Mój Londyn - jesień 2018...


To kolejny post z Londynu, który piszę typowo dla siebie... Chcę te wspomnienia mieć na swoim blogu, by móc kiedyś pokazać je Kubusiowi.

29 września 2018 roku wybraliśmy się kolejny raz do Londynu, by odwiedzić moich rodziców. Mój Tata akurat dzień wcześniej wyszedł ze szpitala, dlatego cieszyliśmy się, że będziemy mogli spędzić kilka dni razem. Z samego rana stawiliśmy się na wrocławskim lotnisku, skąd mieliśmy samolot do Luton. Kuba bardzo wszystko przeżywał, cieszył go widok samolotów i to, że zaraz będzie jednym z nich leciał.




Muszę przyznać, że to był pierwszy tak świadomy lot Kuby. Wszystko obserwował i komentował po swojemu 😁 



Oczywiście po jakimś czasie, gdy widoki za oknem już nie za bardzo się zmieniały, przyszła chwila znudzenia, ale w pogotowiu mieliśmy tableta, a na nim pociągi 😁




Tak bardzo boję się latać, a jednocześnie tak kocham te widoki... Miałam nadzieję, że minie mi kiedyś ten lęk, a z każdym kolejnym lotem staje się coraz mocniejszy 😏






Gdy dolatywaliśmy już do granic Wielkiej Brytanii, Kuba znowu zainteresował się widokami za oknem. Powoli zniżaliśmy się do lotniska, więc widać było domki, drogi, rzeki... Kuba był zachwycony 😁 Oczywiście wszystko musiał pokazać również swojemu pluszowemu przyjacielowi o imieniu Miał Miał 😅







Po wylądowaniu szybko ruszyliśmy do odprawy paszportowej, a następnie do autokaru. Wysiedliśmy na Marble Arch,a stąd przesiedliśmy się w Central Line. Kubie bardzo podobało się metro. 




Dość szybko dotarliśmy na stację Perivale, a stąd przyszliśmy do moich rodziców. Tak bardzo się cieszyliśmy, że znów tu jesteśmy... Te chwile mogłyby trwać jak najdłużej...





Wybraliśmy się z Kubusiem na pobliski plac zabaw, a po drodze oglądaliśmy autobusy i opowiadaliśmy Kubie, że jeszcze niedawno jego dziadek też takimi jeździł. Szkoda, że Kuba nie zdążył przejechać się londyńskim autobusem z dziadkiem za kierownicą 😔






Wieczory Kubuś spędzał z dziadkiem Jackiem na łóżku, oglądali razem pociągi i rysowali obrazki. Dziadek narysował Kubusiowi pociąg i autobus, a babcia rysowała koty 😊





Jednego dnia wybraliśmy się we troje do centrum. Wsiedliśmy w autobus, którym dojechaliśmy na Wembley. 



Zawsze oglądaliśmy ten czołg na podjeździe. Stoi tam odkąd pamiętam 😅


Obowiązkowo zrobiliśmy sobie zdjęcie ze stadionem. Kuba był tu pierwszy raz, bo wcześniej jakoś nie było okazji i tylko przejeżdżaliśmy obok. Żałowaliśmy tylko, że nie mamy ze sobą aparatu...



Następnie wsiedliśmy w metro. Kuba oczywiście wszystkim się zachwycał i przeżywał jazdę podziemnym pociągiem 😅





Wyszliśmy z podziemnych tuneli, a naszym oczom ukazały się te znajome widoki... Niby wszystko wyglądało tak samo, a ja czułam się zupełnie inaczej... w końcu tak naprawdę wszystko się zmieniło. Mój Tata nie wybrał się z nami do centrum, bo choroba i brak sił mu na to nie pozwalał. Już wtedy miałam świadomość, że najprawdopodobniej już nigdy nie będziemy spacerować tędy razem, choć starałam się nie dopuszczać do siebie tej myśli...


Kolejny raz pokazaliśmy Kubusiowi okręt Tower Bridge i HMS Belfast, na który obiecaliśmy mu, że kiedyś wrócimy...











Uwielbiam to miasto... Mam do niego gigantyczny sentyment i z pewnością kiedyś wrócimy tu, by móc opowiedzieć Kubie jak najwięcej i pokazać mu ważne dla nas miejsca. Mojemu śp. Tacie bardzo spodobało się poniższe zdjęcie. "Zdjęcie robione telefonem i bez jakichkolwiek przeróbek . Naprawdę rewelacyjnie 😍😘😘😘" - taki komentarz napisał na moim instagramie.







Pokręciliśmy się trochę nad Tamizą, a wspomnienia cały czas przewijały mi się przed oczami... 









Po naszym krótkim pobycie w centrum, prędko ruszyliśmy w stronę metra, by wrócić do domu. Chcieliśmy spędzić z moimi rodzicami jak najwięcej czasu. Wieczorem standardowo Kuba wypił swoje mleko i oglądał z dziadkiem pociągi 😊


Gdy Kuba już spal, wybraliśmy się we dwoje na zakupy na Ealing. Wsiedliśmy w autobus i oglądaliśmy miasto z góry... Kocham te widoki.





Ostatniego dnia naszego pobytu pokręciliśmy się trochę po okolicy i czekaliśmy, aż Tata wyjdzie z wizyty u lekarza. Lubiliśmy spacerować po Empire Road, było tu naprawdę spokojnie i cicho.







Gdy Tata wyszedł z przychodni, zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia. Nasze ostatnie zdjęcia razem na dworze...






3 października 2018 r. niestety musieliśmy ruszyć w drogę na Lotnisko Luton... Tata zamówił nam taksówkę. Tak bardzo nie chcieliśmy jeszcze wracać. Gdyby nie studia i praca zostalibyśmy tam zdecydowanie dłużej. Czas na lotnisku wyjątkowo nam się dłużył.




Podczas tego lotu bałam się znacznie bardziej niż ostatnio... Wiał silny wiatr, więc wiedziałam, ze lądowanie nie będzie przyjemne. Kuba bawił się świetnie, podziwiał widoki za oknem i nie przejmował się niczym, podczas gdy inne dzieci na pokładzie płakały.








Niestety nie pomyliłam się... Strasznie nami rzucało, gdy przymierzaliśmy się do lądowania... Musieliśmy nawet zatoczyć dodatkowe koło, by ponownie ustawić się do pasa. Na szczęście pilotowi udało się posadzić maszynę na płycie lotniska, a ja na miękkich nogach opuściłam samolot. 



To był nasz ostatni taki wyjazd do Londynu... Kolejne dwa były dużo cięższe... Przedostatni wyjazd był tak naprawdę pożegnaniem, mój Tata zmarł 26 października 2018 roku, a my byliśmy z nim do samego końca. Tak naprawdę to czekał na nasz przyjazd, bo wiedział i chciał się pożegnać. To były dla nas bardzo ciężkie chwile. Zmarł jesienią, tak jak chciał. Zawsze będziemy o nim pamiętać, tak bardzo brakuje nam jego obecności, a Londyn już na zawsze będzie dla mnie drugim domem...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)