Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakochani w podróży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakochani w podróży. Pokaż wszystkie posty
28 czerwca 2015 r. był wyjątkowo chłodnym i deszczowym dniem... właśnie dlatego postanowiliśmy wybrać jedno mniej znane, darmowe muzeum i spędzić ten dzień w miejscu  zadaszonym ;) Nasz wybór padł na muzeum wojenne, więc Michał był niezwykle podekscytowany ;) Obiecał mi jednak, że niedługo odwiedzimy inne muzeum, które bardzo chciałam zobaczyć. Za pomocą aplikacji Google Maps zaplanowaliśmy trasę podróży i ruszyliśmy w drogę!


Kolejny dzień postanowiliśmy spędzić w bardziej turystycznych miejscach Londynu. Zaplanowaliśmy, że obowiązkowo pochodzimy po jakimś parku i zobaczymy Katedrę św. Pawła. Ja widziałam ją wiele lat temu, lecz Michał jeszcze nie miał okazji, bo za każdym razem brakowało nam czasu ;) Załadowaliśmy nasze karty Oyster biletem tylko na autobusy, więc czekała nas długa podróż podczas której mogliśmy po raz kolejny podziwiać miasto :)


26 czerwca 2015 r. wyruszyliśmy w naszą kolejną podróż Ryanairem do Londynu. Tym razem wylądowaliśmy na lotnisku Stansted. Od początku postanowiliśmy, że wszystkie miejsca "must-see" będziemy odwiedzać tylko przy okazji, będąc w drodze do tych mniej znanych... Bo podczas tego dość długiego pobytu w Londynie chcemy odkryć miejsca mniej znane zwykłym turystom. Nie mogliśmy doczekać się tej przygody! :) Tym razem spędzimy tu dość sporo czasu, dlatego też nie będziemy opisywać każdego dnia, bo czasami nie będziemy się nigdzie ruszać ;)


Dzień 11 czerwca 2015 r. postanowiliśmy spędzić aktywnie. Już od dawna planowaliśmy jakiś nieduży wypad w góry, ale za każdym razem pogoda płatała nam figle i byliśmy zmuszeni zmieniać plany. Lecz tego dnia się nie poddaliśmy, spakowaliśmy Mordka do bagażnika, Marty rodziców wcisnęliśmy na tylne siedzenie naszej Corsy i ruszyliśmy do Czech! Jak zwykle z opóźnieniem, ale to pomińmy ;)
3 sierpnia 2014 - Węgry

Był środek nocy, jednak kontynuowaliśmy nasze zwiedzanie Budapesztu. Nagle miasto zrobiło się jakby ciemniejsze... Okazało się, że zgasili całe oświetlenie zabytków, mostów i ważniejszych miejsc. Było nam bardzo szkoda, bo chcieliśmy zrobić jeszcze zdjęcie podświetlonego Parlamentu, no ale nic nie mogliśmy zrobić ;) Nachodziliśmy się trochę w poszukiwaniu otwartego McDonalda, niestety nie mieli takiego czynnego całą dobę, ale dzięki temu przeszliśmy przez most i zobaczyliśmy inną stronę stolicy - Peszt. Okazało się, że w nocy Peszt tętni życiem, nie tak jak pełna zabytków, spokojna Buda. Przespacerowaliśmy się główniejszymi ulicami Pesztu, zobaczyliśmy park rozrywki, jednak zmęczenie powoli dawało nam się we znaki... 
O godzinie 3 wróciliśmy na górę Gellerta, posiedzieliśmy tam chwile, jednak czuliśmy, że zaraz po prostu zaśniemy, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić, mieliśmy przy sobie parę cenniejszych rzeczy... Postanowiliśmy wrócić pod DUET... Całe szczęście siedział tam Bolek, więc bez problemu dostaliśmy się do autokaru, zostawiliśmy rzeczy, wzięliśmy karimaty i śpiwory, dowiedzieliśmy się również, gdzie śpi reszta ekipy. Poszliśmy więc do parku i bez zastanowienia rozłożyliśmy się obok naszych, w nadziei, że prześpimy się chociaż trochę...

O godzinie 4:30 obudziła nas Ola, krzycząc: "Uciekamy, zraszacze!"... I faktycznie zobaczyliśmy, obracający się w naszą stronę, podły zraszacz, który bez najmniejszego problemu oblał nas... Uciekliśmy na chodnik, rozłożyliśmy rzeczy i chcieliśmy spać dalej, jednak wciąż mieliśmy wrażenie, że zraszacze mają coraz większy zasięg pryskania i że zaraz nas dosięgną. Obserwowaliśmy też nieczynny zraszacz, który mieliśmy zaraz obok głowy... Po jakimś czasie wróciliśmy pod DUET i tam pospaliśmy do godziny 6. 

