Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Nasz ostatni dzień w Londynie to głównie droga do EasyBusa, a tym już prosto na lotnisko. Był to dzień smutny, czas pożegnać Londyn i Marty Tatę... Tak naprawdę to wcale nie chciało nam się wracać, pogoda w Londynie była wręcz idealna na spacer. Z domu wyszliśmy dość wcześnie i gdy dojechaliśmy na Marble Arch, to do odjazdu autokarem mieliśmy jeszcze dużo czasu. Tacie Marty udało się dogadać z kierowcą i wziął nas wcześniejszym autokarem. 

Odlot mieliśmy dopiero o godzinie 13:30, więc czekało nas parę godziny na lotnisku. Jeszcze przed odprawą usiedliśmy i zjedliśmy kanapki ;)

Port lotniczy Londyn-Luton (ang.: London Luton Airport) – międzynarodowe lotnisko położone koło Luton, 50 km na północ od centrum Londynu. Jest czwartym (pod względem liczby przewiezionych pasażerów) portem lotniczym obsługującym aglomerację londyńską.



Kolejny dzień również zaczęliśmy od przepysznego English Breakfast w wykonaniu Marty Taty. To danie chyba nigdy nam się nie znudzi :) Do końca nie wiedzieliśmy, co chcemy dzisiaj robić. Na pewno chcieliśmy pojechać w tereny Londyńskiej Tower... ale co dalej? Zostaliśmy zachęceni przez Pana Krzyśka i Panią Ewę do przejazdu kolejką linową nad Tamizą. Wcześniej rozważaliśmy tę opcję, lecz po ich namowach, stwierdziliśmy, że czemu nie ;)

22 stycznia 2015 roku, czyli nasz drugi dzień pobytu w Londynie, nie mógł rozpocząć się inaczej, niż przepysznym English Breakfast w wykonaniu Marty Taty! Jest to tradycyjny posiłek (śniadanie) serwowany na ciepło w krajach Wysp Brytyjskich. Kiedyś codzienny w większości angielskich domów, obecnie podawany głównie w hotelach, pensjonatach i B&B. Nasze śniadanie nie było pełną wersją angielskiego dania, lecz dzięki niemu byliśmy gotowi na intensywny, pełen atrakcji dzień :)

Długo czekaliśmy na ten dzień... i w końcu nadszedł - 21 stycznia 2015 roku! Choć ciężko nam było wstać z łóżka o godzinie 3 nad ranem, a na dodatek stres przed lotem dawał się we znaki, lecz obydwoje byliśmy bardzo podekscytowani czekającą nas przygodą. Ostatnie przygotowania, sprawdzanie wziętych rzeczy i biletów, rozmiaru bagażu podręcznego, następnie konkretne śniadanie, a o godzinie 4:50 siedzieliśmy już w samochodzie. Mama Marty zaoferowała, że zawiezie nas na lotnisko. O 5:20 czekaliśmy już w kolejce do odprawy. Marta miała pecha, i gdy przechodziła przez bramkę, ta zapiszczała. Powodem rewizji okazały się buty... Następnie, czekanie w kolejce do wejścia na pokład. Znów mieliśmy lecieć WizzAirem, tak jak 4 lata temu. Z pomocą Marty Taty, udało nam się wyśledzić tanie bilety 104 zł w dwie strony za osobę (dzięki posiadaniu przez nas "WIZZ DISCOUNT CLUB", co jest niezwykle korzystną opcją i polecamy ją każdemu!), więc cena naprawdę atrakcyjna, bo ostatnim razem zapłaciliśmy ponad 500. Podróż minęła dość szybko, choć musimy przyznać, że wolimy latać w dzień. Czuliśmy się jakoś nieswojo, gdy nie mogliśmy ocenić odległości samolotu od ziemi, z powodu panujących na dworze ciemności. Wolimy latać w dzień gdy można podziwiać krajobrazy. 
18 sierpnia 2011 roku wraz z moim chłopakiem Michałem polecieliśmy do Londynu. Bardzo długo szykowaliśmy się do tego wyjazdu i nie mogliśmy się go doczekać, ja oczywiście musiałam zrobić plan zwiedzania :) O godzinie 5 stawiliśmy się na lotnisku we Wrocławiu i... o 6:20 rozpoczęliśmy naszą wyprawę. Jak ja nienawidzę latać…


Rok 2008 – mój czwarty wyjazd do Wielkiej Brytanii. Tym razem ze mną i moją mama poleciała babcia i ciocia. Odleciałyśmy z Wrocławskiego lotniska i po dwóch godzinach byłyśmy już w Londynie. Anglia powitała nas typową dla siebie pogodą, jednak trochę słońca też było :) Dużo podróżowaliśmy metrem, zwiedziliśmy British Museum, National History Museum oraz Tower of London. Mieliśmy również okazję zobaczyć jak podnoszą Tower Bridge, aby statek mógł przepłynąć. No i standardowo poszliśmy pod Buckingham. Podczas tego wyjazdu całkiem sporo zwiedziliśmy, dlatego bardzo miło go wspominam. Zwiedzanie już wtedy stawało się moją pasją. 

