Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty

Podczas naszego świątecznego pobytu w Londynie postanowiliśmy wybrać się do centrum. Akurat trafiliśmy na piękną pogodę, więc szkoda by było tego nie wykorzystać ;) Postawiliśmy przed sobą też jeszcze jedno, drobne wyzwanie... jechał z nami Rudi! Spakowaliśmy wszystkie potrzebne nam rzeczy, wzięliśmy woreczki dla Rudego i w drogę! Do centrum dojechaliśmy dwoma autobusami. W pierwszym, kierowca kazał pójść z psem na górę... po konsultacji z moim tatą, który jest kierowcą, wiemy, że nie na takiego wymogu i było to jego zwykłe widzimisię... 
Słynne na cały świat Stonehenge. Jedna z wizytówek Wielkiej Brytanii. Nawet Microsoft wykorzystuje zdjęcia tych kamiennych, intrygująco ułożonych w wielkie kręgi bloków na swoich tapetach. Jak więc będąc w Anglii i mając możliwość zobaczenia tego monumentu kultury i historii moglibyśmy mu się oprzeć, zwłaszcza mając pod ręką samochód? Już w dzieciństwie mając książkę o niesamowitych i niewyjaśnionych zagadkach ziemi figurowała tam pozycja właśnie z tym miejscem i od dawna była to dla mnie jedna z większych zagadek. Jak i dlaczego powstała? Nie było więc możliwości żebyśmy przepuścili okazję zobaczenia Stonehenge na własne oczy.


Pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia wybraliśmy się na spacer po okolicy. Strasznie żałowaliśmy, że pogoda niestety nie zrobiła nam niespodzianki i nie zaskoczyła nas pięknymi, śnieżnymi widokami. Dobrze, że nie padał deszcz ;) 


Zaledwie dwa dni po powrocie do Polski z Londynu, znów pojawiliśmy się na wrocławskim lotnisku. Tym razem również kierunkiem był Londyn, jednak wracałam w innym składzie. Michał musiał wrócić już do pracy, więc ja i Kubuś lecieliśmy z moją rodziną ;) Kuba był ze wszystkim zapoznany, jak na prawdziwego podróżnika przystało, więc zachowywał się bardzo grzecznie. Ja tym razem byłam jeszcze lepiej przygotowana niż ostatnim razem, bo wiedziałam już jak mogę przewozić jedzenie dla młodego oraz odkrywałam uroki nosidła dla dzieci :) Coraz lepiej i sprawniej wychodziła mi organizacja podróży z dzieckiem. Całe szczęście samolot nie był tym razem opóźniony, więc planowo weszliśmy na pokład i wzbiliśmy się w górę. To był 5 lot naszego małego podróżnika!
Dodam tylko, że WizzAir zapewnia pierwszeństwo wejścia na pokład grupie z jednej rezerwacji, w której podróżuje dziecko. Bilet, nawet dla tak małego dziecka, kosztuje w tych liniach dokładnie tyle samo, co bilet dorosłej osoby.

23 września 2017 roku to data, której wyczekiwaliśmy z niecierpliwością... pierwszy lot samolotem Kuba miał już za sobą przy okazji podróży do Warszawy, lecz tym razem czekał go pierwszy lot za granicę, do Anglii :)
Kolejną podróż do Londynu planowaliśmy już od dawna. Dla mnie to był powrót po 5 miesiącach, natomiast dla Michała po troszkę ponad roku ;) Tym razem lecieli z nami moi dziadkowie, ale nie tylko dlatego ta podróż była inna od pozostałych. Różniła się też tym, że leciałam już z widocznym brzuszkiem ciążowym ;) Oczywiście byłam po konsultacji ze swoim lekarzem i miałam podpisany "Formularz Zaświadczający o Zdolności do Podróżowania w Ciąży" w dwóch językach, że nie ma żadnych przeciwwskazań do lotu samolotem, które Ryanair wymaga od kobiet powyżej 28 tygodnia ciąży.  Był to mój 27 tydzień ciąży, lecz wolałam mieć już ze sobą takie zaświadczenie, żebym przypadkiem nie została na lotnisku ;)
6 stycznia 2017 r. stawiliśmy się z samego rana na wrocławskim lotnisku. Tym razem nie miał nas kto zawieźć, a nie bardzo uśmiechała nam się poranna podróż autobusem, tym bardziej, że naszym zdaniem dojazd na lotnisko jest dość kiepski, a na dworze było potwornie zimno. Wykupiliśmy więc miejsce na lotniskowym parkingu za 44 zł i tam zaparkowaliśmy Zafirkę. 
Do odprawy mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc wszystko mogliśmy zrobić na spokojnie. Moja babcia leciała już kiedyś ze mną do Londynu, natomiast dla dziadka miał to być jego pierwszy w życiu lot samolotem. Wszystko musieliśmy mu wytłumaczyć, jak również pomóc przy odprawie. Oczywiście zaliczałam każdą toaletę po drodze ;) Dość szybko weszliśmy na pokład samolotu, niestety nie siedzieliśmy razem z moimi dziadkami, bo ich rezerwację zrobiłam w innym czasie i na dodatek z innego konta, a zdaliśmy się na losowy wybór miejsc. Choć i tak siedzieliśmy w miarę blisko ;) Dla mnie bardzo ważne było to, żeby moje miejsce znajdowało się od przejścia, bo wiedziałam, że dość często będę odwiedzać toaletę... cóż, taki ciążowy przymus ;) Trochę stresował mnie start, w końcu nie wiedziałam jak odczuje to mały mieszkaniec mojego brzucha, który tego dnia był wyjątkowo spokojny... podczas startu poczułam pierwsze tego dnia kopnięcia, które towarzyszyły mi cały lot, co mnie uspokajało ;)
Lot minął szybko i choć w planach miałam naukę na Rynki Finansowe, z których kolokwium miałam mieć tydzień później, to jakoś nie miałam do tego głowy ;) Michał za to na spokojnie czytał książkę, a dziadek z babcią non stop wpatrywali się w małe okienko samolotu. Londyn przywitał nas chmurami, lecz temperatura była znacznie przyjemniejsza niż we Wrocławiu.