Po godzinie 7 ruszyliśmy w drogę. Pogoda nie zapowiadała się ciekawie, na niebie były ciemne chmury... Jednak gdy o godzinie 9 dojechaliśmy nad Balaton, pogoda zrobiła się wspaniała! 

Balaton, Jezioro Błotne – największe jezioro Węgier i zarazem Europy Środkowej, położone w południowo-zachodnich Węgrzech, na Nizinie Panońskiej, u południowych podnóży Lasu Bakońskiego, około 80 km od Budapesztu.

Pierwsze co zrobiliśmy po przyjeździe nad Balaton, to wskoczenie w stroje kąpielowe i rozłożenie się nad wodą. Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, gdy zobaczyliśmy, że jest ona naprawdę czysta. Nie bez powodu Węgrzy uważają Balaton za swoje morze :)


2 sierpnia 2014 - Polska/Słowacja/Węgry

Budzik ustawiony mieliśmy na godzinę 8, jednak obudziliśmy się o 6. Było bardzo zimno, więc zaczęliśmy grzać wodę na butli gazowej, żeby zrobić sobie ciepłą owsiankę na śniadanie. Pomału budzili się inni bolkowicze, więc nasze obozowisko zaczynało ożywać ;) Rozpoczęło się wielkie gotowanie i sprzątanie. 

W niedzielę wróciliśmy do domu, a już tęsknimy za Bolkiem... Po miesiącu podróżowania umyliśmy się w normalnej wannie, zjedliśmy domowy obiad i przespaliśmy całą noc w normalnym łóżku... Przywieźliśmy ze sobą mnóstwo zdjęć i wspaniałych wspomnień, którymi chcemy się podzielić :) Czas zacząć wspominać!

1 sierpnia 2014 - Polska

Wstaliśmy z samego rana, zjedliśmy ostatni posiłek przed wyjazdem i o godzinie 8 byliśmy już pod DUETem. W tym roku wsiedliśmy trochę wcześniej, niż na Nadodrzu, było nam bliżej ;) 

Sama myśl o wyjeździe sprawiała, że byliśmy szczęśliwi, ale dopiero gdy zobaczyliśmy DUET, dotarło do nas, że zaczyna się kolejna niezwykła przygoda i po raz kolejny przeżyjemy ją razem.


20 sierpnia 2013 - Czechy/Polska

O godzinie 5 wyjechaliśmy z deszczowej Pragi i ruszyliśmy w drogę do domu. Podróż minęła nam dość szybko, a nasz Wrocław również przywitał nas niezbyt piękną pogodą :)
Pomimo niezbyt miłej sytuacji, jaka nas spotkała, jesteśmy bardzo zadowoleni z tego wyjazdu. Tak cudownych chwil nie da się przeżyć jeżdżąc do hotelu "All inclusive". Choć czasem było ciężko, razem daliśmy radę, byliśmy w wielu niezwykłych miejscach i doświadczyliśmy tego, czego zwykły turysta nigdy nie doświadczy ;)
Podróże z Bolkiem są czymś naprawdę wyjątkowym, choć wiele osób nigdy tego nie zrozumie i dziwią się nam, że chcemy jechać na "tak dziki wyjazd". Takie wyjazdy zmieniają ludzi, uzależniają ich od przygód i "odrobiny" adrenaliny ;)
Chciałabym podziękować wszystkim bolkowiczom, naszemu kierowcy oraz samemu Bolkowi za wspaniałą przygodę, której nie da się zapomnieć :)

„Czym jest dla mnie przygoda? Myślę, że to urzeczywistnienie marzenia, które każdy z nas nosi w sobie. Przygoda to przede wszystkim wolność, to doświadczenie silnych emocji, osiąganie i przekraczanie granic, realizowanie przedsięwzięć w ekstremalnej formie, które pozostawiają głęboki ślad w człowieku i zmieniają jego psychikę”. - Jacek Pałkiewicz

Piosenki, które towarzyszyły nam na tym wyjeździe i najbardziej zapadły nam w pamięć:




A już 1 sierpnia 2014 wyjeżdżamy na kolejnego Bolka ;) To naprawdę uzależnia!
19 sierpnia 2013 - Czechy