W roku 2006 trzeci raz odwiedziłam tatę w Wielkiej Brytanii. Tym razem ze mną i z mamą wybrała  się również moja babcia. Poleciałyśmy samolotem na lotnisko w pobliżu Londynu, ponieważ mój tata był już po przeprowadzce. To była moja pierwsza podróż samolotem, wrażania były niesamowite, choć strach był. Za dużo filmów katastroficznych się naoglądałam ;)
Będąc już w Londynie dużo zwiedzaliśmy, poszliśmy także na London Eye. Mieliśmy wybrać się do Birmingham, żeby odwiedzić Annę, jednak nie udało nam się to, ponieważ Anna była w szpitalu. Któregoś dna wybraliśmy się do wesołego miasteczka, które było niedaleko domu mojego taty. Było naprawdę fajnie, jednak było po nim trochę siniaków :)
Mój drugi wyjazd do Wielkiej Brytanii był w maju 2005 roku. Znowu wraz z mamą jechałyśmy autokarem 26 godziny do Birmingham, gdzie jak poprzednim razem mieszkałyśmy u znajomej Anny. Pamiętam, że wtedy pierwszy raz Anna zabrała nas na jednodniową wycieczkę do Londynu. Bardzo spodobało mi się to miasto, ma swój urok. Niestety z tego wyjazdu pamiętam bardzo niewiele... To było tak dawno temu ;) Dlatego zostawiam Was z kilkoma zdjęciami.

I teraz przychodzi najtrudniejsza cześć do opisania... A mianowicie Anglia. Czemu? Bo sama nie wiem ile razy tam byłam, 5 czy może 6 razy? Ze zdjęć wynikałoby, że chyba 6, bo trafiło nam się parę zdjęć nie pasujących do pozostałych wyjazdów, ale pewności nie mam nawet po długich konsultacjach z rodzicami...
Mój pierwszy wyjazd do Wielkiej Brytanii był w lutym 2005 roku. Jechałyśmy z mamą autokarem aż 26 godzin, z czego dwie spędziłyśmy na promie z Francji. Pomimo, że granice były już otwarte, przechodziłyśmy przez długie odprawy paszportowe i kontrole bagażowe. W ciągu tych godzin przejechałyśmy przez Niemcy, Holandię, Belgię i Francję, aż w końcu dojechałyśmy do  celu naszej podróży, czyli Birmingham, gdzie mój tata pracował jako kierowca autobusu.
Na miejscu dowiedziałyśmy się, że nie będziemy mieszkać w mieszkaniu taty, ponieważ wynajmował je wraz ze swoimi kolegami i nie było tam za dużo miejsca, tym bardziej, że w tym czasie również do taty kolegi przyjechała rodzina. Z przerażeniem usłyszałyśmy, że będziemy mieszkać u starszej kobiety, która była pasażerką mojego taty, a która bardzo dużo pomogła mu w jego początkach w Anglii.
Anna, bo tak ma na imię, okazała się naprawdę wspaniałą kobietą i do dziś traktuję ją jak swoją trzecią babcię. Przyjęła nas jakbyśmy znali się od zawsze. Codziennie robiła nam pyszne posiłki i oczywiście puddingi. Gdy tata był w pracy zabierała nas na spacery po okolicy, na zakupy do centrum, do sklepów z ciuchami, razem z nią zwiedziłyśmy zabytkowe muzeum i galerię sztuki. Pomimo bariery językowej bez problemu można było się z nią dogadać, gdy brakowało nam słów, Anna sięgała po słownik angielsko-polski i było po kłopocie.
I muszę przyznać, że bardzo podobało mi się w domu Anny. Mój mały pokoik był super, a łóżko było niesamowicie wygodne. Anna zawsze dbała o swój ogród i swoje kwiaty. Mimo swojego wieku nigdy nie brakuje jej energii. Dzięki tacie i oczywiście Annie spędziłam dwa cudowne tygodnie w Birmingham...

Birmingham – miasto (city) i dystrykt metropolitalny w Wielkiej Brytanii, w Anglii, w hrabstwie metropolitalnym West Midlands. Cały ośrodek metropolitalny (wraz z m.in. Coventry, Wolverhampton, Solihull, Tamworth, Dudley, Walsall) jest drugim pod względem ludności (po Londynie) w Wielkiej Brytanii – zamieszkuje go ok. 6 mln osób.
Ważny ośrodek przemysłowy (m.in. zakłady Rovera i Cadbury), kulturalny (Led Zeppelin, Black Sabbath, Judas Priest, Electric Light Orchestra, Napalm Death, City of Birmingham Symphony Orchestra, której dyrygentem był przez trzy lata Andrzej Panufnik) i akademicki (trzy uniwersytety).
Birmingham ma rozbudowany system kanałów, które łącznie są dłuższe od kanałów w Wenecji.
W mieście znajdują się stacje kolejowe Birmingham Moor Street, Birmingham Snow Hill, Birmingham New Street.