O godzinie 6 obudził nas drobny deszcz, lecz była to niezwykle spokojna i udana noc. Było trochę zimno, dlatego usiedliśmy przy zadaszonych stolikach, przykryliśmy się śpiworami i do godziny 7:15 czekaliśmy aż Pan Tadziu otworzy DUET. Rozpadało się trochę mocniej, więc gdy tylko mogliśmy wejść do autokaru, od razu przebraliśmy się w cieplejsze ciuchy. W pobliżu był kranik, szybko się umyliśmy, zjedliśmy śniadanie i o godzinie 9 ruszyliśmy do Bratysławy :)
Jeszcze miesiąc temu szykowaliśmy się do wyjazdu, robiliśmy ostatnie zakupy, sprawdzaliśmy, czy wszystko mamy, czytaliśmy o miejscach, do których pojedziemy, a teraz... jest już po wszystkim! Aż trudno uwierzyć, że ten miesiąc minął nam w tak błyskawicznym tempie. Wróciliśmy bogatsi o nowe przeżycia i doświadczenia, z dorobkiem kolejnych tysięcy zdjęć i niezwykłych wspomnień, które nie dadzą nam o sobie zapomnieć, a które powracając wywołają u nas śmiech lub tęsknotę za tym co już minęło. Czas zacząć wspominać!
1 sierpnia 2015 - Polska/Czechy/Słowacja
Pobudka o godzinie 4:30 nie należała do łatwych, lecz ta świadomość, że dziś żegnamy się z naszym domem i łóżkiem, że jedziemy wspólnie przeżyć kolejną przygodę życia, napawała nas ogromnym optymizmem. Ostatnie domowe śniadanko, ostatnia kąpiel w wannie, czas dopakować ostatnie rzeczy i ruszamy! O godzinie 7:30 byliśmy już na Niskich Łąkach. Widok DUETu wywołał u nas ogromne uśmiechy, euforię i ciekawość, co tym razem przeżyjemy, co nas spotka.
Wybraliśmy miejsca w autokarze, pożegnaliśmy się z Marty Mamą, z naszym Mordkiem i ruszyliśmy na dworzec Nadodrze, gdzie czekała reszta Bolkowej grupy.
24 sierpnia 2014
O godzinie 6 rano wyjechaliśmy z Pragi. W autokarze trwała pożegnalna impreza. Aż szkoda nam było wracać do domu. Nie mogliśmy uwierzyć, że to już koniec kolejnej, pięknej przygody. O godzinie 8:30 mieliśmy postój w Kłodzku. Gdy po miesięcznej wyprawie wraca się do Polski, to ciężko jest się przyzwyczaić do tego, że wszyscy nas rozumieją ;) Podróż minęła nam dość szybko i po godzinie 13 byliśmy już na wrocławskim dworcu Nadodrze.
Pomimo niektórych cięższych chwil, jesteśmy niezwykle zadowoleni z tego wyjazdu. Gdyby nie Bolek, nigdy nie przeżylibyśmy tak wielu niezwykłych przygód, nie zobaczylibyśmy tylu wspaniałych miejsc i to wszystko tak niskim kosztem. Bolek pokazuje nam, że podróżować może każdy, wystarczy tylko chcieć! Może się powtórzymy, ale tak cudownych chwil nie da się przeżyć jeżdżąc do hotelu "All inclusive". Dzięki tym wyjazdom doświadczyliśmy tego, czego zwykły turysta nigdy nie doświadczy ;) Choć nie zawsze było łatwo, jednak razem daliśmy radę!
Nie raz słyszymy od ludzi, że nie pojechaliby na "tak dziki wyjazd" i szczerze mówiąc, w duchu bardzo im współczujemy... W końcu jak można nie kochać przygód? Podróże z Bolkiem są czymś wspaniałym, przecież nie zawsze ma się okazje spać pod gołym niebem na karimacie, w zupełnie nieznanym miejscu, podziwiając przepiękne niebo. Nie zawsze jest okazja, by zwiedzać wiele wspaniałych miast, poznawać nowych ludzi i przeżywać niezwykłe przygody, o których inni mogą jedynie pomarzyć...
Takie wyjazdy zmieniają ludzi, uzależniają ich od przygód i "odrobiny" adrenaliny, zmieniają nasz punkt widzenia i poszerzają horyzonty. Po Bolku już nigdy nic nie będzie takie samo...
