Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż z dzieckiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż z dzieckiem. Pokaż wszystkie posty

Ostatni dzień naszej wycieczki... czas pożegnać góry i wrócić do rzeczywistości. Po śniadaniu załadowaliśmy wszystkie nasze rzeczy do auta, oddaliśmy klucze od pokoju i ruszyliśmy w drogę. Mieliśmy również zaplanowany jeden postój na trasie 😁

25 czerwca 2018 roku... nasza druga rocznica ślubu! Na ten dzień mieliśmy zaplanowane wodne szaleństwa w Termach Chochołowskich, w końcu cała nasza trójka kocha wodę 😁 Z pokoju wyszliśmy z samego rana, tak by nie trafić na zbyt duże tłumy ludzi.

Drugi dzień naszego pobytu w górach... Pogoda zapowiadała się średnia, a to właśnie na ten dzień mieliśmy wykupiony wjazd kolejką linową na Kasprowy Wierch! Z wielkim bólem przyjęliśmy do wiadomości, że raczej nie zobaczymy zbyt wiele ze szczytu... Zjedliśmy śniadanie, ubraliśmy się ciepło i w drogę!

Niecały miesiąc po powrocie z Chorwacji, wygrzani Bałkańskim słoneczkiem, ruszyliśmy w Tatry! Było to zaraz po obronie mojej pracy licencjackiej, więc humor dopisywał 😁 Z Wrocławia wyruszyliśmy koło godziny 8 rano, a droga mijała nam naprawdę sprawnie i nawet obyło się bez jakiś większych korków na A4 😅

Ostatni dzień, ostatnie śniadanie na tarasie... Oj ciężko wraca się do rzeczywistości... Tak bardzo mi szkoda, że nie udało się tego wyjazdu spędzić z moimi rodzicami... W końcu to dla nich go zorganizowaliśmy 😔 Pomału szykowaliśmy się do powrotu. Pakowaliśmy wszystkie rzeczy i próbowaliśmy zapamiętać jak najwięcej tych widoków.

Przedostatni dzień naszego pobytu na Bałkanach... Standardowo zjedliśmy śniadanie na naszym cudnym tarasie i omówiliśmy plany na ten dzień. Planów w sumie nie było zbyt wiele, w końcu musieliśmy odpocząć przed długą podróżą do domu. 

Po dniu odpoczynku przyszedł dzień zwiedzania! Trasa zaplanowana, śniadanie zjedzone (obowiązkowo na tarasie!) i w drogę. Z racji tego, że już z rana było na prawdę gorąco, a później miało być tylko cieplej, postanowiliśmy Rudełka zostawić w apartamencie. Spokojnie... nie bał się zostać sam 😉 

Kolejny dzień, kolejne śniadanie na tarasie z widokiem na Adriatyk... Tak, to zdecydowanie nasz mały raj na ziemi! Dzisiaj w planach mieliśmy spacer po okolicy i plażowanie. Niech auto też trochę odpocznie od jazdy 😅

Dzień siódmy naszego pobytu na Bałkanach zapowiadał się mega intensywnie, czyli tak jak lubimy 😁 Poprzedniego dnia sprawdziliśmy, o której godzinie odpływa prom na Wyspę Hvar!

Kolejny dzień, a my nadal nie możemy wyjść z zachwytu... tu jest tak pięknie! Ten dzień miał być dniem odpoczynku. W końcu trzeba trochę posiedzieć na tej cudnej plaży i popływać 😀

Piąty dzień naszego pobytu na Bałkanach rozpoczął się wcześnie... szybkie śniadanie, szykowanie i w trasę! W końcu tego dnia mieliśmy w planach wycieczkę do Bośni i Hercegowiny. Znowu wracaliśmy do Mostaru, Medjugorie oraz nad Wodospady Kravica 😊 

Czwarty dzień naszego pobytu na Bałkanach. Na ten dzień nie mieliśmy zaplanowanej żadnej wycieczki... miał to być dzień na leniwy wypoczynek, spacer po okolicy oraz przyjemną kąpiel w Adriatyku 😁 Kuba oczywiście nie dał nam pospać... cóż, takie życie z małym dzieckiem. Dzięki temu mamy dłuższy dzień na rozkoszowanie się widokami 😅 



Trzeci dzień na Bałkanach przywitał nas chmurami i deszczową pogodą. Na ten dzień mieliśmy zaplanowaną wycieczkę do Dubrownika. Sprawdziliśmy pogodę... przez najbliższe dwa tygodnie zapowiadają tam deszcz. No cóż... W takim razie nie zmieniamy planów i jedziemy dzisiaj, skoro pogoda nie zamierza się poprawić 😅 z resztą, byliśmy w Dubrownik już dwa razy, więc raz możemy mieć gorszą pogodę. 

