Ostatni dzień, ostatnie śniadanie na tarasie... Oj ciężko wraca się do rzeczywistości... Tak bardzo mi szkoda, że nie udało się tego wyjazdu spędzić z moimi rodzicami... W końcu to dla nich go zorganizowaliśmy 😔 Pomału szykowaliśmy się do powrotu. Pakowaliśmy wszystkie rzeczy i próbowaliśmy zapamiętać jak najwięcej tych widoków.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Czwarty dzień naszego pobytu na Bałkanach. Na ten dzień nie mieliśmy zaplanowanej żadnej wycieczki... miał to być dzień na leniwy wypoczynek, spacer po okolicy oraz przyjemną kąpiel w Adriatyku 😁 Kuba oczywiście nie dał nam pospać... cóż, takie życie z małym dzieckiem. Dzięki temu mamy dłuższy dzień na rozkoszowanie się widokami 😅

Trzeci dzień na Bałkanach przywitał nas chmurami i deszczową pogodą. Na ten dzień mieliśmy zaplanowaną wycieczkę do Dubrownika. Sprawdziliśmy pogodę... przez najbliższe dwa tygodnie zapowiadają tam deszcz. No cóż... W takim razie nie zmieniamy planów i jedziemy dzisiaj, skoro pogoda nie zamierza się poprawić 😅 z resztą, byliśmy w Dubrownik już dwa razy, więc raz możemy mieć gorszą pogodę.
Chorwacja to zdecydowanie nasz raj na ziemi! To mega niezwykłe uczucie budzić się w tym miejscu, wyjść na taras i móc podziwiać te widoki... A dzień zaczął się dla nas zdecydowanie szybciej, niż byśmy tego chcieli... no cóż, Kuba już się wyspał 😅 Michał zabrał Rudiego na poranny spacer, a my powoli szykowaliśmy się do śniadania.
Długo czekaliśmy na ten dzień i w końcu nadszedł! Wieczorem 20 maja ruszyliśmy w drogę, by tym razem już z Kubusiem, podbić Bałkany! Choć ten wyjazd miał wyglądać zupełnie inaczej... rodzice Marty, dla których chcieliśmy zorganizować ten wyjazd, by odwdzięczyć się im za te wszystkie podróże, które wspólnie z nimi i dzięki nimi odbyliśmy, niestety nie mogli pojechać z nami. Bardzo tego żałowaliśmy, lecz nic nie mogliśmy zmienić... by nie zmarnować dużego apartamentu, pojechała z nami kuzynka Marty - Dominika. No to w drogę!
21 sierpnia 2014
Nocna burza trwała dość długo... Byliśmy bardzo zadowoleni, że mamy dach nad głową. Niestety nie był on do końca szczelny i trochę na nas nakapało, ale woleliśmy to, niż ulewę na zewnątrz ;) Po godzinie 12 w nocy kierowca odpalił silnik, uprzedzał nas o tym, więc nie byliśmy zaskoczeni... Choć trzeba przyznać, że trochę szybciej zabiły nam serca, a w głowach pojawiło się pytanie "czy na pewno nigdzie nas nie wywiezie?". Wiał straszny wiatr, który sprawiał, że cała ciężarówka się ruszała... to było trochę tak, jakby jechała... Był stres, lecz gdy wiatr zawiał mocniej i naszym oczom ukazał się DUET, bardzo nam ulżyło i próbowaliśmy zasnąć... a nie było to łatwe... Silnik ucichł dopiero po godzinie 3 w nocy i tak naprawdę, to dopiero wtedy udało nam się zasnąć (choć cały czas kapała między nas woda, położyliśmy w to miejsce bluzę, bo kropla uderzająca o karimatę naprawdę może narobić irytującego hałasu...). Była to ciężka noc, lecz i tak byliśmy niezwykle wdzięczni uprzejmemu kierowcy z Polski :)
Wstaliśmy o godzinie 7 rano. Mokre rzeczy rozwiesiliśmy na płocie należącym do Lidla. Następnie poszliśmy zrobić zakupy i spokojnie zjedliśmy śniadanie. Byliśmy trochę niewyspani... Po śniadaniu poszliśmy we dwoje do Kauflandu, żeby się umyć i skorzystać z toalety. Mieli fajne, duże umywalki, w których bez problemu można umyć głowę ;)
Po godzinie 9 rozłożyliśmy karimaty obok autokaru i odpoczywaliśmy. Nawet trochę się nam przysnęło ;) Gdy się obudziliśmy, mieliśmy jeszcze godzinę do odjazdu, więc wyciągnęliśmy butlę z gazem i zrobiliśmy kisielki.