Rano umyliśmy się w umywalkach należących do marketu bezcłowego, całe szczęście nikt nas nie przyłapał ;) Następnie ruszyliśmy w dalszą drogę. 
Zatrzymaliśmy się w miejscowości Znojmo w Czechach, gdzie zrobiliśmy zakupy w Kauflandzie i zjedliśmy śniadanie. Pan Tadziu w międzyczasie wymienił oponę zapasową w naszym autokarze, bo jako zapasową mieliśmy tą, która nam wcześniej strzeliła w drodze ;)
O godzinie 18 byliśmy już w Pradze, która jak zawsze przywitała nas deszczem i niską temperaturą. Byliśmy przyzwyczajeni do upałów, a tu nagle taki mróz, a my na dodatek nie mamy żadnych ciepłych rzeczy, bo wszystko nam ukradli ;) Ubraliśmy się w to co nam zostało, ja pożyczyłam jedną koszulę od Michała, żeby było cieplej i ruszyliśmy na miasto. Wyglądaliśmy dość komiczne ;) 

Praga – stolica i największe miasto Czech, położone w środkowej części kraju, nad Wełtawą. Jest miastem wydzielonym na prawach kraju, będąc jednocześnie stolicą kraju środkowoczeskiego. Praga jest ośrodkiem administracyjnym, przemysłowym, handlowo-usługowym, akademickim, turystycznym i kulturalnym o znaczeniu międzynarodowym. Ta położona w centralnej Europie stolica Czech jest zbiorowiskiem niesamowitych wprost zabytków z okresu gotyku, renesansu, baroku, secesji oraz współczesności. Zabytki Starego Miasta to katalogowy przegląd niemalże wszystkich epok z charakterystycznymi dla nich ozdobami, dachami, wykończeniami, wąskich uliczek i słynnych figur na Moście Karola.


18 sierpnia 2013 - Austria/Czechy

Trzeba przyznać, że bardzo wygodnie śpi się w pustych lukach bagażowych. Choć oczywiście wszyscy marzyliśmy o tym, by znów były pełne... 
Po godzinie 8 podjechaliśmy pod Lidla po resztę grupy i ruszyliśmy w dalszą drogę. W międzyczasie zatrzymaliśmy się gdzieś na stacji, żeby zjeść śniadanie i umyć się. Na stacjach wydaliśmy resztę drobnych pieniędzy, żeby nie wieźć ich z powrotem do Polski, a przecież musieliśmy coś zjeść ;) 
Tak w sumie to cały ten dzień spędziliśmy w trasie, chcąc jak najdalej dojechać tego dnia. Było bardzo gorąco, jednak podróż nam się nie dłużyła, bo umilał ją śpiew :)
Po godzinie 21 dojechaliśmy do strefy bezcłowej między Austrią a Czechami, zrobiliśmy zakupy, zjedliśmy kolację, posiedzieliśmy trochę w większej grupie, po czym ja i Ola poszłyśmy położyć się do luków, a Michał pograł jeszcze trochę na gitarze, dzięki czemu przyjemniej mi się zasypiało ;)


17 sierpnia 2013 - Włochy

Gdy rano obudziliśmy się w pustych lukach, wciąż nie mogliśmy uwierzyć w to co nas spotkało... Pani, która w nocy pomogła nam dogadać się z Carabinieri, już czekała przy autokarze i postanowiła zabrać nas na cappuccino i bułkę, ale załapała się tylko połowa naszej grupy, bo reszta spała jeszcze w parku. Chcieliśmy za siebie zapłacić, jednak starsza pani, uparła się, że to ona zapłaci. Przy okazji opowiedziała naszą niemiłą historię kelnerom w kawiarence. Byliśmy jej bardzo wdzięczni za tą dobroć i ciepło jakie nam okazała. Chyba każdy z nas potrzebował wtedy tego... Tym bardziej, że nie mieliśmy już totalnie nic do jedzenia.
Bolek pojechał na policję, jednak nic nie udało nam się wskórać... W sumie to mogliśmy się tego spodziewać...
Przed godziną 11 wyjechaliśmy z tego pechowego dla nas miasta. Atmosfera w autokarze była cudowna, mimo, że prawie wszyscy (trzy osoby nie zostały okradzione) straciliśmy swoje rzeczy, to wspieraliśmy się nawzajem, próbując obrócić tą sytuację w żart. Śpiewaliśmy piosenki, a słysząc tekst "Nie mogę Ci wiele dać, bo sam nie wiele mam" zaczęliśmy się śmiać. Ułożyliśmy nawet dość niecenzuralny wierszyk o naszych złodziejach, jednak nie będę go tu przytaczać ;) Ci, których torby nie zostały skradzione, z chęcią pożyczali swoje ubrania innym. Przeżywali to równie mocno jak my, choć trzeba przyznać, że mieli ogromne szczęście :)
Mi i Michałowi udało się uratować trochę naszych ubrań, bo parę rzeczy mieliśmy w podręcznej torbie pod siedzeniem, nie było tego dużo, ale zawsze coś ;)

O godzinie 20:31 zajechaliśmy pod Lidla niedaleko Wenecji. Nie mieliśmy już totalnie nic do picia, więc dosłownie rzuciliśmy się na zakupy. Okazało się, że Lidl czynny był do godziny 20:30. Nie pomogły nasze błagania, żeby nas wpuścili, ani argument, że dużo na nas zarobią... Byli nieugięci. 




