Pokazywanie postów oznaczonych etykietą London. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą London. Pokaż wszystkie posty

To kolejny post z Londynu, który piszę typowo dla siebie... Chcę te wspomnienia mieć na swoim blogu, by móc kiedyś pokazać je Kubusiowi.

29 września 2018 roku wybraliśmy się kolejny raz do Londynu, by odwiedzić moich rodziców. Mój Tata akurat dzień wcześniej wyszedł ze szpitala, dlatego cieszyliśmy się, że będziemy mogli spędzić kilka dni razem. Z samego rana stawiliśmy się na wrocławskim lotnisku, skąd mieliśmy samolot do Luton. Kuba bardzo wszystko przeżywał, cieszył go widok samolotów i to, że zaraz będzie jednym z nich leciał.

Ten wpis piszę typowo dla siebie... jest dla mnie bardzo ważny i sentymentalny. Nie ma tu prawie wcale zwiedzania, za to jest sporo chwil spędzonych wspólnie z moimi rodzicami i Kubusiem w Anglii. 

Nasz wspólny pobyt w Londynie powoli dobiegał końca, więc żeby nie siedzieć bezczynnie w domu, postanowiliśmy odwiedzić muzeum, które bardzo nas zaciekawiło - Muzeum Londyńskiego Transportu :) Zaplanowaliśmy więc trasę i ruszyliśmy w drogę! Muzeum niestety jest płatne, ale jako studenci dostaliśmy zniżkę ;)
Któregoś dnia naszego pobytu w Londynie postanowiliśmy, że pójdziemy przejechać się autobusem linii 302 z Marty Tatą i od razu zahaczymy o park, który parę razy mijaliśmy. Był już wieczór, lecz nie było jeszcze zbyt ciemno, cieszyło nas to, bo z parku wspaniale widać Wembley. 


Kolejny dzień zwiedzania Londynu postanowiliśmy spędzić w miejscach cichych i spokojnych, choć zahaczyliśmy również o centrum... Chcieliśmy również poznać i na własnej skórze odczuć klimat starego angielskiego cmentarza. W internecie wyszukaliśmy dwa, ciekawe dla nas miejsca i po zaplanowaniu trasy ruszyliśmy w dość długą drogę ;)


28 czerwca 2015 r. był wyjątkowo chłodnym i deszczowym dniem... właśnie dlatego postanowiliśmy wybrać jedno mniej znane, darmowe muzeum i spędzić ten dzień w miejscu  zadaszonym ;) Nasz wybór padł na muzeum wojenne, więc Michał był niezwykle podekscytowany ;) Obiecał mi jednak, że niedługo odwiedzimy inne muzeum, które bardzo chciałam zobaczyć. Za pomocą aplikacji Google Maps zaplanowaliśmy trasę podróży i ruszyliśmy w drogę!


Kolejny dzień postanowiliśmy spędzić w bardziej turystycznych miejscach Londynu. Zaplanowaliśmy, że obowiązkowo pochodzimy po jakimś parku i zobaczymy Katedrę św. Pawła. Ja widziałam ją wiele lat temu, lecz Michał jeszcze nie miał okazji, bo za każdym razem brakowało nam czasu ;) Załadowaliśmy nasze karty Oyster biletem tylko na autobusy, więc czekała nas długa podróż podczas której mogliśmy po raz kolejny podziwiać miasto :)


Drugiego dnia naszego pobytu w Londynie wstaliśmy około godziny 8. Zjedliśmy śniadanie i  w drogę! Tego dnia postanowiliśmy, że będziemy poruszać się w większości tylko autobusami, by móc popodziwiać miasto. Udało nam się usadowić u góry na samym przodzie ;) Nasza podróż trwała około 40 minut, więc mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by próbować odgadnąć w którą stronę skręci kierowca naszego autobusu i by zachwycać się widokami.