Podczas mojego sierpniowego wyjazdu do Londynu, gdy wraz z kuzynkami odwiedziłam moich rodziców, dość intensywnie zwiedzaliśmy centrum i atrakcje stolicy. Lecz jeden dzień mieliśmy spędzić nad angielskim morzem :) Nasz wybór padł na miasto, które może poszczycić się dość długą, piaszczystą plażą. MegaBus oferował dość tanie bilety, lecz jak się okazało, były to bilety na pociąg! Stawiliśmy się więc z rana na London Waterloo Station, skąd ruszyliśmy prosto do Weymouth. Pierwszy raz miałam okazję podróżować angielską koleją i muszę przyznać, że wrażenia były bardzo pozytywne, a te widoki z okna... zupełnie inna Anglia, w porównaniu do tej, którą znam ze stolicy. 

Od Świąt Bożego Narodzenia minęło już trochę czasu, ale z pewnością zostaną one w naszej pamięci na długo. Pierwszy raz spędziliśmy święta poza naszym Wrocławiem, wsiedliśmy w samolot i ruszyliśmy do jedynego miasta, w którym czujemy się jak w domu... do Londynu!

Nasz wspólny pobyt w Londynie powoli dobiegał końca, więc żeby nie siedzieć bezczynnie w domu, postanowiliśmy odwiedzić muzeum, które bardzo nas zaciekawiło - Muzeum Londyńskiego Transportu :) Zaplanowaliśmy więc trasę i ruszyliśmy w drogę! Muzeum niestety jest płatne, ale jako studenci dostaliśmy zniżkę ;)
Któregoś dnia naszego pobytu w Londynie postanowiliśmy, że pójdziemy przejechać się autobusem linii 302 z Marty Tatą i od razu zahaczymy o park, który parę razy mijaliśmy. Był już wieczór, lecz nie było jeszcze zbyt ciemno, cieszyło nas to, bo z parku wspaniale widać Wembley. 



5 lipca 2015 roku, gdy o godzinie 4:30 zadzwonił budzik, naprawdę ciężko było nam zwlec się z łóżek... nie mogliśmy jednak odpuścić, bo już o godzinie 7 mieliśmy wyjechać do Cardiff. Jechał z nami również  Marty Tata, tak więc w trójkę, bardzo niewyspani poszliśmy na przystanek i autobusem linii 52 dojechaliśmy na dworzec autokarowy w Londynie - Victoria Coach Station, skąd wsiedliśmy w piętrowego MegaBusa. Zajęliśmy miejsca na górze, na samym przodzie i "pełni energii" ruszyliśmy w drogę do Walii :)
Kolejny dzień zwiedzania Londynu postanowiliśmy spędzić w miejscach cichych i spokojnych, choć zahaczyliśmy również o centrum... Chcieliśmy również poznać i na własnej skórze odczuć klimat starego angielskiego cmentarza. W internecie wyszukaliśmy dwa, ciekawe dla nas miejsca i po zaplanowaniu trasy ruszyliśmy w dość długą drogę ;)


Dość długo przeglądaliśmy różnego rodzaju strony internetowe, by znaleźć kolejne ciekawe miejsce w Londynie... Był bardzo upalny dzień, więc nie chcieliśmy oddalać się za bardzo od domu, bo wykupiliśmy sobie bilet jedynie na autobusy. I nagle trafiliśmy na przepiękną hinduską świątynie, dosłownie pół godziny drogi od nas! Zabraliśmy więc wszystkie potrzebne nam rzeczy (aparaty, Oysterki), zaplanowaliśmy trasę i ruszyliśmy w drogę!


