Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rudi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rudi. Pokaż wszystkie posty

Przedostatni dzień naszego pobytu na Bałkanach... Standardowo zjedliśmy śniadanie na naszym cudnym tarasie i omówiliśmy plany na ten dzień. Planów w sumie nie było zbyt wiele, w końcu musieliśmy odpocząć przed długą podróżą do domu. 

Kolejny dzień, kolejne śniadanie na tarasie z widokiem na Adriatyk... Tak, to zdecydowanie nasz mały raj na ziemi! Dzisiaj w planach mieliśmy spacer po okolicy i plażowanie. Niech auto też trochę odpocznie od jazdy 😅

Długo czekaliśmy na ten dzień i w końcu nadszedł! Wieczorem 20 maja ruszyliśmy w drogę, by tym razem już z Kubusiem, podbić Bałkany! Choć ten wyjazd miał wyglądać zupełnie inaczej... rodzice Marty, dla których chcieliśmy zorganizować ten wyjazd, by odwdzięczyć się im za te wszystkie podróże, które wspólnie z nimi i dzięki nimi odbyliśmy, niestety nie mogli pojechać z nami. Bardzo tego żałowaliśmy, lecz nic nie mogliśmy zmienić... by nie zmarnować dużego apartamentu, pojechała z nami kuzynka Marty - Dominika. No to w drogę!

Dnia 15 sierpnia wybraliśmy się na spontaniczną wycieczkę. Tak naprawdę do końca nie wiedzieliśmy gdzie zrobimy postój i co będziemy zwiedzać ;) Kierowaliśmy się w stronę Milicza, a nasz wybór ostatecznie padł na spacer wśród stawów Parku Narodowego Dolina Baryczy :)


Gdy 27 marca 2017 roku na świat przyszedł nasz przyszły mały podróżnik, od razu zaczęliśmy planować krótkie wycieczki, na które wybierzemy się z nim w tym roku. Na pierwszy wyjazd Kubusia, który był jednocześnie jego podróżniczym chrztem, wybraliśmy górę Ślężę :) Po dokładnym upewnieniu się, że na pewno da się tam wjechać wózkiem, spakowaliśmy wszystkie rzeczy potrzebne w podróży z takim maleństwem i ruszyliśmy w drogę. Rudi też już nie mógł się doczekać ;)  

Mając w końcu trochę czasu wolnego, postanowiliśmy, że ruszymy się gdzieś z domu. Tym bardziej, że Rudi już od dawna nigdzie nie był ;) Nie planowaliśmy długiej wycieczki, dlatego uznaliśmy, że okolice Ślęży będą idealne. Spakowaliśmy Rudego do Zafiry i 12 listopada ruszyliśmy w drogę! Podróż nie trwała długo, początkowo planowaliśmy odwiedzić nieczynny kamieniołom, lecz ostatecznie nasz wybór padł na znajdującą się zaraz obok Ślęży górę Radunię.


Kontynuując naszą wyprawę w Góry Stołowe pojechaliśmy w stronę Szczelińca Wielkiego. Doskonale pamiętaliśmy te niezwykłe tereny, a powrót w to miejsce, tym razem we dwoje, napawał nas mega pozytywną energią :) Uwielbiamy wycieczki w tereny Skalnego Miasta, te formacje skalne są dla nas po prostu przepiękne.

Planując kolejny wyjazd w tereny ziemi kłodzkiej wiedzieliśmy, że będzie to dla nas powrót do szlaków dawno przez nas zdobytych, lecz razem nas tam jeszcze nie było ;) Spakowaliśmy więc Rudiego oraz kuzynkę Marty - Sandrę i ruszyliśmy w drogę. We Wrocławiu pogoda nie była ciekawa, a trochę za miastem zaczęło padać... na szczęście po dojechaniu na miejsce okazało się, że warunki atmosferyczne nam sprzyjają i są wręcz idealne do górskich wycieczek. Mieliśmy na ten dzień zaplanowane zdobycie Błędnych Skał i Szczelińca Wielkiego, który opiszemy w przyszłym wpisie.


Szukając ciekawych miejsc na terenie Dolnego Śląska natrafiliśmy na Kolorowe Jeziorka znajdujące się zaledwie 90 km od Wrocławia. Korzystając z tego, że moi rodzice przyjechali na urlop do Polski wsiedliśmy w czwórkę w auto, Rudiego zapakowaliśmy do bagażnika i 23 kwietnia 2016 r. ruszyliśmy na jednodniowy wypad w góry ;) Droga minęła nam naprawdę szybko, choć im bliżej jeziorek tym bardziej jest ona kręta i wąska. W końcu dotarliśmy na parking (płatny 10 zł), zjedliśmy coś i ruszyliśmy na szlak!

Wspólny wyjazd na Ślężę (czy jak to się popularnie mówi - na Sobótkę) planowaliśmy już od dawna. Ciągle brakowało nam czasu... praca, studia, planowanie ślubu i choroba naszego Mordka, to wszystko wypełniało nam dni na maksa. Bardzo chcieliśmy wybrać się tam jeszcze z Mordkiem, który uwielbiał góry, lecz już nie było nam to dane... Przez jedną złą diagnozę nasz kochany pies po 13 latach udanego, psiego życia przegrał walkę, a my musieliśmy podjąć strasznie trudną dla nas decyzję. Ciężko było nam się z tym pogodzić... dom był tak strasznie pusty... spontanicznie pojechaliśmy do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt we Wrocławiu, chcąc dać szansę jakiemuś psiakowi i tak w naszym domu znalazł się Rudi :) Nigdy nie zastąpi nam Mordusia, to dwa zupełnie inne psy, dwa zupełnie różne charaktery, dlatego staramy się ich nie porównywać, co nie jest łatwe. Rudi zyskał kochający dom, a my nowego kompana w podróży :) Nasz nowy przyjaciel to bardzo energiczny psiak, dlatego chcąc zapewnić mu wystarczająco dużo aktywności w Poniedziałek Wielkanocy wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy na wycieczkę! Każde z nas szczyt Ślęży już zdobyło, w końcu chyba każdy wrocławianin był tam przynajmniej raz w życiu, lecz razem nas tam jeszcze nie było ;)