Chcielibyśmy podziękować wszystkim bolkowiczom, rodzicom za pomoc finansową, w realizacji marzeń, naszemu kierowcy oraz samemu Bolkowi za wspaniałą przygodę, której nie da się zapomnieć :)
"Żadna podróż nie jest zakończona, dopóki nie wrócimy do miejsca, skąd wyruszyliśmy." - Christopher Golden
23 sierpnia 2014
Obudziliśmy się o godzinie 7 rano, obok nas sprzątali pracownicy strefy bezcłowej. Poszliśmy do publicznej toalety, żeby się umyć, a następnie zjedliśmy śniadanie. Było strasznie zimno... Obawialiśmy się, że Praga po raz kolejny przywita nas deszczem... Gdy już wszyscy byli gotowi, wsiedliśmy do ciepłego autokaru i pożegnaliśmy bezcłówkę. Droga bardzo nam się dłużyła, lecz dzięki temu mieliśmy okazję się zagrzać po tej lodowatej nocy.
22 sierpnia 2014
Nocka w autokarze nie należy do łatwych, jednak spało nam się świetnie. Było tak ciepło i przytulnie... O godzinie 4 mieliśmy krótki postój na stacji paliw. Kolejny postój był o 7:30. Na dworze strasznie wiało, a temperatura nie była zbyt wysoka... Już wiedzieliśmy, że trzeba będzie wyciągnąć bluzy i długie spodnie.
Tego dnia mieliśmy zwiedzać Wiedeń... Czuliśmy lekką niechęć do tego miasta (może dlatego, że był to koniec wyjazdu i brakowało nam Bałkańskich krajobrazów? A może po prostu nie przepadamy za Wiedniem...), jednak sporo bolkowiczów nie było tu jeszcze, dlatego Bolek nie chciał go odpuścić.
Dość długo nie mogliśmy znaleźć parkingu... Okazało się, że miejsca z poprzednich lat są już niedostępne. Michał i paru innych bolkowiczów pomogło Bolkowi w odnalezieniu się w terenie. Dopiero po godzinie 10 znaleźliśmy miejsce na postój. Byliśmy naprawdę zniechęceni do tego miasta, lecz czuliśmy się w obowiązku, żeby pokazać je Ewelinie. Nie narzekając zbyt wiele, ruszyliśmy do centrum, a było ono dość daleko ;)
Wiedeń - stolica i największe miasto Austrii. Znajduje się w północno-wschodniej części kraju, nad Dunajem. Jest miastem statutarnym, tworząc jednocześnie odrębny kraj związkowy. Historyczne centrum miasta, pełne zabytków ze wszystkich epok historycznych z przewagą XIX-wiecznego historyzmu i secesji przełomu XIX i XX w., zostało w 2001 wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ze względu na bogactwo atrakcji, należy do najchętniej odwiedzanych miast Europy. Wiedeń oficjalnie podzielony jest na 23 dzielnice. Jest on znaczącym ośrodkiem kultury europejskiej.
21 sierpnia 2014
Nocna burza trwała dość długo... Byliśmy bardzo zadowoleni, że mamy dach nad głową. Niestety nie był on do końca szczelny i trochę na nas nakapało, ale woleliśmy to, niż ulewę na zewnątrz ;) Po godzinie 12 w nocy kierowca odpalił silnik, uprzedzał nas o tym, więc nie byliśmy zaskoczeni... Choć trzeba przyznać, że trochę szybciej zabiły nam serca, a w głowach pojawiło się pytanie "czy na pewno nigdzie nas nie wywiezie?". Wiał straszny wiatr, który sprawiał, że cała ciężarówka się ruszała... to było trochę tak, jakby jechała... Był stres, lecz gdy wiatr zawiał mocniej i naszym oczom ukazał się DUET, bardzo nam ulżyło i próbowaliśmy zasnąć... a nie było to łatwe... Silnik ucichł dopiero po godzinie 3 w nocy i tak naprawdę, to dopiero wtedy udało nam się zasnąć (choć cały czas kapała między nas woda, położyliśmy w to miejsce bluzę, bo kropla uderzająca o karimatę naprawdę może narobić irytującego hałasu...). Była to ciężka noc, lecz i tak byliśmy niezwykle wdzięczni uprzejmemu kierowcy z Polski :)
Wstaliśmy o godzinie 7 rano. Mokre rzeczy rozwiesiliśmy na płocie należącym do Lidla. Następnie poszliśmy zrobić zakupy i spokojnie zjedliśmy śniadanie. Byliśmy trochę niewyspani... Po śniadaniu poszliśmy we dwoje do Kauflandu, żeby się umyć i skorzystać z toalety. Mieli fajne, duże umywalki, w których bez problemu można umyć głowę ;)
Po godzinie 9 rozłożyliśmy karimaty obok autokaru i odpoczywaliśmy. Nawet trochę się nam przysnęło ;) Gdy się obudziliśmy, mieliśmy jeszcze godzinę do odjazdu, więc wyciągnęliśmy butlę z gazem i zrobiliśmy kisielki.