16 kwietnia 2015 r., czyli w 20 urodziny Michała, wybraliśmy się po raz kolejny do Londynu... Tym razem był to bardziej rodzinny wyjazd, bo oprócz nas pojechali również Michała rodzice i Marty Mama, a Tata Marty czekał już na naszą paczkę na miejscu :)
Nasz ostatni dzień w Londynie to głównie droga do EasyBusa, a tym już prosto na lotnisko. Był to dzień smutny, czas pożegnać Londyn i Marty Tatę... Tak naprawdę to wcale nie chciało nam się wracać, pogoda w Londynie była wręcz idealna na spacer. Z domu wyszliśmy dość wcześnie i gdy dojechaliśmy na Marble Arch, to do odjazdu autokarem mieliśmy jeszcze dużo czasu. Tacie Marty udało się dogadać z kierowcą i wziął nas wcześniejszym autokarem. 

Odlot mieliśmy dopiero o godzinie 13:30, więc czekało nas parę godziny na lotnisku. Jeszcze przed odprawą usiedliśmy i zjedliśmy kanapki ;)

Port lotniczy Londyn-Luton (ang.: London Luton Airport) – międzynarodowe lotnisko położone koło Luton, 50 km na północ od centrum Londynu. Jest czwartym (pod względem liczby przewiezionych pasażerów) portem lotniczym obsługującym aglomerację londyńską.



Kolejny dzień również zaczęliśmy od przepysznego English Breakfast w wykonaniu Marty Taty. To danie chyba nigdy nam się nie znudzi :) Do końca nie wiedzieliśmy, co chcemy dzisiaj robić. Na pewno chcieliśmy pojechać w tereny Londyńskiej Tower... ale co dalej? Zostaliśmy zachęceni przez Pana Krzyśka i Panią Ewę do przejazdu kolejką linową nad Tamizą. Wcześniej rozważaliśmy tę opcję, lecz po ich namowach, stwierdziliśmy, że czemu nie ;)

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Długo czekaliśmy na ten dzień... i w końcu nadszedł - 21 stycznia 2015 roku! Choć ciężko nam było wstać z łóżka o godzinie 3 nad ranem, a na dodatek stres przed lotem dawał się we znaki, lecz obydwoje byliśmy bardzo podekscytowani czekającą nas przygodą. Ostatnie przygotowania, sprawdzanie wziętych rzeczy i biletów, rozmiaru bagażu podręcznego, następnie konkretne śniadanie, a o godzinie 4:50 siedzieliśmy już w samochodzie. Mama Marty zaoferowała, że zawiezie nas na lotnisko. O 5:20 czekaliśmy już w kolejce do odprawy. Marta miała pecha, i gdy przechodziła przez bramkę, ta zapiszczała. Powodem rewizji okazały się buty... Następnie, czekanie w kolejce do wejścia na pokład. Znów mieliśmy lecieć WizzAirem, tak jak 4 lata temu. Z pomocą Marty Taty, udało nam się wyśledzić tanie bilety 104 zł w dwie strony za osobę (dzięki posiadaniu przez nas "WIZZ DISCOUNT CLUB", co jest niezwykle korzystną opcją i polecamy ją każdemu!), więc cena naprawdę atrakcyjna, bo ostatnim razem zapłaciliśmy ponad 500. Podróż minęła dość szybko, choć musimy przyznać, że wolimy latać w dzień. Czuliśmy się jakoś nieswojo, gdy nie mogliśmy ocenić odległości samolotu od ziemi, z powodu panujących na dworze ciemności. Wolimy latać w dzień gdy można podziwiać krajobrazy. 
18 sierpnia 2011 roku wraz z moim chłopakiem Michałem polecieliśmy do Londynu. Bardzo długo szykowaliśmy się do tego wyjazdu i nie mogliśmy się go doczekać, ja oczywiście musiałam zrobić plan zwiedzania :) O godzinie 5 stawiliśmy się na lotnisku we Wrocławiu i... o 6:20 rozpoczęliśmy naszą wyprawę. Jak ja nienawidzę latać…