Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamek. Pokaż wszystkie posty

W zeszłym roku, korzystając z pięknej, październikowej pogody, wybraliśmy się do Zamku Topacz, który znajduje się zaledwie kilka kilometrów od naszego domu. Choć przebicie się przez miasto trochę trwało, wiecie... korki ;) Nie oczekiwaliśmy od tego miejsca zbyt wiele, aktualnie jest to hotel, więc nie zamierzaliśmy zwiedzać środka.

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :)

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie!

9 stycznia 2016 roku, korzystając z wolnego weekendu, postanowiliśmy wybrać się na krótką wycieczkę do miejsca, przez które przejeżdżaliśmy wielokrotnie, lecz zawsze było przez nas pomijane. Tym miejscem był Zamek w Bolkowie! Wycieczka miała być w ciut większym gronie, ale wyszło jak wyszło i pojechaliśmy w trójkę :) Z Wrocławia jak zwykle wyjechaliśmy z opóźnieniem, lecz i tak mieliśmy dobry czas i do Bolkowa dojechaliśmy w miarę szybko.

21 sierpnia 2015 - Rumunia

Gdy o godzinie 6:30 zadzwonił budzik, dosłownie myśleliśmy, że nie wstaniemy... Lecz w planach mieliśmy jeszcze parę miejsc do zobaczenia, dlatego ubraliśmy się ciepło, wzięliśmy potrzebne nam rzeczy i ruszyliśmy w drogę. Podobnie jak dnia poprzedniego ruszyliśmy większą grupą, bo oprócz naszej czwórki poszły z nami jeszcze trzy osoby. Poszliśmy więc do najbliższej stacji metra, kupiliśmy bilety i w drogę! Przyjemnie jechało się w cieplutkim metrze, gdy na dworze było chłodno, zdążyliśmy się przyzwyczaić do tych greckich upałów ;) Po wyjściu z metra czekał nas jeszcze półgodzinny spacer, a po drodze mijaliśmy sporo ciekawych budynków, pomników i muzeów.
2 sierpnia 2015 - Słowacja/Węgry

O godzinie 6 obudził nas drobny deszcz, lecz była to niezwykle spokojna i udana noc. Było trochę zimno, dlatego usiedliśmy przy zadaszonych stolikach, przykryliśmy się śpiworami i do godziny 7:15 czekaliśmy aż Pan Tadziu otworzy DUET. Rozpadało się trochę mocniej, więc gdy tylko mogliśmy wejść do autokaru, od razu przebraliśmy się w cieplejsze ciuchy. W pobliżu był kranik, szybko się umyliśmy, zjedliśmy śniadanie i o godzinie 9 ruszyliśmy do Bratysławy :)



5 lipca 2015 roku, gdy o godzinie 4:30 zadzwonił budzik, naprawdę ciężko było nam zwlec się z łóżek... nie mogliśmy jednak odpuścić, bo już o godzinie 7 mieliśmy wyjechać do Cardiff. Jechał z nami również  Marty Tata, tak więc w trójkę, bardzo niewyspani poszliśmy na przystanek i autobusem linii 52 dojechaliśmy na dworzec autokarowy w Londynie - Victoria Coach Station, skąd wsiedliśmy w piętrowego MegaBusa. Zajęliśmy miejsca na górze, na samym przodzie i "pełni energii" ruszyliśmy w drogę do Walii :)

Dnia 6 czerwca 2015 roku, korzystając z przepięknej, wręcz upalnej pogody, wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę do Zamku w Kliczkowie. Był to dla nas relaks przed egzaminami zawodowymi, które powoli się zbliżają ;) 
24 maja 2012 roku wybraliśmy się na szkolną wycieczkę do Zamku w Pszczynie oraz do Dąbrowy Górniczej. Nie przepadamy za wycieczkami organizowanymi przez szkołę, jednak była ona darmowa... No jak moglibyśmy nie skorzystać? ;) 

Zamek w Pszczynie – dawna rezydencja magnacka w Pszczynie (niem. Pless) na Górnym Śląsku, powstała w XI lub XII w., od tego czasu wielokrotnie przebudowywana. W średniowieczu własność między innymi książąt opolsko-raciborskich, książąt opawskich i książąt cieszyńskich. W latach 1548–1765 należał do śląskiego rodu Promnitzów, 1765–1847 książąt Anhalt-Köthen-Pless a od 1847 książąt Hochberg von Pless z Książa. W latach 1870–1876 dokonali oni przebudowy zamku, na skutek której uzyskał on swój obecny kształt architektoniczny w stylu neobarokowym.


W lipcu 2011 podczas naszego parodniowego pobytu w Nowym Wiśniczu często spacerowaliśmy po jego okolicach, czasami zbliżając się w stronę górującego nad miastem Zamku. Przedostatniego dnia, gdy pogoda nie sprzyjała wycieczkom ani spacerom, stwierdziliśmy, że jest to najlepszy dzień na odwiedzenie Zamku. 

Zamek w Wiśniczu – zamek położony na zalesionym wzgórzu nad rzeką Leksandrówką we wsi Stary Wiśnicz, wzniesiony przez Jana Kmitę w 2. połowie XIV wieku. Wczesnobarokowy korpus zamku z elementami renesansowymi zbudowano na planie czworoboku z wewnętrznym dziedzińcem. Zwieńczono go czterema basztami w narożach. Od północno-wschodniej strony dobudowano kaplicę z kryptą grobową Lubomirskich, a od południowo-wschodniej wolno stojącą tzw. Kmitówkę. Na drugim piętrze, przy Sali Rycerskiej mieści się galeria widokowa. Budowla otoczona jest fortyfikacjami bastionowymi z bramą wjazdową z początków XVII wieku.



Po pobycie w Zamku Gniew stwierdziliśmy, że jesteśmy na tyle blisko kolejnego zamku, że aż głupio byłoby nie wstąpić ;) Tym zamkiem był Zamek w Malborku (niem. Ordensburg Marienburg) – usytuowany na prawym brzegu Nogatu, gotycki, ceglany, warowny, otoczony fosą, wzniesiony w kilku etapach od 3 ćw. XIII w. do poł. XV w. przez zakon krzyżacki. Zespół zamku krzyżackiego w Malborku został uznany za pomnik historii w 1994 roku. Jest to jeden z najlepszych przykładów średniowiecznej architektury obronno-rezydencjonalnej w Europie. 

W 2011 roku po raz trzeci pojechałam na kolonię do Zamku Gniew, który stał mi się bardzo bliski. Był to naprawdę magiczny czas spędzony w gronie wspaniałych ludzi. Gdy okres kolonii dobiegał końca nie bardzo chciałam wracać jeszcze do domu... Wpadłam na pomysł, że rodzice mogliby przyjechać po mnie wraz z moim chłopakiem Michałem. Rodzice nie mieli nic przeciwko, spodobał im się ten szalony pomysł. Byłam przeszczęśliwa, że będę mogła pokazać moim bliskim właśnie to miejsce, które podczas kolonii było dla mnie jak dom :)



Pod koniec roku szkolnego, gdy już czuć było wakacje, w naszej szkole została zorganizowana dwudniowa wycieczka do Lublina. Jako że bardzo lubimy zwiedzać, nie mogliśmy się nie zapisać, tym bardziej, że koszt tej wycieczki to tylko 50 zł, a w samym mieście Lublin jeszcze nigdy nie byliśmy :)