20 sierpnia 2014
Około godziny 3 w nocy nadeszła potworna burza... Błyskawice co chwilę przecinały niebo. Paru zmokniętych, zmarzniętych bolkowiczów wróciło do autokaru, ich karimaty i śpiwory dosłownie ociekały z wody, dlatego też byliśmy przeszczęśliwi, że spaliśmy tu cały czas. W końcu było nam ciepło, mieliśmy cały autokar dla siebie, nie zmokliśmy i czuliśmy się naprawdę bezpiecznie.
Wstaliśmy o godzinie 7:10, zjedliśmy śniadanie, a następnie poszliśmy do toalety na stację paliw. Wzięliśmy ze sobą od razu czajnik z wodą do zagrzania, bo Bolek zawsze gania nas po wrzątek ;)
O godzinie 9 ruszyliśmy w drogę, do przejechania mieliśmy 101 km. Widoki były wspaniałe! To właśnie za nie tak bardzo uwielbiamy Chorwację :)
19 sierpnia 2014
Kolejna zimna noc... Choć tym razem budziliśmy się rzadziej, bo mieliśmy już opanowane przybieranie pozycji embrionalnej, by uzyskać jak najwięcej ciepła. A może to dlatego, że byliśmy tak wyczerpani? Trudno powiedzieć... No ale czego się nie zrobi dla zwiedzania, poznawania nowych miejsc i przeżywania niezwykłych przygód! Dla podróżowania da się znieść nawet największe niewygody i potwornie zimne noce na parkingu pod gołym niebem...
Wstaliśmy o godzinie 7 rano i od razu ruszyliśmy pod DUET. Nie chcieliśmy tu być, gdy ludzie zaczną przyjeżdżać na zakupy w centrum handlowym ;) Szybko zjedliśmy śniadanie, posprzątaliśmy trochę na naszych siedzeniach, a następnie poszliśmy do toalety w markecie. Zaczynało łapać nas przeziębienie, obydwoje mieliśmy straszny katar...
O godzinie 9 odjechaliśmy z Zadaru, Bolek obiecał, że pół dnia spędzimy dzisiaj na plaży. Ucieszyło nas to, bo potrzebowaliśmy odrobiny relaksu... Widoki były niesamowite! Na poniższym zdjęciu widoczny jest żelbetonowy, drogowy most łukowy, łączący stały ląd z chorwacką wyspą Krk.
18 sierpnia 2014
To była okropnie zimna noc... nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że spaliśmy w śpiworach pod gołym niebem... Co chwilę się budziliśmy, próbując skulić się jak najmocniej, żeby złapać jak najwięcej ciepła... Tak zimnych nocy jeszcze na Bolku nie przeżyliśmy. Gdy tylko obudziliśmy się o godzinie 6 i zobaczyliśmy, że DUET jest otwarty, pobiegliśmy po butlę z gazem i zupki chińskie, a następnie wleźliśmy do śpiworów i próbowaliśmy zagrzać się jedzeniem :)
O godzinie 8 Bolek i Pan Tadziu odwieźli nas autokarem do miasta. Wysiedliśmy obok dworca autobusowego, czas na zwiedzanie mieliśmy do godziny 11.
Szybenik (chorw. Šibenik) – historyczne miasto w Chorwacji, w środkowej Dalmacji, położone nad ujściem rzeki Krka do Morza Adriatyckiego. Jest on politycznym, kulturalnym, komunikacyjnym i turystycznym centrum okręgu szybenicko-knińskiego. Specyficzny charakter miasto zapewne zyskało po wielu transformacjach, które pojawiały się pod koniec lat 90. To co rzuca się na pierwszy rzut oka to brak jakichkolwiek śladów starożytnej historii. Wojna z Serbią całkowicie zrujnowała Szybenik, a miasto do tej pory powoli podnosi się z chwilowego upadku.
