Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
26 czerwca 2015 r. wyruszyliśmy w naszą kolejną podróż Ryanairem do Londynu. Tym razem wylądowaliśmy na lotnisku Stansted. Od początku postanowiliśmy, że wszystkie miejsca "must-see" będziemy odwiedzać tylko przy okazji, będąc w drodze do tych mniej znanych... Bo podczas tego dość długiego pobytu w Londynie chcemy odkryć miejsca mniej znane zwykłym turystom. Nie mogliśmy doczekać się tej przygody! :) Tym razem spędzimy tu dość sporo czasu, dlatego też nie będziemy opisywać każdego dnia, bo czasami nie będziemy się nigdzie ruszać ;)

W niedzielę wróciliśmy do domu, a już tęsknimy za Bolkiem... Po miesiącu podróżowania umyliśmy się w normalnej wannie, zjedliśmy domowy obiad i przespaliśmy całą noc w normalnym łóżku... Przywieźliśmy ze sobą mnóstwo zdjęć i wspaniałych wspomnień, którymi chcemy się podzielić :) Czas zacząć wspominać!

1 sierpnia 2014 - Polska

Wstaliśmy z samego rana, zjedliśmy ostatni posiłek przed wyjazdem i o godzinie 8 byliśmy już pod DUETem. W tym roku wsiedliśmy trochę wcześniej, niż na Nadodrzu, było nam bliżej ;) 

Sama myśl o wyjeździe sprawiała, że byliśmy szczęśliwi, ale dopiero gdy zobaczyliśmy DUET, dotarło do nas, że zaczyna się kolejna niezwykła przygoda i po raz kolejny przeżyjemy ją razem.


Ale ten czas pędzi... dopiero co szykowaliśmy się na nasz pierwszy wyjazd z Bolkiem w 2012 roku, a już jutro ruszamy w kolejną podróż... 

Wyjazdy z Bolkiem są niezwykłe, dają nam swobodę i niezależność. Uczą samodzielności, radzenia sobie w trudnych, czasami nawet ekstremalnych sytuacjach oraz wzajemnego wspierania się. Mimo, że jedziemy autokarem i jesteśmy grupą, każdy może robić co mu się podoba. Nie ma z góry ustalonego planu i właśnie to jest w tym piękne. Każdy zwiedza z kim chce i co chce, a jeśli woli odpoczywać, to odpoczywa. Nigdy nie wiemy gdzie będziemy spać i czy w ogóle będziemy spać. To jest prawdziwa szkoła przetrwania... Pomimo tego, że czasami jest ciężko, są to naprawdę niezwykłe wyjazdy, a wspomnienia jakie po nich pozostają... nie do opisania! Zwiedzamy mnóstwo przepięknych miast i miasteczek, niektóre wielkie i często odwiedzane przez turystów, a niektóre, pomimo swojego uroku, pomijane przez nich. Tak cudownych chwil nie da się przeżyć siedząc w hotelu. Właśnie dlatego już po raz trzeci ruszamy w podróż wraz z Bolkiem :)

W planach mamy 9 państw: Słowacja, Węgry, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Albania, Słowenia, Austria, Czechy. W paru z nich już byliśmy, a niektóre są dla nas jeszcze obce i nieznane. Dlatego już na samą myśl o wyjeździe jesteśmy bardzo szczęśliwi ;) 

Torby spakowane, przewodniki przygotowane... Ostatnia noc w swoim łóżku... Od jutra śpimy na karimatach! ;)



Korzystając z pięknej, majówkowej pogody postanowiliśmy wraz ze znajomymi wybrać się do jednego z najpiękniejszych zabytków Dolnego Śląska. Byłam już w tym miejscu dwa razy na zimowisku i mam do niego ogromy sentyment, dlatego bardzo chciałam pokazać mojemu narzeczonemu to miejsce. 

18 sierpnia 2013 - Austria/Czechy

Trzeba przyznać, że bardzo wygodnie śpi się w pustych lukach bagażowych. Choć oczywiście wszyscy marzyliśmy o tym, by znów były pełne... 
Po godzinie 8 podjechaliśmy pod Lidla po resztę grupy i ruszyliśmy w dalszą drogę. W międzyczasie zatrzymaliśmy się gdzieś na stacji, żeby zjeść śniadanie i umyć się. Na stacjach wydaliśmy resztę drobnych pieniędzy, żeby nie wieźć ich z powrotem do Polski, a przecież musieliśmy coś zjeść ;) 
Tak w sumie to cały ten dzień spędziliśmy w trasie, chcąc jak najdalej dojechać tego dnia. Było bardzo gorąco, jednak podróż nam się nie dłużyła, bo umilał ją śpiew :)
Po godzinie 21 dojechaliśmy do strefy bezcłowej między Austrią a Czechami, zrobiliśmy zakupy, zjedliśmy kolację, posiedzieliśmy trochę w większej grupie, po czym ja i Ola poszłyśmy położyć się do luków, a Michał pograł jeszcze trochę na gitarze, dzięki czemu przyjemniej mi się zasypiało ;)