BAPS Shri Swaminarayan Mandir w Londynie – mandir (świątynia hinduska) w dzielnicy Neasden (która stanowi część londyńskiej gminy Brent) w północno-zachodnim Londynie, niedaleko nowo wybudowanego narodowego stadionu Wembley. Jest to pierwsza tradycyjna świątynia hinduistyczna w Europie w przeciwieństwie do świątyń, które powstały w budynkach przekształconych na ten cel. Opłacona przez hindusów z nurtu Akszar Puruszottam Swaminarajan Sanstha, pochodzącego z tradycji Swaminarayan założonej przez Bhagawana Swaminarajan, zbudowana została w ciągu 5 lat. Uroczyste otwarcie miało miejsce 20 sierpnia 1995. Ówcześnie był to największy hinduistyczny mandir w Europie.


28 czerwca 2015 r. był wyjątkowo chłodnym i deszczowym dniem... właśnie dlatego postanowiliśmy wybrać jedno mniej znane, darmowe muzeum i spędzić ten dzień w miejscu  zadaszonym ;) Nasz wybór padł na muzeum wojenne, więc Michał był niezwykle podekscytowany ;) Obiecał mi jednak, że niedługo odwiedzimy inne muzeum, które bardzo chciałam zobaczyć. Za pomocą aplikacji Google Maps zaplanowaliśmy trasę podróży i ruszyliśmy w drogę!


Kolejny dzień postanowiliśmy spędzić w bardziej turystycznych miejscach Londynu. Zaplanowaliśmy, że obowiązkowo pochodzimy po jakimś parku i zobaczymy Katedrę św. Pawła. Ja widziałam ją wiele lat temu, lecz Michał jeszcze nie miał okazji, bo za każdym razem brakowało nam czasu ;) Załadowaliśmy nasze karty Oyster biletem tylko na autobusy, więc czekała nas długa podróż podczas której mogliśmy po raz kolejny podziwiać miasto :)


26 czerwca 2015 r. wyruszyliśmy w naszą kolejną podróż Ryanairem do Londynu. Tym razem wylądowaliśmy na lotnisku Stansted. Od początku postanowiliśmy, że wszystkie miejsca "must-see" będziemy odwiedzać tylko przy okazji, będąc w drodze do tych mniej znanych... Bo podczas tego dość długiego pobytu w Londynie chcemy odkryć miejsca mniej znane zwykłym turystom. Nie mogliśmy doczekać się tej przygody! :) Tym razem spędzimy tu dość sporo czasu, dlatego też nie będziemy opisywać każdego dnia, bo czasami nie będziemy się nigdzie ruszać ;)




Ten dzień zaczął się dla nas dość wcześnie, bo o godzinie 3 rano... Dokończyliśmy się pakować, sprawdziliśmy, czy aby na pewno wszystko mamy i z wielkim żalem ruszyliśmy na przystanek autobusowy. Przy okazji mieliśmy możliwość podziwiania nocnego Londynu.  Tak jak w styczniu, dojechaliśmy do Marble Arch i tam czekaliśmy na naszego EasyBusa. Niestety nie udało nam się wsiąść do wcześniejszego, bo mieli komplet miejsc. Było strasznie zimno, jednak czas szybko minął i już po chwili siedzieliśmy w naszym autokarze, który odjeżdżał o godzinie 5:28. Tak bardzo nie chcieliśmy wracać... 
Trzeciego dnia naszego rodzinnego pobytu w Londynie postanowiliśmy, że podobnie jak w styczniu, wybierzemy się na przeprawę kolejką nad Tamizą. Nie ociągając się długo, ruszyliśmy w drogę! :)

Wsiedliśmy w metro na stacji Willesden Green – naziemna stacja metra w Londynie, położona w dzielnicy Brent. Została otwarta w 1879 jako część Metropolitan Line, której pociągi zatrzymywały się na niej do 1940 (obecnie przejeżdżają bez zatrzymania). W latach 1939-1979 leżała na trasie Bakerloo Line, a następnie została włączona do Jubilee Line. Stacja pełni rolę północnego krańca dla wielu pociągów tej linii, zwłaszcza w godzinach szczytu. Rocznie korzysta z niej ok. 8,5 mln pasażerów. Leży na granicy drugiej i trzeciej strefy biletowej. Ta stacja jest już przez nas traktowana jako "nasza stacja" ;)


Drugiego dnia naszego pobytu w Londynie wstaliśmy około godziny 8. Zjedliśmy śniadanie i  w drogę! Tego dnia postanowiliśmy, że będziemy poruszać się w większości tylko autobusami, by móc popodziwiać miasto. Udało nam się usadowić u góry na samym przodzie ;) Nasza podróż trwała około 40 minut, więc mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by próbować odgadnąć w którą stronę skręci kierowca naszego autobusu i by zachwycać się widokami.



16 kwietnia 2015 r., czyli w 20 urodziny Michała, wybraliśmy się po raz kolejny do Londynu... Tym razem był to bardziej rodzinny wyjazd, bo oprócz nas pojechali również Michała rodzice i Marty Mama, a Tata Marty czekał już na naszą paczkę na miejscu :)