Chorwacja to zdecydowanie nasz raj na ziemi! To mega niezwykłe uczucie budzić się w tym miejscu, wyjść na taras i móc podziwiać te widoki... A dzień zaczął się dla nas zdecydowanie szybciej, niż byśmy tego chcieli... no cóż, Kuba już się wyspał 😅 Michał zabrał Rudiego na poranny spacer, a my powoli szykowaliśmy się do śniadania.

Długo czekaliśmy na ten dzień i w końcu nadszedł! Wieczorem 20 maja ruszyliśmy w drogę, by tym razem już z Kubusiem, podbić Bałkany! Choć ten wyjazd miał wyglądać zupełnie inaczej... rodzice Marty, dla których chcieliśmy zorganizować ten wyjazd, by odwdzięczyć się im za te wszystkie podróże, które wspólnie z nimi i dzięki nimi odbyliśmy, niestety nie mogli pojechać z nami. Bardzo tego żałowaliśmy, lecz nic nie mogliśmy zmienić... by nie zmarnować dużego apartamentu, pojechała z nami kuzynka Marty - Dominika. No to w drogę!

Często wyszukuję ciekawe miejsca, które można odwiedzić w okolicach Wrocławia... Przypadkiem na facebooku przeczytałam informację o Zalewie Mietkowskim. W kwietniu pogoda bardzo nam dopisywała, więc pomyślałam, że będzie to idealne miejsce na odpoczynek od codziennych obowiązków :) Szybko wyszukałam najlepszą trasę, przedstawiłam plan Michałowi, który od razu go zaakceptował. Zrobiliśmy zakupy na grilla i ruszyliśmy w drogę! Miejscowość Borzygniew, do której zmierzaliśmy, jest oddalona od naszego domu o niecałe 40 km, więc dojechaliśmy w miarę szybko (akurat nie było żadnych korków na A4).

Wycieczkę do Karpacza planowaliśmy od grudnia, ale zawsze plany nam się zmieniały. A to się nie chciało, a to Kuba był przeziębiony, a to znowu studia... Ostatnio we Wrocławiu nie jest nam dane cieszyć się piękną, śnieżną zimą, więc odczuwaliśmy dość mocne braki śniegu. Na dodatek to była pierwsza zima naszego synka i bardzo chcieliśmy pokazać mu śnieg! Zaplanowaliśmy, że 3 marca obowiązkowo jedziemy na wycieczkę! Gdy rano wstaliśmy mieliśmy przygotowane "50 powodów, dla których nie pojedziemy do Karpacza"... Było mega zimno, a w Karpaczu akurat było jakoś wyjątkowo mało śniegu... Ostatecznie jednak ubraliśmy się ciepło i ruszyliśmy w drogę!

Podczas naszego świątecznego pobytu w Londynie postanowiliśmy wybrać się do centrum. Akurat trafiliśmy na piękną pogodę, więc szkoda by było tego nie wykorzystać ;) Postawiliśmy przed sobą też jeszcze jedno, drobne wyzwanie... jechał z nami Rudi! Spakowaliśmy wszystkie potrzebne nam rzeczy, wzięliśmy woreczki dla Rudego i w drogę! Do centrum dojechaliśmy dwoma autobusami. W pierwszym, kierowca kazał pójść z psem na górę... po konsultacji z moim tatą, który jest kierowcą, wiemy, że nie na takiego wymogu i było to jego zwykłe widzimisię... 
Słynne na cały świat Stonehenge. Jedna z wizytówek Wielkiej Brytanii. Nawet Microsoft wykorzystuje zdjęcia tych kamiennych, intrygująco ułożonych w wielkie kręgi bloków na swoich tapetach. Jak więc będąc w Anglii i mając możliwość zobaczenia tego monumentu kultury i historii moglibyśmy mu się oprzeć, zwłaszcza mając pod ręką samochód? Już w dzieciństwie mając książkę o niesamowitych i niewyjaśnionych zagadkach ziemi figurowała tam pozycja właśnie z tym miejscem i od dawna była to dla mnie jedna z większych zagadek. Jak i dlaczego powstała? Nie było więc możliwości żebyśmy przepuścili okazję zobaczenia Stonehenge na własne oczy.


W zeszłym roku, korzystając z pięknej, październikowej pogody, wybraliśmy się do Zamku Topacz, który znajduje się zaledwie kilka kilometrów od naszego domu. Choć przebicie się przez miasto trochę trwało, wiecie... korki ;) Nie oczekiwaliśmy od tego miejsca zbyt wiele, aktualnie jest to hotel, więc nie zamierzaliśmy zwiedzać środka.