o jednym... komary... a my jeszcze nie zdążyliśmy zaopatrzyć się w olejek lawendowy...

1 komentarz:

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)