Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
10 sierpnia 2013 - Włochy - Sycylia
Wstaliśmy o godzinie 7 rano. W nocy strasznie wiało, ale dzięki temu nie było tak duszno. W parku Jana Pawła II, w którym spaliśmy, rosły kaktusy, Bolek pokazał nam, że owoce, które na nich rosną, są jadalne ;) Nazywają się opuncje i choć ciężko było je zerwać, bo porośnięte są małymi igiełkami, to naprawdę było warto poświęcić jeden z naszych ręczników, żeby ich skosztować. W smaku były po prostu przepyszne!
O 8:30 wyjechaliśmy z Syrakuz, a o godzinie 9 byliśmy już na miejscu w Noto, jest to miasteczko we wschodniej części Sycylii, którego początki sięgają IX w. p. n. e. Pałace, kościoły, zakony, kolumny, balustrady i inne elementy dekoracyjne zbudowane są ze skały o charakterystycznej ciepłej barwie przypominającej kolor miodu. Ze względu na zabudowę z tufu - miękkiej skały o pochodzeniu wulkanicznym - Noto nazywane jest "kamiennym ogrodem". Z kolei przez UNESCO miasto zostało nazwane stolicą i perłą baroku sycylijskiego.
Ruszyliśmy więc na zwiedzanie miasta.
9 sierpnia 2013 - Włochy - Sycylia
Gdy rano otworzyliśmy namiot, przeżyłam szok... Dookoła nas chodziły gigantyczne mrówki, takie oglądałam tylko w programie na Discovery... I z tego co zapamiętałam, to nie są one zbyt przyjazne... Szczerze mówiąc to mieliśmy spać pod gołym niebem, ale wydawało nam się, że będzie padać i tylko dlatego rozłożyliśmy namiot. Całe szczęście nie dostały się one do środka. Były straszne...
Chcieliśmy dokupić parę rzeczy w markecie, ale był jeszcze zamknięty... Za to gdy przyszliśmy pod autokar, zobaczyliśmy, że spora część naszej grupy jest umyta i zadowolona. Pomyśleliśmy, że pływali w morzu, ale okazało się, że miła starsza Pani, która mieszka zaraz przy plaży, zrobiła im prysznic wężem ogrodowym. Wzięliśmy więc paczkę polskich cukierków i poszliśmy do niej ;) Zgodziła się, bez żadnego problemu. Czyści i szczęśliwi wsiedliśmy do autokaru i o godzinie 9 byliśmy już w drodze.
Po godzinie 11 zaparkowaliśmy autokar w miejscowości Giardini-Naxos, jest to najstarsza miejscowość na Sycylii - jej historia sięga aż 735 r. p.n.e., kiedy to Grecy postanowili założyć tu swoją osadę. 27 wieków później, czyli w rzeczywistości "tu i teraz", miasto to stanowi jeden z najbardziej znanych sycylijskich kurortów. Z naszego parkingu ruszyliśmy większą grupą na Taorminę. Droga była dość długa, chcieliśmy pojechać autobusem, ale akurat nic nie jechało, więc szliśmy pieszo. Było strasznie gorąco, za to widoki były nieziemskie ;)
6 sierpnia 2013 - Włochy
Gdy rano obudziliśmy się na plaży w Metaponto, zorientowaliśmy się, że ludzie spacerujący chodnikiem znajdującym się nad plażą, robią nam zdjęcia. Nie przejęli się nawet tym, że już nie śpimy, tylko wciąż bezczelnie się gapili i robili kolejne zdjęcia. Tak w sumie to nie dziwie się im, ale mogli chociaż nam przesłać te fotki ;)
Po ogarnięciu rzeczy, wsiedliśmy do DUETu i wjechaliśmy na camping, choć nie było to łatwe, bo było tam dość wąsko, a dostaliśmy jakieś miejsce na uboczu. Naszej radości chyba nie muszę tłumaczyć ;)
Po szybkim rozłożeniu namiotów od razu poszliśmy umyć się pod normalnym prysznicem, potem z Olą zrobiłyśmy szybkie pranie, a Michał w tym czasie pilnował ładujących się telefonów i aparatów, grając jednocześnie na gitarze, więc dookoła niego zebrała się spora grupa bolkowiczów. Gdy już wszystko było gotowe, a Michał pomógł mi wykręcić i rozwiesić pranie, mogliśmy w końcu zająć się jedzeniem. Było cudownie! :)
5 sierpnia 2013 - Włochy
Przed 1 w nocy dojechaliśmy do Bari - jest to miasto i gmina w południowych Włoszech, położone nad Adriatykiem. Bari jest stolicą prowincji Bari i regionu Apulia. Bari jest największym miastem nad Adriatykiem, ważnym ośrodkiem przemysłowym, handlowym i kulturalnym Włoch południowych.
Po wyjściu z autokaru, poszliśmy wraz z Bolkiem poszukać miejsca do spania, a przy okazji połączyliśmy to z nocnym zwiedzaniem. Bolek bardzo ciekawie opowiadał nam o wszystkich zabytkach. W nocy miasto wyglądało niezwykle. Podczas poszukiwań, wykruszyła nam się prawie połowa grupy. Jednak po jakimś czasie wróciliśmy pod mury miasta i stwierdziliśmy, że to jest jednak dobre miejsce do spania (tzw. "dzikus").
Wstaliśmy o godzinie 7, bo słońce już dawno wstało, a po ulicy kręciło się dużo osób, wszyscy patrzyli na nas dość dziwnie, w końcu takie "kokony" to niecodzienny widok ;)