20 sierpnia 2014
Około godziny 3 w nocy nadeszła potworna burza... Błyskawice co chwilę przecinały niebo. Paru zmokniętych, zmarzniętych bolkowiczów wróciło do autokaru, ich karimaty i śpiwory dosłownie ociekały z wody, dlatego też byliśmy przeszczęśliwi, że spaliśmy tu cały czas. W końcu było nam ciepło, mieliśmy cały autokar dla siebie, nie zmokliśmy i czuliśmy się naprawdę bezpiecznie.
Wstaliśmy o godzinie 7:10, zjedliśmy śniadanie, a następnie poszliśmy do toalety na stację paliw. Wzięliśmy ze sobą od razu czajnik z wodą do zagrzania, bo Bolek zawsze gania nas po wrzątek ;)
O godzinie 9 ruszyliśmy w drogę, do przejechania mieliśmy 101 km. Widoki były wspaniałe! To właśnie za nie tak bardzo uwielbiamy Chorwację :)
19 sierpnia 2014
Kolejna zimna noc... Choć tym razem budziliśmy się rzadziej, bo mieliśmy już opanowane przybieranie pozycji embrionalnej, by uzyskać jak najwięcej ciepła. A może to dlatego, że byliśmy tak wyczerpani? Trudno powiedzieć... No ale czego się nie zrobi dla zwiedzania, poznawania nowych miejsc i przeżywania niezwykłych przygód! Dla podróżowania da się znieść nawet największe niewygody i potwornie zimne noce na parkingu pod gołym niebem...
Wstaliśmy o godzinie 7 rano i od razu ruszyliśmy pod DUET. Nie chcieliśmy tu być, gdy ludzie zaczną przyjeżdżać na zakupy w centrum handlowym ;) Szybko zjedliśmy śniadanie, posprzątaliśmy trochę na naszych siedzeniach, a następnie poszliśmy do toalety w markecie. Zaczynało łapać nas przeziębienie, obydwoje mieliśmy straszny katar...
O godzinie 9 odjechaliśmy z Zadaru, Bolek obiecał, że pół dnia spędzimy dzisiaj na plaży. Ucieszyło nas to, bo potrzebowaliśmy odrobiny relaksu... Widoki były niesamowite! Na poniższym zdjęciu widoczny jest żelbetonowy, drogowy most łukowy, łączący stały ląd z chorwacką wyspą Krk.
18 sierpnia 2014
To była okropnie zimna noc... nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że spaliśmy w śpiworach pod gołym niebem... Co chwilę się budziliśmy, próbując skulić się jak najmocniej, żeby złapać jak najwięcej ciepła... Tak zimnych nocy jeszcze na Bolku nie przeżyliśmy. Gdy tylko obudziliśmy się o godzinie 6 i zobaczyliśmy, że DUET jest otwarty, pobiegliśmy po butlę z gazem i zupki chińskie, a następnie wleźliśmy do śpiworów i próbowaliśmy zagrzać się jedzeniem :)
O godzinie 8 Bolek i Pan Tadziu odwieźli nas autokarem do miasta. Wysiedliśmy obok dworca autobusowego, czas na zwiedzanie mieliśmy do godziny 11.
Szybenik (chorw. Šibenik) – historyczne miasto w Chorwacji, w środkowej Dalmacji, położone nad ujściem rzeki Krka do Morza Adriatyckiego. Jest on politycznym, kulturalnym, komunikacyjnym i turystycznym centrum okręgu szybenicko-knińskiego. Specyficzny charakter miasto zapewne zyskało po wielu transformacjach, które pojawiały się pod koniec lat 90. To co rzuca się na pierwszy rzut oka to brak jakichkolwiek śladów starożytnej historii. Wojna z Serbią całkowicie zrujnowała Szybenik, a miasto do tej pory powoli podnosi się z chwilowego upadku.