16 sierpnia 2013 - Watykan/Włochy

Wstaliśmy o godzinie 7. Bolek powiedział nam, że zostajemy w Rzymie do godziny 24, ale z campingu musimy wyjechać dużo wcześniej i autokar zaparkowany będzie przy wjeździe do miasta. Spakowaliśmy więc nasze rzeczy do autokaru, wzięliśmy prysznic (tak na zapas ;) ) i o godzinie 11 staliśmy już na przystanku.


15 sierpnia 2013 - Włochy/Watykan

Tej nocy w autokarze spało się nam całkiem wygodnie. Około godziny 4:30 zaczęli się już schodzić bolkowicze, bo odjazd miał być za godzinę. Czas mijał, jednak wciąż brakowało nam jednej osoby... Parę osób poszło go szukać, przez co mieliśmy godzinne opóźnienie. Byliśmy bardzo niezadowoleni, ale po godzinie 6:30 ruszyliśmy w dalszą drogę.
14 sierpnia 2013 - Włochy

W nocy było trochę zimno, jednak wstaliśmy wyspani, pomimo tego, że była dopiero godzina 7 rano. Szybko ogarnęliśmy rzeczy i poszliśmy się umyć w toalecie na stacji paliw. Bolek próbował znaleźć nam camping, jednak okazało się, że nie ma miejsc... Szybko wygrzebałam mój przewodnik i pokazałam mu bardzo fajny camping w pobliżu Rzymu. Zadzwoniliśmy tam i całe szczęście było wolne miejsce! Byliśmy bardzo szczęśliwi bo woleliśmy mieć camping w Rzymie niż w Pompejach.
Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Widoki z autokaru były niezwykłe.


13 sierpnia 2013 - Włochy - Sycylia

To była ciężka noc, co chwilę ktoś nas budził... Była nawet chwila, gdy byliśmy przerażeni i uważaliśmy, że spanie w tym miejscu było naszą najgorszą decyzją, gdy obok nas przeszła "kobieta zombie", serio miała taką twarz, że było to nasze jedyne skojarzenie... Później obudził mnie jakiś facet, krzycząc mi nad głową "Cigarette, cigarette!", niestety musiałam go zasmucić faktem, że nie mamy "Cigarette"... To była chyba nasza najgorsza noc...

Wstaliśmy o godzinie 7, szybkie śniadanie i mycie, a o godzinie 8:30 jechaliśmy już do kolejnego miasteczka. 
Zatrzymaliśmy się około 3 kilometry od centrum, więc w potwornym upale szliśmy do miasta, całe szczęście po drodze znaleźliśmy market i zrobiliśmy zakupy. Drugie śniadanie zjedliśmy siedząc na chodniku przy drodze w cieniu drzew.

Cefalù to sycylijskie miasteczko słynące ze średniowiecznych zabytków i malowniczego położenia. Przez wielu jest uważane za najpiękniejszą miejscowość kąpieliskową na wyspie. W Cefalù białe domki w typowo włoskim stylu, kręte, wąskie uliczki ozdobione kwiatami są jakby wciśnięte między Morze Tyrreńskie i wysokie, żółto-brązowe góry. 




12 sierpnia 2013  - Włochy - Sycylia

Obudziłam się w nocy na plaży i zobaczyłam, że obok nas chodzi mnóstwo mrówek! Rozejrzałam się dookoła, ale okazało się, że chodzą tylko w naszą stronę... Zdziwiło mnie to i dokładnie przyjrzałam się w którym kierunku idą, zobaczyłam, że zmierzają prosto do torby Michała. Tylko dlaczego? I wtedy sobie przypomniałam... Winogron! Przecież Michał miał go jeszcze w torbie... Obudziłam więc Miśka, przenieśliśmy się z karimatami parę metrów dalej, wytrzepaliśmy torbę z mrówek i położyliśmy ją bliżej nóg, a nie naszych głów, tak jak to było wcześniej ;) Reszta nocy minęła w miarę spokojnie, a szum fal szybko nas uśpił...