17 sierpnia 2014
Noc była dość chłodna, budziliśmy się z zimna parę razy... Lecz trzeba przyznać, że było naprawdę spokojnie. O godzinie 7 zaczęły bić dzwony kościoła, lecz poszliśmy spać dalej, w końcu było nam trochę cieplej. O 8:40 stwierdziliśmy, że najwyższy czas już wstać, w końcu spaliśmy na przydrożnym parkingu ;) Zjedliśmy śniadanie obok autokaru i godzinę później byliśmy już w drodze na plażę, a była ona dość długa, bo do przejścia mieliśmy 3 kilometry ;)
Po drodze weszliśmy do Konzuma, żeby kupić wodę do picia. Skusiliśmy się też na niezwykle tanią połówkę arbuza... Później tego pożałowaliśmy, bo gdy skosztowaliśmy go w parku, okazało się, że na pewno był on czyszczony jakimiś chemikaliami... Pewnie był już nieświeży, a bardzo chcieli go sprzedać... Arbuz niestety wylądował w kuble. Na dodatek Michał, podczas krojenia arbuza, dość mocno rozciął sobie palca nożem...
16 sierpnia 2014
Obudziliśmy się o godzinie 7 rano, a widoki jakie zastaliśmy, bardzo nas zaskoczyły! Nie spodziewaliśmy się, że za tym parkingiem jest tak pięknie! Chociaż mogliśmy się tego domyśleć, przecież to Riwiera Makarska :) Zwinęliśmy śpiwory i karimaty, a następnie przyszykowaliśmy śniadanie. Nie musieliśmy się spieszyć, bo czasu mieliśmy sporo.
15 sierpnia 2014
O godzinie 7 rano na placu pielgrzyma w Međugorje, obudziły nas dźwięki nabożeństwa odprawianego pod gołym niebem, na tzw. Ołtarzu polowym. W końcu wyspaliśmy się jak jeszcze nigdy na dzikusie :) Nie martwiliśmy się, że ktoś nas stąd przegoni, że będziemy musieli uciekać przed policją... Właśnie tego było nam trzeba! Coraz więcej pielgrzymów pojawiało się na mszy, więc zwinęliśmy swoje karimaty i śpiwory, a następnie poszliśmy do autokaru przebrać się. O godzinie 8 byliśmy już w kościele, chcieliśmy zobaczyć go od środka, jednak był straszny tłok...
Međugorje to miejscowość w Bośni i Hercegowinie położona w południowej części Hercegowiny, do 1981 roku nieznana była nawet we własnym kraju. W czasach najnowszych Međugorje jest jednym z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc pielgrzymkowych (sanktuariów) w świecie katolickim. Według świadectwa sześciorga, wtedy młodych parafian (dwóch chłopców i cztery dziewczynki), od 24 czerwca 1981 roku we wsi Bijakovići, w parafii Međugorje codziennie objawia się Najświętsza Maria Panna. Objawienia cały czas są badane przez Kościół katolicki, do tej pory nie odrzucone ani nie potwierdzone.
14 sierpnia 2014
To była dla nas naprawdę wyczerpująca i pełna wrażeń noc... Siedzieliśmy na plaży w porcie Orebić, daleko od autokaru i zastanawialiśmy się, co dzieje się z resztą naszej bolkowej grupy. Czy ochroniarz zszedł na plażę i ich znalazł? Nie wiedzieliśmy tego... Chcieliśmy ich jednak za wszelką cenę uprzedzić i sprawdzić co się tam dzieje, lecz nie mieliśmy jak ruszyć się z tego miejsca. Każde przejeżdżające auto, wyglądało dla nas jak auto tego ochroniarza, a przecież zakazał nam zejścia na plażę. Straszny był dla nas również fakt, że nie zabraliśmy ze sobą dokumentów z autokaru... Czuliśmy się jakbyśmy byli tu nielegalnie ;) Około godziny 1 w nocy dziewczyny, które spotkaliśmy po drodze, stwierdziły, że pójdą i sprawdzą co dzieje się przy autokarze. My nie mogliśmy iść, dla nas te tereny były już spalone... Obiecały, że wyślą nam SMSa (jak dobrze, że Gosia jako jedyna miała ze sobą telefon!). Z niecierpliwością czekaliśmy na wiadomość... Gdy nadeszła, załamaliśmy się totalnie... brzmiała ona mniej więcej tak: "Nie przychodźcie, siedzi przy drodze niedaleko autokaru i świeci latarką. Ominęłyśmy autokar i idziemy dalej, szukać jakiegoś miejsca.". Totalnie nie wiedzieliśmy jak mamy wrócić pod autokar! To było straszne...