17 sierpnia 2014
Noc była dość chłodna, budziliśmy się z zimna parę razy... Lecz trzeba przyznać, że było naprawdę spokojnie. O godzinie 7 zaczęły bić dzwony kościoła, lecz poszliśmy spać dalej, w końcu było nam trochę cieplej. O 8:40 stwierdziliśmy, że najwyższy czas już wstać, w końcu spaliśmy na przydrożnym parkingu ;) Zjedliśmy śniadanie obok autokaru i godzinę później byliśmy już w drodze na plażę, a była ona dość długa, bo do przejścia mieliśmy 3 kilometry ;)
Po drodze weszliśmy do Konzuma, żeby kupić wodę do picia. Skusiliśmy się też na niezwykle tanią połówkę arbuza... Później tego pożałowaliśmy, bo gdy skosztowaliśmy go w parku, okazało się, że na pewno był on czyszczony jakimiś chemikaliami... Pewnie był już nieświeży, a bardzo chcieli go sprzedać... Arbuz niestety wylądował w kuble. Na dodatek Michał, podczas krojenia arbuza, dość mocno rozciął sobie palca nożem...
16 sierpnia 2014
Obudziliśmy się o godzinie 7 rano, a widoki jakie zastaliśmy, bardzo nas zaskoczyły! Nie spodziewaliśmy się, że za tym parkingiem jest tak pięknie! Chociaż mogliśmy się tego domyśleć, przecież to Riwiera Makarska :) Zwinęliśmy śpiwory i karimaty, a następnie przyszykowaliśmy śniadanie. Nie musieliśmy się spieszyć, bo czasu mieliśmy sporo.
15 sierpnia 2014
O godzinie 7 rano na placu pielgrzyma w Međugorje, obudziły nas dźwięki nabożeństwa odprawianego pod gołym niebem, na tzw. Ołtarzu polowym. W końcu wyspaliśmy się jak jeszcze nigdy na dzikusie :) Nie martwiliśmy się, że ktoś nas stąd przegoni, że będziemy musieli uciekać przed policją... Właśnie tego było nam trzeba! Coraz więcej pielgrzymów pojawiało się na mszy, więc zwinęliśmy swoje karimaty i śpiwory, a następnie poszliśmy do autokaru przebrać się. O godzinie 8 byliśmy już w kościele, chcieliśmy zobaczyć go od środka, jednak był straszny tłok...
Međugorje to miejscowość w Bośni i Hercegowinie położona w południowej części Hercegowiny, do 1981 roku nieznana była nawet we własnym kraju. W czasach najnowszych Međugorje jest jednym z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc pielgrzymkowych (sanktuariów) w świecie katolickim. Według świadectwa sześciorga, wtedy młodych parafian (dwóch chłopców i cztery dziewczynki), od 24 czerwca 1981 roku we wsi Bijakovići, w parafii Međugorje codziennie objawia się Najświętsza Maria Panna. Objawienia cały czas są badane przez Kościół katolicki, do tej pory nie odrzucone ani nie potwierdzone.
Nad ranem dojechaliśmy na Półwysep Pelješac, który jest drugim co do wielkości półwyspem w Chorwacji, rozciąga się na długości 65 km pomiędzy stałym lądem wyspami Korčula i Mljet. Podróż była dość męcząca, pomimo tego, że trwała tylko 3 godziny. Wzięliśmy śpiwory i karimaty, a następnie całą grupą poszliśmy spać na plażę przy Grand Hotel Orebić. O godzinie 6 rano, wstaliśmy i położyliśmy się w trochę innym miejscu, bliżej autokaru i lasku. Miejsce było wspaniałe! Później dowiedzieliśmy się, że ktoś robił nam zdjęcia jak śpimy, ale wtedy śmialiśmy się z tego... O godzinie 8:30 wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie i o godzinie 11 poszliśmy na hotelową plażę. Bolek załatwił nam prom na Wyspę Korčulę po niższej cenie! Zapłaciliśmy po 10 kun od osoby. Czekając na nasz prom podziwialiśmy przepiękne widoki, czuliśmy się jak w raju!