17 sierpnia 2013 - Włochy

Gdy rano obudziliśmy się w pustych lukach, wciąż nie mogliśmy uwierzyć w to co nas spotkało... Pani, która w nocy pomogła nam dogadać się z Carabinieri, już czekała przy autokarze i postanowiła zabrać nas na cappuccino i bułkę, ale załapała się tylko połowa naszej grupy, bo reszta spała jeszcze w parku. Chcieliśmy za siebie zapłacić, jednak starsza pani, uparła się, że to ona zapłaci. Przy okazji opowiedziała naszą niemiłą historię kelnerom w kawiarence. Byliśmy jej bardzo wdzięczni za tą dobroć i ciepło jakie nam okazała. Chyba każdy z nas potrzebował wtedy tego... Tym bardziej, że nie mieliśmy już totalnie nic do jedzenia.
Bolek pojechał na policję, jednak nic nie udało nam się wskórać... W sumie to mogliśmy się tego spodziewać...
Przed godziną 11 wyjechaliśmy z tego pechowego dla nas miasta. Atmosfera w autokarze była cudowna, mimo, że prawie wszyscy (trzy osoby nie zostały okradzione) straciliśmy swoje rzeczy, to wspieraliśmy się nawzajem, próbując obrócić tą sytuację w żart. Śpiewaliśmy piosenki, a słysząc tekst "Nie mogę Ci wiele dać, bo sam nie wiele mam" zaczęliśmy się śmiać. Ułożyliśmy nawet dość niecenzuralny wierszyk o naszych złodziejach, jednak nie będę go tu przytaczać ;) Ci, których torby nie zostały skradzione, z chęcią pożyczali swoje ubrania innym. Przeżywali to równie mocno jak my, choć trzeba przyznać, że mieli ogromne szczęście :)
Mi i Michałowi udało się uratować trochę naszych ubrań, bo parę rzeczy mieliśmy w podręcznej torbie pod siedzeniem, nie było tego dużo, ale zawsze coś ;)

O godzinie 20:31 zajechaliśmy pod Lidla niedaleko Wenecji. Nie mieliśmy już totalnie nic do picia, więc dosłownie rzuciliśmy się na zakupy. Okazało się, że Lidl czynny był do godziny 20:30. Nie pomogły nasze błagania, żeby nas wpuścili, ani argument, że dużo na nas zarobią... Byli nieugięci. 


1 sierpnia 2013 - Polska/Austria

Decyzja o wyjeździe na kolejnego Bolka została podjęta dość spontanicznie, podczas naszego pobytu w Chorwacji... Spacerując po plaży w Podacy wciąż przypominały mi się te niezwykłe chwile i miejsca... Dlatego z Michałem zdecydowaliśmy, że po prostu nie możemy nie pojechać :) Nasza przyjaciółka Ola, jak tylko napisałam do niej, że jedziemy, bardzo się ucieszyła i postanowiła też jechać.

I tak oto 1 sierpnia przed godziną 9 staliśmy już na dworcu Nadodrze. Bolek spóźnił się aż kwadrans, ale przynajmniej mieliśmy trochę czasu, na ogarnięcie kto z nami jedzie. Gdy w końcu pojawił się nasz autokar, wszyscy rzucili się do drzwi, żeby zająć jak najlepsze miejsca. Przyznam, że byłam bardzo zadowolona z miejsca, które zajęłam dla mnie i dla Michała :)

 Impreza w autokarze zaczęła się zaraz po tym gdy ruszyliśmy, dzięki czemu czas bardzo szybko nam minął. Zatrzymaliśmy się na krótki postój w Kudowie Zdrój, gdzie przekroczyliśmy granicę. Czekała nas bardzo długa droga, bo Bolek miał w planach nocleg w Wiedniu. 

Do Wiednia dojechaliśmy o godzinie 21, okazało się, że nie możemy zatrzymać się tam gdzie rok temu, ponieważ był jakiś remont. Bardzo długo szukaliśmy parkingu i w końcu udało nam się coś znaleźć. Bolek zabrał nas większą grupą na małe zwiedzanie Wiednia. To był męczący spacer. 

Po jakimś czasie trafiliśmy do Wiener Prater – park publiczny (1700 ha) w Wiedniu, położony między Dunajem a Kanałem Dunajskim. Niegdyś były to tereny łowieckie Habsburgów, które cesarz Józef II udostępnił publiczności w 1766 r. Jego nazwa pochodzi od łacińskiego słowa pratum, co oznacza tyle co łąki. Jest to popularny ośrodek wypoczynkowo-sportowy. W parku pokręcić się można na prawie wszystkich możliwych rodzajach karuzel. Jest to też wspaniałe miejsce na zwykły spacer i chłoniecie atmosfery rozbawionego Wiednia. 

Ola i Asia poszły na dość wysoką karuzelę, natomiast ja i Michał odpoczęliśmy trochę na ławce. Następnie przeszliśmy się jeszcze po tym ogromnym lunaparku, słuchając krzyków ludzi dochodzących z różnych karuzel i kolejek :)


3 maja 2013

Kolejny dzień w naszym raju! Na ten dzień zaplanowaną mieliśmy wyprawę na Wyspę Hvar, która zwana jest królową wśród dalmatyńskich wysp. To najdłuższa wyspa Chorwacji (68 km), „tonąca w słońcu” (słońce świeci tu przez 2722 godziny w roku). Od czasów antycznych znana jest ze swojego strategicznego położenia, bogactwa, ciekawej historii, kulturalnych i przyrodniczych atrakcji obfitujących zwłaszcza w wakacje.

Pojechaliśmy więc do miejscowości Drvenik, w której czekaliśmy na nasz prom. Kolejka była bardzo długa, jednak dla wszystkich starczyło miejsca na tym, wyglądającym na małego, promie :)