13 sierpnia 2014
Nad ranem dojechaliśmy na Półwysep Pelješac, który jest drugim co do wielkości półwyspem w Chorwacji, rozciąga się na długości 65 km pomiędzy stałym lądem wyspami Korčula i Mljet. Podróż była dość męcząca, pomimo tego, że trwała tylko 3 godziny. Wzięliśmy śpiwory i karimaty, a następnie całą grupą poszliśmy spać na plażę przy Grand Hotel Orebić. O godzinie 6 rano, wstaliśmy i położyliśmy się w trochę innym miejscu, bliżej autokaru i lasku. Miejsce było wspaniałe! Później dowiedzieliśmy się, że ktoś robił nam zdjęcia jak śpimy, ale wtedy śmialiśmy się z tego... O godzinie 8:30 wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie i o godzinie 11 poszliśmy na hotelową plażę. Bolek załatwił nam prom na Wyspę Korčulę po niższej cenie! Zapłaciliśmy po 10 kun od osoby. Czekając na nasz prom podziwialiśmy przepiękne widoki, czuliśmy się jak w raju!
12 sierpnia 2014
Dzień dwunasty... półmetek naszego wyjazdu. Strasznie szybko to minęło, ale niestety na Bolku czas pędzi nieubłaganie, nie dając nam ani chwili odpoczynku.
11 sierpnia 2014
Wstaliśmy przed godziną 7 i dyskretnie weszliśmy na teren kempingu, żeby wziąć prysznic. Na szczęście nikt się nie czepiał, bo nikt nie zwrócił na nas nawet najmniejszej uwagi ;) Mieliśmy sporo czasu, wyjazd z Ulcinj zaplanowany był na godzinę 13. Wysuszyliśmy więc namioty, przewietrzyliśmy śpiwory i stwierdziliśmy, że mamy ochotę na tosty. W piątkę poszliśmy więc na zakupy, było dopiero po 9, jednak upał strasznie nam doskwierał... Do marketu jest dość daleko, jednak po długich poszukiwaniach, zdobyliśmy wszystkie składniki! Nawet nie macie pojęcia jak ciężko dostać tu żółty ser... Dopiero w ósmym markecie znaleźliśmy ten "rarytas" i za 0,5 kg zapłaciliśmy 7 euro.
10 sierpnia 2014
Wstaliśmy o godzinie 6 i od razu zaczęliśmy pakować namioty i śpiwory do autokaru. Nad polami, na których pasły się owce, unosiła się mgła. Były to naprawdę niesamowite widoki o poranku ;)
9 sierpnia 2014
Nasz drugi dzień na kempingu, postanowiliśmy spędzić go dość leniwie...
Wstaliśmy o godzinie 8, w końcu naprawdę się wyspaliśmy! Nie trzeba było się o nic martwić, to wspaniałe uczucie! Po śniadaniu (makaron z pulpetami) zabraliśmy się za ładowanie telefonów i baterii z aparatów. Gdy jedno z nas pilnowało ładowarek i kontaktowało się z rodziną dzięki WiFi, drugie korzystało z największego z uroków kempingu, a mianowicie z prysznica! I tak na zmianę ;)
8 sierpnia 2014
Wstaliśmy o godzinie 7. Wagon do przewozu aut okazał się bardzo wygodnym miejscem ;) Szybko zwinęliśmy śpiwory i zjedliśmy śniadanie. Pogoda była wspaniała! Bezchmurne niebo, ciepło z samego rana... napawało nas to optymizmem!
7 sierpnia 2014
To była bardzo spokojna noc, nikt nam nie przeszkadzał, nikt nas nie budził... Do czasu, choć spodziewaliśmy się tego ;) O godzinie 6 rano w meczetu wydobyło się bardzo głośne wezwanie do modlitwy... Ok, nie byliśmy jakoś zdziwieni, w końcu spaliśmy na parkingu należącym właśnie do meczetu... Jednak to wezwanie trwało chyba z 10 minut! Był nawet moment, gdy pomyśleliśmy, że to już koniec, ale to chyba była tylko przerwa na oddech ;) Gdy tylko zrobiło się cicho, ponownie poszliśmy spać. Wstaliśmy o godzinie 7:40 i zabraliśmy się za szykowanie śniadania :)